Nie gniewajcie się – okazujcie litość i przebaczenie

Artykuł ten jest częścią serii Czego Jezus żąda od świata na podstawie książki Johna Pipera o tym tytule.

Panie, ile razy mam odpuścić bratu memu, jeżeli przeciwko mnie zgrzeszy? Czy aż do siedmiu razy? Mówi mu Jezus: Nie powiadam ci: Do siedmiu razy, lecz do siedemdziesięciu razy po siedem (Mt 18:21–22 KJV).

Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego (Mt 7:5).

Gniew i litość

Naszym gniewem rządzi nie tylko Boża opatrzność, zapewniająca nas o stałej obecnej Boga nad nami i czekającej nas przyszłej nagrodzie (mówiliśmy o tym w poprzednim rozdziale), lecz także serdeczna pamięć o tym, że nasze grzechy zostały nam odpuszczone dzięki wielkiemu miłosierdziu Bożemu. Jezus naucza, że życie ze świadomością bycia przestępcą objętym ułaskawieniem (popełnione przestępstwa były próbami podważenia Bożej czci), zaowocuje przełamaniem mocy niesprawiedliwego gniewu w naszym życiu.

Uczniowie Jezusa mają świadomość, jak bardzo mogą irytować grzechy popełniane przeciwko nam nie jednorazowo, ale wielokrotnie. Niewiele jest rzeczy, które wzbudzają w nas większy gniew. Dlatego uczeń Jezusa – Piotr, zapytał Mistrza: „Panie, ile razy mam odpuścić bratu memu, jeżeli przeciwko mnie zgrzeszy? Czy aż do siedmiu razy?”. Na co Jezus odpowiedział: „Nie powiadam ci: Do siedmiu razy, lecz do siedemdziesięciu razy po siedem” (Mt 18:21–22 KJV). Po takiej odpowiedzi ciśnie się na usta pytanie, jak można przebaczyć komuś, kto zgrzeszył przeciw nam sto razy?

Jezus odpowiada na to pytanie przypowieścią o Królestwie Niebieskim, która pokazuje ścisły związek pomiędzy tym Królestwem, a przebaczaniem. Jezus skierował do Piotra, a także innych, którzy mogli to usłyszeć, następujące słowa: „Dlatego Królestwo Niebios podobne jest do pewnego króla, który chciał zrobić obrachunek ze sługami swymi” (Mt 18:23). Znamienną rzeczą jest to, że w przypowieści tej porównuje przebaczanie do Królestwa Niebios. Oznacza to, że zwyciężanie gniewu przebaczaniem jest częścią Bożego panowania (Królestwa Bożego) w życiu wierzących. Przebaczenie nie jest jakąś techniką psychologiczną, stosowaną do zarządzania relacjami międzyludzkimi – to jest dzieło Boże oraz owoc przebaczenia, które Jezus nabył dla nas swoją własną krwią (Mt 26:28).

Jak przebaczać siedemdziesiąt razy po siedem

Wspomniana wyżej przypowieść mówi o królu, któremu jeden z jego sług był winien szokującą sumę dziesięciu tysięcy talentów (Mt 18:24). „Jak olbrzymia była to kwota, pokazuje roczny dochód króla Heroda, wynoszący jedynie dziewięćset talentów, zaś w 4 roku p.n.e. wartość rocznych podatków z Galilei i Perei (tereny zwane Transjordanią) sięgała sumy dwustu talentów”1. Wydaje się więc, że albo wartość długu została celowo wyolbrzymiona, albo sługa ten zajmował wysokie stanowisko i mógł przez wiele lat sprzeniewierzać pieniądze ze skarbca królewskiego. W każdym razie Jezus w ten sposób opisuje jego dług jako praktycznie niemożliwy do oszacowania.

Król zagroził dłużnikowi, że sprzeda go wraz z całą jego rodziną, aby odzyskać dług. Wówczas „sługa padł przed nim, złożył mu pokłon i rzekł: Panie! Okaż mi cierpliwość, a oddam ci wszystko”. Zobowiązanie to jest z racji wielkości długu niewykonalne. Jednak „pan ulitował się nad owym sługą, uwolnił go i dług mu darował” (Mt 18:26–27). Okazane przebaczenie jest równie spektakularnym wydarzeniem, co wielkość darowanego długu. I o to właśnie w tej przypowieści chodzi. Jezus chce, abyśmy zrozumieli, że grzech jest z naszej strony zaciągnięciem niemożliwego do oszacowania długu wobec Boga. Nigdy nie bylibyśmy w stanie tego długu spłacić. Nigdy nie możemy wyrównać naszych rachunków z Bogiem. Żadna ilość uczynków pokutnych, dobrych uczynków czy przeprosin nie może zrekompensować długu, jaki zaciągnęliśmy wobec Boga znieważając go naszymi grzechami.

Jednak sługa w przypowieści ewangelicznej nie przyjął okazanego mu przebaczenia tak, jak powinien – jako zdumiewający, niezasłużony dar, skłaniający serce do uniżenia się i przebaczania innym. Niewiarygodne, a jednak Jezus nie mówi w tej przypowieści o jakichkolwiek reakcjach zdumienia czy wdzięczności ze strony ułaskawionego sługi. Po prostu relacjonuje dalsze, niepojęte wydarzenia: „A gdy ów sługa wyszedł, spotkał jednego ze swych współsług, który był mu winien sto denarów; i pochwyciwszy, dusił go, mówiąc: Oddaj, coś winien. Wtedy współsługa jego, padłszy na kolana, prosił go mówiąc: Okaż mi cierpliwość, a oddam ci wszystko. On jednak nie chciał, lecz odszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu.” (Mt 18:28–30). Innymi słowy, darowanie długu przez króla nie odmieniło złości serca ułaskawionego sługi, ponieważ pochwycił swojego współsługę i dusił go. Kiedy król usłyszał o tym, wybuchnął sprawiedliwym gniewem i powiedział do niego: „Sługo zły! Wszystek tamten dług darowałem ci, boś mnie prosił. Czy i ty nie powinieneś był zlitować się nad współsługą swoim, jak i ja zlitowałem się nad tobą?” (Mt 18:32–33). W rezultacie król wtrącił go do więzienia dopóki nie odda całego długu (Mt 18:34). Wniosek, jaki wypływa z tej przypowieści, dotyka istoty kwestii gniewu i przebaczenia. Jezus mówi: „Tak i Ojciec mój niebieski uczyni wam, jeśli każdy nie odpuści z serca swego bratu swemu” (Mt 18:35).

Sednem tej przypowieści jest to, że Bóg nie ma żadnego obowiązku zbawić człowieka, który uważa się za ucznia Jezusa, jeśli ten człowiek nie ceni daru przebaczenia grzechów tak, jak należy – to znaczy jako nieskończenie cennego, zdumiewającego i niezasłużonego daru, skłaniającego serce do pokory i przebaczania innym. Jeśli twierdzimy, że Jezus przebaczył nam grzechy, a mimo to w naszym sercu brak słodkiej woni przebaczenia innym, to znaczy, że nie doświadczyliśmy Bożego przebaczenia (por. Mt 6:14–15; Mk 11:25)2.

Należy pamiętać, że Jezus powiedział tę przypowieść, aby pomóc Piotrowi zrozumieć swoje żądanie dotyczące konieczności przebaczania siedemdziesiąt razy po siedem (Mt 18:22). Ma ona na celu pomóc nam uporać się z gniewem, który w sposób naturalny rodzi się w nas, kiedy ktoś rani nas po raz setny. Ze słów Jezusa wynika, że zwycięstwo nad gniewem odnosimy skupiając nasze myśli na wielce zdumiewającym dziele Bożym – darowaniu nam długu znacznie większego, niż wszystkie krzywdy, jakich doznaliśmy. Mówiąc inaczej, powinniśmy stale pamiętać o tej zdumiewającej prawdzie – Bóg odwrócił od nas swój gniew pomimo, że zgrzeszyliśmy przeciwko niemu o wiele więcej, niż siedemdziesiąt razy po siedem. Świadomość tego wzbudza w nas radość – radość skruszonego i wrażliwego serca. I to właśnie ta radość wypływająca ze skruszonego serca rządzi naszym gniewem. Jedyny właściwy gniew to taki gniew, który rodzi się w takim pokornym sercu.

Wyjmij najpierw belkę z oka swego

Jeszcze inna przypowieść ewangeliczna potwierdza, że Jezus nakazał nam kierować się miłosierdziem, kiedy doświadczamy gniewu. Jednym ze sposobów wyrażania gniewu jest osądzanie innych. W takich sytuacjach Jezus żąda od nas zupełnie innego postępowania:

Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Albowiem jakim sądem sądzicie, takim was osądzą, i jaką miarą mierzycie, taką i wam odmierzą. A czemu widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w oku swoim nie dostrzegasz? Albo jak powiesz bratu swemu: Pozwól, że wyjmę źdźbło z oka twego, a oto belka jest w oku twoim? Obłudniku, wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego (Mt 7:1–5).

Przykazanie, aby nie sądzić innych brzmi równie bezwzględnie, co przykazanie, aby się nie gniewać: „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni”. Jednak z dalszego opisu wynika, że istnieje osądzanie, które jest złe oraz takie, które jest konieczne i sprawiedliwe – podobnie jak w przypadku właściwego i niewłaściwego gniewu. Kiedy Jezus mówi: „wyjmij najpierw belkę z oka swego, a wtedy przejrzysz, aby wyjąć źdźbło z oka brata swego”, to pokazuje przez to, że należy dokonać właściwej oceny odnośnie obecności źdźbła w oku brata. Nieświadomość belki we własnym oku sprawia, że uprzejme, troskliwe oraz uzdrawiające osądzanie brata z powodu źdźbła w jego oku zamienia się w zabronione przez Jezusa krytykanctwo.

Krytykanctwo przypomina postawę ułaskawionego sługi, który nie chciał pamiętać o podarowanym mu olbrzymim długu – belki (wartości dziesięć tysięcy talentów). Pomimo umorzenia tak wielkiego długu, sługa ten nie chciał z serca przebaczyć innemu współsłudze jego długu–źdźbła (o wartości stu denarów). Jezus zakłada, że kiedy ujrzymy belkę we własnym oku, będziemy wiedzieli jak ją usunąć – to znaczy jak otrzymać przebaczenie i pomoc od Jezusa. Bez tego nie można byłoby przejść do delikatnej procedury usuwania źdźbła z oka brata. Nie można przeprowadzić delikatnej operacji na cudzym oku mając we własnym oku belkę.

Jezus zabronił nam osądzać, aby pokazać jak możemy przezwyciężyć gniew przejawiający się w krytykanctwie. Gniew ten przezwyciężamy skruszonym sercem. Mając świadomość swojej wielkiej grzeszności oraz tego, że belkę z naszego oka może usunąć jedynie miłosierdzie Jezusa przejawiające się w przebaczeniu naszych grzechów i uzdrowieniu naszych serc. Świadomość tego zamieni nasze gniewne osądzanie w cierpliwą, pełną miłości wyrozumiałość oraz delikatne prostowanie błędów innych. Sprawiedliwy gniew może nadal pozostać w sercu, ponieważ jesteśmy niezadowoleni ze źdźbła w oku bliźniego, które dokucza kochanym przez nas ludziom. Jednak gniew ten nie jest gniewem krytykanta. Właściwym gniewem rządzi miłosierdzie.

Służenie innym i gniew

Pokusa gniewu atakuje nas nie tylko wtedy, kiedy ktoś wielokrotnie krzywdzi nas, ale także wtedy, kiedy inni mówią nam, co mamy robić – zwłaszcza, kiedy tego robić nie chcemy. Tego rodzaju gniew zakorzeniony jest w dumie, która nie ma poczucia obowiązku służenia innym ani radości w tym. Jednak całe nauczanie Jezusa o służeniu innym doprowadza nas do zupełnie odmiennego doświadczania tej służby (patrz Żądanie 17). Zasadniczą kwestią w naśladowaniu Jezusa jest zapieranie się samego siebie oraz noszenie krzyża: „Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną” (Mt 16:24).

Jezus poszedł na krzyż umrzeć za innych. Wzywa nas, abyśmy szli za nim i, jeśli będzie to konieczne, oddali życie za innych. Ta gotowość do cierpienia jako elementu naśladowania Jezusa wzbudza ducha służenia innym, który nie unosi się gniewem w obliczu różnych żądań. Jezus opisał ducha służenia innym za pomocą zdumiewającego terminu: „sługa wszystkich”. Powiedział: „I ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą wszystkich. Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i oddać swe życie na okup za wielu” (Mk 10:44–45).

Jezus nie chce przez to powiedzieć, że naśladowanie go jest życiem pełnym niezadowolenia i pozbawionym radości. „To wam powiedziałem, aby radość moja była w was i aby radość wasza była zupełna” (J 15:11). Marcin Luter dobrze oddał sens radosnego ducha sługi chrześcijańskiego, kiedy w 1520 roku napisał: „chrześcijanin jest całkowicie wolnym panem wszystkich, nikomu nie podległym”3; oraz: „chrześcijanin jest najuleglejszym sługą wszystkich i wszystkim podległy”4. Nie należymy do siebie samych – należymy do Jezusa. Czynimy to, co nam nakazał czynić, abyśmy czasem nie usłyszeli od niego nagany: „dlaczego mówicie do mnie: Panie, Panie, a nie czynicie tego, co mówię?” (Łk 6:46).

Duch podporządkowania się przekształca w naszym sercu uczucie gniewu. Jesteśmy „sługami wszystkich” i kiedy wymaga się od nas wykonania rzeczy, których nie planowaliśmy wykonać, wówczas doświadczamy emocji, które są różne od tych, jakie odczuwalibyśmy będąc panami wszystkich. Ze względu na Jezusa sługa cieszy się ze służby dla dobra innych i mówi wraz z Mistrzem: „Moim pokarmem jest pełnić wolę tego, który mnie posłał, i dokonać jego dzieła” (J 4:34). On posłał nas, abyśmy służyli. Naszym uzasadnionym gniewem rządzi dane nam przez Jezusa zadowolenie ze służenia innym, nawet tym, którzy na to nie zasługują.

Jakiego gniewu zabrania Jezus?

Powracamy teraz do ewangelicznego zakazu gniewania się. Jezus powiedział: „Słyszeliście, iż powiedziano przodkom: Nie będziesz zabijał, a kto by zabił, pójdzie pod sąd. A Ja wam powiadam, że każdy, kto się gniewa na brata swego, pójdzie pod sąd” (Mt 5:21–22). W świetle niniejszych rozważań dochodzę do wniosku, że Jezus zakazuje gniewu, który prowadzi do morderstwa. Zakaz ten jest w istocie powtórzeniem przykazania, aby nie mordować. Jezus wskazuje, że godny potępienia jest nie tylko sam akt morderstwa, lecz także uczucia, jakie do niego prowadzą. Jezus zabrania jedynie takiego gniewu, który prowadzi do morderstwa.

Na takie znaczenie wskazują dwa podobieństwa zawarte w tej wypowiedzi: „Każdy, kto się gniewa na brata swego, pójdzie pod sąd, a kto by rzekł bratu swemu: Racha, stanie przed Radą Najwyższą, a kto by rzekł: Głupcze, pójdzie w ogień piekielny” (Mt 5:22). Podobieństwa te mówią o zewnętrznych działaniach, a nie samym uczuciu gniewu, pokazując jaki rodzaj gniewu potępia Jezus. Potępia on taki gniew, który jest silnym uczuciem niezadowolenia połączonym z pogardą i nienawiścią, dążącym do obrzucania wyzwiskami albo morderstwa. Jezus zabrania nam wszelkich tego rodzaju przejawów gniewu. Nie uważam jednak, by Jezus potępiał tu każdy gniew, a zwłaszcza swój własny (Mk 3:5). Jego nauczanie zawiera wskazówki pozwalające nam ocenić słuszność naszego gniewu. Pomocne są zwłaszcza te wskazówki, które omówiono w poprzednim i bieżącym rozdziale w punktach o miłości, adekwatnej reakcji, opatrzności Bożej, miłosierdziu oraz służeniu innym.

Krzew winny uśmierza moc gniewu

Niemniej jednak żądanie, aby się nie gniewać jest radykalne i druzgocące. Zmusza nas do uświadomienia sobie niemożliwości zbawienia siebie samych. Nie możemy zrealizować tego żądania Jezusa własnymi siłami. Gniew nie wynika z podjęcia przez nas określonej decyzji – jest on owocem wydanym przez latorośl naszego życia. Pytanie brzmi: którego krzewu winnego jesteśmy częścią? Czyje owoce będziemy wydawać? Żądanie Jezusa, aby się nie gniewać jest więc jednocześnie żądaniem, aby trwać w nim, gdyż to On jest krzewem winnym. „Kto trwa we mnie, a Ja w nim, ten wydaje wiele owocu; bo beze mnie nic uczynić nie możecie” (J 15:5).

Jest to fragment książki Czego Jezus żąda od świata. Możesz nabyć ją w księgarni FEWA. Kliknij tutaj, aby złożyć zamówienie.

Przypisy

  1. Walter Grundman, Das Evangelium Nach Matthäus, Berlin: Evangelische Verlagsanstalt, 1968, s. 423.
  2. Przypowieść ta nie ma na celu wyjaśnienia poważniejszej rzeczy – czy możliwe jest doświadczyć przebaczenia grzechów od Boga, a następnie utracić je. W Żądaniu 7 pokazane jest, że Jezus naucza, iż nie dopuści, aby żaden z jego prawdziwych uczniów odpadł. Tak więc przypowieść ta pokazuje, że darmowe przebaczenie grzechów przez Boga nie zbawi nas, jeśli nie przyjmiemy go tak, aby przemieniło nasze serca i skłoniło nas do przebaczania innym.
  3. To właśnie miał na myśli Jezus, kiedy powiedział do Szymona Piotra: „Jak ci się wydaje, Szymonie? Od kogo królowie ziemi pobierają cło lub czynsz? Od synów własnych czy od obcych? A on rzekł: Od obcych. Na to Jezus: A zatem synowie są wolni” (Mt 17:25–26). Następnie aby pokazać, że wolni synowie (uczniowie Jezusa) są także sługami, powiedział Piotrowi, aby mimo tego zapłacił (Mt 17:27).
  4. Marcin Luter, „O wolności chrześcijańskiej” w dziele Trzy traktaty (Filadelfia: Fortress, 1960), s. 277.
FacebookMessengerTwitterWykop
Zobacz również
Nie gniewajcie się – ufajcie opatrzności Bożej