Czym kościół jest… i czym nie jest

© Lightstock

Wielu chrześcijan zadaje dziś pytanie: czym właściwie powinien być kościół? Czego powinniśmy w nim szukać? Czy chodzi przede wszystkim o dobre kazania, inspirującą muzykę, przyjazną atmosferę, a może o coś zupełnie innego?

To pytanie nie jest proste. Współcześni wierzący przychodzą do kościołów z bardzo różnymi oczekiwaniami. Jedni szukają inspiracji duchowej. Inni wspólnoty. Jeszcze inni dobrego nauczania. Niektórzy pragną miejsca, które pomoże im skuteczniej służyć Bogu.

Biblia jednak pokazuje, że zanim zaczniemy mówić o tym, co kościół robi, powinniśmy najpierw zrozumieć czym kościół jest – a także czym zdecydowanie nie jest.


Niepokojąca rozmowa

Pewna rozmowa z czasów studiów dobrze ilustruje sposób, w jaki wielu chrześcijan myśli o kościele.

Mój przyjaciel pracował w organizacji chrześcijańskiej niezwiązanej z żadnym konkretnym zborem. Przez kilka lat chodziliśmy razem do tej samej wspólnoty. Ja zostałem jej członkiem, ale on nigdy się na to nie zdecydował. W praktyce wyglądało to tak, że pojawiał się na niedzielnym nabożeństwie dopiero w połowie – mniej więcej wtedy, gdy zaczynało się kazanie.

Pewnego dnia zapytałem go o powód.

– Pozostałe części nabożeństwa niewiele mi dają – odpowiedział.

Zapytałem więc:

– Czy myślałeś o tym, żeby przyłączyć się do kościoła?

Był autentycznie zdziwiony.

– Przyłączyć się do kościoła? Nie wiem, po co miałbym to robić. Wiem, co chcę robić w życiu i ci ludzie tylko by mnie spowalniali.

Nie mówił tego z pogardą. Był gorliwym ewangelistą i naprawdę chciał dobrze wykorzystać czas, który Bóg mu dał. Szukał miejsca, gdzie mógłby usłyszeć dobre zwiastowanie Słowa Bożego i otrzymać duchową zachętę na kolejny tydzień służby.

Ale jego słowa utkwiły mi w pamięci: „ci ludzie tylko by mnie spowalniali”.

Odpowiedziałem wtedy:

– A czy pomyślałeś o tym, że jeśli spleciesz ręce z tymi ludźmi, to oni mogą rzeczywiście cię trochę spowolnić, ale ty możesz pomóc im szybciej iść naprzód? Może właśnie to jest częścią Bożego planu – zarówno wobec nich, jak i wobec ciebie?

Sam również pragnąłem kościoła, w którym można słuchać dobrego zwiastowania. Ale czy słowa „ciało Chrystusa” nie oznaczają czegoś więcej?


Kościół to ludzie, nie miejsce

Pierwszą i najważniejszą prawdą, którą Biblia podkreśla, jest to, że kościół nie jest miejscem ani budynkiem.

Nie jest też jedynie platformą do wygłaszania kazań ani instytucją oferującą duchowe usługi. Kościół to przede wszystkim ludzie – lud Boży nowego przymierza, odkupiony krwią Jezusa Chrystusa.

Dlatego apostoł Paweł napisał:

„Chrystus umiłował Kościół i wydał zań samego siebie” (Ef 5,25).

Chrystus nie oddał życia za budynek ani instytucję. Oddał życie za ludzi.

Z tego powodu w naszym zborze nie rozpoczynamy nabożeństwa słowami: „Witamy w Kościele Baptystycznym w Capitol Hill”. Zamiast tego mówimy: „Witamy na zgromadzeniu Kościoła Baptystycznego w Capitol Hill.”

To drobna różnica w słowach, ale wskazuje na bardzo ważną rzeczywistość. Kościół to nie miejsce, do którego przychodzimy. Kościół to ludzie, którzy gromadzą się razem, aby oddać chwałę Bogu.


Co jest naprawdę ważne w kościele?

Świadomość, że kościół to ludzie, pomaga nam właściwie ocenić, co jest naprawdę ważne, a co nie.

Każdy z nas odczuwa pokusę, by oceniać kościół na podstawie rzeczy drugorzędnych. Jedną z nich jest na przykład styl muzyki.

Muzyka to jedna z pierwszych rzeczy, jakie zauważamy podczas nabożeństwa. Reagujemy na nią bardzo emocjonalnie. Wzbudza w nas określone uczucia i skojarzenia.

Ale warto zadać sobie pytanie:

Co mówi o mojej miłości do Chrystusa i Jego ludu fakt, że jestem gotów opuścić kościół tylko dlatego, że nie podoba mi się styl muzyki?

A co mówi o moim sercu jako pastora sytuacja, w której marginalizuję część wspólnoty tylko dlatego, że uważam, iż powinniśmy zmienić styl muzyki na bardziej nowoczesny?

Jeśli tak postępujemy, istnieje duże ryzyko, że zapominamy o najważniejszej rzeczy: kościół to przede wszystkim ludzie.


Kościół jako rodzina

Biblia pokazuje, że kościół przypomina rodzinę.

Gdybyśmy pisali książkę o życiu rodzinnym, zapewne mówilibyśmy o różnych wspólnych aktywnościach: wspólnych posiłkach, rozmowach, modlitwie, czytaniu Biblii, odpoczynku czy zabawie.

Ale pamiętalibyśmy też o czymś jeszcze: rodzice popełniają błędy, dzieci pozostają dziećmi, a relacje w rodzinie wymagają cierpliwości i przebaczenia.

Rodzina to nie tylko system zasad czy instytucja. To przede wszystkim grupa ludzi.

Tak samo jest z kościołem.

Może zdarzyć się, że kościół nie spełnia naszych oczekiwań w pewnych obszarach. Może na przykład nie funkcjonuje dokładnie tak, jak – naszym zdaniem – naucza Biblia. Może istnieją pewne słabości w przywództwie albo w organizacji życia wspólnoty.

W takiej sytuacji łatwo jest odejść albo zacząć narzekać.

Ale warto pamiętać: to wciąż ludzie, którzy wzrastają w łasce.

Dlatego zamiast natychmiastowej krytyki powinniśmy często wybrać inną drogę:

  • kochać ich,
  • służyć im,
  • być wobec nich cierpliwymi.

Cierpliwość wobec kościoła

Zastanów się przez chwilę nad własną rodziną.

Czy gdy rodzice, rodzeństwo lub dzieci zawodzą twoje oczekiwania, natychmiast postanawiasz wyrzucić ich z rodziny?

Oczywiście, że nie.

Raczej uczysz się przebaczać, okazywać cierpliwość i trwać razem mimo trudności.

Czasami nawet zastanawiasz się, czy to nie ty powinieneś zmienić swoje oczekiwania.

Podobnie powinno być w kościele. Jako chrześcijanie powinniśmy uczyć się traktować naszych braci i siostry z miłością i wytrwałością – nawet wtedy, gdy:

  • mają inne zdanie,
  • nie spełniają naszych oczekiwań,
  • a czasem nawet grzeszą wobec nas.

W końcu sami również potrzebujemy przebaczenia, gdy grzeszymy wobec innych.


Czy istnieją granice?

Oczywiście, że tak.

Istnieją kościoły, z którymi nie powinniśmy się wiązać – ani jako członkowie, ani jako pastorzy. Jeśli wspólnota porzuca podstawowe nauczanie Biblii lub przestaje głosić Ewangelię, pojawia się poważny problem.

O tych kwestiach trzeba mówić poważnie i jasno.

Jednak zanim zaczniemy analizować szczegółowe kryteria zdrowego kościoła, warto zapamiętać fundamentalną zasadę:

kościół to ludzie.

Czegokolwiek oczekujemy od kościoła i jakkolwiek wyobrażamy sobie jego życie, musi to być zgodne z tą biblijną rzeczywistością.


Kościół to nie statystyki

Istnieje jeszcze jedno niebezpieczne przekonanie – szczególnie powszechne wśród pastorów.

Kościół nie jest tylko miejscem.
Ale nie jest też zbiorem statystyk.

W XIX wieku pastor John Brown napisał list do młodego duszpasterza, który właśnie został ustanowiony nad niewielką wspólnotą. Wśród wielu rad znalazły się słowa pełne mądrości:

Młody pastor może czuć się zawstydzony małą liczebnością swojego zboru, zwłaszcza gdy porównuje go z innymi wspólnotami. Ale gdy pewnego dnia stanie przed Chrystusem, aby zdać sprawę ze swojej służby, przekona się, że ten zbór był wystarczająco duży.

Te słowa uderzają w samo sedno problemu.

Pastorzy – i nie tylko oni – często mierzą sukces kościoła liczbami: frekwencją, wzrostem, popularnością czy wpływem.

Ale kiedy staniemy przed Chrystusem, nie będziemy odpowiadać za statystyki.

Będziemy odpowiadać za ludzi.


Prawdziwe pytania dla pastorów

Każdy pastor powinien zadać sobie trudne pytania:

Czy pragnąłem, aby mój kościół był wielki i znany?

Czy chciałem zrobić wrażenie na innych?

Czy może jedynie „tolerowałem” ludzi w zborze, czekając na moment, kiedy będę mógł zmienić kościół tak, jak – moim zdaniem – powinien wyglądać?

Nie jest niczym złym pragnienie rozwoju czy zmian. Problem zaczyna się wtedy, gdy nasze marzenia o przyszłości sprawiają, że przestajemy kochać ludzi, których Bóg powierzył nam teraz.

Wyobraź sobie zbór liczący kilkadziesiąt osób – głównie starszych ludzi – zgromadzonych w ogromnej sali mogącej pomieścić osiemset osób.

Czy pastor potrafi kochać tę niewielką grupę i wiernie im służyć?

Czy potrafi być cierpliwy wobec ich tradycji, upodobań muzycznych i sposobu funkcjonowania?

To właśnie jest prawdziwe wyzwanie pasterskiej służby.


Odpowiedzialność za braci i siostry

Kościół to ludzie.

To ciało zjednoczone z Chrystusem jako głową.
To rodzina złączona adopcją w Chrystusie.

Dlatego odpowiedzialność za siebie nawzajem jest ogromna.

Pastorzy mają szczególną odpowiedzialność za wspólnoty, które Bóg powierzył ich opiece. Ale każdy chrześcijanin – niezależnie od wieku czy dojrzałości duchowej – ma również swoją rolę.

Każdy z nas jest powołany, aby:

  • kochać innych,
  • służyć im,
  • zachęcać ich,
  • pomagać im wzrastać w wierze.

Historia Kaina przypomina nam o niebezpieczeństwie lekceważenia tej odpowiedzialności. Gdy Bóg zapytał go o brata, odpowiedział:

„Czy jestem stróżem brata mego?”

Biblia jasno pokazuje, że odpowiedź brzmi: tak.

Jeśli chodzi o naszą duchową rodzinę, odpowiedzialność ta jest nawet większa.


Duchowa rodzina Jezusa

Jezus sam wskazał na tę rzeczywistość, gdy pewnego dnia powiedziano Mu, że Jego matka i bracia stoją na zewnątrz i chcą się z Nim spotkać.

Wtedy Jezus rozejrzał się po ludziach siedzących wokół i powiedział:

„Któż jest matką moją i braćmi? … Oto matka moja i bracia moi. Ktokolwiek czyni wolę Bożą, ten jest moim bratem i siostrą, i matką” (Mk 3,32–35).

To niezwykłe słowa.

Jezus pokazuje, że Jego uczniowie tworzą nową rodzinę.

Kościół nie jest więc tylko organizacją ani miejscem spotkań religijnych. Jest wspólnotą ludzi związanych ze sobą przez Chrystusa.

I właśnie dlatego, gdy myślimy o tym, czym kościół jest – a czym nie jest – musimy zawsze zaczynać od tej prostej, ale głębokiej prawdy:

Kościół to ludzie.

Udostępnij!
    Dołącz!
    Wpisz swój e-mail, aby co dwa tygodnie otrzymywać najnowsze materiały EWC.