Kultura ewangelizacji: dlaczego kościół powinien mówić o Jezusie razem

© Lightstock

W Liście do Filipian apostoł Paweł napisał do wierzących słowa pełne czułości i wdzięczności. Mówił, że nosi ich w sercu, ponieważ byli wraz z nim uczestnikami łaski – zarówno wtedy, gdy przebywał w więzieniu, jak i wtedy, gdy bronił i utwierdzał Ewangelię. Nie była to tylko współpraca w służbie. Była to głęboka więź ludzi złączonych wspólną sprawą: Jezusem Chrystusem i Jego dobrą nowiną.

To niezwykle ważny punkt wyjścia do myślenia o ewangelizacji.

Wielu chrześcijan niemal automatycznie myśli o niej wyłącznie w kategoriach indywidualnych. Ewangelizacja jawi się jako osobiste zadanie, osobista rozmowa, osobista odpowiedzialność. Oczywiście jest w tym wiele prawdy. Każdy wierzący powinien być gotowy do dzielenia się swoją wiarą. Problem polega jednak na tym, że taki sposób myślenia bywa niepełny.

Bo skoro Kościół jest wspólnotą, skoro chrześcijanie są ciałem, rodziną i ludem Boga, to dlaczego ewangelizacja miałaby być przeżywana głównie w samotności?

Dla wielu osób mówienie o Jezusie jest trudne. Powstrzymuje ich strach: przed odrzuceniem, przed ośmieszeniem, przed uznaniem za dziwaka, fanatyka albo człowieka oderwanego od rzeczywistości. I trzeba uczciwie powiedzieć: ten lęk jest bardzo powszechny. Większość ludzi nie unika ewangelizacji dlatego, że nie wierzy w Ewangelię, ale dlatego, że boi się konsekwencji mówienia o niej głośno.

Dlatego pojawia się bardzo proste pytanie: skoro ewangelizacja bywa trudna i przerażająca, to po co robić ją samemu?

Znacznie lepiej rozwijać w kościele coś, co można nazwać kulturą ewangelizacji. Nie chodzi tylko o to, aby pojedynczy chrześcijanie od czasu do czasu mówili o Jezusie. Chodzi o to, aby całe kościoły były wspólnotami, w których mówienie o Jezusie jest naturalne, wspólne i zakorzenione w codziennym życiu.

Dlaczego wspólna ewangelizacja ma sens

Wspólna ewangelizacja ma wiele prostych, ale bardzo istotnych zalet. Kiedy wierzący razem troszczą się o głoszenie Ewangelii, stają się odpowiedzialni jedni przed drugimi. Wzajemnie wzmacniają swoje postanowienia. Uczą się od siebie. Razem cieszą się z dobrych rozmów i razem przeżywają rozczarowania. Łączą ich doświadczenia, które są ważne i duchowo formujące.

To po prostu ma sens.

Problem polega na tym, że gdy chrześcijanie zaczynają myśleć o wspólnotowej ewangelizacji, często od razu wyobrażają sobie programy ewangelizacyjne. A to nie jest to samo.

Przez „program” można rozumieć specjalne wydarzenie: większą imprezę, spektakl, konferencję, wieczór tematyczny, wydarzenie sportowe albo projekt dla poszukujących, podczas którego w pewnym momencie zostaje przedstawiona Ewangelia. Takie rzeczy mogą być użyteczne. Bóg może się nimi posłużyć. Wielu ludzi rzeczywiście nawróciło się podczas różnych wydarzeń ewangelizacyjnych.

Jednak programy nie są ani podstawowym, ani najskuteczniejszym sposobem prowadzenia ewangelizacji.

Dlaczego same programy nie wystarczą

Dobrym przykładem jest historia kościoła, który postanowił organizować wielkanocne przedstawienie pasyjne. Zamysł był szlachetny: wykorzystać niezwykłą historię Wielkanocy, opowiedzieć ją w atrakcyjny sposób i jasno przedstawić Ewangelię. Na końcu widzowie mieli mieć okazję odpowiedzieć na dobrą nowinę osobiście.

Całość przygotowano z rozmachem. Był dopracowany scenariusz, zawodowa gra aktorska, profesjonalna muzyka, rozbudowana scenografia, zwierzęta, specjalne efekty, a z czasem nawet pomoc producentów z Hollywood. Ludzie przychodzili tłumnie. Frekwencja przekraczała oczekiwania. Spektakle trzeba było powtarzać, rozdawano darmowe bilety, a zainteresowanie nie słabło.

Wszystko wyglądało imponująco.

Był jednak jeden problem: po latach okazało się, że mimo ogromnej popularności przedstawienia, praktycznie nikt się nie nawracał. Przynajmniej nie więcej osób, niż można by się spodziewać po zwykłym, wiernym głoszeniu Słowa.

To musiała być trudna decyzja, ale starsi kościoła postanowili zakończyć program. Doszli do wniosku, że gdyby członkowie poświęcili choćby połowę energii wkładanej w organizowanie spektaklu na rozmowy ewangelizacyjne z sąsiadami, współpracownikami, znajomymi czy rodziną, owoc byłby znacznie większy.

I trudno się z tym nie zgodzić.

Większość ludzi nawraca się nie przez wielkie widowiska, lecz przez zwyczajne relacje: rozmowy z przyjacielem, wpływ członka rodziny, studium biblijne w małej grupie, kontakt z chrześcijaninem, który świadomie i cierpliwie mówi o Jezusie.

Programy mogą przynosić pewne owoce uboczne. Potrafią budować więzi między chrześcijanami, ośmielają do jawnego opowiedzenia się po stronie Chrystusa, czasem otwierają nowe obszary służby. Ale same w sobie łatwo stają się czymś w rodzaju duchowego cukru: są atrakcyjne, ekscytujące, łatwe do polubienia, lecz nie karmią naprawdę. Mogą nawet dawać fałszywe poczucie, że „coś zrobiliśmy”, choć w praktyce nie doszło do rzeczywistej ewangelizacji.

Dlatego potrzebujemy czegoś głębszego i trwalszego niż program. Potrzebujemy kultury ewangelizacji.

Czym jest kultura ewangelizacji

Kultury nie da się w pełni zrozumieć wyłącznie z definicji. Trzeba ją zobaczyć, poczuć i doświadczyć. Tak samo jest z kulturą ewangelizacji.

Najprościej mówiąc, jest to wspólne życie kościoła, w którym biblijne idee, biblijny język i biblijne działania sprawiają, że głoszenie Ewangelii staje się naturalną częścią codzienności. Nie jest to okazjonalna akcja ani specjalne wydarzenie. To klimat wspólnoty. To sposób myślenia. To zbiorowy odruch kościoła.

Ludzie intuicyjnie rozumieją, o co chodzi, gdy słyszą o takiej kulturze. Wielu przywódców kościołów marzy właśnie o tym: o wspólnocie pełnej miłości do Jezusa, oddanej Ewangelii, dla której mówienie o Chrystusie jest zwyczajne, a nie wyjątkowe.

Jak wygląda taka kultura?

1. Kultura motywowana miłością do Jezusa i Jego Ewangelii

Najgłębszym motywem ewangelizacji nie może być poczucie winy ani presja. Powinna nim być miłość do Chrystusa.

Paweł pisze, że miłość Chrystusowa ogarnia wierzących. To właśnie ona popycha ich do życia nie dla siebie samych, ale dla Tego, który za nich umarł i został wzbudzony. Kiedy kościół jest przepełniony taką miłością, ewangelizacja przestaje przypominać wtaczanie ciężkiego głazu pod górę. Zaczyna być czymś, czego naprawdę chcemy.

W takiej wspólnocie świadectwa o tym, jak ktoś cierpliwie i z miłością prowadził drugą osobę do Jezusa, nie wywołują zawstydzenia, lecz zachętę. Oglądanie owoców Ewangelii w życiu innych budzi w całym kościele nowe pragnienie, by wiernie mówić o Chrystusie.

2. Kultura pewna mocy Ewangelii

Zdrowa kultura ewangelizacji ufa nie technikom, ale samej Ewangelii.

Świat nieustannie próbuje przekonać chrześcijan, że proste przesłanie o Chrystusie jest niewystarczające, zbyt stare, zbyt proste albo zbyt mało atrakcyjne. Wtedy pojawia się pokusa, by oprzeć skuteczność ewangelizacji na metodach, osobowości, chwytach komunikacyjnych czy rozrywkowych formach.

Tymczasem prawdziwie zdrowy kościół pamięta, że to Ewangelia jest mocą Bożą ku zbawieniu. Nie trzeba jej ulepszać. Nie trzeba jej zastępować sztuczkami. Trzeba w nią wierzyć i wiernie ją głosić.

3. Kultura świadoma niebezpieczeństwa rozrywki

Biblia ostrzega przed słuchaniem Bożego Słowa jak widowiska. Ludzie mogą zachwycać się mówcą, muzyką, tematem czy atmosferą, a jednocześnie w ogóle nie odpowiadać posłuszeństwem.

To bardzo współczesna pokusa. Łatwo pomylić poruszenie emocjonalne z duchowym owocem. Łatwo budować wydarzenia tak, by przyciągały uwagę, ale nie dotykały serca.

Kultura ewangelizacji musi rozumieć, że rozrywka nie zbawia. Może przyciągnąć tłum, ale nie przemieni człowieka. Tylko Duch Święty może dać nowe serce. Dlatego kościół nie powinien zastępować treści atrakcyjnością. Potrzebujemy wspólnot, które serwują ludziom nie emocjonalny spektakl, lecz niezafałszowany pokarm Ewangelii.

4. Kultura patrząca na ludzi we właściwy sposób

Ewangelizacja nigdy nie będzie zdrowa, jeśli chrześcijanie patrzą na ludzi powierzchownie. Paweł mówi, że nie znamy już nikogo „według ciała”, to znaczy według zewnętrznych kategorii, stereotypów czy uproszczeń.

Patrzeć na ludzi oczami Chrystusa to widzieć ich jako osoby stworzone na obraz Boga, posiadające godność i wartość. Jednocześnie oznacza to uznać, że są grzeszne, zranione i oddzielone od Boga. Ale to nie wszystko. Chrześcijanin patrzy również na to, kim człowiek może się stać przez Ewangelię: nowym stworzeniem w Chrystusie.

Taki sposób widzenia ludzi zmienia wszystko. Sprawia, że przestajemy traktować innych jak projekty, problemy czy przypadki. Zaczynamy dostrzegać realnych ludzi, których Chrystus może zbawić.

5. Kultura, w której wszyscy działają razem

Ewangelizacja nie jest zadaniem kilku szczególnie uzdolnionych osób. Jest częścią wierności każdego chrześcijanina.

Zdrowy kościół zakłada, że wszyscy są zaangażowani. Jedni mają więcej odwagi, inni więcej doświadczenia, jeszcze inni więcej kontaktów, ale wszyscy uczestniczą w tej samej misji. Kiedy ktoś przyprowadza do kościoła niechrześcijańskiego znajomego, wspólnota nie jest zaskoczona ani zakłopotana. Raczej reaguje naturalnie, serdecznie i świadomie.

To właśnie znaczy działać razem w jedności dla Ewangelii.

6. Kultura wzajemnego uczenia się

Ludzie nie rodzą się z umiejętnością prowadzenia mądrych rozmów ewangelizacyjnych. Tego trzeba się uczyć.

Dlatego potrzebna jest kultura, w której wierzący uczą się od siebie nawzajem: czym jest Ewangelia, czym jest ewangelizacja, jak czytać Biblię z niewierzącymi, jak odpowiadać na pytania, jak prowadzić rozmowę w sposób biblijny i pełen miłości.

To nie jest jednorazowe szkolenie, lecz stały proces. Chrześcijanie potrzebują wracać do podstaw, ćwiczyć się i wzajemnie zachęcać. Kościół powinien być miejscem, gdzie wierzący uczą się dzielić swoją wiarą w sposób wierny Pismu.

7. Kultura, która kształtuje ewangelizację przez relacje

Jednym z pięknych aspektów kultury ewangelizacji jest to, że starsi i młodsi wierzący mogą sobie nawzajem pomagać. Nowo nawróceni często mają świeżość, gorliwość i naturalne kontakty z niewierzącymi. Dojrzalsi chrześcijanie mają głębsze zrozumienie Ewangelii i większe doświadczenie.

Kiedy to się łączy, powstaje bardzo zdrowy model. Jedni uczą się od drugich. Młodsi wzrastają w zrozumieniu, starsi zyskują nowe okazje do rozmów z ludźmi spoza kościoła. Tak właśnie kultura ewangelizacji kształtuje kolejne pokolenia wierzących.

8. Kultura doceniająca wysiłki ewangelizacyjne

Nic tak nie zniechęca jak poczucie, że kościół interesuje się wszystkim, tylko nie głoszeniem Ewangelii.

Zdrowa wspólnota uczy się zauważać i doceniać nawet małe kroki. Proste pytanie na spotkaniu wspólnoty: „Czy ktoś miał w tym tygodniu okazję mówić o Jezusie?” może mieć ogromne znaczenie. Gdy ludzie opowiadają swoje historie, a inni modlą się za nich, powstaje środowisko, w którym ewangelizacja jest czymś normalnym i wartościowym.

Nawet nieudane próby są warte uznania. Lepiej ponieść porażkę, próbując mówić o Chrystusie, niż nigdy nie zaryzykować.

9. Kultura, która umie świętować nowe życie mądrze

Kiedy ktoś mówi, że stał się chrześcijaninem, kościół powinien się cieszyć. Ale powinien też zachować mądrość.

Najlepsza reakcja to połączenie dwóch postaw: „Alleluja!” i „zobaczymy”. Alleluja – bo nawrócenie jest najwspanialszą rzeczą, jaka może przydarzyć się człowiekowi. Zobaczymy – bo prawdziwość nawrócenia potwierdza się w czasie: przez właściwe rozumienie Ewangelii, przemienione życie i wytrwałe chodzenie za Chrystusem.

Zdrowa kultura ewangelizacji nie robi z nowych wierzących gwiazd, ale też ich nie lekceważy. Cieszy się ich wiarą, modli się o nich i pomaga im wzrastać.

10. Kultura gotowa na ryzyko

Prawdziwa ewangelizacja zawsze wiąże się z ryzykiem. Ryzykiem odrzucenia, wyśmiania, niezrozumienia, a w niektórych miejscach świata nawet prześladowania.

Paweł trafił do więzienia właśnie dlatego, że był wierny Ewangelii. Ale nawet tam Ewangelia się szerzyła. To niezwykłe, że pod koniec Listu do Filipian wspomina o wierzących z domu cesarskiego. Jakby chciał powiedzieć: to nie ja byłem przykuty do strażników, ale oni do mnie.

Kościół potrzebuje takiej odwagi. Nie chodzi o nieodpowiedzialność, lecz o gotowość, by dla Chrystusa narazić własną reputację, wygodę i bezpieczeństwo. Kultura ewangelizacji nie ucieka przed ryzykiem. Rozumie, że świat nie lubi, gdy jego myślenie jest konfrontowane z prawdą o Jezusie. A mimo to mówi.

11. Kościół jako najlepsza metoda ewangelizacji

Wszystkie te elementy prowadzą do jednego, najważniejszego wniosku: lokalny kościół jest wybraną i najlepszą metodą ewangelizacji.

Nie chodzi tylko o to, że kościół organizuje ewangelizację. Chodzi o to, że sam w sobie – jako wspólnota ludzi przemienionych przez Ewangelię – staje się jej obrazem. Gdy chrześcijanie razem kochają Jezusa, ufają Ewangelii, uczą się, ryzykują, modlą się, świętują nawrócenia i prowadzą ludzi do Chrystusa, wtedy kościół staje się żywym świadectwem.

To właśnie widzimy w Dziejach Apostolskich: wierzący razem trwali w społeczności, łamali chleb po domach, chwalili Boga i cieszyli się przychylnością ludzi, a Pan codziennie dodawał do nich tych, którzy dostępowali zbawienia.

To nie program był centrum. To był kościół.

I właśnie dlatego najgłębszym pragnieniem powinno być nie organizowanie coraz bardziej spektakularnych wydarzeń, lecz budowanie wspólnot, w których Ewangelia jest kochana, głoszona i przeżywana wspólnie.

Bo najlepszą strategią ewangelizacji nie jest wydarzenie. Jest nią zdrowy kościół z kulturą ewangelizacji.

Udostępnij!
    Dołącz!
    Wpisz swój e-mail, aby co dwa tygodnie otrzymywać najnowsze materiały EWC.