Kochaj bliźniego swego jak siebie samego oraz tak, jak ukochał nas Jezus

Artykuł ten jest częścią serii Czego Jezus żąda od świata na podstawie książki Johna Pipera o tym tytule.

On zaś, chcąc się usprawiedliwić, rzekł do Jezusa: A kto jest bliźnim moim? (Łk 10:29).

A więc wszystko, cobyście chcieli, aby wam ludzie czynili, to i wy im czyńcie; taki bowiem jest zakon i prorocy (Mt 7:12).

Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem; abyście się i wy wzajemnie miłowali. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie (J 13:34–35).

Nie ośmielam się zakładać, że wszystkie zawiłości życia miłości zostały wyczerpująco omówione w poprzednich rozdziałach. Mamy wiele rzeczy do zrobienia mając ograniczony czas i środki. Czasami stoimy przed trudnymi wyborami – z czego zrezygnować a co zatrzymać. Można także mieć odmienne zrozumienie tego, co jest dobre dla innych. Nie twierdzę, że wszystkie te rzeczy są proste.

Radykalne przykazanie i radykalne zaspokojenie

Uważam, że miłość do Boga podtrzymuje nas we wszystkich radościach i cierpieniach, zawiłościach i niepewności odnośnie należytej formy naszej miłości do bliźniego. W obliczu wielkiego poświęcenia przypominamy sobie, że łaska Boża jest wystarczająca. Stojąc na nieoznakowanym rozdrożu na szlaku miłości z radością i miłością przypominamy sobie, że jego łaska jest wystarczająca. Kiedy rozprasza nas ten świat, a serca nasze ulegają na pewien czas pokusie samolubstwa i zbaczamy ze szlaku, przypominamy sobie, że jedynie Bóg może nas zaspokoić, dlatego pokutujemy i jeszcze bardziej kochamy jego miłosierdzie i cierpliwość.

Przykazanie miłości jest bardzo radykalnym przykazaniem. Dosięga istoty grzechu zwanego pychą – zamiłowania do bycia szczęśliwym, które jest skażone i zdemoralizowane dwoma rzeczami:

  1. odrzuceniem postrzegania Boga jako jedynego źródła prawdziwej i trwałej radości;
  2. odrzuceniem postrzegania innych ludzi jako wyznaczonych przez Boga odbiorców naszej radości w nim.

Jest to w istocie skażenie miłości własnej, któremu Jezus przeciwdziała tymi dwoma przykazaniami. W pierwszym przykazaniu nakazuje nam skoncentrować nasze zamiłowanie do bycia szczęśliwym na Bogu i tylko na Bogu. W drugim przykazaniu otwiera cały świat wzrastającej radości w Bogu i mówi, że każda istota ludzka, którą spotykasz ma współdzielić twoją radość w Bogu i pomnażać ją. Kochaj bliźnich tak, jak kochasz siebie samego. Daj im, za pomocą wszelkich dostępnych środków to, co sam znalazłeś w Bogu.

Ostrzeżenie: nie zawężaj znaczenia terminu „bliźni”

Zanim zakończymy rozważania na temat przykazania miłości bliźniego jak siebie samego, musimy rozważyć ostrzeżenie Jezusa. On ostrzegł nas, abyśmy słuchając przykazania „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego” nie próbowali usprawiedliwiać braku miłości z naszej strony poprzez zawężenie znaczenia terminu „bliźni”. Ostrzeżenie to zawarte jest w przypowieści o miłosiernym Samarytaninie.

Pewien „uczony w zakonie wystąpił i wystawiając go na próbę, rzekł: Nauczycielu, co mam czynić, aby dostąpić żywota wiecznego?”. Jezus odpowiedział mu: „Co napisano w zakonie? Jak czytasz?”. Uczony w zakonie w odpowiedzi podał dwa wielkie przykazania: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej, a bliźniego swego, jak siebie samego”. Jezus odrzekł: „Dobrze odpowiedziałeś, czyń to, a będziesz żył”. Wówczas uczony w zakonie powiedział coś, co się nie spodobało Jezusowi. Ewangelista Łukasz opisuje czym kierował się uczony w zakonie: „On zaś, chcąc się usprawiedliwić, rzekł do Jezusa: A kto jest bliźnim moim?” (Łk 10:25–29).

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie zawiera wiele rzeczy, które można szczegółowo omówić. Ja jednak zatrzymam się na jednej z nich. Na pytanie uczonego w zakonie, zadane w celu usprawiedliwienia się, Jezus odpowiada przypowieścią, która w rzeczywistości nie jest odpowiedzią na pytanie uczonego, ale zmianą jego pytania. Uczony w zakonie zadał pytanie: Jakiego rodzaju osoba jest moim bliźnim? Jezus zamienił je w pytanie: Jakiego rodzaju osobą jesteś ty sam? Uczony w zakonie zadał pytanie: Jacy ludzie są godni mojej miłości? Jezus zamienił je w pytanie: Jak możesz stać się osobą, która kieruje się współczuciem i nie zwraca uwagi na status bliźniego?

Jezus obnażył obłudę uczonego w zakonie pokazując mu, że w rzeczywistości znał on odpowiedź na zadane przez siebie pytanie i tak naprawdę chciał wystawić Pana na próbę (Łk 10:25). Uczony w zakonie, widząc, że jego motywy zostały obnażone i stojąc przed koniecznością przyznania się do swojego błędu albo zamaskowania swojej obłudy, postanowił wybrać to drugie. Postanowił „usprawiedliwić się” (Łk 10:29). Jego usprawiedliwienie się można przedstawić w ten sposób: „No cóż, Jezusie, to wcale nie tak łatwo rozpoznać, kto jest naszym bliźnim. Życie jest skomplikowane. Jakich ludzi musimy kochać? Jaki warunek muszą spełniać ludzie, aby obejmowało ich przykazanie ‘Kochaj bliźniego swego’? Czy chodzi o ludzi każdej narodowości? Każdej klasy społecznej? Obu płci? Wszystkich przedziałów wiekowych? Wyrzutków i grzeszników?”.

Pytanie, na które Jezus nie odpowiedział

W jaki sposób odpowiedział Jezus? Nie podobało mu się pytanie uczonego w zakonie, które w istocie zawierało podział ludzi na tych, którzy są godni naszej miłości i tych, którzy nie są jej godni. Jezus nie odpowiedział na pytanie „kto jest bliźnim moim?” Opowiedział przypowieść, która zmienia istotę tego pytania. Pewien człowiek idąc drogą z Jerozolimy do Jerycha wpadł w ręce zbójców. Ewangelista Łukasz mówi, że zbójcy obrabowali go, „poranili i odeszli, zostawiając go na pół umarłego” (Łk 10:30). Drogą tą przechodzili różni ludzie – najpierw kapłan, a potem lewita, a więc ludzie najbardziej religijni. Obydwaj przeszli obok niego drugą stroną drogi (Łk 10:31–32). Potem przechodził tamtędy Samarytanin, który nie był nawet Żydem, i pod koniec wersetu 33 podana jest jego najważniejsza reakcja: „ulitował się nad nim” (Łk 10:33).

Widać więc jak przesuwa się punkt ciężkości tej przypowieści. Nie ma w niej nawet wzmianki o tym, kim był ten umierający na drodze człowiek. Cała uwaga skupia się na ludziach, którzy przechodzili koło niego. Dwaj pierwsi nie okazali współczucia. Jednak Samarytanin okazał się innym człowiekiem. Jakie więc pytanie zadaje Jezus pod koniec tej przypowieści? Czy pyta: „Czy ten poraniony człowiek był bliźnim?”. Nie. Jezus zapytał uczonego w zakonie: „Który z tych trzech, zdaniem twoim, był bliźnim temu, który wpadł w ręce zbójców?” (Łk 10:36). Uczony odpowiedział: „Ten, który się ulitował nad nim”, na co Jezus odrzekł: „Idź, i ty czyń podobnie” (Łk 10:37). Jezus nie dał odpowiedzi na pytanie: „Kto jest moim bliźnim?”. Odpowiedź, jakiej udzielił można zinterpretować jako wezwanie, by stać się nowym człowiekiem i nabyć litościwe serce.

Śmierć Jezusa: odkupienie i wzór

W istocie Jezus umarł właśnie w tym celu. O tym mówi zawarta w Starym Testamencie obietnica nowego przymierza: „I dam wam serce nowe, i ducha nowego dam do waszego wnętrza” (Ez 36:26). Podczas ostatniej wieczerzy Jezus powiedział: „Ten kielich, to nowe przymierze we krwi mojej, która się za was wylewa” (Łk 22:20). Ci, którzy szli za Jezusem przez całą drogę aż na krzyż zobaczyli, że tam właśnie zapłacił On za ich nowe serca swoją krwią.

To prowadzi nas do ostatniej kwestii w tym rozdziale –związku pomiędzy przykazaniem Jezusa, aby kochać bliźnich tak, jak siebie samych, a przykazaniem, abyśmy się nawzajem kochali tak, jak On nas ukochał. Śmierć Jezusa wynikała zarówno z wzięcia na siebie naszych win, jak i pokazania nam pewnego wzoru. Jest to śmierć, która przebacza grzech, a także śmierć, która kształtuje miłość. Jest ona ceną wykupu naszego życia ze śmierci, a także wzorem życia miłości. Rozważania te kończę skierowaniem uwagi na te aspekty ze względu na pozorną sprzeczność pomiędzy tymi dwoma przykazaniami: „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego” oraz „nowego przykazania”.

Jezus powiedział: „Nowe przykazanie daję wam, abyście się wzajemnie miłowali, jak Ja was umiłowałem; abyście się i wy wzajemnie miłowali. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie” (J 13:34–35, patrz też J 15:12). Jezus pokazuje związek pomiędzy jego miłością a śmiercią, mówiąc: „Większej miłości nikt nie ma nad tę, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich” (J 15:13). Ważną rzeczą jest zrozumieć związek pomiędzy śmiercią Jezusa a wypełnieniem przez nas przykazania „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”. Z jednej strony śmierć Jezusa stanowi wzór, jak powinniśmy kochać, zaś z drugiej strony śmierć Jezusa stanowi cenę nabycia dla nas przemiany, która uzdalnia nas do miłości. Odkupieńcze dzieło Jezusa omówione zostało w poprzednich rozdziałach (patrz Żądanie 10 i 23). W niniejszym rozdziale rozważamy związek pomiędzy zademonstrowanym przez Jezusa przykładem miłości a przykazaniem „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”.

Jezus dał nam przykazanie, abyśmy się kochali tak, jak On nas ukochał i nazwał je nowym przykazaniem (J 13:34). Jednak przykazanie „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego” jest starym przykazaniem ze Starego Testamentu (3 M 19:18). Czy oznacza to, że przykazanie, aby kochać bliźniego jak siebie samego jest już przestarzałe i mamy zamiast niego nowe – kochać tak, jak Jezus nas ukochał? Nie sądzę.

Nowość polega na tym, że nigdy wcześniej świat nie widział realizacji starotestamentowego przykazania miłości w tak doskonały sposób, w jaki pokazał to Syn Boży. Przed Jezusem nikt nigdy nie mógł powiedzieć bez żadnych zastrzeżeń: „Kochajcie tak, jak ja ukochałem”. Wydaje się, że nowość tego przykazania polega także na powiązaniu celu Jezusa, jakim jest stworzenie nowego ludu, którego cechą wyróżniającą na tym świecie ma być lojalność wobec niego (i jego Ojca), a także wobec siebie nawzajem – w miłości. Dlatego Jezus powiedział: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli miłość wzajemną mieć będziecie” (J 13:35). Innymi słowy, stwierdził: „Miłość taka jak moja jest oznaką przynależności do nowego ludu, który zgromadzam wokół siebie”.

Jezus ukochał nas doskonale, kochając doskonale samego siebie

Jednak w tym wypadku istota miłości, którą opisano wyżej, nie różni się niczym od tego, czego żąda od nas Jezus. Kiedy Jezus umierał za nas, kochał nas tak, jak kochał samego siebie. On sam wypełnił przykazanie „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego” w sposób doskonały. Jezus kochał samego siebie w sposób doskonały – pragnął swojego szczęścia doskonale świętym pragnieniem. Od wieczności znajdował swoje szczęście w swojej społeczności z Ojcem oraz byciu jedno z Ojcem (J 10:30). Kiedy oddawał swoje życie za nas, nie wyparł się ani nie porzucił tego pragnienia nieskończonej szczęśliwości z Ojcem – wyraził to pragnienie. Zabiegał o nią.

Jezus swoją śmiercią nabył dla grzeszników takich jak my wszystko, co jest potrzebne, abyśmy mogli znaleźć w Bogu radość. Jeśli radujemy się w Bogu, wówczas wywyższamy Boga. I tym właśnie rozkoszuje się od wieczności Jezus. Kiedy więc umierał, abyśmy mogli radować się w Bogu, umierał, aby pokazać i zachować najgłębsze radowanie się chwałą Bożą. Odbiciem tej chwały jest nasza radość w Bogu, nabyta krwią Jezusa. Miłość Jezusa jest więc doskonałym wyrażeniem i wypełnieniem przykazania „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”.

Jeśli więc Jezus mówi do nas: „Kochaj Boga i kochaj bliźniego swego jak siebie samego, ponieważ na tych dwóch przykazaniach opiera się cały zakon i prorocy”, czy też „Miłujcie się wzajemnie, tak jak Ja was umiłowałem, aby wszyscy poznali, że jesteście uczniami moimi”, to w rzeczywistości nakazuje nam jedno i to samo. To jest radykalne przykazanie. Naszą pasję do szczęścia musimy uczynić miarą naszej pasji zabiegającej o dobro innych. Cierpienia Jezusa oraz doskonałość jego szczęśliwości w Bogu musimy uczynić normą naszej ofiarności oraz centralnym punktem radości, o jaką zabiegamy dla nas samych oraz dla innych.

Jest to fragment książki Czego Jezus żąda od świata. Możesz nabyć ją w księgarni FEWA. Kliknij tutaj, aby złożyć zamówienie.

Udostępnij!
Dołącz!
Wpisz swój e-mail, aby co tydzień otrzymywać najnowsze materiały EWC.