Złap oddech

© Lightstock

Dlaczego brak modlitwy jest jednym z największych problemów Kościoła

Właśnie czytasz kolejny tekst o modlitwie. Być może już wcześniej sięgałeś po podobne książki lub artykuły. Może poprzednie nie wywołały w tobie wystarczająco dużego poczucia winy, a może czujesz, że z modlitwą w twoim życiu coś jest nie tak.

W takich momentach często pojawia się znany cytat:

„Być chrześcijaninem i nie modlić się, to tak jakby żyć i nie oddychać.”

Trudno o mocniejsze porównanie.

Jeśli modlitwa jest jak oddychanie, oznacza to, że jest niezbędna dla życia duchowego. Oddychanie umożliwia każde działanie. Bez niego nie możemy zrobić nic. W podobny sposób modlitwa powinna być podstawą wszystkiego, co robimy jako chrześcijanie.

Nie jest jedynie dodatkiem do życia z Bogiem. Jest czymś, co podtrzymuje je przy życiu.

A jednak właśnie tutaj pojawia się pewien paradoks. Jeśli modlitwa jest tak ważna, dlaczego tak wielu wierzących ma z nią problem?


Problem nie polega na tym, co mówimy o modlitwie

Wielu chrześcijan potrafi mówić o modlitwie w bardzo piękny sposób. W kazaniach, książkach i rozmowach modlitwa zajmuje szczególne miejsce. Nikt nie kwestionuje jej znaczenia.

Problem polega jednak na czymś innym.

Nasza praktyka nie zgadza się z naszymi przekonaniami.

To zawsze jest znak, że coś jest nie tak.

Prawdopodobnie nie chodzi o całkowity brak modlitwy. Niewiele kościołów w ogóle się nie modli. Większość wspólnot ma jakieś momenty modlitwy podczas nabożeństw albo sporadyczne spotkania modlitewne.

Jednak prawdziwy problem leży gdzie indziej.

Nie chodzi o brak modlitwy, lecz o jej zbyt małą ilość.


Niebezpieczeństwo zbyt małej modlitwy

Istnieje pewne stare ostrzeżenie dotyczące modlitwy:

„Jednym z największych niebezpieczeństw naszych czasów jest niedostatek modlitwy. A może nawet gorsze od jej braku jest jej niewielkie natężenie. Mała ilość modlitwy może być udawaniem, wymówką dla sumienia i złudzeniem.”

To bardzo przenikliwe spostrzeżenie.

Czasami modlimy się nie dlatego, że naprawdę potrzebujemy Boga, ale dlatego, że czujemy, iż powinniśmy się pomodlić. Modlitwa staje się wtedy religijnym obowiązkiem, który ma uspokoić nasze sumienie.

W takich sytuacjach modlitwa przypomina modlitwę przed posiłkiem.

Jest krótka. Uprzejma. Tradycyjna.

Ale nikt nie spodziewa się po niej niczego szczególnego.

W wielu kościołach modlitwa stała się po prostu elementem programu nabożeństwa. Czasem jest sposobem na przejście z jednego punktu spotkania do drugiego.

„Zamknijmy oczy i pochylmy głowy.”

W tym czasie zespół muzyczny może wejść na scenę lub ją opuścić.

Czy widzisz problem?


Co mówi o nas brak modlitwy

Brak modlitwy – albo jej niewielka ilość – uczy kościół pewnej rzeczy.

Uczy nas, że tak naprawdę radzimy sobie bez Boga.

Jeśli modlimy się rzadko, wysyłamy sobie nawzajem pewien komunikat: Bóg jest potrzebny tylko w wyjątkowych sytuacjach.

Modlitwa staje się czymś w rodzaju leku.

Sięgamy po nią tylko wtedy, gdy sytuacja jest naprawdę trudna.

Kiedy pojawia się kryzys, nagle zaczynamy się modlić. Gdy kryzys mija, modlitwa znów znika z naszego życia.

To pokazuje, że nie traktujemy modlitwy jak oddychania. Traktujemy ją raczej jak tabletkę na infekcję.

Kiedy choroba ustępuje, lek przestaje być potrzebny.


Gdy kryzys zmusza nas do modlitwy

W historii często widać ten schemat.

Kiedy wydarza się tragedia – społeczna, polityczna lub osobista – ludzie zaczynają się modlić. Kościoły organizują wspólne spotkania modlitewne. Ludzie mówią: „Boże, potrzebujemy Twojej pomocy!”

Jednak gdy napięcie opada i życie wraca do normalności, modlitwy stopniowo zanikają.

To pokazuje coś bardzo ważnego: modlitwa pojawia się wtedy, gdy czujemy swoją bezradność.

A przecież prawda jest taka, że bezradni jesteśmy zawsze, nie tylko w momentach kryzysu.


Chwila szczerości

Pozwól, że powiem coś bardzo osobistego.

Pisanie o modlitwie może sprawić, że czytelnik poczuje się winny. Ale pisanie o modlitwie sprawia, że autor często czuje się… hipokrytą.

Nie jestem ekspertem od modlitwy.

Nie nazwałbym siebie „człowiekiem modlitwy”.

Zmagam się z modlitwą. Często czuję, że moje modlitwy są płytkie albo nieregularne.

Mówię to dlatego, że widziałem ludzi, którzy naprawdę byli ludźmi modlitwy.

Moja mama jest taką osobą.

Pamiętam, jak wracała z pracy i po krótkim powitaniu znikała w swoim pokoju. Kiedyś drzwi do jej sypialni były lekko uchylone i zobaczyłem ją klęczącą przy łóżku.

Modliła się.

Robiła to codziennie.

I zawsze wychodziła z tego pokoju przemieniona.

Do dziś, gdy się z nią żegnam, chce się za mnie pomodlić. A jeśli zapomni, zadzwoni później i zostawi modlitwę na poczcie głosowej.

Mój ojciec był podobny.

Nic dziwnego, że kościół, który później założyli, odziedziczył modlitwę niemal w swoich „genach”.


Moment przełomowy

Kilka lat temu wydarzyło się coś, co całkowicie zmieniło moje spojrzenie na modlitwę.

Mój trzydziestodwuletni brat nagle zmarł.

Stało się to niespodziewanie. Nie było żadnej wyraźnej przyczyny śmierci. Sekcja zwłok niczego nie wykazała. Nie było wypadku ani przestępstwa.

Po prostu odszedł.

Po raz pierwszy w życiu poczułem coś, co trudno opisać.

Czułem, jakbym nie mógł oddychać.

Jeśli kiedykolwiek doświadczyłeś duszności, wiesz, jak to jest. Oddychanie nagle staje się najważniejszą rzeczą na świecie.

Właśnie w tym momencie Bóg zaczął uczyć mnie czegoś niezwykle ważnego.

Modlitwa jest jak oddech.


Modlitwa w chwili bólu

Kiedy zacząłem się modlić po śmierci mojego brata, moje modlitwy wyglądały zupełnie inaczej niż wcześniej.

Nie były uporządkowane ani pobożne.

Były chaotyczne.

Powiedziałem Bogu rzeczy, których wcześniej nigdy bym nie powiedział. Byłem zły. Byłem zraniony. Czułem gniew i rozczarowanie.

Powiedziałem Mu o tym.

Nazwę rzeczy po imieniu: powiedziałem Bogu, że wydaje mi się okrutny. Powiedziałem Mu, że nie rozumiem Jego planu.

A potem w tym samym oddechu prosiłem Go o łaskę.

Ból działał jak serum prawdy.

Nie mogłem już ukrywać swoich uczuć.

I w tym wszystkim wydarzyło się coś niezwykłego.

Bóg mnie wysłuchał.

Nie spotkałem się z potępieniem. Nie usłyszałem słów nagany. Zamiast tego doświadczyłem pocieszenia.


Nowe zrozumienie modlitwy

W tamtym czasie zrozumiałem coś bardzo ważnego.

To, co wcześniej nazywałem modlitwą, często było jedynie religijną formułą.

Formalne słowa. Powtarzane schematy. Wyćwiczone zwroty.

Ale tamte modlitwy były inne.

Były prawdziwe.

I po raz pierwszy naprawdę poczułem, że rozmawiam z Bogiem.

Bóg użył tragedii, aby nauczyć mnie, czym jest modlitwa.

Ostatni oddech mojego brata stał się początkiem czegoś nowego w moim życiu duchowym.


Klucz do skutecznej służby

Przez lata miałem okazję obserwować wiele kościołów.

Duże i małe. Dobrze zorganizowane i mniej uporządkowane. Z charyzmatycznymi liderami i z liderami bardziej spokojnymi.

Z czasem zrozumiałem jedną rzecz.

Najważniejsza różnica między kościołami nie polega na wielkości, budżecie ani stylu muzyki.

Najważniejsza różnica jest znacznie prostsza.

Istnieją kościoły, które się modlą, i kościoły, które się nie modlą.

To jedna z najważniejszych rzeczy decydujących o zdrowiu i skuteczności wspólnoty.


Modlitwa jako tlen Kościoła

Jeśli modlitwa jest jak oddychanie, oznacza to, że jest tlenem dla chrześcijan.

Bez niej życie duchowe stopniowo słabnie.

A jednak wiele naszych spotkań przypomina ludzi, którzy spotykają się tylko po to, aby wstrzymać oddech.

Nic dziwnego, że czasem brakuje nam energii do życia chrześcijańskiego.

Kościoły potrzebują nauczyć się czegoś prostego:

oddychać razem.


Modlitwa uczy pokory

Jedną z najważniejszych rzeczy, jakich uczy modlitwa, jest pokora.

W wielu dziedzinach życia osiągnięcia zależą od naszych umiejętności. Aby dobrze grać na instrumencie, trzeba lat ćwiczeń. Aby zostać ekspertem w jakiejś dziedzinie, potrzebna jest wiedza i doświadczenie.

Modlitwa działa inaczej.

Jej skuteczność nie zależy od naszego talentu.

Największe odpowiedzi na modlitwę często przychodzą do ludzi, którzy dopiero zaczynają się modlić.

Abraham rozmawiał z Bogiem o losie miasta Sodomy. Mojżesz wstawiał się za Izraelem. Uczniowie Jezusa modlili się o odwagę w głoszeniu Ewangelii.

Bóg słyszy modlitwy nawet tych, którzy dopiero uczą się modlić.


Wspólna modlitwa Kościoła

Ten artykuł nie koncentruje się przede wszystkim na modlitwie indywidualnej.

Istnieje wiele dobrych książek o osobistej modlitwie.

Chodzi raczej o coś innego.

Modlitwę wspólnoty.

Kościół potrzebuje modlitwy tak samo jak człowiek potrzebuje oddechu.

Jeśli chcemy, aby nasze wspólnoty były żywe i wierne Bogu, musimy modlić się tak, jakby od tego zależało nasze życie.

Bo w rzeczywistości tak właśnie jest.

Musimy nauczyć się razem oddychać.

Udostępnij!
    Dołącz!
    Wpisz swój e-mail, aby co dwa tygodnie otrzymywać najnowsze materiały EWC.