Moc i litość Jezusa cz. 1 

skopiuj link
https://www.youtube.com/watch?v=z-c56FL8WEw

Transkrypcja wideo

Szczególną radością dla mnie było studiowanie Ewangelii. To czwarta Ewangelia, którą wspólnie zgłębiamy. Spędziliśmy prawie 25 lat w Ewangeliach i nigdy nie nużyła mnie ani nie męczyła wspaniałość Chrystusa. Zwykle mam tydzień na przygotowanie kazania. Ale na przygotowanie tego miałem trzy tygodnie. I mógłbym was tu trzymać aż wypadniecie z okna, umrzecie i będziemy musieli was wskrzeszać, tak jak Eutychusa, ale nie zrobię tego. Będziemy więc musieli podzielić ten fragment Pisma na dwie części, dziś i w kolejnym tygodniu. Skarb Pisma Świętego jest niewyczerpany. Dużą radością dla mnie w ostatnich kilku tygodniach jest być dosłownie nasyconym prawdą tego tekstu.

Ewangelia Marka 5, zaczynając od wersetu 21, Ewangelia Marka 5. Jest to tekst zawarty w Ewangelii Mateusza. Mateusz zapisał to w rozdziale 9, a Łukasz zapisał to w rozdziale 8. W tym fragmencie są dwa cuda, od wersetu 21 do 43. I są one ciekawie skomponowane. To jedna z tych „kanapek” Marka. To historia w historii, cud w cudzie. Zwykle czytam pełny tekst. Jest to rozkosz, radość, przywilej i obowiązek, ale w przypadku tej narracji, wolałbym, żeby sama się przed nami rozwinęła. Dlatego będziemy przechodzić przez nią razem, werset po wersecie i zakończymy go w następną niedzielę. Ewangelia Marka, rozdział 5, od wersetu 21.

Zanim przejdziemy do tekstu, przedstawię wam szerszy kontekst. Każdy, kto rozumie Biblię, każdy, kto rozumie Pismo, wie że ludzkość upadła w wyniku grzechu Adama i Ewy. Oraz że cała ludzkość została pogrążona w grzechu. Grzech uwolnił na świat śmiertelną, wszechobecną siłę, która zaraża i wpływa na każdego człowieka. Poszlibyśmy tak daleko, żeby powiedzieć, że dosłownie dominuje każdego człowieka w takim stopniu, że każdy człowiek jest tak naprawdę niewolnikiem grzechu. Jego siła jest tak niszcząca, że ​​zanieczyszcza każdą zdolność człowieka, każdą myśl człowieka, wszystkie słowa człowieka i każdy czyn człowieka. Siła tego zepsucia pogrąża człowieka coraz bardziej, prowadząc go do choroby, do smutku, do cierpienia, do śmierci aż w końcu do wiecznego piekła. I przez całą drogę towarzyszą temu smutki i żale.

Ponieważ jest to powszechne, najważniejsze pytanie, przed którym stoimy, brzmi: Czy jest od tego ucieczka? Czy jest jakaś nadzieja na wyzwolenie od grzechu oraz jego przerażających i wiecznych konsekwencji? Biblia udziela odpowiedzi, a odpowiedź to zdecydowane – tak. Tak! Jest Wyzwoliciel, jest Wybawca, jest Zbawiciel, jest tylko Jeden. Nikt inny jak Jezus Chrystus, Syn Boży.

Marek rozpoczął swoją Ewangelię w rozdziale 1, wersecie 1, mówiąc nam, że ta księga jest początkiem dobrej nowiny o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym. Taki cel przyświecał Markowi w pisaniu, był to też cel Mateusza, cel Łukasza, a nawet cel Jana. Wszyscy mieli ten sam cel, żeby oświadczyć światu, że nadszedł jedyny Zbawiciel od grzechu i jest to nikt inny jak Jezus Chrystus, Syn Boży.

Cztery Ewangelie prowadzą nas więc do jednego, wielkiego, ostatecznego wniosku zapisanego w Ewangelii Jana 20:31, który obejmuje wszystkie cztery: „Te zaś są spisane, abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga, i abyście wierząc mieli żywot w imieniu Jego”. Cztery Ewangelie napisane w celu przedstawienia dowodów potwierdzających fakt, że Jezus jest jedynym Zbawicielem od grzechu.

To On, mówią prorocy i apostołowie, odwróci przekleństwo. To On zmiażdży Szatana i wyśle ​​go oraz wszystkie jego legiony na zawsze do jeziora ognistego. To On zniszczy wszelką chorobę, cały smutek. To On zniszczy nawet samą śmierć i da tym, którzy wierzą w Niego, życie wieczne na zawsze w nowym niebie i na nowej ziemi, którą On sam kiedyś stworzy.

Kto jest w stanie wykonać tak ogromne i potężne dzieło? Kto może zniszczyć demony? Kto może zniszczyć chorobę? Kto może zniszczyć śmierć? Kto może stwarzać? Tylko jeden, tylko jeden. Ten, kto ma władzę nad demonami, władzę nad chorobami, władzę nad śmiercią, a nawet władzę nad samym stworzeniem. Ten, który może kontrolować wiatr. Ten, który może kontrolować wodę. Ten, który może tworzyć narządy, kończyny, jedzenie. Ten, który może zniszczyć Szatana i wszystkie jego legiony, dowodzi, że ma moc to uczynić, odprawiając rozkazem cały legion demonów, które mieszkały w maniaku w Gadarze. To właśnie On.

Moc nad chorobą, która jest wyraźnie widoczna w Ewangeliach Nowego Testamentu. Jedno uzdrowienie po drugim. Do tego stopnia, że pozbył się chorób z Izraela w czasie swojej służby. Ciągle, tydzień po tygodniu, dzień po dniu, ukazywał władzę nad demonami. Również władzę nad śmiercią. A tutaj, w tekście, który mamy przed sobą, jest pierwszy zapis wskrzeszenia u Marka. Ten, który daje życie, żeby zademonstrować, że On jest życiem.

Cuda były zatem samoobjawieniem się Jezusa, ujawnieniem, manifestacją, potwierdzeniem Jego osoby przez Jego moc. Tej niezrównanej mocy towarzyszyła niezrównana litość… niezrównana litość. Mogło być tak wiele sposobów, na które Jezus mógł zademonstrować swoją Boskość, ukazując swoją moc. Mógł zrobić różne potężne rzeczy, ale wybrał okazanie mocy, która wiąże się z uwalnianiem ludzi od cierpień życia, niezależnie od tego, czy był to głód, czy był to strach przed utonięciem, czy było to demoniczne opętanie, czy była to choroba prowadząca do niepełnosprawności lub do śmierci. Tej mocy towarzyszyła zawsze litość, bo wyrazy Jego mocy były pełne miłosierdzia wobec ludzkiego bólu i cierpienia.

Podsumowane w cudownych, znanych słowach Jana: „Bóg tak umiłował świat, że Syna swego jednorodzonego dał”. Więc tutaj ponownie, kolejny raz w relacji Marka, rozdział 5, od wersetu 21, widzimy manifestację zarówno mocy, jak i litości naszego Pana. Głównym cudem jest tutaj zmartwychwstanie. Ale w środku tego zmartwychwstania jest cudowne interludium, które nadaje rozpędu wyrażeniu mocy Jezusa, kiedy zbliżamy się do wielkiego aktu wskrzeszenia zmarłego.

Jest to niezapomniana relacja. Obie historie tak zapadają w pamięć, że jeśli ich wcześniej nie słyszałeś, nigdy ich nie zapomnisz. Tak jak powiedziałem, jest to cud w cudzie. Ten tekst wskazuje na Pana Jezusa Chrystusa i ponownie dostrzega w Nim Boskość, moc, która należy tylko do Boga i pasję, która tak samo jest Jego cechą.

W poprzednich wersetach, od 1 do 20, zobaczyliśmy Jego władzę nad demonami. Tutaj widzimy Jego władzę nad chorobami i Jego władzę nad śmiercią. We wcześniejszym fragmencie, kiedy uciszył burzę, widzieliśmy Jego władzę nad samym stworzeniem. Nad wiatrem i wodą. I tak, w tej krótkiej części Ewangelii Marka, zaprezentowana jest pełna moc Chrystusa i w każdym przypadku wyraża się w litości wobec tych, którzy są przerażeni i zagrożeni.

Jest wiele sposobów podejścia do takiej historii, ale pozwólcie, że dam wam kilka punktów do zaczepienia swoich myśli i narracji, kiedy będziemy przez nią przechodzić. I chcę to zrobić z punktu widzenia osoby Jezusa. Chcę na to spojrzeć z perspektywy, która, moim zdaniem, pomoże nam wiedzieć, jak mamy żyć na świecie. Mamy służyć w tym świecie. On daje nam wzór, który możemy naśladować.

Po pierwsze, Jego dostępność… Jego dostępność. On nie jest taki, jak wielu przywódców religijnych, którzy są oderwani od życia, którzy się izolują, chronią przed kontaktem ze zwykłymi ludźmi. Cała Jego służba odbywa się publicznie. Całą swoją służbę spędza na ulicach, na drogach, na wzgórzach, na polach, w synagogach, w domach, nad morzem, z jedynie okazjonalnym wycofaniem się na odosobnienie w celu odpoczynku, w celu nauczania, wyjaśnienia czegoś swoim uczniom, a czasem w celu bycia tylko z Ojcem. Ale zawsze wracał do tłumów. To właśnie do nich przyszedł i im się objawił.

To nie było łatwe. Ciągle za Nim chodzili. Napierali na Niego. Ograniczali Jego ruchy. Marek powiedział nam wcześniej, że uniemożliwili Mu nawet zjedzenie posiłku. Tak naprawdę stanowili nie tylko poważną uciążliwość, oni zagrażali Jego życiu. Czasem próbowali Go zabić. Nawet w Jego własnym mieście chcieli zrzucić Go z urwiska. Mimo to wciąż był dla nich dostępny.

Tak zaczyna się ta historia w wersecie 21: „A gdy się Jezus znowu przeprawił w łodzi na drugą stronę, zeszło się mnóstwo ludu do Niego, a On był nad morzem”. To jest przejście od poprzedniej historii.

Pozwólcie, że krótko to wyjaśnię. W poprzedniej historii Jezus znajdował się po wschodniej stronie jeziora, gdzie zmierzył się z opętanym, w którym był legion demonów i wysłał je w stado świń, które rzuciły się do jeziora i utopiły. Ludzie Go tam nie chcieli. Powiedzieli Mu, żeby opuścił ich kraj. Jedyną osobą z tego regionu, która chciała z Nim być, był ten, który był opętany. Prosił, żeby mógł z Nim pójść, a On odpowiedział: „Nie, zostań tu, przejdź się po tym terenie i powiedz wszystkim, co zrobiłem”. Był tak naprawdę pierwszym posłanym przez Chrystusa kaznodzieją. Był poganinem, w którym mieszkał legion demonów, nie miał formalnego ani nieformalnego szkolenia, z wyjątkiem kilku godzin, które spędził z Jezusem nad morzem.

Następnie Jezus opuścił to miejsce. Wsiadł do łodzi ze swoimi uczniami, tak kończą się wersety 18–20, tą częścią. I wrócili 10 km przez północny kraniec Jeziora Galilejskiego na zachodnią stronę, do Kafarnaum, skąd zaczęli. I dopłynęli łodzią do brzegu w pobliżu samego miasta.

I oczywiście, kiedy przybyli, zebrał się wokół Niego duży tłum. On jest celebrytą. Jest tym, kogo ludzie chcą mieć cały czas blisko siebie. To nie jest fascynacja jakąś osobowością, to fascynacja Jego mocą. Są oszołomieni Jego nauczaniem. Nikt nigdy nie nauczał tak jak On. Wiecie, że skoro jest Synem Bożym, jest najbardziej klarownym, przejrzystym, głębokim, a przy tym dostępnym nauczycielem, który kiedykolwiek otworzył usta i nauczał. I stanowczo nauczał prawdy. Ale nie to przyciągało bardzo zimne serca tych ludzi, tylko fascynacja Jego mocą.

Przypuszczam, że jest to podobne do sytuacji w piątki wieczorem, kiedy musiałem udawać się na pogotowie, bo ktoś w kościele poważnie zachorował, ucierpiał w wypadku lub jakiś student miał wypadek samochodowy, jest w ciężkim stanie i udaję się na pogotowie. Powiedziano mi tam, że piątkowe wieczory są najgorsze, pogotowie jest zapełnione ludźmi, którzy chcą pomocy. Nie są nawet pewni rezultatu. Z pewnością nie są pewni, że w tym szpitalu jest ktoś, kto wyleczy ich tak, że od razu wyjdą. Ale oni tam są i desperacko szukają pomocy. Można sobie tylko wyobrazić, jak wyglądały tłumy w sytuacji, w której nie było szpitali, nie było skutecznej opieki medycznej, a osoba, którą otaczali, mogła faktycznie wyleczyć ich z każdej choroby w ułamku sekundy.

Nie jesteśmy zaskoczeni, że były tam dziesiątki tysięcy ludzi nie tylko z Kafarnaum, ale przybyli tam ludzie z całej okolicy. Zawsze tam byli. Chcieli Jezusa w swoim kraju. Chcieli Go tam, bo chcieli Jego uzdrowienia. Inaczej niż poganie w Gadarze, w mieście Geraza, oni wcale Go nie chcieli. Powiedzieli Mu, żeby odszedł.

Łukasz mówi, że tak naprawdę wszyscy na Niego czekali. On odszedł stamtąd poprzedniego dnia, nie było Go w nocy, teraz wraca, a oni nigdzie się nie ruszyli. Chcieli pomocy w cierpieniu. W większości nie byli szczególnie zainteresowani odpowiedzią na Jego przesłanie, ale chcieli uzdrowienia, którego mógł dokonać. Przypuszczam, że można powiedzieć, że byli pierwszymi zwolennikami ewangelii sukcesu. Daj mi to i daj mi to teraz. Żadnego myślenia o wieczności, w większości tylko o doczesności.

Ale pośród tego samolubnego, samosprawiedliwego, kapryśnego tłumu było dwoje ludzi, którzy się wyróżniali. Ich historia jest dla nas wielkim błogosławieństwem. I pokazuje nam, że byli tam ludzie, którzy mieli prawdziwą wiarę w Jezusa. Myślę, że tych dwoje było prawdopodobnie częścią pięciuset wierzących zgromadzonych po zmartwychwstaniu, którzy widzieli zmartwychwstałego Chrystusa w Galilei.

To ciekawy duet. Nie byli ze sobą powiązani. Nie ma powodu, dla którego mieliby się w ogóle znać. Ale są zebrani w tekście Mateusza, Marka i Łukasza. Jest ich dwoje, mężczyzna i kobieta, on bogaty, ona biedna. On szanowany, ona odrzucona. On doznaje czci, ona zawstydzenia. On prowadzi synagogę, ona jest wykluczona z synagogi. On ma umierającą, dwunastoletnią córkę, ona od dwunastu lat cierpi z powodu choroby. Przypominają nam, co Maria powiedziała w swoim Magnificat w Łukasza 1:52: „Bóg jest Zbawicielem, który strąca władców z tronów, a wywyższa tych, którzy są pokorni”. To jest idealny przykład.

Mężczyzna jest władcą. Kobieta jest pokorna. On się uniża, a ona jest wywyższona. Władca i wyrzutek. I tak oto werset 22 przygotowuje tło dla dostępności Jezusa. „I przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair, a ujrzawszy Go, przypadł Mu do nóg”. Jezus był natychmiast dostępny. Nie było pośredników. Czy miał uczniów? Tak. Czy wyznaczył apostołów? Oczywiście, już to wiemy. Ale oni Go nie izolowali. On był dostępny.

Łukasz – ponieważ jest to dziwne zachowanie jak dla urzędnika synagogi – mówi: „A oto!”. Wykrzyknik. To szokujące, zaskakujące, niespodziewane. Dlaczego? Ponieważ urzędnik synagogi byłby ściśle, związany z religijnym establishmentem. A religijny establishment znajdował się w rękach faryzeuszy i uczonych w Piśmie. To oni w dużej mierze decydowali o tym, jak wyglądało życie w synagodze. To ich teologia stawała się teologią ludu, a wiemy, co uważali na temat Jezusa. Nienawidzili Go, nie znosili Go i zaczęli już planować Jego śmierć.

I chociaż ten człowiek nie jest faryzeuszem ani saduceuszem, nie jest urzędnikiem religijnym, nie jest uczonym w Piśmie, nie jest rabinem. Jest urzędnikiem synagogi. Co to znaczy? Oznacza to, że w każdej synagodze był człowiek lub grupa mężczyzn, która działała jako opiekunowie, nadzorcy lub administratorzy życia synagogi. Niekoniecznie byli nauczycielami. Jednak to oni opiekowali się zwojami, troszczyli się o obiekt, administrowali nim, organizowali nauczanie w synagodze. Mieli obowiązki nadzorcze, nadzorowali działalność, wyznaczali lektorów, modlitwy, nauczycieli itd.

Taki zaszczyt przypadał człowiekowi, który był szanowany, religijny, oddany, był dojrzałym przywódcą, nie był duchownym, ale urzędnikiem lokalnej synagogi w Kafarnaum, wybrany przez wszystkich ludzi jako część grupy starszych, zwykle od trzech do siedmiu, którzy stanowili przywództwo. Był uosobieniem religijnego establishmentu Kafarnaum.

Czy wiedział o Jezusie? O, tak. Oczywiście, że wiedział o Jezusie. Jezus dokonał bardzo wiele cudów w Kafarnaum. Znaczące cuda, o których szybko stało się głośno. Ten mężczyzna słyszałby nawet o tych, których nie widział. Tak jak spuszczenie mężczyzny przez dach domu, uzdrowienie go i odpuszczenie jego grzechów oraz wiele więcej dzień po dniu w Kafarnaum.

Oraz, przy okazji, mógł być w tej samej synagodze, w której miało miejsce zdarzenie z 1 rozdziału Ewangelii Marka, wersetów od 21 do 28, gdzie Jezus wszedł do synagogi, nauczał w synagodze, a w trakcie Jego nauczania demoniczna moc przemówiła z ust mężczyzny i rozpoznała Jezusa jako Świętego Bożego. W strachu i przerażeniu demon ujawnił się, mówiąc: „Cóż mamy z Tobą? Ty jesteś Święty Boży”.

Nawiasem mówiąc, jedyne świadectwo, które usłyszysz o Boskości Jezusa Chrystusa, pochodzi od demonów. Jest tak do przedostatniego rozdziału Ewangelii Marka. Nie ma człowieka, który rozpoznaje Go jako Boga do czasu, kiedy setnik, który był poganinem, powiedział: „Zaprawdę, ten człowiek był Synem Bożym”. Jedynym tak wyraźnym, wcześniejszym świadectwem, jest to, które pochodzi od demonów. Tak, uczniowie w środku Ewangelii Marka mówią: „Ty jesteś Chrystusem”, ale oni zmagali się z tym, kim tak naprawdę był. Demony były tego pewne.

Czy świadectwo demonów było prawdziwe, mimo że pochodziło ze zwodniczego i kłamliwego źródła? Prawda, którą mówiły demony, w połączeniu z cudami, których dokonywał Jezus, świadectwem ponadnaturalnej mocy, że był to Syn Boży i natychmiastowym poddaniem się demona rozkazom Jezusa, żeby porzucić tego człowieka, czy to była część dzieła Bożego, dzieła Ducha Bożego w sercu tego przywódcy?

To naprawdę zaskakujące, że przyszedł do Jezusa. To staje się jeszcze bardziej zaskakujące, bo kiedy przyszedł i ujrzał Jezusa, padł Mu do nóg. To zupełnie nie pasuje do przywódcy synagogi, zwłaszcza, jeśli upada przed kimś, kogo chce zabić religijny establishment, ponieważ uważają Go za heretyka. Padł Mu do nóg. W 9 rozdziale Ewangelii Mateusza przeczytamy, że oddał Mu cześć. Ten czasownik może to oznaczać. Może to oznaczać.

Uważam, że to prawdziwy hołd ze szczerego serca. Myślę, że jego pokłon pokazuje jego pokorę, potrzebę, desperację oraz wiarę. I to widać w tym, co mówi. Werset 23: „I błagał Go usilnie. Błagał Go usilnie – prosił, upraszał – mówiąc: Córeczka moja kona, przyjdź, włóż na nią ręce, żeby odzyskała zdrowie i żyła”.

O ile wiemy, on nigdy nie widział zmartwychwstania. Do tej pory nie było żadnego takiego przypadku w Kafarnaum. Uważał, że Jezus może uzdrowić jego córkę, która umierała. Powiesz: „Może on wierzył tylko w to, że mógł ją uzdrowić, jeśli była chora, a nie jeśli nie żyła”. Nie. Mateusz kompresuje późniejsze informacje, które dotarły do nich, kiedy zbliżali się do domu, że córka umarła, w słowach, które ten mężczyzna z pewnością powiedział później: „Córka moja dopiero co skonała, lecz pójdź, połóż na nią swą rękę, a ożyje”. On wierzył, że Jezus może ją uzdrowić. On wierzył, że Jezus może ją wzbudzić z martwych.

Wspominam o tym, bo chcę podkreślić, że wiara tego człowieka była w Jezusa Chrystusa. Nie mógł wierzyć w krzyż, jeszcze się nie wydarzył. Nie mógł wierzyć w zmartwychwstanie, jeszcze się nie wydarzyło. W co mógł wierzyć? Mógł wierzyć, że Jezus był tym, za kogo się podawał. Świętym Bożym, jak powiedział demon. Był Synem Bożym, jak sam twierdził. Był Mesjaszem. Mógł wierzyć tak, jak Jezus nauczył ich wierzyć. Wierzyć w Niego jako Syna Bożego, Odkupiciela Izraela i Zbawiciela świata, jedynego, który może przynieść odkupienie od grzechu. W ewangelię Królestwa, którą Jezus głosił dzień po dniu właśnie w tym mieście.

To było wszystko, w co mógł wierzyć. Ale takie rzeczy, choć daleko im do pełnego zrozumienia po drugiej stronie krzyża, byłyby dokładnie taką samą sytuacją dla celnika, który bił się w pierś i mówił: „Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu”. A Jezus powiedział, że ten człowiek wrócił do domu, usprawiedliwiony.

Albo człowiek, w którym był legion demonów i miał jedno spotkanie z Jezusem, pewnie kilka godzin nauczania o ewangelii Królestwa, chce iść za Jezusem, ponieważ nie chce żyć kolejnego dnia bez Jezusa, a Jezus mówi: „Zostań tutaj i bądź ewangelistą”. Tego samego dnia, w którym ten człowiek nawrócił się i został uwolniony od legionu demonów, został zamieniony w ewangelistę. Wierzyli w to, co zostało im objawione. Są tak naprawdę przykładami wierzących Starego Testamentu, którzy przychodzą skruszeni, zależni, potrzebują miłosierdzia, do jedynego, który ma Boską moc oraz może dać Boskie życie i przebaczenie.

Czy przełożony synagogi, Jair, wiedział też, że Jezus twierdził, że przebacza grzechy i potwierdził słuszność tego twierdzenia, uzdrawiając człowieka spuszczonego przed dach? Z wszystkimi tymi rzeczami miał styczność. Drogi przyjacielu, musimy wierzyć, że Jezus głosił wystarczające przesłanie, żeby przynieść zbawienie tym, którzy w nie wierzyli.

Dotarł do tego miejsca i już nie obchodziło go to, co uważał o Nim religijny establishment. Był na to gotowy. Miał coś ważniejszego, co ściskało mu serce. Miał córkę, która była prawie martwa i miała dwanaście lat, jak dowiadujemy się później w wersecie 42, ​​co oznacza, że osiągnęła cudowny wiek, w którym była zdolna do małżeństwa. Gotowa do bycia dorosłą, gotowa do rozpoczęcia życia jako żona i matka, to najbardziej wyczekiwany czas w życiu dziewczynki. Powinien być pełen radości, nadziei i oczekiwania, ale… jest bardzo, bardzo chora. On mówi, że ona jest na skraju śmierci. Łukasz mówi, że ona umierała. Umierała. A później pojawiła się wiadomość w wersecie 35: „Córka twoja umarła”.

To było dla Jaira źródłem ogromnego cierpienia. Więc zwraca się do Jezusa, a Jezus jest dostępny. Był wdzięczny, że Jezus nie był jak współczesny uzdrowiciel, nie przebywał na dwunastym piętrze pięciogwiazdkowego hotelu… podczas gdy jego przedstawiciele są w tłumie zwykłych ludzi i wybierają tych, których ustawią w kolejce do uzdrowienia, upewniając się, że nie mają żadnych widocznych wad. On jest dostępny.

Po drugie, jest gotowy. To jest trochę głębsze. Dostępny do dotknięcia, nawiązania kontaktu i rozmowy, gotowy do oddania siebie, oddania czasu, energii i wysiłku. To jest nieco głębsze. Widzimy to w wersecie 24: „I poszedł z nim”. Właśnie zatrzymał wszystko, będąc wśród tego tłumu i był do dyspozycji dla tego jednego człowieka. Mimo że „szedł za Nim wielki tłum, i napierali na Niego”. Szczerze mówiąc, nie byłoby Mu łatwo wydostać się z tłumu do domu Jaira, mimo że oczywiście mieszkał w Kafarnaum i to było w pobliżu, ale mimo to podjął wysiłek i to był wysiłek, żeby opuścić tłum i być do dyspozycji tego jednego człowieka.

Nie możemy sobie nawet wyobrazić wymagań, które stawiano Jezusowi. Mówiłem już, że były chwile, kiedy nie mógł już tego znieść i wycofywał się, ponieważ był zmęczony i wyczerpany. Ale Stwórca chodził z ludźmi. Ewangelie są pełne historii o Jego dyspozycyjności dla różnych ludzi.

Serce Jaira pękało. Ale to nie wszystko, co było w jego sercu. Wierzył w Jezusa. W słowach, które wypowiada, nie ma wątpliwości. On mówi: „Przyjdź, a ona będzie żyć. Niezależnie od tego, czy jest chora, czy martwa, będzie żyła, jeśli Ty przyjdziesz”.

Więc Jezus idzie. I widzisz tutaj litość, która zawsze łączy się z mocą. Uwielbiam Ewangelię Mateusza 12:20, który cytuje Izajasza 42:3: „Trzciny nadłamanej nie dołamie, a lnu tlejącego nie zagasi”. Kiedy ktoś jest posiniaczony, poobijany i złamany, a płomień ledwo się tli, nie łamie mocniej tej osoby, nie gasi tego knota, przychodzi przynieść odpoczynek, siłę i odnowę. Uwielbiam to.

Ewangelia Mateusza 14:14: „zlitował się nad nimi”. Ewangelia Marka 1:41: „zdjęty litością”. Ewangelia Marka 8:2: „Żal mi tego ludu”. Ewangelia Mateusza 9:36: „A widząc lud, użalił się nad nim”. Tyle współczucia w sercu Boga dla tych, którzy cierpią.

Jednak wiara mężczyzny miała zostać przetestowana w drodze do domu. Według wersetu 24, poszli do domu, jego serce musiało bić z radości, bo spodziewał się, że jego córka wyzdrowieje, kiedy tylko dotrą do domu. Ale po drodze następuje przerwa. Powiedzmy, że można Mu przerwać. To cnota, nad którą wszyscy musimy trochę pracować. Idziemy w jednym kierunku w szlachetnej sprawie. Idziemy w jednym kierunku w bardzo, bardzo szlachetnej sprawie. Najszlachetniejszej ze wszystkich spraw w przypadku naszego Pana, a jednak można Mu przerwać. Był w drodze do domu Jaira, szedł z Nim tłum. Oznacza to, że poruszał się w tłumie ludzi, którzy na Niego napierali. Oto cud wewnątrz cudu.

Pojawiła się kobieta, która od dwunastu lat cierpiała na krwotok. Ta kobieta opisana jest bardzo szczegółowo. Do opisania tej kobiety i jej stanu użytych zostało aż siedem fraz. To bardzo obszerny opis. Żeby to uprościć, jest to kobieta, która ma problem z krwotokiem. Miała ten problem z krwotokiem tak długo, jak żyje córka Jaira. Miała ten problem z krwotokiem od około 20 roku życia Jezusa.

Nie znamy przyczyny. Pismo nam tego nie mówi. Jest wiele możliwości. Ciągle traciła krew, miała krwotok. Wiązałoby się to z utratą siły. Taki kobiecy problem z pewnością wiązałby się z zażenowaniem, niebezpieczeństwem śmierci, poważnymi konsekwencjami fizycznymi.

Było tego więcej. To samo w sobie byłoby wystarczające. Ale poza tym, trzeba wziąć pod uwagę prawo Starego Testamentu. Według Księgi Kapłańskiej 12:3-8 i 15:19-27 kobieta była nieczysta przez siedem dni po takim doświadczeniu. Ta kobieta była nieczysta przez dwanaście lat. Nigdy nie mogła być czysta… nigdy.

Co to znaczyło? Nieczysta, skalana kobieta nie mogła pójść do synagogi, nie mogła pójść do świątyni. Była wyrzutkiem przez dwanaście lat. Jeśli dotknęła męża, on był nieczysty. Jeśli dotknęła swoich dzieci, one były nieczyste. Jeśli dotknęła przyjaciół, oni byli nieczyści. Jeśli dotknęła nieznajomego, on był nieczysty. Jak wyglądało jej życie? Nie było sposobu, żeby stała się ceremonialnie czystą.

Przy okazji, ten rytuał siedmiu dni oczyszczania został zaprojektowany przez Boga jako ilustracja tego, co robi grzech. W Starym Testamencie było wiele symboli w abecadle Bożego objawienia. Jednym z nich było to, że prawa czystości i nieczystości były symbolicznymi sposobami zademonstrowania tego, jak grzech zanieczyszcza, plami i niszczy. To było po prostu ciągłe, nieustanne przypominanie. Ta kobieta nigdy nie była w stanie wznieść się ponad to. Nieustannie, rytualnie zanieczyszczona, niezdolna do dotknięcia kogokolwiek bez przekazania tego zanieczyszczenia – według Starego Testamentu. Bardzo smutna kobieta.

Werset 26 mówi nam, co próbowała zrobić: „I dużo ucierpiała od wielu lekarzy”. Niektórzy z was mogą się z tym utożsamić. „Dużo ucierpiała od wielu lekarzy, i wydała wszystko, co miała – teraz jest biedna – a nic jej nie pomogło, przeciwnie, raczej jej się pogorszyło”. To nie jest dobra reklama dla pierwszowiecznego galilejskiego stowarzyszenia medycznego. Oni nie pomogli. Czy rozumiecie, że dopiero w ostatnich kilku latach XIX w. zaczęto leczyć choroby? Bo nie rozumieli nawet patologii choroby czy dolegliwości.

Więc lekarze tak naprawdę nie pomagali, a ci bardziej wykształceni, według Talmudu, używali jakichś toksyn i środków ściągających, które miały pomóc w takich sprawach. Ale będziecie bardzo zaskoczeni bardziej powszechnymi rozwiązaniami. Receptą dla kobiety, która miała ten problem, według Talmudu, było noszenie latem popiołów strusiego jaja w lnianej torbie i noszenie zimą popiołów strusiego jaja w bawełnianej torbie. Lub noszenie ziarna jęczmienia znalezionego w oślim łajnie. Lub picie wina z ałunem i krokusami lub wina z cebulą. To nie było zbyt pomocne. Nic dziwnego, że nie mogła znaleźć żadnej pomocy.

Nawiasem mówiąc, Marek o tym mówi. Łukasz opuścił tę część. Będąc lekarzem, Łukasz był bardziej powściągliwy. Łukasz mówi, że nie mogła zostać uzdrowiona. Niemniej jednak, wydała wszystkie swoje pieniądze. Czy to na słynnych lekarzy, którzy służyli bogatym, czy na fałszywych, którzy wykorzystywali biednych, wynik był taki sam. Wszystkie pieniądze szły z jej kieszeni do kieszeni lekarza. A jej się pogarszało.

Usłyszała o uzdrawiającej mocy Jezusa. Uwierzyła w nią. Naruszyła akceptowalne granice swojej tradycji oraz Starego Testamentu i weszła między ludzi. Ciężko byłoby zliczyć, o ile osób mogła się otrzeć i zanieczyścić ich wszystkich ceremonialnie. Chociaż jej choroba nie była zaraźliwa, ale ceremonialnie, przy przechodzeniu przez tłum.

Próbowała uniknąć ujawnienia, dalszego zawstydzenia i niechęci ze strony ludzi, werset 27 mówi: „Gdy usłyszała wieści o Jezusie, podeszła w tłumie z tyłu i dotknęła szaty Jego”. Nie chciała być zauważona, ale wykazała się mocną wiarą, żeby przezwyciężyć swoje naturalne zakłopotanie i strach przed publicznym upokorzeniem, tak jakby wkradła się do środka, a może zakryła twarz. I dotknęła Jego płaszcza. Łukasz mówi, że dotknęła kraju Jego szaty.

Według Księgi Liczb 15, od wersetu 37, Żydzi mieli umieszczać frędzle u spodu swoich szat, żeby wyróżnić ich jako tych, którzy należą do Boga. I pamiętacie, że faryzeusze chcieli pokazywać swoją rzekomą pobożność, wydłużając frędzle, co widzimy w Ewangelii Mateusza 23:5. Było to częścią ich ostentacyjnej hipokryzji. Ale Jezus nosił tradycyjną szatę z tradycyjnymi frędzlami na dole.

Słowo “dotknąć” oznacza “przylgnąć, schwytać, trzymać”. Powiedziała do siebie w wersecie 28: „Jeśli się dotknę choćby szaty Jego, jeśli tylko złapię Jego szatę, będę uzdrowiona”. Ponownie, nie ma tu żadnych wątpliwości. Nie ma niewiary. Nie ma dwuznaczności. Jeśli mogę tylko przylgnąć do kraju Jego szaty, jeśli mogę ją uchwycić. To byłby chwyt rozpaczy, podczas gdy wszystkie myśli kłębiły się w jej głowie wokół tego, że nie powinna tam być i o zanieczyszczaniu ludzi, i o tym, jak było to upokarzające. Ale jeśli mogłaby się tylko uchwycić, wierzyła że ​​będzie uzdrowiona.

To nie jest przesąd związany z szatą. To nie jest jakaś magia. Uzdrowienie było natychmiastowe, werset 29. „Będę uzdrowiona” – powiedziała. Dlaczego miała taką pewność? Z powodu wielu uzdrowień, które się wydarzyły. I pamiętacie, Biblia mówi, że uzdrowił wszystkich, którzy do Niego przyszli. Innymi słowy: „Nie muszę się publicznie ujawniać. Nie muszę być widziana. Mogę się doczołgać po ziemi, poza wzrokiem wszystkich i tylko dotknąć frędzla”. Jest w Nim tyle mocy.

„I natychmiast ustał jej upływ krwi(…) – Łukasz mówi, że jej krwotok ustał – i poczuła w ciele, że została uzdrowiona ze swojej choroby”. Czas zamarł, świat zatrzymał się dla niej w tym momencie. Krwotok ustał. Problem fizyczny został rozwiązany.

Ale nie społeczny. No i co z duchowym? Czego dowiadujemy się tutaj o Jezusie? Był dostępny. Możesz do Niego podejść. Był do dyspozycji, żeby wejść do twojego życia w stopniu, w jakim Go potrzebujesz. I można Mu było przerwać. Ale chcę dodać inne słowo. To czwarte słowo. I jest to ostatni punkt, który chcę wam pokazać. Był naprawdę niezłomny… niezłomny, uwielbiam to słowo. Oznacza to, że przejął kontrolę nad losem tej kobiety.

Jest tutaj nieustępliwy. Werset 30 znowu zaczyna się od powtórzenia słowa: „zaraz”. „A Jezus poznawszy zaraz, że z Niego moc uszła, zwrócił się do ludu i rzekł: Kto się dotknął szat moich?”.

To niesamowite objawienie, całkowicie niesamowite. Natychmiast została uzdrowiona. I natychmiast Jezus poczuł, że wyszła z Niego moc. To oszałamiająca rzeczywistość. Niesamowite objawienie.

Słuchajcie, Jego moc jest osobista. Możemy myśleć o Bogu jak o jakiejś potężnej, kosmicznej sile. Być może możemy przesadzić, mówiąc o Jego niewzruszoności. Niewzruszoność Boga oznacza, że nie ulega wpływom tego, co ludzie robią lub czego nie robią. Ale to nie znaczy, że nie odczuwa każdego przejawu mocy. Czy to mocy wyrażonej w łasce lub mocy wyrażonej w gniewie. Czy jest to moc uświęcająca, moc uwielbiająca, czy łaska usprawiedliwiająca, On odczuwa tę moc. Ewangelia Łukasza 8:46 mówi: „poczułem, że moc wyszła ze mnie”. Jezus odczuł ujście Boskiej mocy, która wyszła z Niego do życia tej kobiety. Odczuł przepływ mocy, który odnowił ciało tej kobiety. Zastąpił stary układ narządów nowym.

To głęboki wgląd w to, że nasz Bóg nie jest od nas oderwany. Nie jest nieczuły w tym sensie, że nie ma z nami osobistego związku. Chociaż nie zmienia Go to, co robią ludzie, nadal jest osobiście zaangażowany w każdy przejaw mocy. Mówiłem wam, że ludzie lubią mówić: „Mam osobistą relację z Jezusem”. Powiem wam coś, każdy człowiek ma osobistą relację z Jezusem. On jest osobiście zaangażowany w ich odkupienie lub jest osobiście zaangażowany w ich osądzenie. Każdy przejaw mocy i każdy przejaw uwolnienia to doświadczenie, które On odczuwa. Nikt nie otrzymuje Jego mocy w swoim życiu bez Jego osobistego zaangażowania.

Kiedy Biblia mówi, że On podtrzymuje wszystko, Hebrajczyków 1: „podtrzymuje wszystko słowem swojej mocy”, On robi to osobiście. Nie jest jakąś pozbawioną emocji, nieczułą Boską siłą. Z uwagi na czas sprowadźmy to do naszego życia, wiemy, że jesteśmy powołani, usprawiedliwieni, i uświęceni, a pewnego dnia będziemy uwielbieni przez żywą unię z Jezusem Chrystusem. „Żyję, ale już nie ja, lecz żyje we mnie Chrystus”. On jest w pełni zaangażowany w moje życie, wykonując swoje duchowe dzieło zbawienia aż do jego pełnego i ostatecznego zakończenia w mocy zamieszkującego mnie Ducha Świętego, który jest ściśle zaangażowany w moje życie.

To właśnie oznacza być w Chrystusie. Żyć w jedności z Nim. To kończy całą magię, wszelkie przesądy, wszelkie uzdrowienia przez dotykanie relikwii czy telewizora. To nonsens. Dzieło żyjącego Pana na rzecz grzeszników ma osobisty charakter. Poczuł, jak wychodzi z Niego moc, kiedy uzdrowił tę kobietę. Poczuł, jak wychodzi z Niego moc, kiedy cię zbawił. Odczuwa przepływ mocy do twojego życia, kiedy cię uświęca. I poczuje moc, która zabierze cię do chwały. Jest to intymne, osobiste zaangażowanie w każdego z nas. I odczuwa moc swojego sądu, który spada na bezbożnych.

Ale dla tej kobiety – której serce znał, ponieważ Ewangelia Jana 2:25 mówi, że wie o wszystkim, co jest w sercu człowieka – w tej sytuacji ma więcej do zrobienia i to pokazuje Jego niezłomność. Ta kobieta miała miejsce w Bożym zamyśle, miejsce w Bożej rodzinie. To jedna z wybranych, to jedna z Bożych owiec. Pamiętacie Ewangelię Jana 10? „Moje owce słuchają mojego głosu. Znają mnie, nie słuchają obcych”. I tutaj zamierza powołać jedną z Bożych wybranych, którą Ojciec przyciąga do siebie.

Jest to niezłomna postawa Chrystusa, który nigdy nie zadowala się powierzchowną odpowiedzią, ale zmierza aż do kwestii zbawienia. To dobra lekcja dla naszej dostępności, gotowości czy otwartości na przerwanie czegoś, zawsze celem powinno być – choć nie wiemy tego, co On, o tym, kto jest wybranym – przyniesienie prawdy o zbawieniu ludziom w potrzebie.

Mając to na uwadze, zapytał: „Kto dotknął moich szat?”. Nie zapytał o to dla informacji, ale po to, żeby wyciągnąć ją z tłumu. Można to sparafrazować: „Kim jest osoba, która dotknęła mojej szaty?”. On szuka grzesznika, Ewangelia Łukasza 19:10: „przyszedł, żeby szukać i zbawić”. Niewyczerpana łaska, która nie szuka doczesnego, ale duchowego spełnienia grzesznika. Oto nieodparta łaska. To nieodparta łaska. To skuteczne powołanie. To jest niepowstrzymany, niezłomny, zdecydowany, nieustraszony Zbawiciel, Zbawiciel, który szuka duszy tego, którego imię zostało zapisane w księdze życia Baranka przed założeniem świata.

Jego uczniowie, w swoim stylu, powiedzieli Mu: „Widzisz, że lud napiera na Ciebie, a pytasz: Kto się mnie dotknął?”. Ludzie na nich napierali. Ten czasownik to sunthlibó. Thlibo oznacza “kompresować, ściskać”. Sun to wzmacniający przedrostek.

Jest przytłoczony, ściśnięty przez ten tłum. To oczywiste pytanie z ludzkiego punktu widzenia… – bo tam nie było dialogu. Jak na razie znamy jej myśli i znamy Jego myśli, ale nikt nic nie powiedział, więc nikt tego nie wie. Ona wie, że została uzdrowiona. On wie, że została uzdrowiona. On wie, że w jej życiu jest więcej do zrobienia, tak jak było więcej do zrobienia w życiu opętanego po drugiej stronie jeziora i dlatego się tam udali. On też z nią jeszcze nie skończył. Ale tylko oni dwoje to wiedzieli, a ona nie znała jeszcze celu Bożego planu. Mogła odejść uzdrowiona.

Ale to nie było wszystko. Może zajęłoby trochę czasu przekonanie ludzi, że nie była już nieczysta. Wyciągnięcie jej z tłumu i ogłoszenie, że jest czysta, otworzyłoby jej drzwi. Ale to było jeszcze coś więcej. Jezus, werset 32: „spojrzał wokoło, aby ujrzeć tę, która to uczyniła”. Użył słowa peri, którego używamy przy słowie “obwód” (perimeter). Rozejrzał się dookoła, żeby znaleźć tę kobietę. I w końcu była gotowa się ujawnić. Łukasz dodaje, że wszyscy zaprzeczali: „To nie ja… to nie ja”. „Wtedy kobieta ze strachem i z drżeniem, wiedząc, co się z nią stało”. Zatrzymajmy się tu na chwilę.

To nie jest strach przed zakłopotaniem. To nie strach przed wrogością ze strony tłumu, dlatego że dotykała ludzi po drodze do Niego. To jest święte przerażenie. To jest święty strach. Nie boi się, dlatego że przekroczyła granice. Boi się, bo zdaje sobie sprawę z tego, co się z nią stało. A stało się to, że została właśnie uzdrowiona w ułamku sekundy. Ona o tym wie i w związku z tym wie to, co Jezus mówił przez cały czas, a o czym Marek próbuje nas informować, że to jest Jezus Chrystus, Syn Boży. Ona jest w obecności Boskości, Bóstwa. To nie jest ludzkie zakłopotanie. To jest już za nią. To święty strach.

To strach, jaki miał Manoach, kiedy wrócił do domu i powiedział żonie: „Umrzemy, bo widziałem Pana”. Lub strach, jaki miał Ezechiel, kiedy tak się przeraził, że wpadł w coś w rodzaju półśpiączki w 1 rozdziale swojej wielkiej księgi. Lub strach, którego doświadczył Izajasz w rozdziale 6, kiedy miał wizję wywyższonego Boga, a anioły ogłaszały naprzemiennie, że jest święty, święty, święty, on ogłosił się przeklętym. To rodzaj strachu, który po pierwszej wizji Apostoła Jana powalił go na ziemię jak martwego.

A tak przy okazji, to ten sam strach, który widzieliśmy w rozdziale 4, wersecie 41. Kiedy płynęli po jeziorze i nadeszła burza, ogarnął ich strach. A kiedy Jezus uciszył burzę, werset 41, ogarnął ich wielki strach. Bardziej bali się Boga w swojej łodzi niż burzy poza ich łodzią. To przerażenie Bożą obecnością.

I to staje się bardziej widoczne po tym, co zrobiła. „Podeszła i upadła przed Nim”. Wszyscy wiedzieli, co to znaczy. Nie robiłeś tego, chyba że kłaniałeś się komuś większemu od ciebie. Żydzi nie kłaniali się nikomu. Nie kłaniali się nikomu. Nie mieli króla. Kłaniali się tylko Bogu.

Ona upadła, w pełni świadoma grozy bycia grzesznikiem w obecności Pana. To postawa, która błaga o litość z powodu jej grzechu. A potem ma okazję złożyć publiczne wyznanie, werset 33: „Wyznała Mu całą prawdę”. Opowiedziała całą swoją historię: wyznanie jej choroby, wyznanie jej wiary, wyznanie jej uzdrowienia, wyznanie jej potrzeby miłosierdzia.

Łukasz mówi: „oznajmiła to przed całym ludem”. Więc wszyscy wokół usłyszeli jej historię. To jest publiczne wyznanie. Wyznaje Go przed ludźmi i będzie wyznana przed Jego Ojcem w niebie.

Skąd wiemy, że to było prawdziwe nawrócenie? Powtórzę, o ile wiemy, ona wierzyła we wszystko, w co można było wierzyć o tym, co Jezus mówił. Ale zwieńczenie następuje w wersecie 34, w Jego odpowiedzi: „A On jej rzekł: Córko”. Córko? Oto słowo, które potrafi rozproszyć strach. To jedyny raz w Nowym Testamencie, kiedy Jezus mówi tak do kobiety. „Córko. Córko”.

Ewangelia Mateusza, rozdział 9 mówi, że dodał: „Ufaj, zrelaksuj się, odpoczywaj”. Jak możesz nazwać ją swoją córką? Czy ona jest dzieckiem Bożym? Córką Boga? Tak, „Wiara twoja uzdrowiła cię”, mówi tekst. Grecki czasownik to sózó, “ratować”. Tym słowem Pismo Święte opisuje zbawienie. Twoja wiara dosłownie cię zbawiła.

Jest jeszcze jedno słowo wyłącznie na uzdrawianie, iaomai. Myślę, że w tym przypadku to słowo musi zostać przetłumaczone tak, jak zwykliśmy to robić. “Zbawiła”. Jezus uzdrawiał ludzi, którzy nie mieli wiary. Uzdrawiał ludzi, którzy mieli wiarę. Ale Jezus nie zbawia ludzi bez wiary. Wydaje się, że ta kobieta wykazuje wiarę, która sprawia, że jest dzieckiem Bożym. Nazwał ją córką. Wiara twoja cię zbawiła – mówi. A potem to: „Idź… – jak? – w pokoju”. Jezus nie rzuca tym na prawo i lewo. Pokój należy tylko do tych, którzy zawarli pokój z Bogiem.

Oto kobieta, która ma potrzebę. Wie, że nie ma odpowiedzi na poziomie ludzkim. Oto kobieta, która jest pokorna. Wie, że jest grzesznikiem. Żyje z symbolem swojego grzechu każdego dnia przez dwanaście lat. Przeszła przez dosłownie wszystkie obrzędy, jakie można sobie wyobrazić i robiła to wiele razy. Idea grzechu i zepsucia jest dla niej jasna. Nie może nic z tym zrobić.

Przychodzi w wierze, w niezachwianej pewności, że On może ją uzdrowić. A potem orientuje się w czyjej jest obecności i pada u Jego stóp w uwielbieniu. Jest nazwana córką. Usłyszała, że ma ufać, że może iść w pokoju i być uzdrowiona ze swoich dolegliwości. Wróciła do zdrowia, wróciła do społeczeństwa, wróciła do rodziny, wróciła do synagogi i z powrotem do Boga.

Życie było dla niej trudne. Słowo “dolegliwość”, mastigos, oznacza “bicz, rózgę, chłostę”. Tym słowem opisano narzędzie, którym biczowany był Jezus. Miała bardzo ciężkie życie. A teraz wszystko było nowe. Euzebiusz, w swojej Historii Kościoła, mówi o pomniku tej kobiety, który był rzekomo wzniesiony obok jej domu. Tradycja wiąże ją z tą historią.

Czy nie cieszysz się, że nasz Pan jest dostępny, kiedy Go potrzebujesz? Że jest gotowy, żeby zaangażować się w twoje życie? Czy nie cieszysz się, że troszczy się o ciebie w osobisty sposób? I że można Mu przerwać? Bez względu na to, co robi, zawsze odpowie, kiedy przyjdziesz do Niego w modlitwie. I nie męczy się w wypełnianiu duchowego celu w twoim życiu.

Czy rozumiesz, że On przychodzi do ciebie w niezwyciężonym, niewyczerpanym i nieustannym dziele, które wciąż trwa, a Filipian 1:6 mówi, że kiedy je rozpoczyna – wtedy co? – doprowadza je do końca. Doprowadza je do końca. Jeżeli wierzysz. I dlatego te rzeczy są zapisane, żebyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Bożym i abyście wierząc – mieli co? – mieli życie w Jego imieniu. Tymczasem Jair stoi z boku i przejdziemy do jego historii w przyszłym tygodniu.

Ojcze, dziękujemy za czas, który mogliśmy dziś spędzić z naszym Panem. Jesteśmy wdzięczni za błogosławieństwo chwil spędzonych na brzegu Galilei, chwil spędzonych z tym mężczyzną i jego złamanym sercem z powodu jego córki, z jego wiarą w Chrystusa i z tą kobietą, z jej wyrazem wiary. Jesteśmy tak wdzięczni, że Pismo Święte jest żywe. Jak wspaniale jest tam wrócić, nie dopasowywać Biblii do współczesności. To byłoby wypaczenie. Wrócić i przeżyć te sceny, żeby Pismo Święte znaczyło teraz to, co znaczyło wtedy.

Dziękujemy za pracę, którą wykonujesz w naszym życiu. Dziękujemy Ci, że przez święty dekret suwerennego Boga zbawienie zostało dla nas zaplanowane, a Twoja moc sprawiła, że stało się to rzeczywistością. Moc wypłynęła z Ciebie przez dzieło Ducha Świętego, żeby nas odrodzić, nawrócić i przemienić, obecnie nas uświęcać, a pewnego dnia nas uwielbić. Za to oddajemy Tobie cześć. W imieniu Chrystusa. Amen.

Udostępnij!
    Dołącz!
    Wpisz swój e-mail, aby co dwa tygodnie otrzymywać najnowsze materiały EWC.