Biblijna wizja życia ucznia Jezusa
Wyobraź sobie scenę, którą wielu ludzi zna z życia na wsi: świnie biegnące do koryta z jedzeniem. Popychanie się, przepychanie, parskanie. Każda próbuje pochwycić jak najwięcej dla siebie, nie myśląc o innych.
A teraz spróbuj odpowiedzieć na nieco zaskakujące pytanie: czy w taki sposób szedłeś do kościoła w ostatnią niedzielę?
Nie chodzi o obrażanie kogokolwiek. To raczej zaproszenie do szczerej refleksji. Pomyśl przez chwilę o kilku prostych decyzjach z tamtego dnia: gdzie zaparkowałeś samochód? O której godzinie przyjechałeś? Gdzie usiadłeś podczas nabożeństwa? Z kim rozmawiałeś przed lub po spotkaniu?
Każda z tych decyzji mogła być okazją, by służyć innym. Mogła stać się sposobem, by zachęcić kogoś, pomóc komuś lub okazać komuś miłość Chrystusa. Ale mogła też być podjęta wyłącznie z myślą o własnej wygodzie.
Dlatego warto zadać sobie pytanie: czy świadomie planowałeś, jak przez te drobne decyzje pobłogosławić innych?
Bycie uczniem Jezusa oznacza właśnie taką zmianę perspektywy. Oznacza życie skoncentrowane nie na sobie, lecz na innych. Oznacza służbę ludziom w taki sposób, w jaki sam Chrystus służył światu.
Życie ucznia jest życiem dla innych
Uczniostwo nie jest jedynie osobistym doświadczeniem duchowym. Nie polega wyłącznie na tym, że ktoś rozwija swoją relację z Bogiem. Prawdziwe uczniostwo zawsze kieruje człowieka ku innym ludziom.
Jezus jasno pokazał ten wzorzec. Powiedział o sobie, że nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i oddać swoje życie na okup za wielu. Jeśli więc ktoś chce iść za Chrystusem, musi przyjąć ten sam sposób życia.
Życie ucznia polega na działaniu dla dobra innych ludzi. To życie prowadzone w mocy Boga, aby głosić Chrystusa i pomagać innym wzrastać ku duchowej dojrzałości.
Nie jest to pomysł współczesnego Kościoła ani strategia rozwoju wspólnoty. Ten sposób myślenia ma swoje źródło w samej Biblii.
Biblijny wzorzec inwestowania w innych
Bóg pokazał nam wzór takiego życia już w samym akcie stworzenia, zanim jeszcze w Piśmie pojawiło się imię Chrystusa.
Najbardziej podstawowym przykładem jest rodzina.
Bóg stworzył ludzi tak, że rodzice poświęcają ogromną ilość miłości, czasu i energii jednej osobie – swojemu dziecku. Troszczą się o nie, pielęgnują je, uczą i prowadzą ku dojrzałości. Ta relacja jest jednym z najprostszych i najbardziej naturalnych obrazów uczniostwa.
Później Bóg wykorzystuje tę rzeczywistość w historii Izraela.
Po nadaniu Dziesięciu Przykazań Mojżesz przekazuje ludowi ważne polecenie. W Księdze Powtórzonego Prawa czytamy:
„Niechaj słowa te, które Ja ci dziś nakazuję, będą w twoim sercu. Będziesz je wpajał w twoich synów i będziesz o nich mówił, przebywając w swoim domu, idąc drogą, kładąc się i wstając”.
To polecenie pokazuje, jak wygląda prawdziwe duchowe prowadzenie innych. Nie jest ono ograniczone do formalnego nauczania. Obejmuje całe życie. Oznacza rozmowę o Bogu w codzienności – w domu, w drodze, w pracy, w chwilach odpoczynku.
Relacje uczniowskie w Biblii
Biblia zawiera wiele przykładów takich relacji.
Mojżesz przygotowywał Jozuego, który miał przejąć jego rolę w prowadzeniu Izraela. Heli uczył młodego Samuela rozpoznawania głosu Boga. Eliasz prowadził Elizeusza.
Każdy z tych przykładów pokazuje ten sam wzór: jedna osoba inwestuje w życie drugiej.
Jednak najbardziej znanym przykładem uczniostwa jest oczywiście Jezus Chrystus.
Jezus i Jego uczniowie
Chrześcijaństwo nie zaczęło się od wielkiej kampanii medialnej ani od wprowadzenia produktu dla masowego odbiorcy. Nie było codziennych relacji w wiadomościach ani rozbudowanej strategii marketingowej.
Zaczęło się od osobistego zaangażowania w niewielką grupę ludzi.
Przez trzy lata Jezus inwestował swój czas, energię i życie w kilkunastu uczniów. Tłumy rzeczywiście często przychodziły, by Go słuchać. Wieści o Jego cudach rozchodziły się szybko. Jednak wśród tych tłumów była szczególna grupa – uczniowie, których Jezus powołał.
Ewangelia Marka opisuje ten moment w prostych słowach:
Jezus wstąpił na górę i przywołał tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. Ustanowił dwunastu, aby byli z Nim, a potem aby ich posłać do zwiastowania Ewangelii.
To niezwykłe zdanie: aby byli z Nim.
Uczniostwo zaczynało się od relacji. Od bycia razem. Od wspólnego życia.
Co więcej, nawet w tej grupie dwunastu Jezus szczególnie inwestował w trzech uczniów: Piotra, Jakuba i Jana.
Przykład apostoła Pawła
Ktoś mógłby powiedzieć: „Ale to był Jezus. On był Bogiem. Nic dziwnego, że działał w taki sposób”.
Dlatego warto spojrzeć na przykład apostoła Pawła.
W szesnastym rozdziale Dziejów Apostolskich poznajemy młodego ucznia o imieniu Tymoteusz. Tekst mówi, że Paweł chciał, aby Tymoteusz wyruszył z nim w podróż misyjną.
Znów widzimy ten sam wzorzec: Paweł chciał, aby Tymoteusz był z nim.
Podróżowanie razem, służba razem, wspólne doświadczenia – to wszystko było częścią uczniostwa. Paweł prawdopodobnie uczył Tymoteusza tak, jak starotestamentowy ojciec uczył syna: przez rozmowy, przez obserwację, przez wspólne życie.
Po latach Paweł przekazał Tymoteuszowi ważne polecenie:
„A co słyszałeś ode mnie wobec wielu świadków, to przekaż ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni nauczać także innych”.
To niezwykły model duchowego wpływu. Można powiedzieć, że Paweł myślał w kategoriach duchowych pokoleń:
- Paweł – duchowy ojciec
- Tymoteusz – duchowe dziecko
- wierni ludzie – duchowi wnukowie
- ci, których oni nauczą – duchowi prawnukowie
Ambicje Pawła były więc wielopokoleniowe. Nie chodziło tylko o jedną osobę. Chodziło o łańcuch uczniostwa, który będzie trwał dalej.
Praca i walka
Co jednak oznacza praktycznie takie inwestowanie w innych?
Jednym z najważniejszych fragmentów pomagających odpowiedzieć na to pytanie jest List do Kolosan 1,28–29.
Paweł pisze tam:
„Jego to zwiastujemy, napominając i nauczając każdego człowieka we wszelkiej mądrości, aby stawić go doskonałym w Chrystusie Jezusie. Nad tym też pracuję, walcząc w mocy jego, która skutecznie we mnie działa”.
Te słowa pokazują coś bardzo ważnego: uczniostwo wymaga pracy.
Paweł mówi wprost, że pracuje i walczy.
Współczesna kultura często szuka duchowej mocy w emocjonalnych doświadczeniach, specjalnych modlitwach czy wyjątkowych konferencjach. Ludzie słyszą różne rady: przeczytaj tę książkę, wypowiedz te słowa, przeżyj to doświadczenie.
Tymczasem Biblia wskazuje zupełnie inną drogę.
Duchowa moc objawia się w wytrwałej służbie dla innych.
Słowo przetłumaczone jako „walczyć” można również oddać jako agonia. Oznacza to ogromny wysiłek i poświęcenie.
Droga do duchowej mocy prowadzi więc raczej przez wytrwałą pracę niż przez chwilowe uniesienia.
Skuteczne działanie Boga
Czy oznacza to jednak, że Paweł polegał wyłącznie na własnej sile?
Absolutnie nie.
Pod koniec tego fragmentu znajdujemy kluczowe zdanie: Bóg działał w nim skutecznie.
To niezwykle ważna prawda.
Wszystko, co Paweł robił dla dobra innych ludzi, było ostatecznie dziełem Boga. Jeśli Kolosanie doświadczyli duchowego wzrostu, nie było to zasługą Pawła. To Bóg działał przez niego.
Ta świadomość chroni chrześcijan przed dwiema skrajnościami.
Po pierwsze, chroni przed pychą. Jeśli widzimy owoce naszej służby, nie mamy powodu, by się chlubić. To Bóg działa.
Po drugie, chroni przed strachem. Jeśli Bóg działa w nas i przez nas, nie musimy się obawiać, że nasza praca jest bezsensowna. Nawet jeśli nie widzimy natychmiastowych rezultatów, Jego dzieło trwa.
Zwiastować, aby stawić
W cytowanym fragmencie pojawiają się dwa ważne słowa: zwiastować i stawić.
Paweł zwiastuje Chrystusa teraz, aby w przyszłości stawić wierzących przed Nim jako ludzi dojrzałych.
To pokazuje perspektywę jego służby. Paweł patrzy dalej niż na teraźniejszość. Myśli o dniu powrotu Chrystusa.
Głoszenie Ewangelii obejmuje zarówno nauczanie, jak i napominanie. Paweł ostrzega ludzi przed tym, co prowadzi do zguby, a jednocześnie uczy ich bogactwa i mądrości Ewangelii.
Co ważne, robi to wobec każdego człowieka. Nie tylko wobec wybranych.
Myślenie w kategoriach wieczności
Uczniostwo wymaga długoterminowego myślenia.
Można je porównać do inwestowania. Różnica polega na tym, że walutą nie są pieniądze, lecz wieczność.
Boże Słowo jest jak nasiono. Kiedy zostaje zasiane, może przez długi czas nie być widać żadnych rezultatów. Jednak w odpowiednim czasie przynosi owoc.
Dlatego chrześcijanie są wezwani, by siać Słowo Boże:
- w swoich rodzinach
- wśród przyjaciół
- w kościele
- wśród ludzi, których spotykają
Biblia obiecuje, że Boże Słowo nie wraca puste. Ostateczne żniwo może być widoczne dopiero w przyszłości, ale na pewno nadejdzie.
Kilka słów dla pastorów
Ten fragment ma szczególne znaczenie dla pastorów i osób rozważających służbę duszpasterską.
Posługa pastorska polega nie tylko na głoszeniu kazań. Jej celem jest pomaganie ludziom wzrastać, aby pewnego dnia mogli stanąć przed Chrystusem jako dojrzali wierzący.
To wymaga ogromnej bezinteresowności.
Choć w służbie pastorskiej można znaleźć wiele radości, jest ona także pełna trudności. Pastorzy często pracują i walczą z miłości do ludzi, którzy czasem odpowiadają krytyką lub niezrozumieniem.
Dlatego prawdziwą motywacją w tej służbie nie może być wdzięczność ludzi.
Musi nią być miłość do Chrystusa.
To On odkupił swój lud swoją krwią. Pastorzy służą więc Jemu, prowadząc ludzi ku dniowi, w którym staną przed swoim Panem.
Wiara, która działa
Prawdziwa wiara chrześcijańska nie jest bierna.
Nie jest skupiona wyłącznie na sobie. Nie jest leniwa. Nie przypomina wspomnianych na początku świń walczących o miejsce przy korycie.
Prawdziwa wiara działa.
Działa dla dobra innych ludzi. Działa w mocy Boga. Działa przez zwiastowanie, napominanie i nauczanie.
Celem jest to, aby ludzie byli dojrzali w Chrystusie w dniu Jego powrotu.
Cierpliwość rolnika
Jednocześnie uczniostwo wymaga cierpliwości.
Często nie widzimy od razu rezultatów. Duchowy wzrost bywa powolny. Dlatego chrześcijanin musi być jak rolnik, który sieje nasiona i cierpliwie czeka na plon.
Może minąć dużo czasu, zanim zobaczy efekty swojej pracy.
Jednak nasiono, które zostało zasiane, w końcu wykiełkuje.
Bomby łaski z opóźnionym zapłonem
Prowadzenie innych w uczniostwie ma niezwykły charakter.
Kiedy uczymy ludzi Słowa Bożego, w pewnym sensie zostawiamy w ich życiu bomby łaski z opóźnionym zapłonem.
Możliwe, że nigdy nie zobaczymy wszystkich owoców tej pracy. Jednak Boże Słowo będzie działało dalej – nawet po naszej śmierci.
Uczeń czyni uczniami. Głosi teraz, aby pewnego dnia móc stawić ludzi przed Chrystusem.
Pytanie na zakończenie
Na koniec warto zadać sobie bardzo osobiste pytanie.
Pomyśl o kilku osobach w swoim życiu: może o członkach rodziny, przyjaciołach, osobach z kościoła.
Czy potrafisz wymienić ich imiona?
Czy chciałbyś zobaczyć ich pewnego dnia jako dojrzałych, pobożnych ludzi stojących przed Chrystusem?
Jeśli tak, pojawia się kolejne pytanie:
w jaki sposób już teraz głosisz im Ewangelię i pomagasz im przygotować się na ten dzień?

