Egzegeza

© Lightstock

Jak przygotować kazanie wierne tekstowi i naprawdę aktualne

Czy da się głosić kazanie, które będzie jednocześnie wierne Biblii i trafne dla współczesnych słuchaczy? Czy można uniknąć fałszywego wyboru między rzetelnym zrozumieniem tekstu a jego praktycznym zastosowaniem?

Tak. I właśnie od tego zaczyna się droga prawdziwego głoszenia ekspozycyjnego.

Nie musimy wybierać między jednym a drugim. Nie musimy decydować, czy bardziej zależy nam na dokładnym odczytaniu sensu fragmentu, czy na tym, by przemawiał on do ludzi żyjących dziś. Możemy robić obie te rzeczy. Co więcej, możemy robić je dobrze.

Jak to osiągnąć? Kluczem jest właściwa kolejność pracy nad tekstem. Istnieje trzyczęściowy proces, którym posługują się dobrzy kaznodzieje ekspozycyjni: egzegeza, refleksja teologiczna i współczesne zastosowanie. Wszystko zaczyna się jednak od pierwszego kroku. Jeśli ten pierwszy etap zostanie zaniedbany, cała reszta zaczyna się chwiać.


Zachowaj właściwe priorytety

Każde wierne głoszenie Słowa musi rozpocząć się od egzegezy. Innymi słowy: zanim zaczniemy myśleć o współczesnej kulturze, naszych słuchaczach, aktualnych problemach i praktycznych zastosowaniach, musimy pozwolić, by tekst przemówił najpierw w swoim własnym kontekście.

To oznacza trzy rzeczy.

Po pierwsze, trzeba pozwolić, aby kontekst biblijny, a nie nasz osobisty kontekst, określał znaczenie tekstu.

Po drugie, trzeba wsłuchiwać się w tekst tak długo, aż zrozumiemy, jak dany fragment wpisuje się w całościowe przesłanie księgi.

Po trzecie, trzeba dostrzec strukturę i akcent tekstu – sposób, w jaki został zbudowany i to, co autor chce szczególnie podkreślić.

Warto zauważyć, że na tym etapie nie ma jeszcze miejsca na kontekstualizację. Ta przyjdzie później i będzie ważna. Ale nie może prowadzić. Jeśli stanie się pierwszym krokiem, zaczyna wypaczać wszystko, co następuje potem.

Można to ująć obrazowo: kontekstualizacja jest dobrą partnerką do tańca, ale nie ona ma prowadzić. Jeśli dopuścimy, by to ona nadawała rytm już na początku, szybko przestaniemy słuchać tekstu, a zaczniemy słuchać wyłącznie samych siebie i świata wokół nas.


Dzień, w którym z oczu spadły łuski

Bywa, że pewne prawdy docierają do człowieka nagle i na zawsze zmieniają jego sposób myślenia. Tak właśnie bywa z egzegezą.

Pewnego dnia grupa pastorów spędziła czas z Dickiem Lucasem, emerytowanym proboszczem kościoła św. Heleny w Londynie. W ciągu zaledwie kilku godzin ten doświadczony kaznodzieja zakwestionował ich dotychczasowe podejście do przygotowywania kazań. To był moment, w którym – jak sami przyznali – spadły im z oczu łuski.

Pracowali nad bardzo znanym fragmentem: 1 Listem do Koryntian 13. Dla większości z nas ten rozdział kojarzy się niemal automatycznie ze ślubami. „Hymn o miłości” stał się tekstem sentymentalnym, pełnym ciepła i wzruszenia, używanym do pokrzepienia i świętowania. Problem polega na tym, że taka lektura bardzo często zaczyna się nie od tekstu, ale od naszego współczesnego kontekstu.

To właśnie Dick Lucas pomógł im zobaczyć, jak bardzo takie podejście może być zwodnicze.

Najpierw zachęcił ich, by zawiesili własne skojarzenia i sentymenty. Następnie poprosił, aby nie wyciągali jeszcze wniosków ani nie przechodzili do zastosowania, lecz po prostu przyjrzeli się bezpośredniemu kontekstowi literackiemu. Wtedy okazało się, że 1 Kor 13 nie jest oderwanym poematem o miłości, ale znajduje się dokładnie pomiędzy dwoma rozdziałami dotyczącymi darów duchowych.

Potem Lucas poprowadził ich jeszcze dalej. Kazał im szukać w całym liście powtarzających się tematów darów i dojrzałości duchowej. I wtedy zaczęło się wyłaniać coś niezwykle ważnego: Koryntianie byli hojnie obdarowani, ale zarazem bardzo niedojrzali. Utożsamiali posiadanie spektakularnych darów – zwłaszcza języków – z duchową wyższością. Tymczasem Paweł pokazuje, że brakuje im właśnie tego, co najważniejsze: miłości.

W tym świetle „hymn o miłości” przestał być słodkim poematem do ślubnego nastroju. Okazał się raczej ostrym, duszpasterskim napomnieniem skierowanym do kościoła pysznego, nadętego i duchowo dziecinnego.

To właśnie robi egzegeza. Pozwala dojść do miejsca, w którym słyszymy tekst tak, jak mieli go usłyszeć pierwotni odbiorcy. I paradoksalnie właśnie wtedy jesteśmy najlepiej przygotowani, by przemówić trafnie do ludzi żyjących dziś.


Używaj teleskopu we właściwą stronę

Dobrze przeprowadzona egzegeza przypomina właściwe używanie teleskopu. Teleskop pozwala zobaczyć coś odległego z wielką wyrazistością. Ale jeśli odwrócimy go niewłaściwie, wszystko staje się małe, rozmyte i zniekształcone.

Tak samo dzieje się z tekstem biblijnym. Jeśli nie uczymy się patrzeć przez pryzmat pierwotnych odbiorców i pierwotnej intencji autora, szybko zaczniemy widzieć tekst niewyraźnie. Stracimy jego kształt, proporcje i prawdziwy ciężar.

Dlatego egzegeza wymaga pokory. Nie jesteśmy panami tekstu. Nie przychodzimy do Biblii po to, by ją wykorzystać do własnych celów, ale by się jej poddać. I choć w tym procesie korzystamy z narzędzi, metod i strategii, to ostatecznie jesteśmy zdani na pomoc Ducha Świętego. Tylko On może otworzyć nam oczy naprawdę.


Oddaj kontrolę kontekstowi biblijnemu

Pierwszą praktyczną zasadą egzegezy jest oddanie kontroli kontekstowi biblijnemu. Chodzi tu zarówno o kontekst historyczny, jak i literacki.

Kontekst historyczny obejmuje sytuację, w której powstał tekst. Jakie okoliczności doprowadziły do jego napisania? Co przeżywali odbiorcy? Jakie tło kulturowe, religijne lub społeczne trzeba znać, by właściwie zrozumieć dane słowa?

Kontekst literacki to natomiast wszystko, co otacza dany fragment w samej księdze: wersety i rozdziały przed nim i po nim, sposób argumentacji autora, cel całego listu lub księgi, strategia jego wypowiedzi.

Dobrym przykładem jest 2 Kor 6:14–15: „Nie chodźcie w obcym jarzmie z niewiernymi…”. Wielu chrześcijan automatycznie odnosi ten tekst do małżeństwa lub partnerstwa biznesowego. Oczywiście da się z niego wyprowadzić pewne zasady dla takich relacji, ale nie to jest jego głównym sensem.

Jeśli uwzględnimy kontekst historyczny i literacki, zauważymy, że Paweł walczy tu o serca Koryntian, które zostały odciągnięte przez fałszywych nauczycieli. Wzywa ich, by nie wiązali się z ludźmi, którzy odciągają ich od prawdziwej ewangelii. Werset poprzedzający mówi o otwartym sercu Pawła wobec nich, a zaraz po tym fragmencie znów pojawia się prośba, by „zrobili dla niego miejsce w sercach”.

To pokazuje, jak bardzo znaczenie tekstu zależy od jego własnego kontekstu, a nie od naszych pierwszych skojarzeń.


Wsłuchaj się w linię melodyczną księgi

Druga zasada egzegezy polega na tym, by słuchać tekstu tak długo, aż usłyszymy jego linię melodyczną. Każda księga Biblii ma pewne zasadnicze brzmienie, główny ton, krótki ciąg tematów, który nadaje jej charakter. Jeśli zrozumiemy ten główny motyw, łatwiej będzie nam właściwie zinterpretować każdy jej fragment.

Jak znaleźć taką linię melodyczną?

Najpierw trzeba czytać księgę w całości – najlepiej wielokrotnie. Czytanie „od deski do deski” pomaga oswoić się z jej rytmem i głównym kierunkiem.

Następnie warto zwrócić szczególną uwagę na początek i koniec księgi. Bardzo często właśnie tam pojawiają się ważne motywy, które wyznaczają temat całości.

Pomocne jest też wychwytywanie powtarzających się słów, pojęć i fraz, a także poszukiwanie wyrażeń celu, czyli zdań, które mówią wprost, po co autor pisze.

Dobrym przykładem takiej pracy jest List Judy. Gdy czyta się go wielokrotnie, zwracają uwagę słowa związane z byciem „zachowanym”. Na początku listu Juda mówi o tych, którzy są zachowani dla Jezusa Chrystusa. Na końcu oddaje chwałę Temu, który może zachować od upadku. W środku listu pojawia się wezwanie, by „zachowywać samych siebie w miłości Bożej”. W wersecie trzecim Juda wprost wyjaśnia swój cel: napomina wierzących, by podjęli walkę o wiarę.

Dopiero po zestawieniu wszystkich tych elementów wyłania się pełna linia melodyczna księgi: ci, którzy są zachowani przez Boga dla Chrystusa, mają w obliczu niebezpieczeństwa walczyć o wiarę i zachowywać siebie w Bożej miłości.

To właśnie daje kaznodziei grunt pod wierne głoszenie poszczególnych fragmentów.


Dostrzegaj strukturę i akcent tekstu

Trzecia zasada egzegezy dotyczy uchwycenia struktury i akcentu danego fragmentu. Każdy tekst ma jakiś kształt. Każdy został zorganizowany w określony sposób. A ta organizacja nie jest przypadkowa – ona podkreśla to, co autor chce powiedzieć.

Można tu zastosować obraz rentgena. Kiedy czytamy tekst, nie wystarczy zobaczyć jego „ciało”, czyli same słowa na powierzchni. Trzeba dostrzec jego „szkielet” – to, jak jest zbudowany.

Każdy tekst ma strukturę. Struktura uwydatnia akcent. A wierne kazanie powinno w jakiś sposób podążać za tą strukturą i tym akcentem.

W praktyce oznacza to, że trzeba nauczyć się stosować proste, ale skuteczne strategie.

Po pierwsze, dobrze jest pracować na możliwie dosłownym przekładzie tekstu, a jeszcze lepiej – jeśli to możliwe – zajrzeć do oryginału.

Po drugie, pomocne bywa własnoręczne przepisanie tekstu bez podziałów redakcyjnych, a nawet wykonanie własnego roboczego przekładu. To bardzo spowalnia pracę, ale właśnie dzięki temu zaczyna się dostrzegać związki pomiędzy częściami.

Po trzecie, trzeba czytać tekst wielokrotnie, również na głos. Słowa, które są powtarzane, spójniki, kontrasty, pytania, imperatywy – wszystko to pomaga odkryć kształt wypowiedzi.


Różne gatunki, różne narzędzia

Nie każdą księgę Biblii czyta się tak samo. Inaczej analizuje się listy, inaczej narracje, a jeszcze inaczej poezję.

W przypadku rozprawy, czyli przede wszystkim listów apostolskich, warto śledzić logikę argumentacji: powtórzenia, przejścia myślowe, zależności między zdaniami i spójniki. Tu gramatyka ma ogromne znaczenie.

W przypadku narracji trzeba zwracać uwagę na sceny, bohaterów i fabułę. Każda opowieść ma zwykle pewien układ: wprowadzenie, konflikt, punkt kulminacyjny, rozwiązanie i nowe okoliczności. Gdy odkryjemy, gdzie jest punkt zwrotny narracji, często odkrywamy również główny akcent tekstu.

W przypadku poezji, zwłaszcza psalmów i proroków, warto szukać powtórzeń, zmian obrazowania i paralelizmów. Poezja hebrajska często buduje sens przez zestawianie kolejnych wersów – podobieństwo, kontrast lub rozwinięcie myśli.

Wszystkie te strategie mają jeden cel: pomóc nam usłyszeć tekst takim, jakim został napisany.


Sama egzegeza nie wystarczy

Na tym etapie może się wydawać, że mamy już wszystko, czego potrzeba do głoszenia. Ale tak nie jest. Egzegeza jest konieczna, lecz sama w sobie nie wystarcza.

Jeśli kaznodzieja zatrzyma się tylko na pracy egzegetycznej, grożą mu dwie pułapki.

Pierwsza to głoszenie intelektualne – kazanie brzmiące jak komentarz akademicki. Wszystko jest poprawne, ale nie żyje. Kaznodzieja przekazuje słuchaczom cały tygodniowy materiał ze studium, zamiast głosić im Słowo Boże z jasnością i mocą.

Druga pułapka to czyste moralizatorstwo. Jeśli z poprawnej egzegezy wydobędziemy tylko nakazy, ale nie osadzimy ich w szerszym kontekście całej Biblii i ewangelii, zaczniemy głosić kazania nakazujące, ale nieprzemieniające. Wtedy kościół łatwo wpada w kulturę legalizmu.

Dlatego po egzegezie potrzebny jest kolejny krok: refleksja teologiczna. To ona pomaga zobaczyć, jak dany tekst wpisuje się w wielki plan Boga i w całą historię zbawienia.

Egzegeza jest początkiem. Jest konieczna. Ale nie jest końcem pracy kaznodziei.

Udostępnij!
    Dołącz!
    Wpisz swój e-mail, aby co dwa tygodnie otrzymywać najnowsze materiały EWC.