Title:Religia i jej ofiary
Series:Ewangelia Marka (15/27)
Transkrypcja wideo
Dziś rano proszę, żebyście otworzyli 12 rozdział Ewangelii Marka. Zakończymy omawianie końcówki tego rozdziału. Jeśli to, co wam mówię, brzmi nieco znajomo, to dlatego, że w 2007 roku, mniej więcej w marcu, czyli dokładnie cztery lata temu, byliśmy w tym samym momencie służby Jezusa w Ewangelii Łukasza. W Ewangelii Łukasza. Więc to, co czytaliśmy i rozumieliśmy u Łukasza, teraz znajdujemy u Marka. Pamiętamy – ci z nas, którzy byli tu 4 lata temu – ten fragment, wersję Łukasza, która jest paralelna do Marka. Zrozumiecie to, kiedy wam to przeczytam. Werset 38: „I mówił w nauczaniu swoim: Wystrzegajcie się uczonych w Piśmie, którzy chętnie chodzą w długich szatach i lubią pozdrowienia na rynkach. I pierwsze krzesła w synagogach, i pierwsze miejsca na ucztach. Którzy pożerają domy wdów i dla pozoru długo się modlą. Tych spotka szczególnie surowy wyrok. A usiadłszy naprzeciwko skarbnicy, przypatrywał się, jak lud wrzucał pieniądze do skarbnicy i jak wielu bogaczy dużo wrzucało. Przyszła też jedna uboga wdowa i wrzuciła dwie drobne monety, to jest tyle, co jeden grosz. I przywoławszy uczniów swoich, rzekł im: Zaprawdę powiadam wam, ta uboga wdowa wrzuciła więcej do skarbnicy niż wszyscy, którzy wrzucali. Bo wszyscy wrzucali z tego, co im zbywało, ale ta ze swego ubóstwa wrzuciła wszystko, co miała, całe swoje utrzymanie”. Niektórzy z was pamiętają, jak 4 lata temu mówiliśmy o historii wdowy, która oddała swoje ostatnie dwa grosze i teraz ponownie się jej przyjrzymy, żeby uchwycić jej prawdziwe znaczenie. Ale najpierw musimy przyjrzeć się ostrzeżeniu naszego Pana przed fałszywymi nauczycielami w wersetach 38-40. Wystarczy powiedzieć, że dla wszystkich, którzy studiujemy Pismo, jest oczywiste, że fałszywi nauczyciele zawsze byli i będą. Kłamliwi prorocy, religijni zwodziciele i zepsuci kaznodzieje, którzy twierdzą, że reprezentują Boga, a w rzeczywistości reprezentują Szatana. Którzy twierdzą, że wskazują drogę do nieba, a w rzeczywistości torują drogę do piekła. Którzy twierdzą, że mówią Bożą prawdę, a w rzeczywistości głoszą Szatańskie kłamstwa, nauki demonów. Pismo Święte nas przed tym ostrzega. Szatan jest kłamcą i ojcem kłamstwa. Swoje pierwsze kłamstwo wypowiedział w raju, co doprowadziło do upadku ludzkości. Nadal szerzy kłamstwa przez demony i swoich wysłanników, obłudnych kłamców, jak nazywa ich Paweł w 1 Liście do Tymoteusza, w rozdziale 4. Rozpowszechniają wszystko, co fałszywe, a wszystko, co nie jest prawdą, jest fałszem, a wszystko, co nie jest od Boga, jest od Szatana. Nie ma nic pomiędzy. Wszystko, co jest prawdą, jest prawdą, a wszystko, co nie jest prawdą, jest fałszem. Nie ma nic pomiędzy. Dlatego, jeśli jakaś religijna osoba głosi coś, co nie jest prawdą, jest to Szatańskie kłamstwo. Ma na celu oszukać i doprowadzić do zguby dusze swoich ofiar. Zawsze więc byli fałszywi nauczyciele. Zawsze byli kłamcy i oszuści. I zapamiętajcie to dobrze: oni wszyscy są hipokrytami. Wszyscy są hipokrytami. Oni definiują pojęcie hipokryty, są fałszywi. Twierdzą, że wskazują drogę prawdy, drogę do Boga, drogę do nieba, drogę do szczęścia i drogę do błogosławieństwa, ale kłamią. Jest tylko jedna droga, prawdziwa ewangelia. A każda inna droga jest fałszywa i prowadzi do potępienia. To część szerokiej drogi, która prowadzi do piekła. W czasach naszego Pana w Izraelu wysłannicy piekła sprawowali władzę nad religią judaizmu. Była to odstępcza forma judaizmu, tak jak każda współczesna forma judaizmu. I ta odstępcza forma judaizmu znajdowała się pod kontrolą Szatana oraz w rękach hipokrytów, którzy byli pionkami Szatana i ludzkimi przedstawicielami mocy demonicznych. Ludzie ich tak jednak nie postrzegali. Ludzie postrzegali saduceuszy, faryzeuszy, uczonych w Piśmie, kapłanów i rabinów jako przedstawicieli Boga, Jego wysłanników, ustanowionych i wyznaczonych przez Boga arbitrów Boskiej prawdy dla ludzi. Byli postrzegani jako pobożni. Byli postrzegani jako szanowani i odpowiedzialni. W oczach ludu byli pasterzami Izraela, a oni sami bardzo dbali o to, by lud widział ich właśnie w taki sposób, ponieważ zaspokajało to ich pragnienia popularności, władzy, prestiżu, a szczególnie pieniędzy. Szczególnie pieniędzy, bo fałszywi nauczyciele zawsze robią to, co robią, dla pieniędzy. Biblia mówi, że robią to dla brudnego zysku. Mamy więc przywódców Izraela, którzy udają, że oddają cześć Bogu. Udają, że służą Bogu. Udają, że swoim życiem oddają cześć Bogu. Udają, że prowadzą ludzi do woli Boga i do poznania Boga, podczas gdy w rzeczywistości tworzą synów piekła, ponieważ sami są synami piekła. A jeśli są co do tego jakieś wątpliwości, to wystarczy wiedzieć, że chociaż uważają, że czczą Boga, są zdecydowani zamordować Syna Bożego. Wszyscy fałszywi nauczyciele, wszyscy propagatorzy fałszywej religii, są wrogami Chrystusa, wrogami prawdy, wrogami ewangelii i wrogami dusz. Przywódcy religijni Izraela stanowili konglomerat, który tworzył grupę zwaną Sanhedrynem, radę rządzącą liczącą 70 członków plus arcykapłan. To grupa miała być reprezentatywna – i do pewnego stopnia tak było, – składała się z saduceuszy, religijnych liberałów, faryzeuszy, religijnych konserwatystów, którzy w zasadzie dominowali w ówczesnej religii. Wśród faryzeuszy przeważali uczeni w Piśmie, którzy byli ekspertami w prawie, jego interpretatorami i tymi, którzy je stosowali. Byli też kapłani. Byli też różni nauczyciele i rabini, których poglądy się różniły. Rabini i nauczyciele przywiązywali się do tego czy innego rabina z przeszłości, dlatego różnili się w sposobie postrzegania wielu spraw i byli podzieleni w wielu kwestiach. Faryzeusze i saduceusze byli w rzeczywistości teologicznymi wrogami. Jednak pomimo wszystkich dzielących ich różnic i podziałów potrafili zjednoczyć się w jednym, uniwersalnym, spójnym, wspólnym wysiłku, by zabić Jezusa. Niezależnie od tego, w czym się ze sobą nie zgadzali, wszyscy zgadzali się, że Jezus był zagrożeniem dla ich władzy, znaczenia, prestiżu oraz pozycji. Jest środa, kiedy wracamy do tej historii Tygodnia Męki, ostatniego tygodnia życia naszego Pana. W piątek uda im się doprowadzić do Jego ukrzyżowania. Uczynią to tylko dlatego, że jest to z góry ustalona wola Boża. Ale z ich perspektywy jest to ich wola przeciwna Bogu. Tak więc sprzeciwiając się Bogu, w swoich nikczemnych wysiłkach w rzeczywistości wypełniają wolę Boga. Ale to wciąż jest środa i był to długi dzień. Długi dzień, który zaczął się bardzo wcześnie rano, kiedy Jezus wszedł do miasta ze swoimi uczniami i zobaczył przy drodze przeklęte, uschnięte drzewo figowe, które było symbolem przeklęcia świątyni i przeklęcia ludzi oraz narodu. Według Łukasza Jezus udał się prosto do świątyni i spędził całą środę na głoszeniu ewangelii i nauczaniu o zbawieniu oraz o Królestwie. To był bardzo długi dzień. Kiedy przemieszczał się tak, jak rabini, tworząc coś w rodzaju mobilnej sali wykładowej na rozległych dziedzińcach świątyni, został skonfrontowany przez Sanhedryn. Nadchodzili falami. Najpierw przyszli faryzeusze z herodianami. Potem przyszli saduceusze. Potem było pytanie uczonych w Piśmie, którzy próbowali złapać Go na jakimś słowie i skłonić Go do powiedzenia czegoś, co odwróciłoby od Niego Żydów, a co nawet ważniejsze, skłonić Rzymian do aresztowania Go, bo jawił się jako zagrożenie dla rzymskiego pokoju. Oczywiście, Rzymianie wiedzieli, że przyciąga ogromne tłumy. I gdyby udało im się skłonić Go do powiedzenia czegoś, co wyglądałoby na początek powstania, Rzymianie by Go aresztowali, a oni wywarliby nacisk, by Go zabili. Taki był plan. Jednak On za każdym razem go udaremniał, bez względu na to, kto przychodził, bez względu na to, o co pytał, udzielał odpowiedzi, która sprawiała, że odchodzili w milczeniu i w szoku. I tak, werset 34 mówi: „I nikt nie śmiał Go już więcej pytać”. Pytania od przywódców się skończyły, była to nieudana seria pułapek. Będą musieli działać inaczej. Jak się okazało, tak właśnie zrobili. Przekupili Judasza i wiecie, jak dalej potoczyła się ta historia. Zobaczymy to później. Dla naszego Pana było to jasne i jestem pewien, że dla części ludzi również, że ich przywódcy byli skorumpowani. Jestem przekonany, że kiedy Jezus we wtorek zniszczył skorumpowane interesy w świątyni, wielu ludzi przyciągnęło do Niego właśnie to, dlatego że znali to skorumpowanie. Wiedzieli, że płacą dziesięć razy więcej, niż powinni za zwierzę ofiarne. Wiedzieli, że są oszukiwani przy wymianie monet, kiedy płacili swój podatek świątynny. Rozumieli, że miało tam miejsce oszustwo i rabunek, a Jezus powiedział nawet: „To dom mojego Ojca. Miał być domem modlitwy, a wy zrobiliście z niego jaskinię zbójców”. Nie sądzę, żeby to odstraszyło ludzi. Myślę, że to ich właśnie przyciągnęło. Widzieli pewne przejawy korupcji tego systemu, mimo że nie potrafili się z niego uwolnić. I byli z nim związani przez całe życie, zobowiązując się do trzymania się tego, czego ich nauczono. A teraz, gdy zbliżamy się do naszego tekstu, ludzie słuchają. Końcówka wersetu 37 mówi: „A wielkie mnóstwo ludu chętnie Go słuchało”. Ewangelia Łukasza 20:45, paralelny fragment, mówi: „cały lud słuchał (…)”. Cały lud. A potem czytamy: „Rzekł do uczniów (…)”. Więc wokół Niego są uczniowie, ale poza nimi, tą najbliższą grupą zgromadzoną wokół Niego – apostołami i różnymi uczniami, którzy tam byli – cały tłum, ogromny tłum w świątyni, słucha Go. Nawiasem mówiąc, kiedy Łukasz pisze, że „cały lud Go słuchał, a On rzekł do uczniów”, to jest przejście. To moment przejścia, bo po powiedzeniu tego do wszystkich w wersetach 38-40, od tej chwili przemawia już tylko do swoich uczniów, jak wskazuje werset 43: „I przywoławszy uczniów swoich, rzekł im”. Są to więc ostatnie słowa skierowane do tłumów. Reszta będzie już skierowana do uczniów. Smutne jest w tym to, że nie tylko przywódcy odeszli na razie we wstydzie i milczeniu, ich wysiłki zostały udaremnione, ale ludzie nigdy nie wyszli poza powierzchowne zainteresowanie Nim, do prawdziwej i szczerej wiary w Niego. Dlatego, w gruncie rzeczy skończył już z nimi rozmawiać. Są to zatem Jego ostatnie, publiczne słowa. Jego ostatnie, publiczne słowa. Wersety od 38 do 44. Bardzo mocne słowa i bardzo, bardzo potępiające. Ostatnie słowa naszego Pana, skierowane do Izraela, dotyczą ich religijnych przywódców i obnażają to, kim ci religijni przywódcy naprawdę są. To skorumpowani hipokryci. I ostrzega ludzi przed ich zgubnym wpływem. To nie pierwszy raz, kiedy tak ich opisuje. Jeśli wrócicie do Ewangelii Mateusza 15:14, pamiętacie, że przy tamtej okazji Jezus zasadniczo opisał ich jako ślepych przewodników ślepych. A jeśli ślepi prowadzą ślepych, to wszyscy kończą w rowie. A więc zostali przez Niego ostrzeżeni przed swoimi przywódcami, a głównymi propagatorami religii w kraju byli faryzeusze i uczeni w Piśmie, dlatego to właśnie oni ponoszą główny ciężar tego oskarżenia. Słowa na ich temat w Ewangelii Marka są krótkie. To wersety od 38 do 40. Tylko te trzy wersety. W Ewangelii Łukasza też są dosyć krótkie, to tylko kilka wersetów. Ale pełny opis znajduje się u Mateusza, w 23 rozdziale jego Ewangelii. Zajmuje to 36 wersetów. Mamy więc pełne potępienie tych odstępczych hipokrytów w Ewangelii Mateusza. Odniesiemy się kilka razy do relacji Mateusza, bo tam znajduje się pełne przesłanie. Krótko mówiąc, jest to ostrzeżenie, ponieważ zaczyna się od słów: „Wystrzegajcie się”. To jest to ostrzeżenie. To potępienie, które ma spaść na tych, którzy mają wypaczone spojrzenie na Pismo, bo takie mają. Wypaczone spojrzenie na Chrystusa, a co za tym idzie wypaczone spojrzenie na ewangelię. Co gorsza, nie tylko sami trzymają się błędnych poglądów, ale je propagują. Rozpowszechniają je. To jest nasz Pan, który publicznie mówi ludziom o fałszywych nauczycielach. To spojrzenie Jezusa na fałszywych nauczycieli. I to w zupełności wystarcza, żebyśmy wiedzieli, że Jezus stosuje wobec fałszywych nauczycieli politykę zerowej tolerancji. Jeśli ktoś zaprzecza prawdziwemu znaczeniu Pisma, zaprzecza prawdziwej tożsamości Chrystusa i zaprzecza prawdziwej ewangelii, to nie jest ktoś, kogo można tolerować. Nie spotykamy się z takimi ludźmi po to, żeby sprawdzić, co nas z nimi łączy. Nie wywyższamy ich, dlatego że choć mamy inne zdanie, to są religijni, są uduchowieni, są dobrymi ludźmi, są świadomi Boga i wierzą w jednego Boga. Wręcz przeciwnie. Nasz Pan wskazuje tutaj, że zamiast przyjmować tych ludzi, powinniśmy przed nimi uciekać, ponieważ, jak ujął to Juda, jeśli za bardzo się do nich zbliżysz, twoje szaty się przypalą. Potrzebujesz być od nich uratowany. Juda mówi, że to jak gałąź wyrwana z ognia. Od wielu lat jest pewien trend, by prowadzić rozmowy z ludźmi, którzy mają inne przekonania. By się z nimi spotykać, by ich nie potępiać, ale z nimi rozmawiać. To skłoniło mnie lata temu do napisania dwóch książek. Jedna zatytułowana „The Truth War” i jej kontynuacja zatytułowana „The Jesus You Can’t Ignore”, żeby uświadomić ludziom, że kiedy wchodzimy w relacje z innymi, którzy nauczają kłamstw, robimy to po to, by walczyć, a nie zawierać pokój. A po drugie, nie można ignorować Jezusa, który wyznaczył taki kierunek. To jest Chrystus, którego nie można zignorować. Spójrzmy więc na ostrzeżenie: Wystrzegajcie się uczonych w Piśmie. Werset 38: “I mówił w nauczaniu swoim: Wystrzegajcie się uczonych w Piśmie”. Jestem przekonany, że to nauczanie powtarzało się wielokrotnie, gdy przemieszczał się wśród tłumów, spotykał różne grupy ludzi i powtarzał to samo. Ale jednym z Jego przesłań, tym ostatnim, było: Wystrzegajcie się uczonych w Piśmie. W większości byli oni faryzeuszami. Należeli do stronnictwa faryzeuszy. Faryzeusze, jak wiecie, byli bardzo, bardzo skupieni na prawie, na prawie Starego Testamentu i na tradycji, która z czasem narosła i stała się swego rodzaju współźródłem, współobjawieniem obok Biblii oraz na tym, jak to wszystko należy interpretować. To byli znawcy prawa. Faryzeusze byli oczywiście legalistami i mieli wśród siebie uczonych w Piśmie, którzy studiowali prawo. Żydzi mieli nawet takie powiedzenie, że Mojżesz otrzymał prawo i przekazał je Jozuemu. Jozue otrzymał prawo i przekazał je starszym. Starsi otrzymali prawo i przekazali je prorokom. Prorocy otrzymali prawo i przekazali je uczonym w Piśmie. Posiadali więc prawo, strzegli wszystkiego, co miało być prawdą w Słowie Bożym. Byli znawcami prawa. Byli prawnikami Izraela. Dotyczyło to spraw religijnych, ale też spraw cywilnych i społecznych, bo wciąż postrzegali siebie jako królestwo teokratyczne. Innymi słowy, wszystko miało swoje źródło w Bogu. Sposób organizacji życia rodzinnego, życia społecznego, życia gospodarczego i kultu, wszystko to odwoływało się do Starego Testamentu, więc ich odpowiedzialnością była nie tylko interpretacja prawa, ale też jego zastosowanie. Byli zatem dominującą siłą w judaizmie, tak jak prawnicy odgrywają dominującą rolę w naszym życiu we wszelkich sprawach prawnych, tak oni działali w jeszcze szerszym zakresie, ponieważ sięgało to również sfery religijnej. Zajmowali się wszystkimi sprawami prawnymi ludzi, bez względu na to, jakiego były rodzaju, ale wszystkie miały pewien duchowy wydźwięk, a oni zawsze podkreślali, że właściwa interpretacja jest wolą Boga. Chodzi o to, że mieli opiekować się ludem. Mieli im pokazywać, czego chce Bóg. Mieli trzymać ich przy prawie Bożym, żeby mogli dostosować się do Bożych obietnic błogosławieństwa za posłuszeństwo. Taka była ich rola. Jednak robili coś dokładnie przeciwnego. Nasz Pan mówi: „Wystrzegajcie się ich”. Kiedy musisz uważać na swoich opiekunów, to masz kłopoty. Gdy nie możesz ufać tym, którzy powinni pokazywać ci prawdę, wskazywać, co jest słuszne i czego chce Bóg, wtedy naprawdę masz kłopoty. Mieli skłonność ufać tym osobom, bo nie mieli innej możliwości i dali się nabrać na ich oszustwo. W rezultacie, 23 rozdział Ewangelii Mateusza opisuje, że Jezus mówi: „Ci ludzie, którzy sami są synami piekła, czynią z was synów piekła”. Właśnie to robili. Ludzie dali się im wciągnąć. Dlatego nasz Pan ich ostrzega: Wystrzegajcie się ich, chrońcie się przed swoimi opiekunami. Chrońcie się przed swoim pasterzem. Chrońcie się przed swoim pastorem. Ostatnią rzeczą, jaką zrobiłby Jezus, byłoby zachęcanie ludzi do nawiązywania z nimi dialogu. Dlaczego są takim zagrożeniem? Dlaczego są takim zagrożeniem? Bo są hipokrytami. Nie są tym, za kogo się podają. Są synami piekła i czynią innych synami piekła. Od – nazwijmy to tak – ostrzeżenia, przechodzimy do charakterystyki. Wróćmy do wersetu 38. Jezus opisuje ich hipokryzję w sposób, który był bardzo znany ludziom. Przy okazji, każdy, kto ma wypaczony pogląd na Chrystusa i ewangelię, musi zostać zdemaskowany, tak jak Jezus demaskował tych ludzi. I to jest akt miłosierdzia. To akt miłosierdzia, bo to wilki w owczej skórze. Pan nie przebiera w słowach, a istotą sprawy jest to, że są duchowymi oszustami. Czym cechuje się ich fałszywa pobożność? To wszystko jest zewnętrzne. To wszystko jest zewnętrzne. Ewangelia Mateusza 23 mówi, że czyścicie zewnętrzną stronę naczynia, podczas gdy wnętrze jest brudne. Mówi: „Na zewnątrz jesteście grobami pobielanymi, a wewnątrz jesteście zepsutym, gnijącym ciałem”. Więc On mówi o ich fałszywej fasadzie. Lubią chodzić w długich szatach. Lubią chodzić w długich szatach. Były to szczególne szaty, szaty uczonych w Piśmie, które sięgały aż do ziemi. „Stole” to słowo, od którego pochodzi angielskie stole, czasem odnoszące się do peleryny noszonej przez kobiety. Ale te szaty sięgały aż do ziemi. Były ozdobne, wyjątkowe i drogie oraz miały frędzle. Żydzi, zgodnie z 15 rozdziałem Księgi Liczb, dawno temu w historii, mieli umieszczać małe niebieskie frędzle na dole swoich szat, żeby identyfikować się jako Żydzi oraz jako ci, którzy zwracają swoją uwagę na Boga i na Jego Słowo. I dlatego u dołu swoich szat mieli takie przypominajki, że należą do Boga i są odpowiedzialni przed Jego Słowem. Jednak z biegiem wieków ludzie na religijnych stanowiskach uznali, że mogą to być symbole ich chwały, dlatego powiększali swoje frędzle. Według Ewangelii Mateusza 23:5 robili je coraz większe i większe. Można się tylko domyślać, jak absurdalnie duże się stały. Sprawiało to jednak, że ludzie patrzyli na ich szaty i zakładali, że są święci. Ich frędzle były znacznie większe niż u kogokolwiek innego. Nawiasem mówiąc, nasz Pan też miał te frędzle na swojej szacie, tak jak należało, według Ewangelii Mateusza 9:20. Ale nie mieli prawdziwej świętości serca, o której mówi Księga Liczb, a jedynie symboliczną fasadę. Nie zwracali uwagi na Boga. Nie zwracali uwagi na Jego prawdę. Byli kłamliwymi oszustami. Chcieli jednak wyglądać jak święci ludzie, dlatego powiększali frędzle na swoich szatach. Marek odnotował dla nas też drugą uwagę na ich temat. Lubili pozdrowienia na rynkach. Łukasz mówi, że je kochali. Kochali je. Kiedy poruszali się publicznie w swoich szczególnych, wymyślnych, wyjątkowych, jedynych w swoim rodzaju, właściwych tylko dla ich konkretnej grupy szatach, z ich wymyślnymi frędzlami. Wszyscy wiedzieli, kim oni są. Każdy to rozpoznawał. Oczekiwali, że inni będą się do nich zwracać w godny sposób. Jakich pozdrowień oczekiwali? Jeśli spojrzymy na Mateusza 23, Pan nawet je wymienia. Po pierwsze, chcieli, by nazywano ich “Rabbi”, czyli nauczycielami. W rzeczywistości to coś w rodzaju doktora. Doktor, wyższy nauczyciel, ekscelencja, najbardziej uczony, ktoś wielki. To zwroty, które znajdujemy w literaturze żydowskiej i których używano w odniesieniu do rabinów: „O, wielki, o, uczony, o, znakomity, o, wielki nauczycielu”. W rzeczywistości, byli tak wywyższeni we własnym mniemaniu, że poważniejszym wykroczeniem było sprzeciwienie się słowom uczonego w Piśmie niż słowom Pisma Świętego. Pismo Święte się nie broniło, ale oni tak. Chcieli też być nazywani: „Ojcze. Ojcze”. Czyli źródłem, o to w tym chodziło. Nie tylko czcigodny nauczyciel, człowiek o wielkiej mądrości, wywyższony, ale też ojciec, źródło. I chcieli być nazywani przywódcami, jakby to oni wyznaczali kierunek i wynik. Oczekiwali, by ludzie tak się do nich zwracali, gdy ich widzą. Nie oczekiwali, że powiedzą: „Cześć, Abrahamie!”. Oczekiwali, że powiedzą: „O, czcigodny nauczycielu, ojcze, przywódco!”. Wiele z tego zostało do dziś. Doktor taki a taki, doktor taki a taki. ojciec ten, ojciec tamten. Czasem ktoś zwraca się do mnie: „Ojcze MacArthurze”. Nie, jestem ojcem, ale nie w tym sensie. A potem tytuł przewodnika. Zauważyłem, że jednym z popularnych nowych pomysłów wśród młodych ruchów w kościołach jest bycie nazywanym głównym, przewodnim pastorem. Ja unikam tytułów. Jeśli ktoś pyta mnie: „Jak mam się do ciebie zwracać?”, odpowiadam: John. „Jezus” wystarczało Jezusowi, „Paweł” wystarczało Pawłowi, więc czego miałbym oczekiwać? Jestem najmniejszym z najmniejszych. Jeśli nazywają mnie “John”, to w zupełności wystarczy. Ale fałszywi nauczyciele nigdy nie są pokorni. Zawsze muszą być wywyższani. Żyją z poczuciem winy, bo ich fałszywa religia nie potrafi powściągnąć ciała ani poskromić pychy, dlatego promują samych siebie. Pod tym względem religia jest czymś strasznym. Wciąż mamy tych religijnych ludzi, którzy paradują w najdziwniejszych strojach, noszą duchowe nakrycia głowy i domagają się, by nazywano ich ojcem, doktorem, wielebnym, najświętszym i wielkim przywódcą. A potem czytamy, że kochają pierwsze krzesła w synagodze. W synagogach było podwyższenie, takie jak tutaj, i uwielbiali siedzieć na podwyższeniu. Więc teraz wiecie, dlaczego nazywają mnie “John” i dlaczego nie siedzę tu na górze. Nie jest tak bez powodu. Chcieli być postrzegani jako wyniesieni ponad ludzi. Chcieli zajmować zaszczytne miejsca na ucztach. Chcieli być blisko gospodarza, być w centrum uwagi, najbardziej uhonorowani, najbardziej poważani. W 14 rozdziale Ewangelii Łukasza, być może pamiętacie, nasz Pan był świadomy takiego zachowania. Werset 7: „gdy zauważył, jak obierali pierwsze miejsca, powiedział do zaproszonych podobieństwo”. Jezus poszedł na ucztę i doszło do ostrej walki o zaszczytne miejsce. Chcę wam powiedzieć coś ważnego. To ma bezpośredni związek z duchowością. Brak duchowości prowadzi do rozrostu symboliki. Im mniej rzeczywistości, tym więcej symboli. Im więcej rzeczywistości, tym mniej symboli. One są sobie przeciwstawne. Ale kiedy nie masz nic w środku, a tylko to, co na zewnątrz, następuje wzrost i eksplozja symboli. Wystarczy spojrzeć na Kościół katolicki. Pozbawiony rzeczywistości, pozbawiony duchowego życia, symbole się po prostu nie kończą. Ozdoby w kościołach, na kapłanach, cały ten przepych, ceremonie, wszystko to jest odwrotnie proporcjonalne do braku prawdziwego życia duchowego. To jest ich hipokryzja, ale kluczowe w wersecie 40 jest teraz to: „Pożerają domy wdów”. Zapamiętajcie to. Pożerają domy wdów. To po prostu okropne. Mieli być pasterzami owiec, a kto w szczególności potrzebuje ochrony? Wdowy… wdowy. To czysta religia. Jakub mówi, żeby troszczyć się o wdowy i sieroty. To nakaz, który Stary Testament powtarza wielokrotnie. Mógłbym pokazać wam 25 czy 30 fragmentów Starego Testamentu, zaczynając od Księgi Wyjścia 22 i przechodząc przez Księgę Powtórzonego Prawa aż do 3 rozdziału Malachiasza oraz wszystkie po drodze i pokazać wam, jak wiele Stary Testament mówi o odpowiedzialności ludu Bożego wobec wdów w swoim otoczeniu, żeby się o nie troszczyć. Co robią ci ludzie? Pożerają je. Ten czasownik oznacza, że je ograbiali. A dosłownie oznacza, że je zjadali. Jak oni to robili? Krótkie studium historyczne da nam na to odpowiedź. Są relacje o tym, jak to robili. Nawiasem mówiąc, ich własne relacje. Ci fałszywi przywódcy przyjmowali wsparcie, prosili wdowy o pieniądze, choć było to zabronione. Oszukiwali wdowy i pozbawiali je majątku, podczas gdy oferowali im prawną ochronę. Innymi słowy, wdowa miała jakiś majątek. Chciała mieć pewność, że jest on bezpieczny i zabezpieczony. Dlatego wzywała skrybę, żeby zajął się sprawami prawnymi w celu ochrony jej majątku. Jednak on, udając że chroni jej majątek, w rzeczywistości go przejmował. Sprzeniewierzali majątek wdów. Nadużywali gościnności wdów, mieszkając w ich domach. Zajmowali w nich miejsce. Wyjadali ich jedzenie w żarłoczny sposób, stawiali nadmierne wymagania, żywili się ich kosztem. Brali pieniądze od starszych wdów o ograniczonych zdolnościach umysłowych. Gdy starsze kobiety traciły zdolność rozumowania i nie do końca rozumiały, co się dzieje, doszczętnie je ograbiali. Następnie przejmowali dom wdowy w zastaw za dług, który „należał im się” za ich prawne usługi. Kiedy wdowa umierała, dom przechodził na ich własność. Nawet jeśli miała dzieci, nic dla nich nie zostawało. Żądali, by wdowy dawały pieniądze na zakup Bożego błogosławieństwa, tak jak żądali tego od wszystkich w swoim systemie. Cały ich system opierał się na tym, że trzeba było przynosić pieniądze do świątyni. Na dziedzińcu kobiet było trzynaście skarbon, do których wrzucało się pieniądze. W ten sposób kupowało się zbawienie. Rabini mówili, że jałmużną kupuje się swoje odkupienie. Pieniądze wpadały do tych skarbon, a z drugiej strony trafiały do kieszeni tych religijnych przywódców. Im więcej pieniędzy dawano, tym bogatsi się stawali. A pieniądze trzeba było dawać, bo w ten sposób kupowało się zbawienie. Dlatego ludzie dosłownie zasypywali te skarbony pieniędzmi, żeby nabyć odkupienie. Właśnie dlatego, kiedy nasz Pan wszedł, powiedział: „To dom mojego Ojca, dom modlitwy, a wy uczyniliście z niego jaskinię – czego? – zbójców”. Widzę to i zastanawiam się, ilu fałszywych ewangelistów robi dziś dokładnie to samo? Ograbiają wdowy obietnicami zdrowia, uzdrowienia i dobrobytu. „Przyślij mi swoje pieniądze, a Bóg wyleje na ciebie błogosławieństwo”. Wykorzystywanie słabych, zdesperowanych, zrozpaczonych, samotnych, pozbawionych nadziei, bezradnych. I choć są tak nędznymi złodziejami, werset 40 mówi: „dla pozoru długo się modlą”. Dla pozoru długo się modlą. Tak naprawdę, nie chcą rozmawiać z Bogiem. Nie mają Mu nic do powiedzenia. Ale rozwlekają swoje modlitwy, żeby wyglądać na prawych i świętych. W Ewangelii Mateusza 6 Jezus powiedział, że ich modlitwy cechują niekończące się powtórzenia. Puste powtórzenia. Wciąż i wciąż, i wciąż, i wciąż, bez końca. Mamy wiele przykładów takich praktyk, które przetrwały do dziś. To wszystko pozory. To wszystko jest fałszywe. To wszystko jest oszustwem. To wszystko jest przedstawieniem. Drodzy przyjaciele, to dotyczy wszystkich ludzi w fałszywej religii. Wszystkich. Właśnie to robią. Są hipokrytami. Mogą to robić na różne sposoby, ale są hipokrytami, a przy tym są niszczycielscy. Więc nasz Pan ostrzega i ich opisuje. A potem potępia, końcówka wersetu 40: „tych spotka szczególnie surowy wyrok”. Niektórzy ludzie myślą, że jeśli jesteś religijny, spotka cię mniejsze potępienie. Czasem można usłyszeć: „Jestem pewien, że pójdę do nieba, bo jestem bardzo religijną osobą”. Naprawdę? Myślę, że piekło będzie najgorętsze dla ludzi religijnych. Szczególnie dla fałszywych nauczycieli religijnych, przedstawicieli Szatana, którzy sami są synami piekła i czynią kolejnych synów piekła. Otrzymają większe potępienie, a nie mniejsze. Nie spotka ich łagodniejszy sąd, dlatego że byli dobrzy, moralni czy religijni. Spotka ich surowszy sąd. Jeśli ktoś uważa, że we wszystkich religiach jest coś dobrego, że Bóg kocha wszystkie religie, że musimy odnaleźć Boga we wszystkich religiach i znaleźć w nich to, co dobre. Jezus ogłasza surowsze potępienie religijnych przywódców Izraela, którzy byli monoteistami, którzy wierzyli w Boga Abrahama, Izaaka i Jakuba, Boga Stworzyciela ze Starego Testamentu, ale ponieważ odstąpili od prawdziwej religii i przeszli na system uczynków oparty na własnej sprawiedliwości, i ponieważ odrzucili Jego samego i ewangelię, ich piekło będzie gorętsze niż dla wszystkich innych. Nie chcesz zbytnio zbliżać się do prawdy, bo jeśli jesteś zbyt blisko prawdy, możliwość sądu staje się jeszcze większa. List do Hebrajczyków mówi: „O ileż sroższej kary godzien będzie ten, kto podeptał Syna Bożego i zbezcześcił krew przymierza?”. To najgorszy ze wszystkich sądów, odrzucenie Chrystusa. Lepiej nigdy Go nie poznać, piekło będzie mniej zaciekłe. Przekaz jest jasny: Ci, którzy są w fałszywej religii, doświadczą znacznie większych cierpień, znacznie większego potępienia z powodu tej fałszywej religii i ponieważ odrzucają prawdziwą ewangelię, prawdziwego Chrystusa, jak właśnie cytowałem z 10 rozdziału Hebrajczyków. Nie dajcie się im zwieść. Nie dajcie się do nich przyciągnąć. Uważajcie. Są niebezpieczni i spotka ich potępienie. Do tych trzech wersetów trzeba dodać cały 23 rozdział Ewangelii Mateusza. Nie mogę tego zrobić. Nie mamy czasu. Ale dam wam małą próbkę. Wróćmy do Ewangelii Mateusza 23, żeby zrozumieć wszystkie słowa, które wypowiedział nasz Pan. Zwróćcie uwagę na ton sądu, który się tu pojawia. Słowo, którego używa, to „biada”, które oznacza “potępić” lub “skazać”. Widać to w wersecie 13 Mateusza 23: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy”. Werset 15: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy”. Werset 16: „Biada wam, ślepi przewodnicy”. Werset 17: „Głupi i ślepi!”. Werset 23, znowu nadchodzi: „Biada”, co oznacza potępienie, to właściwie onomatopeja. To brzmienie wyraża znaczenie: ojjjj. To jęk w obliczu sądu. Werset 25: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze”. Werset 27: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze”. Werset 29: „Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze”. A potem werset 33: „Węże! Plemię żmijowe! Jakże będziecie mogli ujść przed sądem ognia piekielnego?”. Czy potraficie sobie wyobrazić Jezusa stojącego w świątyni i mówiącego im te słowa? Oni już Go żarliwie nienawidzili i chcieli Go zgładzić. A On to robi, bo jest to prawdą i miłosierne jest ostrzeżenie ich. Miłosierne jest też ostrzeżenie ludzi. I nagle następuje pozornie dziwna zmiana, werset 41 przedstawia Jezusa siedzącego naprzeciwko skarbnicy, gdzie ludzie oddawali swoje pieniądze, patrzącego jak lud wrzucał pieniądze. I pojawia się uboga wdowa, która wrzuca dwie drobne monety. A Jezus komentuje, że dała więcej niż wszyscy inni, ponieważ wrzuciła wszystko, co miała. Pojawia się pytanie, którym zajmowaliśmy się cztery lata temu – niektórzy z was mogą to pamiętać – co to właściwie jest? Co to ma wspólnego z tym wszystkim? Powszechnie – i mówię to z pełną świadomością – powszechnie ta kobieta przedstawiana jest jako wzór posłusznej, wiernej ofiarności na tle odrażającego obrazu skorumpowanych złodziei i rabusiów wśród religijnych przywódców Izraela. Jest postrzegana jako powiew świeżego powietrza, jak okno w ciemnym pokoju. Jest postrzegana jako pewien kontrast. Szlachetna, pobożna kobieta, która jest ofiarna w dawaniu. To naprawdę naciągane. Pismo Święte nic takiego nie mówi. Jedyne, co tam jest napisane, to że uboga wdowa przyszła – werset 42 – i wrzuciła dwie monety. To wszystko, co tam mamy. Nic o niej nie wiemy. Z pewnością nie wiemy, jaka była jej motywacja. Mamy komentarz Jezusa, że te dwie monety były wszystkim, co miała. Bez względu na to, kto o tym pisze albo jakie kazania możecie usłyszeć, zazwyczaj ludzie mówią, że tak właśnie powinniśmy dawać. Powinniśmy dawać aż do bólu, powinniśmy dawać ofiarnie, powinniśmy dawać w duchu całkowitego oddania. Powinniśmy dawać tak, aby w pełni okazać zaufanie Bogu, i właśnie tak dawała ta kobieta. W tym tekście nie ma ani jednego słowa poparcia dla żadnej z tych interpretacji. Tekst nie mówi nic o jej nastawieniu. Tak naprawdę tekst nie mówi nam nawet, że była wierząca. Nie mówi, że znała prawdziwego Boga, że wierzyła w Chrystusa. Nie jest duchową bohaterką w tej historii. Kim ona jest w tej historii? Powiem wam, kim jest. Jest ofiarą. Ona jest ofiarą. Ofiarą czego? Ofiarą systemu. Jest ostateczną ofiarą systemu, który pożera domy wdów, werset 40. Oto związek. To nie ma nic wspólnego z chrześcijańską ofiarnością, chyba że ktoś uważa, że chrześcijańska ofiarność polega na oddaniu wszystkiego, co się ma. Złóż ślub ubóstwa, wróć do domu i umieraj. Myślicie, że na tym polega chrześcijańskie dawanie? A może wybralibyście plan B: Oddaj wszystko, co masz, złóż ślub ubóstwa, spędź resztę życia na koszt innych, żebyś mógł przetrwać. Gdzie w Biblii chrześcijańską zasadą jest oddanie wszystkiego i powrót do domu, żeby tam umrzeć? Tego w ogóle nie ma w Biblii. To nie ma sensu. A swoją drogą, ludzie, którzy dawali oprócz tej kobiety, nie zostali w żaden sposób ocenieni. Jezus ich nie potępia. Dlaczego oni nie mieliby być wzorem? Dlaczego nie powiemy: „Czy to nie wspaniałe, że bogaci ludzie dawali duże sumy?”. To świetnie, prawda? Chyba temu nie zaprzeczycie? Właściwie, jeśli szukasz modelu chrześcijańskiego dawania, musisz spojrzeć na tych bogatych, którzy dawali dużo, a nie na kobietę, która oddała wszystko i wróciła do domu, by umrzeć. Bóg nigdy o to nie prosił. On nie mówi, że bogaci dali za mało. Nie mówi, że wdowa dała dokładnie odpowiednią kwotę. Nie mówi, że bogatym zostało zbyt dużo, a wdowie zostało tyle, ile powinno, czyli nic. Nie mówi, że bogaci mieli złą postawę, kiedy dawali dużo, a kobieta miała dobrą postawę, gdy oddała wszystko. Nie mówi nic o jakichkolwiek motywacjach ani o jakiejkolwiek postawie. Jej zewnętrzne działanie jest po prostu dowodem tego, co ten system zrobił z wdowami. Chcesz Bożego błogosławieństwa? Oddaj swoje pieniądze. Ona jest w nędzy. Zostały jej dwie drobne monety. Mówi do siebie: „Albo wezmę te dwie monety i kupię ostatni posiłek, albo zrobię to, co oni mówią, przekażę im pieniądze, a Bóg mnie pobłogosławi”. Czy to nie brzmi jak telewizyjny kaznodzieja? Taki jest system. Wyślij mi swoje pieniądze. Jeśli zostały ci ostatnie grosze, wyślij mi je. Niech otworzą się śluzy, Bóg ci pobłogosławi, jeśli wyślesz mi swoje pieniądze. To była jaskinia zbójców, a oni okradali tych, którzy mieli najmniej, najsłabszych, najbardziej zubożałych, najgorzej sytuowanych. To nie ma nas uczyć o postawie w dawaniu ani o kwotach, jakie należy dawać. To ma nas uczyć o zepsutej religii. Strzeżcie się fałszywych pasterzy, fałszywych nauczycieli, którzy wyjmują ostatnie monety z kieszeni wdów, żeby napełnić swoje skarbce pod pretekstem, że takie dawanie jest drogą do błogosławieństwa. To ewangelia sukcesu. Nie ma tu nic o tym, że Pan ją kochał ani że należała do królestwa. Jezus nie mówi tu uczniom: „Musicie ją naśladować. Weźcie torbę z wszystkimi pieniędzmi, jakie mamy, idźcie tam i to dajcie”. To ostatnia rzecz, jaką by im powiedział. Dlaczego mieliby wrzucać pieniądze do jaskini zbójców? Tu nie ma co chwalić. Ona była ofiarą. Nie ma zaproszenia dla uczniów, żeby naśladowali to, co zrobiła, żeby opróżnili swoje kieszenie, opróżnili małą sakiewkę, którą nosili. To byłby idealny moment na zrobienie tego. Jezus idzie na krzyż. To byłby świetny moment, by sprawdzić ich wiarę. Wrzućcie to wszystko. Nie. To nie jest miejsce, w którym Pan miałby dawać lekcję o ofiarności. To nie jest o dawaniu, to jest o zabieraniu. To wszystko dzieje się w kontekście sądu. Sąd w wersetach od 38 do 40, a potem sąd, który zaczyna się w rozdziale 13, cała sekcja w której mówi o tym, co nadchodzi. To sąd, sąd, sąd, sąd i sąd. Kontekstem przez cały czas jest sąd. I z pewnością reszta Jego przesłania zapisana w Ewangelii Mateusza 23 to sąd, sąd, sąd, sąd. I wszystkie te „biada” wygłoszone nad przywódcami są dosłownie uzasadnione i potwierdzone w czynie tej jednej kobiety. To biedna, nieszczęsna kobieta, która jest nikim innym jak dzieckiem piekła uwięzionym w fałszywym systemie religijnym, wrzucającą swoje ostatnie dwie monety do tego systemu wierząc w obietnicę, że w jakiś sposób jest to droga do błogosławieństwa. Oddała wszystko, co miała. Przyjrzyjmy się tekstowi nieco dokładniej. To był ogólny zarys. Werset 41: „A usiadłszy naprzeciwko skarbnicy”. Skarbnica znajdowała się na dziedzińcu kobiet. Tak nazywano to miejsce i Jezus nauczał tam wcześniej. W 8 rozdziale Ewangelii Jana. To świetny rozdział, żeby przeczytać, co działo się, gdy tam nauczał przy tej okazji. To miejsce było otwarte dla wszystkich. Dlatego umieścili skarbony właśnie na dziedzińcu kobiet, gdzie mógł wejść każdy. Nazywano to skarbnicą, bo znajdowało się tam trzynaście skarbon w kształcie trąb, do których ludzie wrzucali pieniądze. Było wiele różnych powodów, które miały skłonić ludzi do składania darów. Składki w nowych szeklach, składki w starych szeklach, różnego rodzaju ofiary, pieniądze na drewno, na kadzidło, pieniądze na złoto do świątyni. Było wiele różnych celów. Każda z tych trąb miała określony cel, a ludzie chodzili i wrzucali do nich swoje pieniądze. Zrozumcie to. To było prawdziwe serce fałszywej religii. Zapamiętajcie to: Kiedy ludzie mówią wam, że jeśli wyślecie im swoje pieniądze, Bóg was pobłogosławi, to jest sedno działania fałszywego nauczyciela. Fałszywi przywódcy zawsze kierują się chciwością. Jezus powiedział w Ewangelii Łukasza 16:14, że faryzeusze i uczeni w Piśmie kochali pieniądze. Kochali pieniądze. Więc Jezus podnosi głowę po męczącym dniu, prawdopodobnie siadając po raz pierwszy tego dnia. I zaczyna obserwować, jak ludzie wrzucają pieniądze do skarbnicy. To musiało sprawiać Mu ogromny ból. Oddawanie pieniędzy temu nędznemu, odstępczemu, zepsutemu systemowi w przekonaniu, że robią dla Boga coś, co przyniesie im błogosławieństwo. I komentuje: „Wielu bogaczy dużo wrzucało”. Nie byli skąpi. Wrzucali duże kwoty. Mieli dużo i dawali dużo. Tak działał ten system. Dosłownie wrzucali duże sumy, polla, czyli wiele. Wymagał tego system religijny. A potem, na tle tego wszystkiego: „Przyszła (…) uboga wdowa – Jezus ją obserwował – i wrzuciła dwie drobne monety, to jest tyle, co jeden grosz”. Uboga wdowa, to słowo oznacza kogoś zubożałego, bez środków do życia. To była jedna z tych wdów, które były pożarte przez ten system. Poważne, poważne wykorzystywanie. Wrzuciła dwie monety. Żeby sobie to uzmysłowić, była to jedna sześćdziesiąta czwarta denara, który był zapłatą za dzień pracy. Tylko tyle jej zostało. Najmniejsza moneta używana przez Żydów, a ona wrzuciła dwie takie monety. To wszystko. Wrzuciła je do skarbony w kształcie szofaru. A potem wezwał swoich uczniów w wersecie 43 i powiedział im: „Zaprawdę powiadam wam” – uwielbiam, kiedy tak mówi. Nie chodzi o to, że wszystko inne było nieprawdą, ale to, co powie, jest przeciwne temu, czego można się spodziewać. „Zaprawdę powiadam wam, ta uboga wdowa wrzuciła więcej do skarbnicy niż wszyscy, którzy wrzucali. Bo wszyscy wrzucali z tego, co im zbywało, ale ta ze swego ubóstwa wrzuciła wszystko, co miała, całe swoje utrzymanie”. Biedna kobieta. Relatywnie rzecz biorąc, w porównaniu z innymi, jej dar był większy, bo wynosił sto procent. Ten system nie mógł być bardziej zepsuty. Nie mógł być bardziej zepsuty. W taki sposób pożerał wdowy. A przecież, jak mówiłem wam wcześniej, Pismo jest pełne nakazów, które mówią o trosce o wdowy. Fałszywa religia w ogóle się tym nie interesuje. Wykorzystuje wdowy. I robi to w imię Boga. Robi to w imię Chrystusa. To jest tragedia, a Pan nie będzie tego tolerował. Przejdźmy do rozdziału 13. „I gdy On wychodził ze świątyni, – On myśli teraz o czymś innym, myśli o tej kobiecie i o tym systemie – „rzekł Mu jeden z uczniów Jego: Nauczycielu, patrz, co za kamienie i co za budowle”. Ten facet nie jest zbyt przenikliwy. Wygląda na to, że wiele mu umknęło. Zatrzymał się na architekturze. A rzeczywiście, było na co patrzeć. Cała wschodnia strona była pokryta złotem. Mówiono, że gdy poranne słońce wschodziło nad Górą Oliwną, tak się odbijało, że nie dało się na to patrzeć. To było jak patrzenie w słońce, tak oślepiało. Nawet wieczorem, gdy słońce zachodziło, a to było wieczorem, słońce zachodziło po drugiej stronie. Blask tej świątyni był tylko nieznacznie przytłumiony. Wszędzie była pokryta darami ofiarnymi. Mówi nam o tym Łukasz. Dary ofiarne to ofiary składane jako część modlitwy. Jako poświęcone dla Boga. Były to dzieła sztuki, które wieszano w różnych miejscach, wspaniałych miejscach, a ofiarowywali je również bardzo zamożni ludzie. Był to niesamowity widok. Jeden z cudów starożytności. Według niektórych najwspanialsza budowla starożytności. On był pod wrażeniem tej budowli, ale Jezus nie był pod wrażeniem tego systemu. „A Jezus mu odrzekł: Czy widzisz te wielkie budowle? Nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie został rozwalony”. To wszystko runie. Każdy system religijny, który fałszywie przedstawia Boga i wykorzystuje wdowy, runie. Wszyscy rabusie, wszyscy złodzieje, wszyscy oszuści, wszyscy fałszywi nauczyciele i kaznodzieje, wszyscy głoszący dobrobyt, którzy bogacą się na darach zdesperowanych ludzi szukających bogactwa i zdrowia – zostaniecie osądzeni. Czasami osąd się odwleka. Trwało to jeszcze 40 lat po tych wydarzeniach. Aż do 70 r. n.e., kiedy to miejsce zostało zburzone tak, że nie został kamień na kamieniu. Ten fragment powinien być ostrzeżeniem dla współczesnych kaznodziejów, którzy żerują na samotnych, starszych kobietach, które są główną grupą, która wysyła pieniądze tym telewizyjnym ewangelistom. Biada wam, którzy sprzedajecie swoją cudowną wodę i cudowne chustki, obiecując uzdrowienie zdesperowanym, jeśli tylko wyślą wam swoje pieniądze. Biada wam, bogaci, pobłażający sobie telewizyjni kaznodzieje, którzy bogacicie się kosztem samotnych, biednych, rozczarowanych, chorych i zdesperowanych. Biada wam, którzy płacicie po dziesięć tysięcy dolarów za noc w hotelu, mówicie, że macie objawienia od Boga i wydajecie sto tysięcy miesięcznie na prywatny odrzutowiec, biorąc pieniądze na to wszystko od najbardziej zdesperowanych ludzi i robiąc to w imię Chrystusa. Nie unikniecie sądu. I tak spadł na nich sąd i zawsze tak spada, ponieważ Bóg jest zawsze taki sam. Oni myśleli, że będą sądzić Jezusa. Prawda była taka, że On poszedł na krzyż i wyszedł z grobu trzeciego dnia, a 40 lat później ich naród, ich świątynia, ich system religijny, został całkowicie zniszczony i nigdy się już nie podniósł. On powiedział, że „to ma być dom modlitwy”. Czy nie jesteście wdzięczni, że jesteście częścią prawdy? Czy nie jesteście wdzięczni, że należycie do prawdziwego Kościoła? Że znacie i kochacie Pana Jezusa Chrystusa, wierzycie w ewangelię, jesteście błogosławieni, a nie sądzeni? Bóg jest łaskawy. Ojcze, dziękujemy Ci za ten fragment Pisma Świętego. Dziękujemy za prawdę, którą niesie naszym sercom i umysłom. Dziękujemy, że kochałeś nas, gdy nie byliśmy godni miłości, zbawiłeś nas, gdy byliśmy grzesznikami. Dziękujemy, że uczyniłeś niesprawiedliwych sprawiedliwymi, tylko przez łaskę. Dziękujemy za dar zbawienia. Dziękujemy za prawdę, za prawdziwe zrozumienie Twojego Słowa. Pomóż nam trzymać się prawdy, nie zawierać rozejmu, sojuszu ani pokoju z błędem, ale bronić prawdy i strzec Twojego Kościoła. Pomóż nam również bronić ludzi, którzy padają ofiarą tych systemów, i odważnie stawiać im czoła, głosząc to, co mówi Twoje Słowo. Było tak wspaniale wielbić Cię dziś rano, ale wiemy, że nasze zadanie nie kończy się, gdy kończy się nabożeństwo, bo to praca z sercem i duszą, którą Ty wykonujesz. Dlatego modlimy się, Panie, jeśli są tu osoby, które nie znają Chrystusa, które są jeszcze pod sądem, które miałyby być potępione za odrzucenie Syna Bożego i ewangelii łaski, modlę się dziś, Panie, żeby odwrócili się od swoich grzechów i odrzucenia, żeby się opamiętali i przyjęli Chrystusa jako Pana i Zbawiciela. Modlimy się, Panie, byś dał nam odnowione zaangażowanie, by chodzić z Chrystusem w posłuszeństwie – tym z nas, którzy Cię znają – żebyśmy byli wierni, żebyśmy kochali Cię całym naszym sercem, duszą, umysłem i siłą, żebyśmy kochali się wzajemnie, byli sługami w każdym tego słowa znaczeniu, niewolnikami Chrystusa, którzy będą szeroko głosić chwałę ewangelii. Panie, jesteśmy tak bardzo błogosławieni i to nie dzięki naszym zasługom, bo jeszcze przed założeniem świata wybrałeś nas i obdarzyłeś nas swoją miłością. Twój Syn umarł, żeby zapłacić za nasze grzechy, a Ty udzieliłeś nam sprawiedliwości, która może być tylko darem. Obyśmy z wdzięczności za to poświęcili nasze życie na drodze posłuszeństwa i służby Tobie z całych sił. Dziękujemy Ci za wspaniały przywilej wielbienia Ciebie. Wyczekujemy naszego wieczornego spotkania. W imieniu Twojego Syna. Amen.
© EWC | Amor Veritatis | GTY
