Dominujące moce cz. 2

skopiuj link
https://https://www.youtube.com/watch?v=Hvh3pNVx0g4

Transkrypcja wideo

Kontynuujemy nasze studium Ewangelii Marka i wracamy do rozdziału 5. Do dwudziestu wersetów, na które spojrzeliśmy w zeszłym tygodniu i dokończymy dziś rano.

Cel Marka określony jest w wersecie 1 rozdziału 1: „Początek ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym”. Jest to historia życia i służby Jezusa Chrystusa podobnie, jak Ewangelie Mateusza, Łukasza i Jana. Istnieją cztery natchnione przez Ducha Świętego Boskie relacje Jego życia i służby. I te cztery, z wszystkim, co zawierają, nie mogą nawet zacząć opowiadać całej historii. Jan przypomina nam, że wszystkie książki na świecie nie mogłyby pomieścić relacji o wszystkim, co nasz Pan uczynił.

Ale Jan określił dla nas cel powstania tych Ewangelii na końcu swojej Ewangelii. On podsumowuje nie tylko powód swojej Ewangelii, ale też wszystkich innych, kiedy mówi: „Te zaś są spisane, abyście wierzyli, że Jezus jest Chrystusem, Synem Boga, i abyście wierząc, mieli żywot w imieniu Jego”. Celem ich autorów jest to, żebyście uwierzyli, że Jezus jest Synem Bożym i żebyście mieli życie wieczne dzięki tej wierze. To jest powód, dla którego poświęcamy tak wiele uwagi tym Ewangeliom i jest to dla nas ogromna radość, że ponownie przechodzimy przez relację Marka.

Jak Jezus może wykazać, że jest Synem Bożym? Może to zrobić za pomocą ponadnaturalnej wiedzy. Może mówić rzeczy, które nigdy wcześniej nie były powiedziane i dla których On jest jedynym autorytetem, tak jak w kazaniu na górze, kiedy ludzie byli zdumieni, że On mówi jako ktoś, kto sam ma autorytet w przeciwieństwie do rabinów, którzy zawsze cytowali kogoś innego. I, oczywiście, Jego nauczanie komentowano słowami: „Nikt nigdy nie mówił tak, jak ten człowiek”. Był wyraźnie mądrzejszy, bardziej wyuczony, miał większą erudycję i wiedzę nie tylko o tym, co ludzie znali, ale ponadnaturalną wiedzę, która mogła pochodzić tylko z umysłu Boga. Oczywiście, nikt nigdy nie mógł się z Nim równać. Więc On demonstrował swoją Boskość swoją wiedzą. I On o tym mówił. Powiedział: „Wierzcie mi ze względu na moje słowa”.

Ale dowodził również tego, kim jest, ukazując swoją Boskość przez swoje dzieła. Stary Testament mówi, że kiedy przyjdzie Mesjasz, kiedy przyjdzie Zbawiciel, kiedy przyjdzie Odkupiciel, On dosłownie wypełni obietnice Starego Testamentu dotyczące nowego stworzenia, nowej ziemi, odnowionej ziemi. Bardzo szczegółowo opisuje to Izajasz. Wyraźnie różni się to od upadłego świata, który dziś znamy. Nastąpi całkowita odnowa planety, po której nastąpi implozja wszechświata i zastąpienie go nowym niebem i nową ziemią. Jeśli ma być Synem Bożym, to musi demonstrować moc, jaką Bóg ma nad stworzeniem i On to robi.

On kontroluje wiatr, jak widzieliśmy to w rozdziale 4. On kontroluje fale. On tworzy bochenki chleba i ryby. I to w dwóch sytuacjach. Pierwsza to nakarmienie pięciu tysięcy, a trochę później zobaczymy nakarmienie czterech tysięcy samych tylko mężczyzn, można dodać do tego kobiety i dzieci. Tłumne wydarzenia, podczas których stworzył jedzenie. On ma władzę nad światem fizycznym, co ukazuje Jego zdolność dawania życia martwym ludziom, dawania organów ludziom, których organy są chore i kończyn, nowych, sprawnych kończyn ludziom, których kończyny są zdeformowane, sparaliżowane, w jakiś sposób okaleczone lub nawet amputowane. On ma taką władzę.

Mesjasz musi mieć władzę nad stworzonym światem, fizycznym światem. On musi mieć władzę nad inną sferą. Jest nią świat ponadnaturalny, ponieważ Szatan jest władcą, który rządzi w powietrzu, władcą ciemności, który rozszerzył swoje panowanie na całą planetę Ziemię i kieruje systemem tego świata. Mesjasz, Syn Boży, jeśli faktycznie jest Synem Bożym, musi być w stanie przejawiać władzę nad demonami i nad Szatanem. Widzieliśmy już, jak Jezus stawił czoła demonom w kilku sytuacjach na początku Ewangelii Marka i pokonał je, uwalniając ludzi, których opętały. On już ukazał swoją moc do przeciwstawienia się i zatriumfowania wobec pokus Szatana. Przez całą swoją służbę demonstrował tę moc do rozkazywania demonom, a one poddawały się każdemu Jego rozkazowi.

Wcześniej, rozdział 1, werset 32 mówi o Jego służbie w Galilei i Kafarnaum: „A gdy nadszedł wieczór i zaszło słońce, przynosili do Niego wszystkich, którzy się źle mieli, i opętanych przez demony. I całe miasto zgromadziło się u drzwi. I uzdrowił wielu, których trapiły przeróżne choroby, i wypędził wiele demonów, ale nie pozwolił demonom mówić, bo Go znali”. Kiedy On nie chciał, żeby mówiły, one nie mogły nawet mówić, nie mogły nawet wyznać, kim On był.

Z jednej strony były sytuacje, które już widzieliśmy, kiedy demony wybuchały i mówiły: „Wiemy, kim jesteś, Święty Boży”. W tym przypadku, w 5 rozdziale Ewangelii Marka, demon znów wie, kim On jest: „Synem Najwyższego Boga”. Jezus chciał zminimalizować tego rodzaju świadectwo demonów z tego samego powodu, dla którego apostołowie nie chcieli świadectwa osoby opętanej przez demona w Dziejach Apostolskich, bo wsparcie demonów niekoniecznie przyczynia się do rozwoju Królestwa.

Ale mimo to, one wyrażały o Nim prawdę, ponieważ znały prawdę o Nim. A w Ewangelii Marka, jak już wiemy, jedyne jak dotąd świadectwo tego, kim On jest, pochodzi od demonów. Nie usłyszymy, żeby człowiek uznał Go Synem Bożym aż do samego końca Ewangelii Marka, kiedy rzymski setnik mówi: „Prawdziwie, ten był Synem Bożym”.

Czy miał władzę nad naturą? Oczywiście. Czy miał władzę nad światem fizycznym? Oczywiście. Czy miał władzę nad ponadnaturalnym światem demonów, sił piekielnych? Oczywiście.

Jest wiele sytuacji w czterech Ewangeliach, w których widzimy tę moc, żadna nie jest tak zdumiewająca jak ta, zapisana w Ewangelii Marka 5, która znajduje się też w Ewangelii Mateusza 8, Łukasza 8 i zasługuje na trzykrotne powtórzenie, bo jest najbardziej obszerną i ekstremalną ilustracją Jego mocy nad duchami nieczystymi. Przeczytajmy to jeszcze raz.

Werset 1: „I przybyli na drugi brzeg morza, do krainy Gerazeńczyków. A gdy wychodził z łodzi, oto wybiegł z grobów naprzeciw Niego opętany przez ducha nieczystego człowiek, który mieszkał w grobowcach, i nikt nie mógł go nawet łańcuchami związać, gdyż często, związany pętami i łańcuchami, zrywał łańcuchy i kruszył pęta, i nikt nie mógł go poskromić. I całymi dniami i nocami przebywał w grobowcach i na górach, krzyczał i tłukł się kamieniami.

I ujrzawszy Jezusa z daleka, przybiegł i złożył Mu pokłon. I wołając wielkim głosem, rzekł: Co ja mam z Tobą, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, żebyś mię nie dręczył. Albowiem powiedział mu: Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka! I zapytał go: Jak ci na imię? Odpowiedział Mu: Na imię mi Legion, gdyż jest nas wielu. I prosił Go usilnie, aby ich nie wyganiał z tej krainy.

A pasło się tam, u podnóża góry, duże stado świń. I prosiły Go duchy, mówiąc: Poślij nas w te świnie, abyśmy w nie wejść mogli. I pozwolił im. Wtedy wyszły duchy nieczyste i weszły w świnie. I rzuciło się to stado ze stromego zbocza do morza, a było ich około dwóch tysięcy, i utonęło w morzu.

A ci, którzy je paśli, uciekli i rozgłosili to w mieście i po wioskach. i zeszli się, aby zobaczyć, co się stało. I przyszli do Jezusa, i ujrzeli, że ten, który był opętany, siedział odziany i przy zdrowych zmysłach, ten, w którym był legion demonów. I zlękli się. A ci, którzy to widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, i także o świniach. I poczęli Go prosić, żeby usunął się z ich granic.

A gdy wstępował do łodzi, prosił Go ten, który był opętany, aby mógł pozostać przy Nim. Lecz On nie zezwolił mu, ale mu rzekł: Idź do domu swego, do swoich, i oznajmij im, jak wielkie rzeczy Pan ci uczynił i jak się nad tobą zmiłował. Odszedł więc i począł opowiadać w Dekapolu, jak wielkie rzeczy uczynił mu Jezus. A wszyscy się zdumiewali”.

Jak powiedziałem, jeśli naprawdę Jezus jest Synem Bożym, Mesjaszem, i Odkupicielem, jeśli jest tym, kto zmiażdży głowę węża, to musi zademonstrować władzę nad królestwem ciemności. Pamiętacie, że 1 Jana 3:8 mówi: „Syn Boży na to się objawił, aby zniweczyć dzieła diabelskie”. To jest część Boskiego celu.

Pamiętacie, jak w Ewangelii Łukasza 11:20 Jezus powiedział: „Jeżeli Ja wypędzam demony, robię to palcem Bożym. A jeśli wypędzam demony palcem Bożym, to wiecie, że przyszło Królestwo Boże”. Królestwo przyszło w tym sensie, że przyszedł Król.

Co On miał na myśli, mówiąc o palcu Bożym? Jeśli wrócicie do 8 rozdziału Księgi Wyjścia, przeczytacie relację, bardzo interesującą relację o egipskich magach, którzy próbowali kopiować to, co Mojżesz czynił Bożą mocą. Mieli swoje fałszywe i zwodnicze podróbki. Ale, ostatecznie, Mojżesz robił rzeczy mocą Boga, której oni nie mogli skopiować. I to egipscy magowie w Księdze Wyjścia 8:19 powiedzieli: „To jest palec Boży”.

Innymi słowy, palec jest po prostu synonimem słowa moc. I to właśnie ten język Jezus zapożycza od egipskich magów w swojej uwadze w Ewangelii Łukasza 11, bo Żydzi bardzo dobrze znali tę historię i pamiętali, że to, co działo się w Egipcie, było palcem Bożym, czyli mocą Bożą i uznali to nawet egipscy pogańscy magowie. Jezus użył później tego znanego wyrażenia, włączając je do swojego stwierdzenia: „Jeżeli natomiast ja palcem Bożym wypędzam demony, zaiste przyszło już do was Królestwo Boże”. I nie było innego wyjaśnienia dla tego, co robił.

Więc częścią Jego służby było demonstrowanie mocy Bożej nad światem ciemności. Powiedziałem już wam, że są w tej relacji trzy dominujące moce, które są tutaj ujawnione. Trzy dominujące moce. Pierwszą jest niszczycielska moc demonów. Niszczycielska moc demonów.

Choć demoniczne opętanie było obecne od długiego czasu, widzimy to w Księdze Rodzaju 6, nie widzimy przypadków demonicznego opętania w całej historii Starego Testamentu. Staje się również oczywiste, że otwarte demoniczne opętanie, które jest widoczne w ludzkim zachowaniu, zaczyna zanikać, nawet w obrębie Nowego Testamentu. Ale podczas życia naszego Pana, Jezusa Chrystusa, demoniczne opętanie staje się wyraźnie widoczne. I to nie dlatego, że demony chcą się ujawnić, ale dlatego, że Jezus skłania je do wyjścia. Demoniczne opętanie prawie wyłącznie i z pewnością na niesamowitą skalę ujawnia się podczas życia i służby Jezusa, a następnie apostołów, po czym się zmniejsza, kiedy apostołowie zaczynają schodzić ze sceny. W tej eksplozji mocy, która przyszła z Jezusem, nastąpiło gwałtowne objawienie konfliktu, jaki demony toczyły przeciwko Niemu, oraz tego jak wielką miał nad nimi władzę.

Mając to na uwadze, dochodzimy do początkowych siedmiu wersetów niszczycielskiej mocy demonów. Już o tym mówiliśmy. Jezus jest w małej flotylli z apostołami i uczniami płynącymi przez północną część Morza Galilejskiego do wschodniego brzegu. W środku nocy napotkali burzę. Zajęło im to trochę czasu, bo burza zepchnęła ich z kursu. W końcu, o świcie dotarli na drugą stronę. Jezus przemówił i zatrzymał się wiatr i fale. Pamiętamy to niesamowite wydarzenie.

W końcu, dotarli na drugą stronę. Prawdopodobnie nie wiedzieli, co się stanie, kiedy tam dotrą. Ponieważ jest to wiejski teren, zakładali, że płyną tam, żeby trochę odpocząć, może od tłumu ludzi, a apostołowie i uczniowie będą mogli otrzymać indywidualne instrukcje od naszego Pana.

Ale nie taki był plan. Gdy tylko dotarli na drugą stronę, zwaną krainą Gerazeńczyków, była tam wioska o nazwie Geraza. Dlatego tak się nazywa. Choć Mateusz nazywa ją krajem Gadareńczyków, bo jest tam większe miasto, na południowym wschodzie, Gadara, które w pewnym sensie dało nazwę regionowi, więc jest to region Gadary, i na tym terenie jest prawdziwa wioska Geraza.

I do dziś jest tam wioska o nazwie Kursi. „A gdy on wyszedł z łodzi, zaraz wybiegł Mu naprzeciw z grobowców człowiek mający ducha nieczystego. Mieszkał on w grobowcach i nawet łańcuchami nikt nie mógł go związać. Często bowiem był wiązany pętami i łańcuchami, ale rwał łańcuchy i kruszył pęta, i nikt nie mógł go poskromić”. Więc był teraz dzikim i niekontrolowanym człowiekiem. Według jednego z autorów był agresywny. Był tak brutalny, że nikt nie chciał przechodzić tą drogą. Wyrządzał ludziom śmiertelne szkody. Stanowił zagrożenie dla życia.

„Zawsze, we dnie i w nocy”, co pokazuje jego straszną nerwowość. Krzyczał wśród grobów i w górach, raniąc się kamieniami. Z punktu widzenia psychologii można powiedzieć, że jest socjopatą, ale w rzeczywistości jest człowiekiem opętanym przez demony, którego własna osobowość i poczucie samokontroli zostały całkowicie wyparte. Jest on teraz po prostu narzędziem demonicznej ekspresji. Demony całkowicie przejęły tego człowieka.

Kiedy schodzi z góry, ze swoim zwyczajowym, przerażającym atakiem krzyku, dowiadujemy się z wersetu 6: „Gdy więc zobaczył Jezusa z daleka, przybiegł i oddał Mu pokłon”. Inni ludzie w tym regionie mogli nie znać Jezusa, ale on Go znał. Uwierzcie mi, wieść rozeszła się przez demoniczny internet, czymkolwiek by to było. Więc wszystkie demony w każdym miejscu wiedziały, co Jezus robił w Galilei. Niezależnie od mechanizmu duchowego rozpoznania, to nie człowiek rozpoznał Jezusa, zrobił to demon. Demon z pewnością wiedział, że jest w obecności świętego Boga, Syna Bożego.

Natychmiast został zmiażdżony. Demon w człowieku – a właściwie demony, chociaż jeden z nich jest rzecznikiem – kłania się. Słowo proskuneo oznacza oddawanie czci. On pada na twarz u stóp Jezusa. I krzyczy tym wrzaskliwym, głośnym, demonicznym głosem, który obezwładnił ludzki głos i używa ludzkich strun głosowych. „Cóż mam z Tobą, Jezusie, Synu Boga Najwyższego?”.

Dlaczego o to pyta? Po pierwsze, on wie kim On jest, Synem Boga Najwyższego. One zawsze to wiedzą. W rozdziale 1, wersecie 24, demon powiedział, „Wiem, kim Ty jesteś, święty Boży”. W rozdziale 3 werset 11 mówi, że oni wszyscy tak powiedzieli. Za każdym razem, kiedy wpadał na demona, wszystkie demony wyznawały, że On jest Synem Bożym. One wiedzą, kim On jest. Ale to, czego nie rozumieją, to: „Dlaczego jesteś tu teraz? Cóż mam z Tobą, Jezusie?”. Mateusz dodaje, że powiedział: „…przed czasem”.

Powiedziałem to już wcześniej, powiem to jeszcze raz. Demony mają ortodoksyjną teologię. Mają ortodoksyjną teologię właściwą, czyli wiedzą, że Bóg jest tym, kim jest, trynitarnym Bogiem. Mają ortodoksyjną chrystologię. Wiedzą, że Jezus Chrystus jest Synem żywego Boga. Mają ortodoksyjną eschatologię. Rozumieją, że istnieje przyszły plan, w którym one będą wysłane do jeziora ognistego. A to wydaje się nie pasować do planu. Nie pasuje.

Ewangelia Łukasza mówi, że powiedział nawet: „Nie wysyłaj nas do abyssu, abussos, do otchłani”, miejsca, w którym Bóg więzi czasem na stałe demony, takie jak te, które zgrzeszyły w Księdze Rodzaju 6. Drugi List Piotra 2 i List Judy mówią, że były one na stałe uwięzione w otchłani. Demony nie chcą być w otchłani. Są złe. Są nie tylko złe, ale bezwzględnie złe. I chcą czynić zło na świecie. Chcą wolności do wędrowania i siania spustoszenia. Nie chcą być zamknięte w otchłani, nawet jeśli nie jest to trwałe jezioro ogniste. Więc on przychodzi i mówi: „Chwila, to nie jest zgodne z planem, to nie ten czas. I proszę, nie wysyłaj nas do otchłani”. Do otchłani mogły być wysłane wtedy i mogą być wysłane teraz. To nie przyszłe jezioro ogniste. Ale wydaje się, że nie znają tego harmonogramu.

To prowadzi nas do wersetu 8 i drugiej mocy. Pierwsza moc to niszczycielska moc demonów. Druga to uwalniająca moc Boża.

Uwalniająca moc Boża. W wersecie 8 Jezus powiedział do tego człowieka: „Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka!”. Do demona, który był rzecznikiem, reprezentował wszystkie demony, które były w tym człowieku. A zobaczymy, że było ich wiele. „Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka!”. Nowy Testament opisuje, że w innych sytuacjach mówił bardzo podobnie. To dosyć częste słowa do demonów, żeby wyszły i zostały rozpoznane jako duchy nieczyste. Rozkazuje demonom z Boskim autorytetem i suwerennością, żeby opuściły torturowanego ekshibicjonistę.

„I zapytał go: Jak ci na imię?”. “Jak ci na imię?”. Jestem pewien, że ten mężczyzna miał imię. Miał imię, które nadali mu rodzice, kiedy był słodkim, małym dzieckiem w ich ramionach. Prawdopodobnie imię, które miało znaczenie dla rodziny i było związane z rodziną. Może nawet zawierało jakąś cnotę lub cechę, którą chcieli widzieć w swoim maleństwie. Ale w tym momencie ludzkie imię zostało wyparte. Osobowość człowieka została tak całkowicie zdominowana, że praktycznie przestał istnieć. Więc imię, które zostało podane w odpowiedzi, odnosi się do siły demonów, które teraz w nim żyły. Więc demon-rzecznik powiedział do Jezusa: „Na imię mi Legion, bo jest nas wielu. Jest nas wielu”. Łukasz mówi: „Wiele demonów weszło w tego człowieka”, stąd wybór imienia.

I żeby tylko pokazać, jak bardzo jest pojemne- Legion- to tak naprawdę nie imię, to termin wojskowy. Legion liczył do sześciu tysięcy żołnierzy. Sześć tysięcy rzymskich żołnierzy. To jednostka wojskowa składająca się z tysięcy ludzi, do sześciu tysięcy żołnierzy. Jezus wyciąga z niego to imię. Niektórzy komentatorzy zakładają, że demony były zadowolone, podając to imię, bo myślały, że może to przestraszyć Jezusa, kiedy dowie się, że musi zmierzyć się z taką dużą ich liczbą. Nie uważam, żeby to było prawdą. Myślę, że rozumiały, że nie mogą zastraszyć Jezusa. Dokładnie wiedziały, kim On jest. Ale On wyciąga z nich to imię. One nie podają imienia, żeby się bronić. On domaga się imienia, bo chce pokazać rozległość swojej mocy nad demonami. Czym innym jest wypędzenie z człowieka demona, a czym innym radzenie sobie z tysiącami demonów za pomocą prostego rozkazu.

One nie chcą wyjść z człowieka. Nie chcą być wysłane do otchłani. Nie chcą nawet odejść z tego miejsca, bo zaczynają Go usilnie błagać, żeby nie wyganiał ich z tej krainy, werset 10. Nie są gotowe na jezioro ogniste. To przyszłość. To jeszcze nie ten czas. Nie są gotowe na otchłań, nie chcą iść do miejsca uwięzienia, gdzie nie mogą funkcjonować. Nie chcą nawet opuścić kraju w którym są. Regionu, w którym są. To terytorium pogan, co oznacza, że jest to teren, na którym jest prawdopodobnie wiele religii i wszystkie zostały wymyślone przez demony, bo wszystko, co różni się od prawdy, jest demoniczną doktryną.

Demoniczne doktryny. Stworzyły więc idealne warunki dla promowania królestwa ciemności. Mają własne religie, własne kulty, własnych bożków. Jest to pożądany kontekst dla ich niegodziwych działań. I ten człowiek, ten maniak, jest bez wątpienia tylko jednym elementem ich niegodziwego działania. Prawdopodobnie w okolicy było o wiele więcej demonów działających przez fałszywą religię, bez ujawniania się, żeby ci fałszywi przywódcy religijni wyglądali porządnie, a nawet moralnie. Chcą tam zostać i kontynuować to, co robią. To jeszcze nie czas na ich wieczne męki.

Nie chcą iść do otchłani, więc mają plan, werset 11: „A pasło się tam w pobliżu góry wielkie stado świń”. To znowu przypomina nam, że jesteśmy na pogańskim terytorium. Żydzi nie hodują świń. To jest pogańska działalność i to jest bardzo duże stado. Według wersetu 13 to stado składało się z dwóch tysięcy świń. Więc była to dosyć duża działalność. Może nawet była to działalność tej wioski z taką liczbą świń.

Więc demony mówią do Niego w wersecie 12: „Poślij nas w te świnie, abyśmy mogły w nie wejść”. Z pewnością ktoś zapyta mnie: „Dlaczego one chciały wejść w świnie?”. Nie wiem. Z przyjemnością informuję, że nie mam żadnego wglądu w to, dlaczego demony chcą robić cokolwiek. Nie działam w tej sferze, nie znam żadnych demonów na tyle dobrze, żeby ustalić ich motywacje. Nie mam pojęcia. Poza tym, że chcą mieć wolność do wyrządzania szkód. A jeśli nie możesz wyrządzić szkody przez człowieka, wyrządzasz szkody przez zwierzęta.

Czy zwierzę może być opętane? Oczywiście, że tak. Demon może dosłownie przejąć zachowanie zwierząt. Zwierzęta nie są samoświadome, nie mają osobowości, przepraszam, twój pies nie ma osobowości. Myślisz, że ma. Ma pewne unikalne dla niego cechy zachowania, ale nie jest samoświadomy. To nie jest osoba. Ma mózg i zachowania, które demony mogą zdominować. A samo działanie świń, jak zobaczymy za chwilę, wskazuje na to, co robią demony. Tworzą chaos. Usuwają normalny instynkt i normalną powściągliwość, które mają nawet zwierzęta i wywołują agresywne oraz śmiertelne skutki.

Tak na marginesie, pytanie, które uderzyło mnie, kiedy to rozważałem, demony błagają o litość. Czytamy, że demony błagały Go. One błagają. To nie jest tylko jedna prośba. To wychodzi od tego człowieka i ten demon w imieniu reszty błaga i prosi Jezusa. I wiecie, możecie pomyśleć: „Wyślij je do otchłani. Świat byłby lepszym miejscem, gdybyśmy mieli o dwa tysiące demonów mniej albo cztery tysiące czy ile ich tam było w tym legionie. Czy to nie ma sensu? I właściwie, kiedy już to robisz, wyślij je wszystkie do otchłani. Dlaczego po prostu nie uwolnić świata od demonów?”.

Są ludzie, którzy nazywają siebie chrześcijanami, w tym kaznodzieje, którzy myślą, że Bóg toczy jakąś walkę z mocami piekielnymi. I że czasem wygrywa Szatan, a czasem wygrywa Bóg. To kompletna bzdura. Za jednym zamachem, w każdej chwili, Bóg mógłby schwytać wszystkie istniejące demony, miriady, muriōn razy muriōn, dziesięć tysięcy razy dziesięć tysięcy i tysiące tysięcy, niezliczone, bez wątpienia, miliony demonów, które istnieją. I mógłby je natychmiast zakuć w łańcuchy.

Zapytacie: „Skąd to wiesz?”. Objawienie Jana 20 mówi, że dokładnie to zrobi w przyszłości, w milenium. Zwiąże Szatana i wszystkie jego siły na tysiąc lat. Mógłby to zrobić w każdej chwili.

To, że nie robi tego teraz, wskazuje na fakt, że nie chce zrobić tego teraz, bo one mają swoją rolę do odegrania, co sprawia, że głupotą jest, kiedy ludzie myślą, że mogą mówić demonom, co mają robić. Tu wiążą demony, tu wiążą Szatana i tu wiążą demony. Po pierwsze, nie masz żadnego autorytetu. One śmieją się z ciebie tak, jak z synów Scewy i mówią: „Jezusa znamy, Pawła znamy, ale kim jest ten człowiek?”.

Ale, po drugie, one wpisują się w Boski plan. Szatan przyszedł do Boga i powiedział: „Chcę dopaść Hioba”. Bóg odpowiedział: „Zrób to, bo to służy moim celom”. W 2 Liście do Koryntian 12, Paweł powiedział, że Bóg pozwolił na posłańca od Szatana. Posłaniec to angelos, anioł Szatana, czyli demon. Stworzył cierń w jego ciele, a on modlił się trzy razy, żeby go usunąć. Bóg odpowiedział: „Nie usunę go, ponieważ moja moc doskonali się w twojej – w czym? – w twojej słabości, a ty nauczysz się przez to pokory”.

Również Piotr, Ewangelia Łukasza 22, Jezus mówi do Piotra: „Szatan wyprosił sobie, aby was przesiać jak pszenicę”. Co On mu powiedział? “Nie”? Nie, powiedział mu: „Tak”. Jezus powiedział „tak” Szatanowi. „Idź, przesiej go, bo kiedy się nawróci, będzie mógł utwierdzać braci”. Kiedy przejdzie przez to zwycięsko, a jego wiara będzie nienaruszona, będzie lepszym apostołem i skuteczniejszym sługą.

Bóg ma swoje cele. Mógłby zatrzymać całą szatańską działalność w jednej chwili, związać wszystkich lub od razu wrzucić wszystkich do otchłani, nawet do jeziora ognistego. Ale On ma swoje cele. On pozwala złu działać w pełni, bo to przynosi Mu chwałę. To uwydatnia cudowność Jego łaski. Uwydatnia też cudowność Jego gniewu. On to zakończy, kiedy będzie gotowy to zakończyć. Ale On nie jest jeszcze gotowy.

Diabelskim pragnieniem jest działanie w fizycznym świecie. I On na razie na to pozwala. Jeśli nie przez ludzi, to przez zwierzęta. I tak jak ich król, którego Pismo nazywa Abaddonem, co oznacza niszczyciela, są niszczycielskie. Były niszczycielskie dla tego człowieka. Zniszczyły jego osobowość. Wzbudziły w nim myśli samobójcze. Ciął się i ranił ostrymi kamieniami. I teraz stało się oczywiste, jak bardzo są niszczycielskie.

Werset 13 mówi: „Jezus im pozwolił”, epitrepó oznacza ustąpić. Jeśli by im na to nie pozwolił, nie mogłyby tego zrobić. On ma całkowitą kontrolę nad wszystkimi demonicznymi mocami. Powiem w ten sposób: nie istnieje ani jeden nieposłuszny, zbuntowany demon w ponadnaturalnym świecie, który robi cokolwiek wbrew temu, co chce Bóg, lub na co mu nie pozwala.

Jak zawsze, robią to, co niszczycielskie. Więc Jezus dał im pozwolenie. Dlaczego? Dlaczego? Po pierwsze, dlatego, że kiedy uderzą w świnie, będzie to dowód, że opuściły człowieka. A one nie chcą opuszczać człowieka. Więc Jezus w widoczny sposób demonstruje swoją zdolność do uwolnienia człowieka od tysięcy demonów. Po drugie, dowodzi to, że posiada On ogromną, ponadnaturalną moc. I po trzecie, zrobienie tego wystawia na pokaz niszczycielskie zamiary demonów, bo nie zajmuje im dużo czasu zniszczenie całego stada.

Werset 13: „Wtedy wyszły duchy nieczyste i weszły w świnie. I rzuciło się to stado ze stromego zbocza do morza”. Przy okazji, około 3 km na południe od dawnej wioski Geraza, dzisiejszego miasta Kursi, jest taki rodzaj zbocza. „I rzuciło się to stado ze stromego zbocza do morza, a było ich około dwóch tysięcy, i utonęło w morzu”. Teologicznym określeniem na to jest – świniobójstwo. A może nazwalibyśmy to świńskim skokiem? Ale, nie bądźmy tutaj zbyt teologiczni.

Zniszczenie przyszło szybko, naprawdę szybko. Ani Mateusz, ani Marek, ani Łukasz nie mówią, dlaczego tak się stało. Ale, tak jak powiedziałem, ukazuje to uwolnienie tego mężczyzny. Ukazuje to moc Jezusa do uwolnienia tego człowieka i z pewnością ukazuje śmiertelne zamiary demonów.

One są chaotyczne. Świnie stają się gwałtowne, chaotyczne, szalone, autodestrukcyjne, tak jak opętany człowiek. Stały się tym, czym był on. Wiem, że PETA byłaby tym zaniepokojona. Prawdopodobnie doszliby do wniosku, że dwa tysiące świń jest warte więcej niż jeden człowiek. A socjaliści i liberałowie, którzy o tym piszą, mówią: „Och, to straszne, świadczy o tym, że Jezus nie był Bogiem, bo właśnie zniszczył gospodarkę tej wioski”.

Niezupełnie. Przy okazji, w całej historii, u Mateusza, Marka i Łukasza, właściciele świń nigdy nie mówią niczego o swoich martwych świniach. A jeśli była to działalność tej wioski, a mogło tak być, oni też na to nigdzie nie narzekają. To tak naprawdę nie zniszczyło całego stada. Po prostu mieli przedwczesną wyprzedaż wieprzowiny. Planowali może, że te świnie pożyją trochę dłużej. Niektórzy z was pracują ze zwierzętami. Jak długo trzymasz świnię, zanim możesz zrobić z niej bekon, kotlety i inne produkty?

Prawdopodobnie rozwinęli biznes eksportowy. Mieli tak dużo wieprzowiny. Zaczęli działać na wszystkie strony, udostępniać swój towar. Wierzcie mi, oni wskoczyli do wody, żeby je stamtąd wyciągnąć. To nie zniszczyło mięsa. Prawdopodobnie zakonserwowało je na jakiś czas. Było w wodzie, było chłodne. Nikt nie narzekał. Oni po prostu nie planowali w tym czasie uboju ani handlu. Ale prawdopodobnie był to bardziej szlachetny sposób na odebranie życia świni niż odebranie go w inny sposób. Nie będę wam tego opisywał. W każdym razie, pomijając te rzeczy, bo nie o to chodzi, nikt nie wydawał się narzekać. Wszyscy rozumieli, co się dzieje. Ten człowiek się zmienił, a świnie zachowywały się tak, jak ten człowiek.

Kim jest człowiek, który to zrobił? Oni nie znają Jezusa. To teren pogan. Kto to robi? Natychmiastowa odpowiedź jest w wersecie 14: „Ci zaś, którzy paśli świnie, uciekli i opowiedzieli o tym w mieście i we wsiach”. Łukasz mówi to samo: „donieśli o tym w mieście i po wioskach”, co oznacza, że oni po prostu rozeszli się wszędzie. Do ludzi z miasta i ludzi z terenów wiejskich. Przemieszczali się tak szybko, jak tylko mogli, żeby to rozpowiedzieć. To skłania mnie do myślenia, że była to prawdopodobnie działalność tej wioski, może to nie jedna lub kilka osób miało takie ogromne stado, ale raczej cała wioska i wszyscy w tym uczestniczyli, ludzie z tej okolicy. Niemniej jednak, wszyscy ludzie przyszli zobaczyć, co się stało.

Mateusz mówi w Ewangelii Mateusza 8:34: „Całe miasto wyszło. Całe miasto wyszło”. Wszyscy. Wszyscy przyciągnięci przez dziwaczne zeznania. „Co się stało? Ten agresywny człowiek, którego wszyscy znają… co? Kłania się, a świnie wpadają do morza?”. To dla nich niepojęte. Przychodzą zobaczyć, co się dzieje.

Nikt nie okazuje złości z powodu utopienia świń i nikt, niestety, nie okazuje radości z powodu ujarzmienia maniaka. A podjęli ogromne wysiłki, aby to osiągnąć, wielokrotnie przykuwali go łańcuchami, a on zawsze je zrywał. Ale, nie w tym rzecz. Nie w maniaku, który został ujarzmiony ani w utopionych świniach.

Werset 15: „I przyszli do Jezusa, i ujrzeli, że ten, który był opętany, siedział odziany i przy zdrowych zmysłach”. Sóphroneó to grecki czasownik, który oznacza “być zdrowym, rozsądnym, opanowanym”. Jest ubrany i przy zdrowych zmysłach. Ten sam człowiek, który miał w sobie legion.

I spójrzcie na ich reakcję. Przestraszyli się. Dziwne. Kiedyś byli przestraszeni, nie zbliżyliby się do tego człowieka bez strachu. Był tak brutalny, że wszyscy śmiertelnie się go bali. Teraz jest ubrany, a nie nagi, przemiana jest całkowita. On siedzi, a nie włóczy się bez celu, niespokojnie. Jest nieszkodliwy, nie niebezpieczny. Jest cichy, nie krzyczy. Jest wśród żywych, nie umarłych. Jest spokojny, nieudręczony. A oni są teraz przestraszeni?

Kto ich przestraszył? Boją się Jezusa. Oni są przerażeni. Phobeó, fobia, oznacza być przerażonym. Oni są w stałym stanie przerażenia, ponieważ teraz wiedzą, że duchowe, ponadnaturalne moce, większe niż wszystko, czego kiedykolwiek doświadczyli, są tam obecne. To ta sama trauma świętości, którą mamy w całym Piśmie Świętym. Kiedy ludzie wchodzą w Bożą obecność – wierzący lub niewierzący – są przerażeni. Widzimy to na przykładzie Manoacha, kiedy wraca do domu i mówi swojej żonie, że umrą. Ona mówi: „Dlaczego? – Ponieważ widziałem Pana. A jeśli Go ujrzałem, to On zobaczył mnie. Ja ujrzałem świętość, On widział grzech, jesteśmy martwi”.

To jest to samo doświadczenie, które miał Izajasz, kiedy miał wizję Boga i jakby zapadł w śpiączkę. Powiedział, że jest przeklęty: „Biada mi! Zginąłem, bo jestem człowiekiem nieczystych warg”. To samo doświadczenie ma Jan, w Objawieniu Jana, podczas swojej pierwszej wizji uwielbionego Chrystusa poruszającego się w swoim Kościele i przewraca się jak martwy, przerażony.

Nie minęło dużo czasu, odkąd widzieliśmy taką reakcję. Jeśli cofniecie się do rozdziału 4, wersetu 40, zaraz na stronie obok, kiedy Jezus był na łodzi z uczniami, oni się bali. Mówili w wersecie 38: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”. Bardzo się bali. A potem, w wersecie 40, kiedy uciszył burzę, powiedział do nich: „Czemu się tak boicie?”. Bo inna relacja mówi, że bali się, kiedy nadeszła burza i bardzo bali się, kiedy burza ustała.

Bardziej przerażające jest mieć Boga wszechświata w swojej łodzi niż burzę na zewnątrz łodzi. Przerażające jest być w obecności Bożej mocy. Uczniowie byli przerażeni po tym, kiedy burza została uciszona, przestraszeni obecnością Chrystusa, ponieważ wiedzieli, że są obnażeni. Tak samo było z tymi poganami. Oni wiedzieli, że są w obecności kogoś, kto jest ponadnaturalny, kto jest Boski, a oni byli słusznie przestraszeni.

To prowadzi nas do finalnej mocy, która się tutaj manifestuje. Zajmie mi tylko kilka minut, żeby wam to przedstawić. Widzieliśmy niszczycielską moc demonów i uwalniającą moc Bóstwa, a co z potępiającą mocą zepsucia?

Większość z nas chciałaby wierzyć, że tego rodzaju cud spowoduje przebudzenie. Chcielibyśmy przeczytać, że całe miasto powiedziało: „Panie, nie wiemy, kim jesteś, jak masz na imię? Czy mógłbyś nam powiedzieć, kim jesteś i skąd pochodzisz? I powiedz nam, czy możesz nas uwolnić od mocy Szatana? Czy możesz uwolnić nas od mocy ciemności? Czy możesz… czy możesz nas zmienić? Czy możesz nas przemienić? Jakie jest Twoje przesłanie? Z jaką osobą mamy do czynienia? Skąd pochodzisz? Powiedz nam, prosimy, powiedz nam. Widzieliśmy Twoją moc, chcemy poznać Twoją moc w sposób, w jaki ten człowiek doświadczył Twojej mocy. Chcemy wiedzieć, czym jest ta przemieniająca moc”. Chcielibyśmy myśleć, że cud na taką skalę, tak potężny, tak oczywisty, będzie przekonujący.

Ale oni nie reagują w ten sposób. Werset 17 mówi: „Wtedy zaczęli Go prosić, aby odszedł z ich granic”. Proszę stąd odejść. Łukasz mówi, że mówili tak wszyscy ludzie. To powszechne wołanie: „Odejdź stąd”. Szokujące. Zamiast chcieć słyszeć więcej, ich zepsute, zatwardziałe grzechem dusze odczuwały nie tylko strach przed świętością, ale też strach przed Boską obecnością, którą uważali za o wiele bardziej niebezpieczną dla nich niż ten zdeprawowany szaleniec i wszystkie jego demony. Bardziej boją się, że Bóg może być w ich obecności niż tego, że Szatan jest obecny pośród nich. Do pewnego stopnia czują się komfortowo z Szatanem.

Nikt nie podziękował ani słowem za uwolnienie od terroru tego brutalnego człowieka. Nie ma ani słowa podziękowania. Nie ma wyrazu radości. Nie ma pytania o to, kim On jest i skąd pochodzi Jego moc. Szczerze mówiąc, wolą być przerażeni obecnością Szatana niż obecnością Boga, ponieważ Szatan nie uderza w ich grzeszne zachowanie.

Jest im wygodniej z Szatanem niż z Bogiem. Grzech jest dla nich wygodniejszy niż świętość. Taka jest natura zepsucia, tacy są wszyscy grzesznicy. Wygodniej jest być w obecności zła niż w obecności sprawiedliwości.

To jeden z powodów, dla których świat nienawidzi chrześcijan. Potężne siły zła są bardziej pożądane niż potężna moc Boga. Syn Szatana znacznie milej widziany niż Syn Boży. Na tym polega śmiertelna moc zepsucia, na potępieniu grzesznika. I możesz uczynić niepodważalny cud, ale ten cud, z całą swoją mocą, nie może pokonać niewiary, nie może zmienić serca.

Zobaczcie nie tylko reakcję tych pogan, ale całego narodu Izraela. Co oni powiedzieli? „Nie chcemy, żeby ten człowiek panował nad nami, ukrzyżuj Go”. Ewangelia Jana 3:19: „Ludzie bardziej umiłowali ciemność niż światłość, bo ich uczynki były złe”. „Nie ma ani jednego sprawiedliwego. Nie ma nikogo, kto by czynił dobrze”. Wszyscy zboczyli z drogi. Głoszenie krzyża jest dla nich głupstwem. Ich ojcem jest diabeł. Są martwi w upadkach i grzechach. Postępują według modły tego świata. Są pod mocą władcy, który rządzi w powietrzu. Kierowani pożądliwością ciała, pożądliwością oczu i pychą życia.

Choć ten cud był potężny, moc zepsucia jest silniejsza. Ten cud nie złamie twardego serca. Dowodzą tego całe życie i służba Jezusa. Potrzeba jeszcze jednego cudu, którym jest odradzająca moc Boża. Musi wejść do serca, złamać twarde serce i zastąpić je sercem mięsistym. Nie chcieli już Jezusa. Nie chcieli więcej Jego świętej obecności.

Więc On odpowiedział na ich prośbę, werset 18: „A gdy wsiadał do łodzi”. To jest tak smutne. Wsiadł do łodzi, żeby odpłynąć. Nigdy więcej tam nie wrócił, mówiłem wam o tym w zeszłym tygodniu. Później udał się na terytorium pogan, zobaczymy to za chwilę w rozdziale 7. Ale odpłynął stamtąd. Wsiadł do łodzi i odpłynął. To takie smutne. Co za okazja. Co za demonstracja nikczemności, ślepoty i martwoty ludzkiego serca.

Z drugiej strony, werset 18: „prosił Go ten, który był opętany, aby mógł przy Nim zostać”. Ten człowiek nie chce żyć kolejnego dnia bez Jezusa. Jestem przekonany, że rozmowa z tym człowiekiem była dłuższa i że został on nie tylko uwolniony od demonów, ale został uczniem Jezusa Chrystusa. Myślę, że stał się oddany podążaniu za Chrystusem. Ze wszystkim, co wie, ze wszystkim, co jest w Jego sercu, błaga Jezusa. On nie chce żyć kolejnego dnia ani robić kolejnego kroku bez obecności Chrystusa. Ta udręczona dusza została odrodzona do nowego, zdrowego rozsądku, towarzyskości, czystości. Po raz pierwszy pragnie być z kimś, kto jest święty. On chce być z żywymi i nie tylko z żywymi, ale z tym, który ma w sobie życie. Nigdy nie chciałby być nigdzie indziej niż obok swojego wiecznego dobroczyńcy. Tym właśnie jest uczeń.

Ale jest tu jeszcze jedna niespodzianka. Ponieważ w wersecie 19 Jezus odpowiada mu w sposób, który możemy uznać za nieco dziwny. Werset 19: „Nie pozwolił mu”. “Nie pozwolił mu”. Nie było właściwe, żeby poszedł z Jezusem, ale On powiedział do niego, werset 19: „Idź do domu, do swoich, i opowiedz im, jak wielkie rzeczy Pan ci uczynił i jak się nad tobą zmiłował”.

Zamierzasz wysłać tego człowieka, żeby był misjonarzem? Oczywiście. Powiesz: „On nie jest przeszkolony”. To dobre przypomnienie. Ile trzeba wiedzieć, żeby być misjonarzem? Ile trzeba wiedzieć, żeby być jedynym misjonarzem w kraju?

Nawiasem mówiąc, to pierwszy kaznodzieja wysłany przez Jezusa. Nie wysłał jeszcze apostołów. Nie wysłał jeszcze siedemdziesięciu. To pierwsza osoba, którą Jezus kiedykolwiek wysłał, żeby głosiła Jego imię. To poganin, który miał naprawdę zagmatwaną przeszłość. A jego świadectwem było coś w stylu: „Nie wiem, jak to powiedzieć, ale kiedyś byłem nagim maniakiem. Żyłem w grobowcach…”.

„Idź do domu – mówi – idź do domu, do swoich, i opowiedz im, jak wielkie rzeczy Pan ci uczynił”. Określa się tutaj jako Pan. „I jak się nad tobą zmiłował”. To jest takie cudowne.

Co jest potrzebne, żeby móc świadczyć o mocy Chrystusa? To, że On zadziałał w twoim życiu. Od momentu twojego nawrócenia, od momentu twojej przemiany, od razu przyjąłeś odpowiedzialność głoszenia imienia Chrystusa. „Idź do swoich, i opowiedz im, jak wielkie rzeczy Pan ci uczynił i jak się nad tobą zmiłował”.

W czym objawia się prawdziwa wiara? W posłuszeństwie. Werset 20: „Odszedł więc i zaczął w Dekapolu opowiadać”. Dekapolu. Łukasz mówi, że w całym mieście. To byłoby pierwsze miejsce. Marek dodaje „w Dekapolu”. Dekapol to region dziesięciu miast, stąd „deka”. Grupa dziesięciu miast pod wpływami greckimi na wschód od Jordanu. On przeszedł przez dziesięć miast. To człowiek, który nie wiedział nic poza świadectwem, które można wyjaśnić tylko przez moc Bożą w Chrystusie.

Czy jego służba odniosła skutek? Spójrzmy przez chwilę na rozdział 7. Nieco później Jezus wraca do pogańskiego regionu Tyru, przez Sydon do Jeziora Galilejskiego w regionie Dekapolu. Jezus odwiedza region Dekapolu. „I przyprowadzili do Niego głuchego”. Chwileczkę, dlaczego przyprowadzili do Niego kogoś, kto był głuchy? On nie usługiwał w tym obszarze. Był tam tylko raz, podczas spotkania z tym maniakiem.

Świadectwo i relacje tego mężczyzny trwały miesiącami przed dotarciem tam Jezusa. A oni przyprowadzali do Niego ludzi, którzy potrzebowali uzdrowienia. To wspaniała historia. I oczywiście Jezus odpowiedział, dotknął języka i uszu tego głuchoniemego. I przyszło uzdrowienie.

Werset 1 rozdziału 8: „W one dni, gdy znowu było wielkie mnóstwo ludu”. Jego świadectwo o Jezusie Chrystusie sprawiło, że cały ten region wiedział, kim On był. A kiedy wrócił, były tam tłumy, żeby Go przyjąć. Co za wierny człowiek.

Jaka była reakcja na jego świadectwo? Wróćmy do rozdziału 5, wersetu 20, końcówka wersetu: „Wszyscy się zdumiewali”, thaumazó, “podziwiać ze zdumieniem”. To pierwszy misjonarz, którego Jezus kiedykolwiek wysłał. Czy to mówi wam trochę o łasce?

Pamiętacie, jak Izajasz powiedział: „Nie posyłaj mnie, jestem człowiekiem nieczystych warg”? Ten człowiek mógł powiedzieć: „Nie posyłaj mnie, mam okropną reputację. Jeśli zbliżę się do ludzi, to uciekną”. Czy to nie jest łaska za łaską? Transformacja zmienia wszystko. A on był posłuszny.

Co on wiedział? Mówisz: „Może byłbym bardziej posłuszny, gdybym wiedział więcej”. A co on wiedział? Wiedział, że został przemieniony. Jeśli jesteś chrześcijaninem, to też o tym wiesz. Więc jesteś odpowiedzialny za bycie wiernym, tak jak on. Na tym zakończymy.

Ojcze, co za ogromne błogosławieństwo być tam, po wschodniej stronie jeziora. Być naocznymi świadkami przez Pismo Święte tej niesamowitej sytuacji, żeby w pewnym sensie to przeżyć. Czy to nie wspaniałe? Zobaczyć chwalebne miłosierdzie Chrystusa dla tej potwornie torturowanej duszy i zobaczyć, jak stał się pierwszym misjonarzem. Pierwszym misjonarzem w Nowym Testamencie, wysłanym przez Jezusa. Co za miłosierdzie i co za łaska. I jaką wierność okazał, że był gotowy przyjąć Jezusa, kiedy przyszedł.

Przypomnij nam o naszej odpowiedzialności. I nie możemy się od tego uchylać, mówiąc że nie mamy wystarczającej wiedzy. Jeśli to, co wiemy, wystarcza nam do zbawienia, to wystarczy, by powiedzieć komuś, jak być zbawionym. Spraw, żebyśmy byli w tym wierni.

Jeszcze raz dziękujemy Ci za ten wspaniały portret chwały naszego Chrystusa. On jest dla nas coraz wspanialszy, coraz bardziej zdumiewający, bardziej niesamowity, bardziej chwalebny, z każdym kolejnym spojrzeniem. Obyśmy okazywali nasze uznanie i naszą miłość do Niego w naszej wierności. O to się modlimy.

Udostępnij!
    Dołącz!
    Wpisz swój e-mail, aby co dwa tygodnie otrzymywać najnowsze materiały EWC.