Moc i litość Jezusa cz. 2

skopiuj link
https://https://www.youtube.com/watch?v=LQcGyJghUJY

Transkrypcja wideo

Spójrzmy jeszcze raz na 5 rozdział Ewangelii Marka. To druga część tego tekstu, który opisuje tak naprawdę dwa wydarzenia. Jedno zawiera się w drugim. Od Marka 5:21 do końca rozdziału, wersetu 43. Rozważyliśmy już pierwszą część tego fragmentu, do wersetu 34. I będziemy kontynuować tę historię od wersetu 35. Zrobimy też krótkie przypomnienie. A to, co zobaczymy w wersetach od 35 do 43 to Jezus, który przerywa pogrzeb przez wskrzeszenie zmarłej osoby.

Przerwanie pogrzebu – czy nie chcielibyście móc tego zrobić? Czy wszyscy nie chcielibyśmy móc tak zrobić? Rozumiemy, że pogrzeby są najbardziej rozpaczliwym ze wszystkich ludzkich wydarzeń i doświadczeń. Biblia słusznie mówi, że cała ludzkość jest w niewoli z powodu lęku przed śmiercią. Hebrajczyków 2:15. Rzymian 6 mówi, że cała ludzkość jest w niewoli grzechu, a konsekwencją bycia w niewoli grzechu jest bycie w niewoli z powodu lęku przed śmiercią. Śmierć jest oczywiście ostatecznym lękiem, który zaszczepia wszystkie inne lęki swoją groźną i ostateczną rzeczywistością. Dlatego Hioba 18:14 nazywa śmierć królem strachów.

W Psalmie 55, wersetach 5 i 6, czytamy: „Serce drży we mnie, groza mnie ogarnia, bojaźń i drżenie nachodzi mnie – dlaczego? – opadł mnie lęk przed śmiercią”. Każdy człowiek rozumie strach i grozę śmierci. Rodzi to największe z pytań: „Czy ktoś potrafi… czy ktoś zwyciężył śmierć i czy ja mogę wejść w to doświadczenie zwycięstwa?”. To nurtujące pytanie. Czy ktoś zwyciężył śmierć i czy to umożliwia mi zwycięstwo nad śmiercią?

Wiele lat temu żył kanadyjski naukowiec G.B. Hardy, który w poszukiwaniu prawdziwej religii powiedział: „Mam tylko dwa pytania. Czy śmierć została pokonana? I czy została pokonana dla mnie?”. W swoich poszukiwaniach dotarł do jedynego miejsca, do którego ktoś może dotrzeć, czyli do Jezusa Chrystusa, który powstał z martwych, a przez swoje zmartwychwstanie zapewnia zmartwychwstanie wszystkim, którzy Mu zaufali. Powiedział, że to jedyne pytanie, jakie każdy powinien zadać przy wyborze religii. Czy ktokolwiek pokonał śmierć i czy to zwycięstwo można odnieść do siebie? Sprawdził i powiedział: „Wszyscy przywódcy religijni na świecie znaleźli się w grobie. Tylko grób Jezusa jest pusty”.

Z pewnością w Ewangeliach Mateusza, Marka, Łukasza i Jana Jezus twierdził, że ma władzę nad śmiercią. Ewangelia Jana zaczyna się od powiedzenia nam, że wszystko, co zostało stworzone, powstało przez Niego. To znaczy, że stworzył wszystko, co żyje. Mówi też: „W Nim było życie”. On sam powiedział: „Ja jestem drogą, prawdą i życiem”. Powiedział: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem”. Powiedział: „Przyszedłem dać życie i to w obfitości”. Powiedział: „Kto we mnie wierzy, nigdy nie umrze”. Powiedział: „Bo ja żyję, i wy żyć będziecie”. I w tym jednym stwierdzeniu z Jana 14:19 odpowiedział na te dwa pytania. „Ja żyję i wy też możecie żyć”. Pokonanie śmierci to wielkie pytanie.

W rzeczywistości, Jezus posunął się do powiedzenia, na początku swojej służby, w Ewangelii Jana 2:19: „Zniszczcie to ciało, a ja w trzy dni je wzbudzę”. To nie było bezpodstawne twierdzenie. Każda z czterech Ewangelii kończy się historyczną relacją ze zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Bez wątpienia prawdziwą, ponieważ było ponad 500 naocznych świadków. Wszystkie dowody zostały przedstawione. On pokonał śmierć dla siebie.

Ale nie tylko dla siebie. Kiedy uczniowie Jana Chrzciciela chcieli wiedzieć, czy Jezus jest Mesjaszem, kiedy pytali: „Czy to On, czy mamy oczekiwać innego?”, otrzymali odpowiedź, a to są słowa tej odpowiedzi określające to, kim był Chrystus: „Ślepi odzyskują wzrok, chromi chodzą, trędowaci zostają oczyszczeni, a głusi słyszą, umarli są wskrzeszani”. To odpowiedź na ich pytanie.

Co innego mówić, że wskrzesza się zmarłych, a co innego móc to robić. Co innego mówić, że pokonasz śmierć, a co innego to zrobić. A Jezus pokazał swoją władzę nad śmiercią we wskrzeszeniach, które dokonywał słowem, rozkazem, w czasie swojej służby i przez moc objawioną w Jego własnym zmartwychwstaniu. A w konsekwencji, jak mówi nam Hebrajczyków 2, następnie zniszczył tego, który miał władzę nad śmiercią, czyli Szatana, i wyzwolił tych, którzy z powodu lęku przed śmiercią przez całe życie byli w niewoli.

Fragment, na który teraz patrzymy, rozdział 5, jest w pewnym sensie ostatecznym czynnikiem w serii historii, które dają nam wgląd w moc Jezusa. Pierwszy pojawił się w rozdziale 4. Zobaczyliśmy Jego moc nad naturą, kiedy kontrolował wiatr i fale. Potem, rozdział 5, rozpoczął się od maniaka w Gadarze, który był opętany przez legion, przez tysiące demonów. Widzieliśmy moc Jezusa nie tylko nad naturą, ale też nad demonami. Ostatnim razem spotkaliśmy kobietę cierpiącą na krwotok i ponownie widzieliśmy moc Jezusa nad chorobą. A tutaj, w końcowej części tego tekstu, widzimy Jego moc nad śmiercią. Z pewnością nie ma nikogo w historii, żadnej postaci w żadnej religii, która wykazałaby się taką historyczną mocą. On jest jedyny w swoim rodzaju.

Pozwólcie, że nakreślę wam trochę sytuację. Wróćcie do wersetu 21, ponieważ, jak wam już powiedziałem, cud kobiety uzdrowionej z krwotoku jest umieszczony wewnątrz historii wskrzeszenia i rozpoczyna się w wersecie 21.

„A gdy się Jezus znowu przeprawił w łodzi”, to znaczy ze wschodniej strony jeziora z powrotem na północno-zachodnią stronę, w pobliże miasta Kafarnaum, po doświadczeniu burzy, która tam przeszła, a następnie wyzwoleniu szaleńca, teraz stamtąd z uczniami wracają. Wielki tłum, jak zwykle, liczący prawdopodobnie dziesiątki tysięcy, zebrał się wokół Niego, więc pozostał nad brzegiem morza. „I przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair, a ujrzawszy Go, przypadł Mu do nóg. I błagał Go usilnie, mówiąc: Córeczka moja kona, przyjdź, włóż na nią ręce, żeby odzyskała zdrowie i żyła. I poszedł z nim. I szedł za Nim wielki tłum, i napierali na Niego”.

Czego dowiedzieliśmy się o tym człowieku tydzień temu? To zdesperowany rodzic. Jest taki, jaki byłby każdy rodzic, jest u kresu swoich możliwości, a jego dwunastoletnia córka – werset 42 mówi nam, że miała dwanaście lat – była bliska śmierci, a on był tym głęboko zaniepokojony. Zdesperowany rodzic z umierającą córką. Był on urzędnikiem synagogi. To znaczy, że był częścią elity religijnej, nie duchownym ani rabinem, ani kapłanem, ani faryzeuszem czy uczonym w Piśmie, ale osobą świecką, która była jednak częścią systemu klerykalnego, częścią elity religijnej, z pewnością pod władzą uczonych w Piśmie i faryzeuszy.

Wszyscy wiemy, co oni czuli do Jezusa. Nienawidzili Go i chcieli Jego śmierci. Ale oto człowiek, który nie jest wierny swojemu systemowi religijnemu. On uwierzył w Jezusa. Zaczął wierzyć w Jego moc. Jest tak pewny, że niezależnie od tego, co się stanie, nie okazuje najmniejszych wątpliwości. Ma pewność oraz mocną wiarę w osobę i moc Jezusa. On przychodzi i publicznie wyznaje swój dylemat oraz otwarcie wyznaje, że ​​wierzy w moc Jezusa.

Robi to publicznie. Świadczy to o jego obojętności wobec polityczno- -religijnego establishmentu, przed którym odpowiadał. To odważny krok. Widzimy, że przychodzi w pokorze. Przychodzi, upada z czcią i z pełną ufnością błaga o uzdrowienie swojej córki.

Ostatnim razem zauważyliśmy, że z pewnością był już świadomy wszystkich cudów, których dokonał Jezus. Nawet tego, kiedy przebaczył grzechy człowieka, który został spuszczony przez dach właśnie w tej okolicy. Bardzo możliwe, że było to w domu Piotra, który znajduje się bardzo, bardzo blisko, 2 minuty pieszo od synagogi w Kafarnaum, gdzie prawdopodobnie był urzędnikiem. Mógł być w synagodze, kiedy Jezus wyrzucił demony z człowieka, który krzyczał na Niego, gdy tam przemawiał. Z pewnością był świadomy cudów. Doszedł do wniosku, że Jezus rzeczywiście był Boskim cudotwórcą. Miał do Niego absolutne zaufanie i był pewny Jego mocy. Więc on przychodzi do Jezusa.

Jezus mu odpowiada, a my stworzyliśmy krótki schemat i mówiliśmy, że przede wszystkim, jeśli chcesz spojrzeć na całą scenę z perspektywy Jezusa i tego, jak służył ludziom, mówiliśmy, że, po pierwsze, był dostępny. Dzień po dniu znajdował się w tłumie, czasem tylko uciekał, żeby nauczać swoich uczniów w izolacji lub być sam na sam ze swoim Ojcem.

Był nie tylko dostępny dla tłumów. Był też dostępny dla pojedynczych osób. Oto przychodzi człowiek, a werset 24 mówi nam, że On poszedł z nim. Nie było łatwo dotrzeć do domu, w którym mieszkał ten mężczyzna i gdzie córka była tak chora, ponieważ szedł za Nim wielki tłum i napierali na Niego. Nawet poruszanie się było bardzo, bardzo trudne.

Następnie powiedzieliśmy, że był nie tylko dostępny i dyspozycyjny, ale można Mu było przerwać, ponieważ nagle, w wersecie 25, pojawia się kobieta, która od dwunastu lat cierpiała na krwotok. Zagłębiliśmy się w szczegóły tej historii. To mieściłoby się w dzisiejszym medycznym określeniu przetoki położniczej. Ten problem występuje nawet dzisiaj. Ten rodzaj ciągłego krwawienia stanowi problem szczególnie w Afryce. Czytałem o tym w tym tygodniu. Z tym problemem w Afryce boryka się aż cztery miliony kobiet. Można mu zaradzić przez prostą operację, do której nie mają niestety dostępu, a z pewnością opisana w tej historii kobieta z Izraela nie miała takiej pomocy.

Ale Jezus uzdrowił ją w jednym momencie. Nie tylko ją uzdrowił. Na końcu wersetu 34 powiedział, że została uzdrowiona z dolegliwości. Ale wcześniej, w tym samym wersecie, nazwał ją córką, wskazując że jest dzieckiem Bożym. „Twoja wiara – dosłownie w języku greckim – zbawiła cię”.

Wierzę, że została nie tylko fizycznie wybawiona z tego strasznego, strasznego nieszczęścia, które czyniło ją stale nieczystą, a każdy, kogo dotknęła, był nieczysty, w tym jej mąż i rodzina. Nie mogła chodzić do synagogi, nie mogła chodzić do świątyni, nie mogła przebywać z ludźmi. Została też uzdrowiona z wszystkich społecznych konsekwencji, ale, co ważniejsze, została uzdrowiona ze swojego grzechu. I tak, Jezus, któremu można przerwać, który nigdy się nie spieszy, zatrzymuje się, żeby wprowadzić do Królestwa jedną ze swoich córek. Jak powiedzieliśmy ostatnim razem, było to skuteczne powołanie jej do zbawienia. On zna swoje owce i powołuje je.

A teraz, On mówi do tej kobiety w wersecie 35, wciąż mówi, być może do kobiety i do otaczającego tłumu, dalej nauczając. Nie wiadomo, o czym rozmawiali. Ale to właśnie wtedy, kiedy kończył rozmawiać z tą kobietą i zaczął zmierzać w kierunku domu Jaira, który był bardzo niespokojny, mało brakowało a przebiłby się przez tłoczący się tłum. Kiedy zaczynali zmierzać w tym kierunku, werset 35 mówi: „Domownicy – liczba mnoga, czyli posłańcy- nadeszli od przełożonego synagogi, mówiąc do Jaira: Córka twoja umarła”. “Córka twoja umarła”.

Opóźnienie okazało się śmiertelne. Czy wiedzieli, że Jair znajdzie Jezusa? Z pewnością tak. Z pewnością powiedziałby swojej żonie, rodzinie, przyjaciołom, ale teraz, Jezus zwlekał, a ona umarła. To przypomina postawę Marty z Ewangelii Jana 11:21. Kiedy wysłali wiadomość, że Łazarz jest chory, Jezus był nad Jordanem i wysłali do Niego wiadomość, że Łazarz, jego przyjaciel, był chory. A Jezus zwlekał z przyjściem. Kiedy w końcu przyszedł, Marta powiedziała Mu: „Za późno… jest za późno. Mógłbyś coś zrobić, gdybyś dotarł tutaj zanim umarł”.

To ludzie, którzy widzieli cudowną moc Jezusa, ale trudno im było uwierzyć, że On może wskrzeszać umarłych. Była to sugestia, że Jezus marnował swój czas. Z pewnością sugestią posłańców, niezależnie od tego, czy byli to członkowie rodziny, czy pracownicy, było to, że Jair był niezwykle ważną osobą. Gdziekolwiek Jezus skupiał swoją uwagę, komukolwiek okazywał swoje zainteresowanie, jakiekolwiek były powody tego powolnego przemieszczania się, być może Jezus tak naprawdę nie rozumiał, jak ważny był Jair. Standardem było raczej, że ludzie skakali wokół Jaira, kiedy tylko czegoś chciał albo potrzebował.

Może był dobrym człowiekiem, na pewno był szlachetnym i religijnym człowiekiem. I myślę, że w tej historii zaczął wierzyć w Jezusa Chrystusa. Jego wiara jest niezachwiana. I być może patrzyli na tę sytuację w taki sposób, w jaki on nawet na nią nie patrzył, ponieważ z jego ust nie wyszło żadne stwierdzenie, które nie wyrażałoby zaufania do Jezusa. Ale na pewno ci, którzy byli częścią jego życia, a którzy byli niewierzący – wiemy to, bo później śmiali się z Jezusa, myśleli, że Jezus marnował jego czas, kiedy powinien był spędzać go z tym bardzo ważnym mężczyzną. Gdyby wiedzieli coś o tej kobiecie, może ktoś im powiedział, co tam się działo, gdyby to wiedzieli, powiedzieliby, że Jezus spędzał czas z najbardziej odrzuconymi, zamiast z najbardziej szanowanymi.

Posłańcy wyrażali w tym momencie brak nadziei. Mówili: „Czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?”. “Czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?”. Warto zwrócić uwagę na tytuł “nauczyciela”, ponieważ, jeśli myślisz, że Jezus był znany jako cudotwórca, to coś przegapiłeś. Był znany jako nauczyciel. Jego przesłanie było ważniejsze niż Jego cuda. Jego cuda wskazywały, że był Boski, ale kluczowe było Jego przesłanie. I był znany jako „Ten Nauczyciel”. Nauczyciel, tytuł budzący szacunek. Didaskalon, to pokazuje, na czym się skupiał. Jest już za późno na zawracanie głowy nauczycielowi, twoja córka zmarła.

Jezus znajduje się wśród napierającego, hałaśliwego, wymagającego, a nawet agresywnego tłumu. I jest taki spokojny. Jest jak oko huraganu. Dlatego chcę dać wam piąty punkt. To słowo, które lubię, choć nie jest zbyt często używane. Był niewzruszony… Podoba mi się to słowo. To synonim, może wam się bardziej podoba inne słowo, które lubię, “niezrażony”. Oznacza spokojnego, cichego, niezakłóconego, niewzruszonego.

Wokół Niego mógł panować absolutny chaos. Spanikowani posłańcy, zaniepokojony Jair, napierający tłum stawiający wszystkie swoje żądania Jezusowi, a On jest po prostu całkowicie spokojny, niewzruszenie realizując suwerenne cele swojego Ojca. Widzimy, że to rozwija się w całej scenie, kiedy On zmierza do domu.

Ale przejdźmy do wersetu 36: „Ale Jezus, usłyszawszy, co mówili – dialog o tym, że dziewczyna nie żyje i nie ma już powodu Go niepokoić – rzekł do przełożonego synagogi – oto dosłowne tłumaczenie z greckiego – Nie bój się, tylko wierz dalej”. “Nie bój się, tylko wierz”. Zastąp swój strach swoją wiarą.

Stary Testament pokazuje to wspaniale w jednym z najpiękniejszych Psalmów. W Psalmie 22, który nasz Pan cytuje na krzyżu. Cytuje jego część: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił?”. To jeden z krzyków udręki Dawida. „Czemuś tak daleki od wybawienia mego, od słów krzyku mojego? Boże mój! Wołam co dnia, a nie odpowiadasz. I w nocy, a nie mam spokoju. A przecież Ty jesteś święty, przebywasz w chwałach Izraela. Tobie ufali ojcowie nasi, ufali i wybawiłeś ich. Do Ciebie wołali i ratowałeś ich, Tobie zaufali i nie zawiedli się”. Dawid oddaje cześć, żeby jego wiara mogła zatriumfować nad strachem.

Takiej postawy Jezus pragnie dla Jaira. „Przestań się bać, trwaj w wierze”. Ewangelia Łukasza 8:50 dodaje w paralelnym tekście – takie relacje są u Łukasza i u Mateusza – Łukasz dodaje, że Jezus powiedział też: „a będzie uzdrowiona”. “Będzie uzdrowiona”. Nie masz się czego obawiać. Jezus przekazuje mu tam słowa, które tak bardzo chciał usłyszeć. Perspektywa naszego Pana jest zupełnie inna niż wszystkich wokół Niego, ponieważ On porusza się w doskonałej znajomości woli swojego Ojca.

Werset 37 sugeruje, że zaczęli zmierzać w kierunku domu: „I nie pozwolił nikomu iść z sobą, z wyjątkiem Piotra i Jakuba, i Jana, brata Jakuba”. Oczywiście nie mógł zabrać tłumów. Nie mógł nawet zabrać do domu dwunastu. To byłoby za dużo.

To pierwszy raz w służbie naszego Pana, kiedy oddzielił ich trzech. To pierwszy raz. Przyzwyczajmy się do tego. Wewnętrzny krąg. Piotr, Jakub i Jan. To trzej z pierwszych czterech Apostołów, których powołał. Jakub i Jan byli braćmi, Piotr i Andrzej też byli braćmi. Piotr został liderem. Jakub i Jan to dwie inne bliskie osoby, a Andrzej był czasem w tym wewnętrznym kręgu. To pierwsza sytuacja, w której ich oddziela. Piotr lider, Jan umiłowany, a Jakub pierwszy męczennik.

To nie tak, że mieli być traktowani w szczególny sposób. Raczej mieli stać się kanałem bliskich doświadczeń i osobistego nauczania dla pozostałych. Oni nie byli celem, nie byli ślepą uliczką ani ślepym zaułkiem, byli jedynie łącznikami. Jezus mógł oddać się tak blisko tylko kilku osobom i to musi być doskonała liczba, z którą mógł pracować tak blisko, a przez tych trzech rozpowszechnić doświadczenia i polecenia z powrotem do pozostałych. Myślę, że to istotne dla zrozumienia przez przywódców.

Dlatego Jezus mówi: „Tylko wy możecie przyjść”. Po raz pierwszy patrzą na siebie i mówią: „Wow”, bo to ich pierwszy raz jako Jego bliski triumwirat.

Werset 38: „I przyszli do domu przełożonego synagogi”. Trochę im to zajęło. Myślę, że spotkanie z tą kobietą trwało o wiele dłużej, niż zajęło nam przeczytanie o nim. A może nawet o wiele dłużej niż zajęło głoszenie o nim.

Pamiętajcie, te historie są podsumowaniem. To zwięzłe relacje z tych wydarzeń. Rozmowy były dłuższe, obszerniejsze, zawierały powtórzenia. Dlatego, kiedy porównujemy zapisy Ewangelii, widzimy różne stwierdzenia. Bo to nie było tylko jedno stwierdzenie, jedna odpowiedź, jedna czynność. To po prostu relacja w streszczonej formie. Nie wiemy, ile czasu zajęła Jezusowi rozmowa z tą kobietą, mówienie do niej, mówienie o niej do tłumu, nauczanie. Ale mogły to być godziny, może godziny, bo zanim docierają do domu, przedzierając się przez napierający tłum, w domu panuje zamieszanie, a ludzie głośno płaczą i lamentują.

– Co wam to? – mówi. Pogrzeb trwał pełną parą. Był więc czas na rozejście się wieści o śmierci dziewczynki, na zaproszenie płaczących, lamentujących i flecistów – powiemy o nich za chwilę – wszyscy są na miejscu i ta chaotyczna kakofonia trwa pełną parą. I znowu widzę w tym niewzruszoność Jezusa. On po prostu nigdy nie wpada w panikę… nigdy. Tak spokojnie i łagodnie przechodzi od jednej rzeczy do drugiej, zgodnie z Bożym zamysłem. Ewangelia Mateusza 9:23 mówi, że zamieszanie było wywołane tym, że byli tam fleciści. Mateusz mówi, że był tam zgiełkliwy tłum.

Muszę wam powiedzieć, że to inny rodzaj pogrzebu niż te, na których byliście. Ja nigdy nie byłem na hałaśliwym, chaotycznym, głośnym pogrzebie. Tak naprawdę, zwykle, kiedy idziesz na pogrzeb, na drzwiach kaplicy wisi tablica z napisem: „Cisza! Prosimy o ciszę”. Ludzie rozmawiają szeptem i po cichu, wszyscy poruszają się powoli, nie chcąc przeszkadzać, a organy grają spokojną, łagodną muzykę. To jest nasz sposób organizowania pogrzebu. Na Zachodzie podchodzimy do pogrzebów w taki ponury sposób. Na Wschodzie robiono inaczej. Ale dzisiaj już się tak nie robi.

Powiem wam, co tam się działo. Możemy to ustalić na podstawie historii. Żydowskie pogrzeby miały trzy elementy, które byłyby dla nas trochę wyjątkowe. Po pierwsze, przychodziłeś i głośno wyrażałeś swój żal, krzyczałeś i wyłeś. Każdy tak robił. Wymagane było również rozrywanie swojego ubrania. Kiedy idziemy na pogrzeb w naszym społeczeństwie, widzimy dobre ubrania. Wtedy, kiedy szedłeś na pogrzeb i wiedziałeś, że będziesz musiał je podrzeć, brałeś coś, czego nie było żal podrzeć.

To zrobiło się tak skomplikowane, że ​​tradycja żydowska wymyśliła 39 przepisów, które mówiły o tym, jak rozdzierać ubranie. Przypuszczam, że ludzie rozmawiali ze sobą o przepisach, żeby upewnić się, że niczego nie pominęli. Na przykład, ubrania należało rozdzierać na stojąco. Jeśli byłeś spokrewniony ze zmarłą osobą, musiałeś rozedrzeć szatę bezpośrednio nad sercem.

Jeśli nie byłeś spokrewniony z tą osobą, mogłeś rozedrzeć ubranie w innym miejscu blisko serca. I przy okazji, rozdarcie miało tam pozostać, a szatę trzeba było nosić przez 30 dni, żeby nadal okazywać swoją żałobę. Oczywiście, można było je ponownie zaszyć, ale początkowo rozdarcie musiało być na tyle duże, żeby można było włożyć przez nie pięść. Skromni ludzie rozdzierali swoją bieliznę lub zakładali podartą szatę na drugą stronę. Rozwinęła się tradycja, że ​​można było je luźno zszyć, ale musiało być widać, że były podarte. Byli tam więc ludzie, którzy krzyczeli, wyli, lamentowali, płakali i rozdzierali swoje ubrania.

Drugim elementem pogrzebu było sprowadzenie zawodowych płaczek, które rozwinęły sztukę wycia i wrzasków. Można powiedzieć, że ich lament miał nakłonić do płaczu wszystkich innych. Ból był potęgowany, a nie owiany ciszą.

A trzecim elementem była gra na fletach. Był to najpopularniejszy instrument. Wielu ludzi umiało grać na fletach. Wszyscy pojawili się ze swoimi fletami i grali bez harmonii, tworząc kakofonię dźwięków, które do siebie nie pasowały. Gdybyś więc kiedyś wszedł na takie wydarzenie, nie uwierzyłbyś nawet, że to pogrzeb. Pomyślałbyś, że to współczesne wydarzenie muzyczne.

Najbiedniejszy z Izraelitów musiał mieć co najmniej dwa flety i jedną płaczkę. Tak naprawdę była to część starożytnego świata. Seneka, rzymski mąż stanu, relacjonował, że po śmierci cesarza Klaudiusza było tyle krzyków i płaczu, że myślał, że Klaudiusz mógł słyszeć je z grobu. Właśnie to miało miejsce. Po prostu chaos.

A Jezus, w tym majestatycznym spokoju, wchodzi, werset 39: „A wszedłszy, rzekł im: Czemu czynicie zgiełk i płaczecie?”. “Czemu czynicie zgiełk i płaczecie?”. “Dziecię nie umarło, ale śpi”. Według Łukasza powiedział: „Nie płaczcie. Czemu czynicie zgiełk i płaczecie?”. To nie ma sensu. Mateusz dodał, że powiedział im: „Odejdźcie. Odejdźcie”. Mocny język.

Jak pamiętacie, Piotr zrobił to samo w Dziejach Apostolskich, kiedy przybył do domu zmarłej Dorkas, zwanej też Tabitą. I wyrzucił wszystkich, a potem mocą Chrystusa wskrzesił ją z martwych.

To nie jest miejsce na krzyki, wycie i lamentowanie. Przestańcie. To Jezus z tym wspaniałym, majestatycznym autorytetem, który mówi: „Odejdźcie”. Dosłownie greckie słowo oznacza: „Wycofajcie się… wycofajcie się”. Ten pogrzeb się zakończył.

Te słowa zszokowałyby tłum. Możecie to sobie wyobrazić? Obraziłyby żałobników, którzy robili to, co nakazywała ich tradycja. A potem Pan wyjaśnia, dlaczego powiedział, żeby przestali i odeszli. „Dziecię nie umarło, ale śpi”.

W tym momencie Jezus zredefiniował śmierć jako stan tymczasowy. Dlatego używa metafory lub analogii do snu. Sen to tymczasowe odłączenie. Kiedy śpisz, jesteś niewrażliwy na otoczenie. Nie słyszysz rozmów, nie uczestniczysz w życiu społecznym. Śpisz. Ale to przejściowa sytuacja. A Jezus mówi, że w przypadku tej dziewczyny jest to tylko sen. To tymczasowe. To nie jest trwałe.

Dopóki ​​ktoś z nich nie widział innego zmartwychwstania, które uczynił Jezus, nigdy w życiu nie słyszeliby o tym, że ktoś powstał z martwych. I nigdy nie mówiliby o śmierci jako o śnie. O śnie, który jest czymś tymczasowym. Apostołowie w Nowym Testamencie też nazywali śmierć snem. Apostoł Paweł uwielbia odnosić się do śmierci wierzących jako do snu. Tak jak w 1 Tesaloniczan 4 mówi o wszystkich, którzy śpią w Jezusie, że zostaną pochwyceni.

Bóg nas wskrzesi. Kiedy umieramy jako ci, którzy znają Pana Jezusa, nasze ciało zasypia. Dusza od razu znajduje się w obecności Pana. Wyjście z ciała to zamieszkanie u Pana. „Wolelibyśmy wyjść z ciała i zamieszkać u Pana”. To mówi o duszy. Ale ciało śpi aż do chwalebnego zmartwychwstania podczas powrotu Chrystusa. Dlatego możesz nazwać śmierć chrześcijanina uwolnieniem duszy do obecności Pana, ale ciało śpi aż do dnia zmartwychwstania. I tak, śmierć chrześcijanina, w pewnym sensie, zostaje opisana jako sen, bo jest tymczasowa. Tymczasowa. To stan tymczasowy.

Sądzę, że reakcja tych wszystkich żałobników jest w pewnym sensie dość przewidywalna. To mówi nam, że Jair mógł być raczej odosobnionym wierzącym w Jezusa Chrystusa, bo oni nie mieli do Jezusa żadnego szacunku. Werset 40: „I wyśmiali Go”. Śmiali się z Niego. A Łukasz dodaje: „bo wiedzieli, że umarła”. To oczywiste, minęło kilka godzin, to dziecko było już sine. To dziecko nie żyło. Oni tam byli. O czym Ty mówisz? Dziecko nie umarło, ale śpi?

Jezus nie zareagował pozytywnie na takie szyderstwa. Czytamy: „Ale On, usunąwszy wszystkich…”. Według Mateusza On powiedział im już, żeby odeszli, ale oni nie wyszli. Zamiast tego zostali i naśmiewali się z Niego, więc zaczął ich wyrzucać. Przypominałoby to oczyszczenie przez Niego świątyni. Nie wiem, jak On to zrobił, ale wypędził ich i opróżnił to miejsce.

Śmiali się z pogardliwą satysfakcją z głupiej uwagi, która obnażała ich ignorancję. To śmiech kogoś, kto czuje się lepszy. To szyderczy śmiech. A tak na boku, jeśli potrafisz w ułamku sekundy przejść od płaczu, lamentu i żałoby do śmiechu, to tak naprawdę nie jesteś w żałobie. Ale przedstawienie się skończyło.

Jeśli przeczytalibyście relację Łukasza z Biblii Króla Jakuba, oryginalnego autoryzowanego przekładu, to naprawdę wyrafinowane tłumaczenie, to czasownik katagelaó przetłumaczono: „Śmiali się z Niego z pogardą”. To był taki śmiech, śmiech kpiny, pogardliwy śmiech rzekomej wyższości. Co to za głupiec, który myśli, że to dziecko po prostu śpi?

Świat wciąż szydzi i wyśmiewa rzeczywistość mocy Chrystusa nad śmiercią, ale to wcale Go nie ogranicza. Był dostępny, do dyspozycji, można Mu było przerwać, był niezłomny, niewzruszony, doskonale spokojny i w końcu – jak mogę to nazwać? – miły, kochający, dobroczynny. Ostatnim punktem jest po prostu Jego czułość, Jego miłość, Jego dobroć.

On przyszedł i pokazał moc. Zmartwychwstanie mogło być po prostu pokazem mocy. Powiedz słowo i gotowe. Ale widać w tym tyle czułości. Widzimy Jego kochające serce.

Wróćmy do wersetu 40: „usunąwszy wszystkich, wziął z sobą ojca i matkę”. Możesz Go zobaczyć, jak zabiera ich w ich smutku i w ciszy po chaosie. On dosłownie ich zabiera. To świadczy o tym, że w jakiś sposób ich zebrał. Może objął ich swoimi ramionami, a może wziął ich za ręce. I wziął ze sobą swoich towarzyszy, Piotra, Jakuba i Jana. „I wszedł tam, gdzie leżało dziecię”. Wszedł do miejsca, w którym było dziecko. To nam mówi, że był to prawdopodobnie zamożny człowiek z dużym domem, w którym było wiele pomieszczeń.

Więc On wchodzi do pokoju i znowu widzimy tę czułość: „I ująwszy dziewczynkę za rękę”. Znowu ten bardzo osobisty dotyk, ta bardzo delikatna wrażliwość. I „rzekł jej” – tak przy okazji, tylko Marek podaje nam oryginalną aramejską wypowiedź. Codziennym językiem Jezusa był aramejski. Takim językiem mówiono w Izraelu. Nowy Testament został spisany po grecku. Pozostali autorzy podają nam greckie tłumaczenie: „Dziewczynko, wstań!”. Marek podaje nam słowa Jezusa po aramejsku: „Talita kum”, co w tłumaczeniu oznacza: „Dziewczynko, mówię ci, wstań!”.

Talita oznacza młodą osobę lub jagnię. To tak, jakby powiedział: „Mała owieczko”. My też używamy takich uroczych określeń. Mówimy do małego dziecka: „Ty, mała owieczko”, kiedy je rozpieszczamy. Nie mówimy już tak, kiedy kończy około trzy lata. Nazywamy ich wtedy przy użyciu nazw innych zwierząt. Ale, kiedy są małe „owieczko” działa naprawdę dobrze… naprawdę dobrze.

Ta dwunastoletnia dziewczynka wciąż była owieczką w oczach Jezusa. Miała dwanaście lat. Była owieczką dla tej rodziny. To było pieszczotliwe określenie. „Kum, wstawaj, owieczko, mówię ci, wstawaj”.

Czy wy to widzicie? Jezus mówi do martwej dziewczynki. Łukasz mówi: „I powrócił duch jej”. Ożyła. Oddychała, powróciło życie, dusza i duch. Uwielbiam to: „I zaraz dziewczynka wstała i chodziła”. Żadnej terapii. Wspaniale. Jak przejść od bycia martwym do wstania i chodzenia?

A to nie był tylko spacer, to peripateo. Kiedy nazywamy kogoś perypatetycznym, mamy na myśli, że nigdy nie siada, tylko cały czas chodzi. To jest właśnie to. To czasownik pateo – chodzić i peripateo – chodzić wszędzie. Po prostu wstała i chodziła wszędzie. Nie było potrzeby rehabilitacji.

To było twórcze. Miała nie tylko życie, ale też normalne siły dwunastoletniej, młodej dziewczyny. Żadnej rehabilitacji po nieuleczalnej chorobie, żadnej rekonwalescencji. Ale tak było w przypadku każdego cudu Jezusa. Nigdzie w Biblii nie pojawili się terapeuci lub rehabilitanci, żeby pomóc odzyskać siły osobie, która została właśnie uzdrowiona. Nigdzie tak nie było. Każdy cud był kompletny.

Doceniam to jeszcze bardziej, bo miałem 60 sesji terapeutycznych tylko z powodu mojego kolana. Jest na tyle dorosła, że ​​może chodzić. Dlatego tekst mówi, że ma dwanaście lat. Żyje, jest zdrowa. Ma pełnię sił, żeby chodzić.

Pan mógł ją uzdrowić na odległość. Nie musiał iść do tego domu. Mógł ją uzdrowić na odległość. Mógł powiedzieć: „Nie mam czasu iść do twojego domu, mam tu dużo spraw do załatwienia, ale wezwę Bożą moc”. Ale czegoś by tu wtedy brakowało. Co by to było? To byłby delikatny, osobisty dotyk. Byłoby to czułe, osobiste współczucie, empatia. Nazwijmy ten ostatni punkt byciem miłosiernym. To słowo, które obejmuje życzliwość, empatię, współczucie, miłość itp.

I On jest taki wrażliwy. Pod koniec wersetu 43 powiedział, żeby dano jej coś do jedzenia. To prawdziwa wrażliwość, bo wyobrażacie sobie, jak reagowali Jair i jego żona, kiedy ona ożyła? I jak reagowały pozostałe Jairki[e][f][g][h], które się tam kręciły? Czy nie myślicie, że miało tam miejsce jakieś rodzinne spotkanie? Próbowali zrozumieć, co się dokładnie wydarzyło. Było to wielkie święto, wielka radość, dreszcz emocji i miłość płynąca między nimi wszystkimi. I nikt nawet nie pomyślał, żeby dać jej coś do jedzenia.

Jest w tym coś normalnego. Bo to był cud. Ale wciąż była człowiekiem w fizycznym ciele i potrzebowała jedzenia, którego nie jadła pewnie przez długi czas, jeśli miała nieuleczalną chorobę. Co za delikatna wrażliwość. Jezus zaspokajał jej najprostszą potrzebę jedzenia i odżywienia.

Ponownie widzimy Jego czułość. Spójrzmy na reakcje w wersecie 42: „I natychmiast ogarnęło ich wielkie zdumienie”. Swoją drogą, słowo „natychmiast” pojawia się wiele razy w cudach Jezusa. Żeby potwierdzić to, co już wam mówiłem, kiedy kogoś uzdrawiał, było to natychmiastowe, całkowite i trwałe. I natychmiast wielkie zdumienie ogarnęło rodziców i wszystkich, którzy byli w pokoju, łącznie z trzema Apostołami: Piotrem, Jakubem i Janem.

Czasownik existemi dosłownie oznacza stanąć obok siebie, stać poza sobą w oszołomieniu. Innymi słowy, nie masz żadnego logicznego wytłumaczenia tego, co właśnie zobaczyłeś. To samo słowo zostało użyte w Marka 3:21 i przetłumaczone jako „odszedł od zmysłów”. Jest również użyte w 2 Koryntian 5:13: „odchodzimy od zmysłów”. Tego po prostu nie da się wytłumaczyć. To się po prostu nie zdarza. Jest to, nawiasem mówiąc, częsta reakcja na pokaz Boskiej mocy przez naszego Pana.

I na koniec, wciąż w kategorii Jego wielkiej miłości, On dał im surowy nakaz, werset 43, żeby nikomu o tym nie mówili. Nikomu o tym nie mówić? Już się do tego przyzwyczailiśmy. Rozdział 1, wersety 25, 34, 44, rozdział 3, werset 12 i to miejsce. Rozdział 7, werset 36, wersety 26 i 30 rozdziału 8, werset 9 rozdziału 9.

Dlaczego On to zawsze mówi? Dlaczego mówi im, żeby tego nie rozpowiadali? Z pewnością utwierdziło i potwierdziło to wiarę Jaira. I musicie też zrozumieć, że w tym domu odbywały się rozmowy między Jairem, Jezusem i rodziną. Po prostu nie mamy z tego żadnej relacji. Ale utwierdziło to wiarę Jaira. Myślę, że spotkamy Jaira w niebie, bardzo prawdopodobne, że również tę dziewczynkę.

Z pewnością wzmocniło to siłę wiary Piotra, Jakuba i Jana. Skoro więc wzmocniło to ich wiarę, dlaczego by o tym nie opowiadać? Nasz Pan mówi wyraźnie: „Nie róbcie tego”. Ale nie mówi nam dlaczego. Właściwie, ilekroć mówił tak w Ewangeliach, nigdy nie czytamy, dlaczego tak mówił. Nigdy.

Ale pozwólcie, że przedstawię wam kilka sugestii. Po pierwsze, mógł to powiedzieć, żeby ludzie nie rzucili się na ten dom, żeby dać tej rodzinie czas na nakarmienie dziewczynki, na świętowanie, radość oraz dać sobie czas na przekazanie im poleceń i nauczanie. Gdyby wyszli od razu z domu, co mogli chcieć zrobić, i opowiadali o tym wszędzie, wywołałoby to pewnego rodzaju sensację, a ciekawość przyciągnęłaby tłum do domu, uniemożliwiła Jezusowi zrobienie tego, co chciał i zabrała rodzinie cenny czas tego spotkania. Czy to może kryć się za stwierdzeniem, że musicie dać jej coś do jedzenia? Że pierwszą rzeczą, którą musicie zrobić, to zaopiekować się nią, zanim przyciągniecie tłum? Czy to miał na myśli?

Możliwe jest też, że Jezus powiedział to, ponieważ wiedział, że tłumy miały mesjańskie oczekiwania. Żydzi szukali Mesjasza, chcieli Mesjasza, który zademonstruje ogromną Boską moc i użyje tej mocy, żeby obalić Rzym. Użyje tej mocy, żeby zapewnić wszystko, czego potrzebowali i wszystko, co było im obiecane w przymierzach Abrahamowym i Dawidowym. Wierzono, że Jezus jest tym Mesjaszem. Gdyby jednak emocje wzięły górę i tłumy dały się ponieść, mogłyby się stać bardzo agresywne i próbować zmusić Go do przyjęcia roli, do której nigdy nie był przeznaczony. Przeczytajcie Jana 6:15, gdzie jest napisane, że kiedy ich nakarmił, próbowali Go zmusić, żeby został królem. Czy starał się tłumić płomień oczekiwań mesjańskich i nie dolewać do niego oliwy wiadomością o wskrzeszeniu?

Albo, po trzecie, czy Jego motywacją było to, żeby nie nasilać strachu i nienawiści uczonych w Piśmie i faryzeuszy, którzy byli Jego wrogami? Gdyby tłum się podekscytował, Jezus stałby się większym zagrożeniem, wtedy oni eskalowaliby swoją wrogość i musieliby coś zrobić, żeby powstrzymać to zagrożenie, a w przedwczesnym działaniu przeciwko Niemu, mogliby doprowadzić do Jego śmierci. Już to kiedyś próbowali. W Nazarecie, w Jego rodzinnym mieście, próbowali zrzucić Go z urwiska.

Nie chciał eskalacji niewłaściwych oczekiwań mesjańskich. Nie miał być zabity według ich terminarza, ale według Bożego terminarza, w Bożym czasie, w Bożym miejscu i na Boży sposób. Myślę, że są to uprawnione wyjaśnienia.

Ale myślę, że jest jedno, które jest ich zwieńczeniem. A jest nim to: to nie był czas na ewangelię. To nie był czas na szerzenie przesłania o Jezusie Chrystusie. To był czas na słuchanie Jezusa. Ale to nie był jeszcze czas, żeby się odwrócić i pójść z przesłaniem. Co mam przez to na myśli? Aż do krzyża, do którego zostało już tylko kilka miesięcy, aż do krzyża nie było możliwe pełne zrozumienie Jego misji. To nie było możliwe. Ludzie mogą być zbawieni przez opamiętanie i wiarę w Niego, tak jak święci Starego Testamentu. Ale przesłanie, które ma być głoszone, to przesłanie, w którego sercu jest krzyż. Krzyż.

Tak, On jest cudotwórcą, ale jest kimś znacznie więcej. Tak, On jest największym nauczycielem w historii. Tak, ale jest kimś znacznie więcej. On jest Świętym, jest Synem Bożym, ale żeby w pełni pojąć Jego misję, musisz rozumieć Jego śmierć. Bo to w niej objawia się jako odkupiciel, zbawiciel i ten, który zajął miejsce grzeszników. Tam naprawdę widzicie Syna Bożego. To dlatego pierwszy raz, kiedy ktoś mówi: „To jest Syn Boży” ma miejsce pod krzyżem. Setnik, patrząc na ukrzyżowanego Chrystusa, słysząc echo Jego przesłania, rozumiejąc prawdę, mówi: „Ten prawdziwie jest Synem Bożym”.

Pełna historia musi obejmować krzyż. Po krzyżu było zmartwychwstanie. Po zmartwychwstaniu Jezus mówi: „Idźcie! – gdzie? – na cały świat i głoście ewangelię”. Ta historia nie jest jeszcze kompletna. Może być postrzegany jako pogromca demonów, pogromca chorób i pogromca śmierci. Ale nie można Go w pełni zrozumieć, dopóki nie ujrzy się Go jako pogromcę grzechu na krzyżu, jako tego, kto wszedł w nasze miejsce i naszego odkupiciela. Jego śmierć na krzyżu została następnie potwierdzona przez Jego chwalebne zmartwychwstanie. To pozwala Mu nie tylko dać doczesne życie zmarłej dziewczynce, ale dać wieczne życie duchowo martwej duszy. Krzyż jest wszystkim. Dlatego Paweł mówi w 1 Koryntian 2:2: „uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego”.

My głosimy Chrystusa ukrzyżowanego. Jest On przykładem służby: dostępny, do dyspozycji, można Mu przerwać, niezłomny, niewzruszony, miłosierny, a najwyższym aktem Jego miłosierdzia, Jego miłości, jest ofiara z samego siebie. Wstrzymajcie się z przesłaniem, dopóki historia nie zostanie zakończona. A my, po tej stronie krzyża, mamy pełne przesłanie. Czy nie jesteśmy za to wdzięczni?

Ojcze, ponownie dziękujemy Ci za Twoje Słowo, kiedy wkraczamy w życie naszego Zbawiciela. Jakże ekscytujące jest spędzanie z Nim dnia, uczestniczenie z Nim w pogrzebie, bycie z Nim przy wskrzeszeniu, rozumienie, że już wtedy krzyż był na Jego sercu, dzieliło Go od niego zaledwie kilka miesięcy. Dziękujemy, że On oddał swoje życie, że jest kimś więcej niż cudotwórcą, więcej niż nauczycielem. On jest Odkupicielem, Zbawicielem, tym, który oddał za nas swoje życie. Chwalimy Cię za to.

Prosimy Cię, Panie, żebyś swoją łaską odcisnął w nas prawdę ewangelii Chrystusa, który wydał samego siebie za grzeszników i zmartwychwstał, zwyciężając śmierć, żeby również ci, którzy w Niego wierzą, mogli żyć na wieki. Wypisz to przesłanie na każdym sercu. Otwórz serca na prawdziwe zrozumienie grzechu, potrzebę opamiętania i wiarę w Chrystusa, naszego Zbawiciela, naszego Odkupiciela.

Udostępnij!
    Dołącz!
    Wpisz swój e-mail, aby co dwa tygodnie otrzymywać najnowsze materiały EWC.