Title:Jesus’ Power Over Blindness
Series:Gospel of Mark (8/27)
Transkrypcja wideo
Co sprawia, że tak bardzo wstydzimy się Ewangelii? „Albowiem uznałem za właściwe nic innego nie umieć między wami, jak tylko Jezusa Chrystusa i to ukrzyżowanego”. Otwórzcie swoje Biblie na 8 rozdziale Ewangelii Marka. Każdy z tych akapitów, każdy z tych fragmentów, jest wyjątkowy. Różnią się one rozłożeniem akcentów, tonem i teologią. Trudno jest być konsekwentnym w powtarzaniu co tydzień tego samego schematu, bo są one tak wyjątkowe, te wspaniałe opisy historycznych wydarzeń z życia naszego Pana.
Kazania zmieniają formę i styl z tygodnia na tydzień w zależności od charakteru tekstu. Mówię to po prostu, żeby powiedzieć, że w tym tygodniu przyjrzymy się historii cudu w wersetach od 22 do 26. Przy pierwszym czytaniu tej historii można powiedzieć, że czytamy ją, dziękujemy Panu za cud i kończymy błogosławieństwem, bo jest zrozumiała nawet dla dziecka, nie wymaga wielu wyjaśnień i upiększeń.
Z pewnością jest to klejnot, jak wszystkie cuda Jezusa, ale tło, w którym została osadzona ta historia, nadaje jej istotne znaczenie. I ryzykując wchodzenie w szczegóły techniczne, chcę mieć pewność, że rozumiecie nie tylko samą historię, ale też jej znaczenie i osadzenie w chronologii życia Chrystusa, w procesie instruowania uczniów i w tym, jak to odnosi się do nas.
Przyjrzymy się więc trzem sprawom. Znaczenie tej historii będzie ostatnią rzeczą, na którą spojrzymy. Druga będzie sama historia, ale zanim to zrobimy, przyjrzymy się otoczeniu, w którym się ona rozgrywa. To może trochę przypominać lekcję i to jest w porządku, bo chcemy się razem uczyć.
Rozdział 8, werset 22: „I przybyli do Betsaidy. I przyprowadzili do Niego ślepego, i prosili Go, aby się go dotknął. A On wziął ślepego za rękę, wyprowadził go poza wieś, plunął w jego oczy, włożył nań ręce i zapytał go: Czy widzisz coś?
A ten, przejrzawszy, rzekł: Spostrzegam ludzi, a gdy chodzą, wyglądają mi jak drzewa.
Potem znowu położył ręce na jego oczy, a on przejrzał i został uzdrowiony. I widział wszystko wyraźnie. I odesłał go do domu jego, nakazując: Tylko do wsi nie wchodź”.
Jeśli śledziłeś z nami Ewangelię Marka, znajdziesz tu kilka znanych rzeczy. Mógłbyś powiedzieć: „Doskonale to rozumiem” i prawdopodobnie miałbyś rację. Chciałbym jednak przybliżyć tło i znaczenie tego wydarzenia.
Po pierwsze, nie możemy tak bardzo przyzwyczaić się do cudów, że przeoczymy rzeczywistość tego, jak zdumiewającym zjawiskiem był cud w tamtej epoce historii ludzkości. Choroby były wszędzie. Tak naprawdę nie było wiedzy na temat przyczyn choroby. Nie istniało żadne lekarstwo. Pierwsze prawdziwe lekarstwo pojawiło się dopiero w XIX wieku. Na cokolwiek chorowałeś, po prostu chorowałeś i żyłeś z tym. A mikstury sugerowane na choroby były dziwaczne i zabawne, jeśli nie żałosne.
Receptą na ślepotę według jednego bardzo zaufanego źródła było smarowanie oczu krwią koguta wymieszaną z miodem. Wady wrodzone, choroby weneryczne, brak warunków sanitarnych, infekcje, wypadki, choroby. Wszystko to przyczyniało się do tego, że ludzie byli ślepi, i wiele osób było ślepych.
I kiedy Jan Chrzciciel wysłał swoich uczniów do Jezusa, żeby zobaczyć, czy rzeczywiście jest Mesjaszem, bo chociaż Jan przedstawił Go jako Baranka Bożego, który gładzi grzech świata, to nie wyglądało ani na gładzenie grzechu świata, ani na ustanowienie mesjańskiego Królestwa, a Jan chciał upewnić się, że to właściwa osoba, więc zapytali: „Czy naprawdę jesteś Chrystusem, czy mamy szukać kogoś innego? Nasz nauczyciel, Jan, chce wiedzieć”.
A Jezus odpowiedział w bardzo interesujący sposób. W jednym ze zdań odpowiedział: „Powiedzcie Janowi, że ślepi odzyskują wzrok”. Był to znak Jego służby w świecie, w którym nikt nigdy tak naprawdę nie był z niczego wyleczony. Ślepi byli zwykle na marginesie społeczeństwa. Uważano ich za przeklętych przez Boga. To dlatego w 9 rozdziale Ewangelii Jana przywódcy Izraela przychodzą do Jezusa i dyskredytują Go jak tylko potrafią, mimo że właśnie uzdrowił ślepego od urodzenia. Pamiętacie tę historię z 9 rozdziału Jana? I pamiętacie świadectwo tego człowieka, kiedy pytali: „Kim jest ten Jezus?”.
A on powiedział: „Nie wiem, kim On jest, ale wiem, że byłem ślepy, a teraz widzę”.
Pamiętacie, jak zaczęli tę rozmowę? Powiedzieli: „Kto zgrzeszył, on czy jego rodzice?”. Ewangelia Jana 9:1-2. Bo jeśli byłeś ślepy, według ich teologii, byłeś przeklęty przez Boga. I tak było z każdą ułomnością, każdą wadą, każdą chorobą. Ich teologia zasadniczo pokrywała się z poglądami przyjaciół Hioba, którzy zakładali, że skoro Hiob miał dużo problemów, to znaczy, że musiał dużo nagrzeszyć.
I dlatego tacy ludzie byli wyrzucani z synagogi, byli izolowani od normalnej aktywności społecznej i życia. Może tylko rodzina i najbliżsi znajomi chcieli ich w ogóle dotknąć. Byli jak niedotykalni. Faryzeusze nie chcieli ich dotykać, saduceusze i inni separatyści nie chcieli ich dotykać, rabini nie chcieli ich dotykać. Więc ci ludzie są w rozpaczliwej sytuacji. Musicie zrozumieć, że kiedy Jezus wkroczył w ten świat w tamtym czasie, gdzie było mnóstwo chorób, które były częścią codzienności i teologią, która towarzyszyła tak powszechnym chorobom, która mówiła, że jesteś przeklęty przez Boga, On po prostu usunął choroby z ziemi Izraela i uzdrawiał każdego, kto do Niego przyszedł. Było to ogromne świadectwo o Bożym współczuciu i mocy Chrystusa. Nikt nie pamiętał niczego podobnego, bo nie było czegoś takiego w historii świata.
Więc, choć jest to kolejna historia, nie możemy pomijać ogromnego wpływu objawienia Jezusa Chrystusa jako tego, który wypędził choroby z Izraela w czasie swojej służby. Jezus dokonał tysięcy cudów. To jest tylko jeden. Ale tak się składa, że ma wyjątkowe tło i wyjątkowe znaczenie.
Pozwólcie, że opowiem o tle, żeby nakreślić kontekst tej historii. Po pierwsze, jest wyjątkowa, bo jest jednym z dwóch cudów, które znajdziemy tylko w Ewangelii Marka. Jest wiele cudów, które opisują Mateusz i Łukasz, które opisują Mateusz, Łukasz i Jan, więc znajdują się w więcej niż jednej Ewangelii. W Ewangelii Marka są tylko dwa, których nie ma nigdzie indziej. Jeden jest tutaj, a drugi w rozdziale 7, gdzie Jezus uzdrowił głuchoniemego. Pamiętacie to? To werset 32 rozdziału 7. Czyta się to ciekawie ze względu na podobieństwa. Przyprowadzili do Niego głuchego, tak jak przyprowadzili ślepego. Prosili Go, żeby położył na nim rękę, tak jak prosili, żeby dotknął ślepego. Dalej, Jezus wyciągnął go z tłumu, tak jak zrobił ze ślepym, którego wyprowadził poza wieś. Włożył palce do jego uszu, dotknął go, splunął, dotknął jego języka, tak jak dotknął oczu ślepego i napluł na nie. A potem, w wersecie 36, przykazał im, żeby nikomu nie mówili, tak jak zrobił ze ślepym, o którym właśnie czytaliśmy.
Są więc pewne podobieństwa w tych dwóch relacjach, które prowadzą nas do przekonania, że był to wzorzec sposobu uzdrawiania przez Jezusa. Ale ta konkretna historia niewidomego i ta, którą właśnie przeczytałem z rozdziału 7, to jedyne dwie opisane przez Marka i mają pewne podobieństwa, których pozostali autorzy nie odnotowują. Dają nam więc wyobrażenie o tym, jak uzdrawiał Jezus.
Cud, o którym właśnie przeczytałem o ślepym w Betsaidzie, jest chronologicznie ostatnim cudem w Galilei opisanym przez Marka. To ostateczny podpis Jezusa. Wiecie, że chronologicznie jesteśmy na końcu Jego służby w Galilei. W wersecie 13 czytamy: „I opuścił ich…”. Był na północno-zachodnim brzegu, na obszarze największego zaludnienia, na obszarze zdominowanym przez Żydów, i opuścił to miejsce. Po ostatecznym konflikcie, ostatnim galilejskim konflikcie z faryzeuszami i saduceuszami, opuścił ich. Jest to symboliczne. Zasadniczo opuścił On Galileę i udał się na północno-wschodni brzeg, formalnie rzecz biorąc była to wciąż Galilea, ale miasto Betsaida leżało tak naprawdę w tetrarchii Heroda Filipa, idumejskiego syna Heroda Wielkiego, a on był oddany Rzymowi, więc występowały tam rzymskie wpływy. Nazwa “Betsaida” została zmieniona na “Betsaida Julia”, ponieważ Herod nazwał ją “Julia” na cześć jednej z córek Cezara Augusta. Był więc przywiązany do Rzymu. Występowały tam rzymskie wpływy, a samo miasto było na obrzeżach Galilei, niedaleko Dekapolu, który był obszarem pogańskim, trochę na wschód i południe.
Zatem oddala się od Galilei. Następnie udaje się 40 km na północ do innego pogańskiego obszaru zwanego Cezareą Filipową. Dokonuje tam jednego cudu, ale to nie Galilea. A potem jeszcze raz okrąża Galileę, wyłącznie w celu nauczania swoich uczniów, ale nie prowadzi żadnej publicznej służby i jest w drodze na drugą stronę Jordanu, a potem w dół Jordanu przez terytorium pogan aż do Judei na ostatnie kilka miesięcy w południowej części Izraela, a następnie do Jerozolimy, by umrzeć i zmartwychwstać.
Zatem, chronologicznie jest to ostatni cud Jego służby w Galilei. Ma to więc pewną wagę, bo jest to koniec wszystkiego, czego dokonał w Galilei. Geograficznie, jak powiedziałem, jest to miasto Betsaida, które, choć uważane za część Galilei i z pewnością żydowskie, w końcu trzech apostołów pochodziło z tego miasta: Piotr, Andrzej i Filip, to w rzeczywistości jest oddalone od centrum Galilei.
Pewnie wiecie, że od rozdziału 7, wersetu 24, rozpoczął służbę w Tyrze, Sydonie, a następnie w Dekapolu. Przemierzał tereny pogan. Galilea była już przeszłością i pokazuje to geografia. To smutny dzień dla Galilei. Nawet w przypadku, kiedy przyprowadzają Mu tego człowieka. I nie wiemy, dlaczego był w Betsaidzie, ale był tam, żeby nauczać swoich uczniów. Byli z Nim, kiedy tam szedł. Publiczna działalność dobiegła końca. Ktoś wiedział, że On tam był i przyprowadzili tego człowieka, ale nie będzie już żadnej publicznej służby. I dlatego wyprowadza tego człowieka poza wieś. Izoluje go.
Czy pamiętacie, co On powiedział w wersecie 12, kiedy oni powiedzieli w wersecie 11: „Chcemy znaku z nieba”. On odpowiedział: „Zaprawdę, żaden znak nie będzie dany temu pokoleniu”. Temu ludowi. Skończyłem ze znakami. Zrobiłem wystarczająco dużo, nie potrzebujecie nic więcej.
Więc nawet sama geografia ma znaczenie. Jezus przenosi się na obrzeża, a stamtąd już znika. Mamy tu nawet pewną literacką zmianę. Ten cud jest tak naprawdę początkiem drugiego aktu w historycznym dramacie Ewangelii Marka. Akt pierwszy to publiczna służba Jezusa wśród ludzi. Akt drugi to prywatna służba Jezusa wśród uczniów. Akt trzeci to męka Jezusa.
Wkraczamy więc w Jego prywatną służbę. Ostatnim prywatnym cudem rozpoczyna swój prywatny czas z uczniami, a stamtąd udaje się z nimi do Cezarei Filipowej i z powrotem przez Galileę, bez żadnej publicznej działalności. To czas na szkolenie Jego uczniów.
Niektórzy autorzy powiedzieli: „To wydarzenie jest historycznie tak ważne, że można je nazwać punktem granicznym Ewangelii Marka”. Wszystko, co było wcześniej, prowadzi do tego, a wszystko, co po tym następuje, wynika z tego. A prawdziwym szczytem punktu granicznego jest rozdział 8, wersety od 27 do 30, następny fragment, któremu przyjrzymy się w przyszłym tygodniu, gdzie Piotr mówi: „Tyś jest Chrystus”. To jest największe wyznanie. Żaden człowiek nie powiedział tego jeszcze u Marka. Demony to powiedziały. Demony powiedziały: „Wiemy, że jesteś Świętym Bożym”. Ale to wyznanie nie wyszło jeszcze z ust żadnego człowieka. To staje się największym wyznaniem, rozdział 8, wersety 27-30. I to wyznanie świadczy o prawdziwym nawróceniu apostołów, o ich zbawieniu. A potem na poważnie zaczyna się ich szkolenie aż do męki Chrystusa, która jest trzecim i ostatnim aktem. Więc to jest tło, w którym pojawia się ten mały cud. Kończy służbę w Galilei i rozpoczyna prywatną służbę Jezusa z Jego uczniami.
Teraz spójrzmy na historię. To jest tło. Spójrzmy na historię. Ma ona charakter relacji naocznego świadka. Nie powinno nas to dziwić.
Powiecie: „Ale Jana Marka tam nie było”.
Oczywiście, że nie. On nie był apostołem ani nawet jednym z pierwszych uczniów Jezusa, dołączył później. Jak to zatem stało się relacją naocznego świadka? Kto był mentorem Jana Marka? Jan pisał swoją Ewangelię do Rzymian, w Rzymie. Był tam pod wpływem Piotra, który był jego źródłem. Piotr był jego źródłem. Zatem Piotr, który pochodził z Betsaidy, znał tę historię i stał się jej źródłem dla Marka. Ma więc powiązania z naocznymi świadkami.
Przejdźmy do wersetu 22: „I przybyli do Betsaidy”, co oznacza dom rybaków. Tak przy okazji, było to blisko miejsca, gdzie Jezus nakarmił 5 tysięcy mężczyzn oraz kobiety i dzieci. Opisuje to Ewangelia Marka 6:33-34. Stworzył ryby i chleb dla 20-25 tysięcy ludzi. Pamiętacie to? To wydarzyło się w pobliżu.
Cud nakarmienia 25 tysięcy ludzi był dobrze znany tutejszemu miastu i wielu mieszkańców tego miasteczka zostało wtedy nakarmionych. Oni bardzo, bardzo dobrze znają Jezusa, znają Go bardzo dobrze.
Warto zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz. To miejsce nazwane jest w wersecie 23 wioską. Wsią. Ale Ewangelia Łukasza 9:10 mówi o nim jako o mieście, polis. Czy to była wieś, czy może miasto? Odpowiedź brzmi: to stało się miastem. Zawsze było wioską. Stało się miastem, ponieważ Herod Filip chciał je wzmocnić, powiększyć, rozwinąć. I zrobił to. Zaangażował się w rozwój Betsaidy. Było to wtedy, kiedy nazwał je imieniem córki Cezara Augusta. I rozwinęło się w miasto, ale zawsze było wsią. A jeśli jest to relacja naocznego świadka, którym jest Piotr, pewnie znał to miejsce, a wcześniej znała go jego rodzina, jako wieś Betsaida. Wieś to jej sentymentalna nazwa, znana nazwa, miasto to jej nowa tożsamość. Jest to niedaleko Kafarnaum, na wschód od Kafarnaum. Cuda, które Jezus uczynił w Kafarnaum, rozeszły się do Nazaretu, które było dalej na zachód, niż Betsaida była na wschód.
Zatem, cokolwiek Jezus robił, gdziekolwiek to robił, wszędzie było o tym głośno. Prawda jest taka, że Betsaida miała dużą styczność z Jezusem i Jego cudowną mocą. I tak Jezus pojawia się w mieście.
Zapytacie: „Czy On nie starał się działać po cichu?”.
Ale pamiętajcie, że to jest rodzinne miasto Piotra, rodzinne miasto Andrzeja, rodzinne miasto Filipa. Chłopcy z tego miasta odwiedzali swoje rodziny i rozchodziła się wieść, że jest tam Jezus. Następnie miejscowi przyprowadzają do Jezusa niewidomego mężczyznę. Wiedzą, że On uzdrawia wszystkich i z wszystkiego. „I prosili Go, aby się go dotknął”. Chcę to tylko skomentować. Jezus uzdrawiał, dotykając ludzi, a musicie zrozumieć, że oni byli niedotykalni. Religijny establishment nie dotykałby takich ludzi, ludzi przeklętych, ludzi ceremonialnie nieczystych, którzy nie mieli wstępu do synagogi.
Ale Jezus właśnie naruszył to konwencjonalne podejście i naprawdę wspaniale jest to zobaczyć, jeśli wrócicie do rozdziału 1, bo to charakteryzowało każde Jego uzdrowienie. Teściowa Szymona miała gorączkę. Powiedziano o tym Jezusowi.
Werset 31: „I przystąpiwszy, ujął ją za rękę i podniósł ją”. Niżej, w wersecie 40, do Jezusa przyszedł trędowaty, „upadł na kolana i rzekł do Niego: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić.
A Jezus, zdjęty litością, wyciągnął rękę swoją, dotknął się go i rzekł mu: Chcę, bądź oczyszczony!”.
Nie dotyka się ludzi, z pewnością nie dotyka się trędowatych. Jezus dotknął tych ludzi.
Rozdział 3, werset 10: „Uzdrowił wielu, tak iż ci wszyscy, którzy byli dotknięci chorobą, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć”. Został uznany za osobę, która uzdrawia dotykiem. A ludzie napierali, żeby zbliżyć się na tyle, by móc Go dotknąć.
Kiedy wielki tłum zebrał się wokół Niego nad brzegiem jeziora, werset 22 rozdziału 5, przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair, upadł Mu do nóg i powiedział o swojej córeczce. Powiedział: „Córeczka moja kona, przyjdź, włóż na nią ręce”. Wszyscy wiedzieli, że uzdrawiał w ten sposób. Kładł na tobie ręce. Chodziło o dotyk. On dotyka ciebie, ty dotykasz Jego. A w środku tego tłumu, kiedy Jair ma nadzieję, że Jezus stamtąd wyjdzie i przyjdzie do niego, pojawia się kobieta, która od dwunastu lat cierpi na krwotok i usłyszała o Jezusie, werset 27. Jest przekonana, że jeśli tylko Go dotknie, wyzdrowieje, mówi werset 28. Tak też zrobiła i wyzdrowiała.
Rozdział 6 werset 5: „I nie mógł tam dokonać żadnego cudu – w Jego rodzinnym mieście, z powodu ich niewiary – tylko niektórych chorych uzdrowił, wkładając na nich ręce”. I uzdrowił ich. Werset 56 rozdziału 6: „Gdziekolwiek przyszedł do wsi albo do miast, albo do osad, kładli chorych na placach i prosili Go, by się mogli dotknąć choćby kraju szaty Jego. A ci, którzy się Go dotknęli, zostali uzdrowieni”.
Jest w tym coś bardzo czułego, coś bardzo współczującego. Jezus nie zachowuje dystansu. Nie jest taki jak przywódcy Izraela. Dotyka ludzi, a ludzie dotykają Jego. To Syn Boży, którego można dotknąć. Jest w tym coś czułego. Jest w tym coś ze współczucia. To jest serce Boga. Bóg nie jest obojętny. Bóg nie jest transcendentnie obojętny. Bóg nie jest oderwany.
Podoba mi się to, co jest napisane w Liście do Hebrajczyków, że On współczuje naszym słabościom. 2 Współczucie dotknęło Jego serce tak, że objawiło się to we wcieleniu przez dotyk. To właśnie ten osobisty dotyk, jaki Bóg chce dać w życiu każdej osobie, która do Niego przychodzi. Oni wiedzieli, że uzdrawiał w ten sposób. On odpowiada, werset 23: „wziął ślepego za rękę, wyprowadził go poza wieś, plunął w jego oczy, włożył nań ręce i zapytał go: Czy widzisz coś?”. Zrobił to, czego nie zrobiłby żaden szanujący się przywódca religijny. Wziął niewidomego za rękę. Zdawał sobie oczywiście sprawę, że niewidomych trzeba prowadzić. Wyprowadził go z wioski, żeby zapewnić izolację i prywatność.
A potem uczynił to, co uczynił z głuchym w rozdziale 7 i z niewidomym w 9 rozdziale Ewangelii Jana. Plunął w jego oczy i położył na nim ręce. Dlaczego On to robi? Nie znam na to odpowiedzi poza tym, że jest to symbol przeniesienia Jego mocy na człowieka. Dotyk, ślina wydobywająca się z Jego własnych ust i dotykająca tego mężczyznę symbolizowały przekazanie mocy. To nie jest jakaś fałszywa, magiczna mikstura. Moc jest w Chrystusie. Moc jest w Chrystusie, płynie od Niego do oczu, od Niego do uszu, żeby przywrócić wzrok i słuch.
To jedyny cud we wszystkich czterech Ewangeliach, w którym Jezus zadaje uzdrowionej osobie pytanie. Zadał mu pytanie: „Czy widzisz coś?”. To jedyny dwuetapowy cud, czyli taki, w którym Jezus uzdrawia człowieka dwoma dotknięciami. Pewnego razu nałożył błoto na oczy mężczyzny, a on musiał pójść to zmyć i mógł widzieć dopiero, kiedy to zmył. Ten człowiek odzyskuje wzrok w dwóch etapach. To jedyny taki cud i jedyny, w którym Jezus prosi go, żeby opisał, co mu się przydarzyło. Więc pod koniec wersetu 23 mówi: „Czy widzisz coś?
A on spojrzał w górę”. To trochę mylące – spojrzał w górę – ponieważ nie wiesz, czy został uzdrowiony, kiedy czytasz: „spojrzał w górę”, bo dla nas znaczy to podnieść głowę. Ten czasownik to anablepsis. Blepo oznacza widzieć. Podniósł głowę, żeby spojrzeć. To byłoby lepsze tłumaczenie. On odzyskał wzrok. To dokładnie ten sam czasownik, który został użyty w rozdziale 10:51-52, żeby opisać uzdrowienie niewidomego Bartymeusza, ten sam czasownik. W tym przypadku oznacza odzyskanie wzroku. Więc tak naprawdę oznacza to, że mógł widzieć. To ten sam czasownik, co w 9 rozdziale Ewangelii Jana, wersety 11, 15 i 18, żeby opisać ślepego od urodzenia, którego Jezus uzdrowił. To słowo oznacza, że odzyskał wzrok. On widział, czasownik złożony. Spojrzał w górę w tym sensie, że podniósł oczy i widział. „I powiedział: Widzę ludzi”. Język grecki mówi: „Widzę tych mężczyzn”. Tych mężczyzn. On wiedział, że Jezus był związany z mężczyznami, apostołami, uczniami, którzy byli z Nim, którzy przypłynęli z Nim w łodzi, którzy byli z Nim przez czas tego szkolenia, którzy pójdą z Nim do Judei i staną się częścią fundamentu Kościoła w dniu Pięćdziesiątnicy, z apostołami. „Widzę mężczyzn”.
Może podczas rozmowy, kiedy szli poza wieś, dowiedział się, kim byli ci mężczyźni. „Widzę mężczyzn. Jednak widzę ich chodzących jakby drzewa”. Co to ma znaczyć? Stracili ostrość. Jeśli jesteś ślepy, nawet jeśli urodziłeś się ślepy, w zasadzie wiesz, jak wygląda człowiek. Wiesz, że jest podobieństwo między drzewem a osobą. Ludzie są pionowi, podobnie jak drzewa. Doświadczenie podpowiadało mu, że widzi tych mężczyzn, ale nie można ich odróżnić od drzew. Oznacza to, że nie było wyraźnej ostrości, to był niewyraźny, niedoskonały wzrok.
Werset 25: „Potem znowu położył ręce na jego oczy, a on przejrzał i został uzdrowiony. I widział wszystko wyraźnie”. Użyte są tam trzy słowa, trzy czasowniki. Opisują one to, co stało się z tym mężczyzną po drugim dotknięciu. Znów dotknął jego oczu. To jedyne miejsce w czterech Ewangeliach, gdzie Jezus uzdrowił dwoma dotknięciami. I wszystkie czasowniki, jakich można użyć do opisania widzenia, są użyte w tym fragmencie. Jest ich około pięciu. Wszystkie wskazują na jakiś aspekt widzenia. Są też użyte dwa słowa na “oczy”. Plunął w jego oczy. Marek używa tu jednego słowa. Kiedy po raz drugi kładzie ręce na jego oczach, używa innego słowa. Pierwsze słowo to ommata, drugie to optalmos, z którego wywodzi się okulistyka. Jest tu bogactwo języka. Użyte są wszystkie czasowniki i wszystkie słowa oznaczające oko. Drugi dotyk przynosi kliniczne uzdrowienie w niezwykle doniosły sposób, gdy tekst mówi: „i przejrzał” – to diablepo, dosłownie „widzieć coś przez”, przenikliwe spojrzenie. Mgła zniknęła, widzieć na wskroś, widzieć dokładnie to inny sposób, aby to rozumieć.
A potem czytamy: „został uzdrowiony”, od apokathistémi, czyli powrót do doskonałego wzroku. Wzrok 20/20 jest idealny, przynajmniej tak to klasyfikujemy. Więc on miał natychmiast wzrok 20/20, a może nawet jeszcze lepszy, jeszcze wyraźniejszy. Jego wzrok został przywrócony do takiego, jaki powinien być przez samego Stworzyciela.
Więc widzi dokładnie. Widzi doskonale. A potem jest inny czasownik. Ostatni czasownik: „widział wszystko wyraźnie”. Widzieliśmy anablepō, diablepō, a tutaj jest emblepō, co oznacza “utkwienie w czymś wzroku”. To po prostu inny sposób na powiedzenie, że potrafił doskonale skupić swój wzrok i widzieć wyraźnie, co w rzeczywistości oznacza na odległość. Jego wzrok z bliska był doskonały i jego wzrok z daleka był doskonały.
Zapytacie: „Czemu się tak nad tym rozwodzisz?”.
Chcę żebyście wiedzieli, że każde uzdrowienie Jezusa przywracało tę osobę do absolutnej doskonałości. Żadnych częściowych uzdrowień, które widzimy u telewizyjnych uzdrowicieli. To jest doskonały wzrok, przenikliwy wzrok, wzrok 20/20. Widzi wyraźnie z bliska i widzi wyraźnie z daleka. Widzi doskonale z bliska i z daleka, może wyostrzyć wzrok, może go skupić, może rozróżniać szczegóły. Widzi najmniejszą rzecz w swojej dłoni i widzi wyraźnie rzecz, która jest daleko. To stały rodzaj uzdrawiania, bez rehabilitacji, bez pomocy, natychmiastowy, całkowity kompletny, doskonały wzrok w dwóch krokach.
Czemu w dwóch krokach? Nie czytam tu niczego, co by to wyjaśniało. Trochę później pospekuluję o możliwych powodach. Ale na razie zostawmy to tak, jak jest. Następnie, werset 26 mówi: „I odesłał go do domu jego, nakazując: Tylko do wsi nie wchodź”. Idź do domu. To samo zrobił z głuchoniemym w rozdziale 7, na terenie pogan. Ale tamten człowiek nie posłuchał. Ludzie, którzy tam byli i widzieli cud, nie posłuchali i mówili o tym wszędzie. Ale to jest bardzo prywatna sytuacja i możemy założyć, że ten mężczyzna posłuchał. „I odesłał go do domu”. Wszyscy wkrótce się o tym dowiedzieli, ale nie zanim Jezus i Jego uczniowie opuścili miasto. Pamiętajcie, nie będzie już więcej cudów w Galilei. „Tylko do wsi nie wchodź”.
Nasz Pan Jezus wiele razy dawał taką instrukcję. Czy nie widzieliśmy tego wiele, wiele razy w Ewangelii Marka? Nie mów nikomu, nie mów nikomu, nie mów nikomu. Mówiliśmy już, że On nie chce przyciągać tłumów, które przychodzą tylko dla wrażeń i cudów. Nie chce eskalować konfliktu z faryzeuszami, którzy stawali się coraz bardziej niebezpieczni i groźni, im więcej czynił publicznie.
Ale jest tu coś więcej. Nie idź do wioski i nie mów nikomu. Jest w tym coś wyjątkowego dla Betsaidy. Powiem o tym za kilka minut. Ale jest w tym jeszcze jeden element. O tym też już wam mówiłem. Jezus nie chciał, żeby nazywano Go po prostu cudotwórcą. Nawet uczniom nie pozwalał o tym mówić, ponieważ przesłanie nie było kompletne przed ukrzyżowaniem i zmartwychwstaniem. Takie zakazy będą obowiązywać aż do krzyża i zmartwychwstania. Tak przedstawia się ta historia.
Na koniec, jakie to ma znaczenie? Widzieliśmy tło i historię. Jakie jest jej znaczenie? Dlaczego Marek, jedynie Marek, opisał ten cud? Ostatni cud w Galilei. Z jakiego powodu?
Mówiłem wam, to jest początek drugiego aktu, szkolenia dwunastu. To prywatny cud. To dla nich. W tym cudzie spotyka się kilka ważnych elementów. Chcę pomóc wam je zrozumieć. Po pierwsze, to demonstracja Jego Boskości. To demonstracja Jego Boskości. Wiemy, że w następnym fragmencie, w wersetach od 27 do 30, zaraz po tym cudzie, zaraz po tym cudzie, następuje świadectwo Piotra w imieniu uczniów, w najpełniejszej formie jest u Mateusza: „Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego”. Ogłaszają Jego Boskość i Jego mesjaństwo. Jest to jednolite potwierdzenie tego, co zaczęli rozumieć, kiedy On chodził po wodzie i powiedzieli: „Prawdziwie On jest Synem Bożym”. I teraz wszystko się łączy. On jest Synem Bożym. On jest obiecanym Mesjaszem. „Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego”. To wielkie wyznanie, które jest punktem kulminacyjnym, który wyznacza granicę w Ewangelii Marka. Nikt jeszcze tego nie powiedział. To wielkie wyznanie następuje tuż po tym, jak pokazał, że jest Bogiem, dzięki mocy, którą pokazał w tym cudzie. To nie tak, że potrzebowali kolejnego cudu, po prostu to jest cud zwieńczający, ostatni z tysięcy wielkich cudów, które świadczyły o Jego Boskości, które doprowadziły ich, dzięki mocy samego Boga, do złożenia tego wyznania. To demonstracja Jego Boskości, tak jak wszystkie cuda.
Po drugie, to oczekiwanie na Jego Królestwo. To oczekiwanie na Jego Królestwo. Uczniowie zastanawiali się: „Co się dzieje z Królestwem? Gdzie jest władza? Nie jest w naszych rękach”. Chcieli zasiąść po prawicy i lewicy Jezusa w Królestwie. Gdzie było to Królestwo? Gdzie była moc? Gdzie była władza? Gdzie była chwała? Gdzie było spełnienie wszystkich obietnic danych Abrahamowi i Dawidowi? Gdzie było zbawienie Izraela? Zbawienie narodów? Co się tutaj dzieje? Nie nadchodziło tak, jak nauczono ich, że przyjdzie wraz z przyjściem Mesjasza. Niemniej jednak, mieli możliwość ujrzenia Królestwa.
Psalmista ujął to w ten sposób, patrząc na moc Bożą, która objawi się w Królestwie, Psalm 146:8: „Pan otwiera oczy ślepych, Pan podnosi zgnębionych, Pan kocha sprawiedliwych”. Izajasz prorokował, że taki wzrok dany ślepym będzie cechować Królestwo Mesjasza, kiedy przyjdzie. W Księdze Izajasza 29:18 czytamy: „W owym dniu głusi będą słyszeć słowa księgi a oczy ślepych z mroku i z ciemności będą widzieć”.
I znowu Izajasz w rozdziale 35, opisując Tysiącletnie Królestwo, mówi o tym, że nadejdzie dzień, werset 5: „kiedy otworzą się oczy ślepych, otworzą się uszy głuchych, chromy będzie skakał jak jeleń i radośnie odezwie się język niemych, gdyż wody wytrysną na pustyni i potoki na stepie” i tak dalej. Droga świętości, ścieżka nazwana drogą świętości, będzie dla wszystkich, którzy są czyści i żaden głupiec na niej nie zabłądzi. To zapowiedź chwały Królestwa, kiedy choroby i dolegliwości fizyczne zostaną ograniczone. A jeśli ktoś umrze w wieku stu lat, umrze jako dziecko. To nie jest świat Edenu, ale to świat sprzed potopu. Powraca długie życie i błogosławieństwo. Jestem Królem, a oto zapowiedź mocy Królestwa. Mamy więc tutaj potwierdzenie Królestwa, a także demonstrację Boskości.
Po trzecie, mamy potwierdzenie sądu. Mamy potwierdzenie sądu. Betsaida nie była zwykłym miastem. Ludzie stamtąd mieli dużo kontaktów z Jezusem. A jeśli pamiętacie, w 11 rozdziale Ewangelii Mateusza, w wersecie 20, Jezus zaczął potępiać miasta, w których uczynił większość swoich cudów. Miasta, w których uczynił większość swoich cudów, ponieważ się nie opamiętały, dlatego je potępia. Oto one: „Biada tobie, Chorazynie, biada tobie, Betsaido!”. Betsaida była miastem, w którym uczynił najwięcej swoich cudów.
Dalej mówi, na czym polega to przekleństwo. „Gdyby w Tyrze i Sydonie działy się te cuda, które u was się stały, Betsaido, dawno by w worze i popiele pokutowały. Ale powiadam wam: Lżej będzie Tyrowi i Sydonowi w dniu sądu aniżeli wam”. A potem ogłasza ten sam sąd nad Kafarnaum, Jego siedzibą dla służby w Galilei. To samo powtarza się w Ewangelii Łukasza 10:13. Betsaida, skąd pochodziło trzech apostołów. Miejsce wielu, wielu, wielu cudów, w tym nakarmienia wielkich tłumów, o wyjątkowej styczności z Panem i Jego mocą, jest przeklęte. A co to za przekleństwo? Że na przyszłym wielkim sądzie białego tronu, kiedy wszyscy bezbożni staną przed ostatecznym trybunałem, a staną, wszyscy ludzie w historii, wszyscy bezbożni, staną przed ostatecznym trybunałem na wielkim sądzie białego tronu. Bóg ich osądzi i wyśle na zawsze do wiecznego piekła. Ten wyrok będzie wydany indywidualnie ludziom i miejscom.
Tyr i Sydon? Bałwochwalcy, poganie, znani z niegodziwości, port morski znany z przestępstw, występków, prostytucji, przemocy, bluźnierstw, chciwości, niesprawiedliwości, potępione przez proroka Jeremiasza w rozdziałach 25 i 47 jego księgi, winne sprzedaży żydowskich niewolników, według Amosa 1:9. To był podły, przeokropny region. Tyr i Sydon były dwoma niegodziwymi miastami.
Z drugiej strony jest Betsaida. Żydowska, dumna ze swojego religijnego dziedzictwa. Dumna ze swojej religijnej lojalności, miasto z synagogą. Ludzie, którzy chodzili do świątyni, żeby oddawać cześć i składać ofiary, a Jezus mówi, że piekło będzie gorętsze dla mieszkańców Betsaidy niż dla mieszkańców Tyru i Sydonu. Spadnie na nich znacznie gorszy sąd.
Nasz Pan opuszcza Betsaidę, nie pozwala temu mężczyźnie wrócić i opowiedzieć w mieście, co mu się stało po to, żeby uświadomić uczniom powagę tego przekleństwa. Tak, muszą zrozumieć łaskę, muszą zrozumieć współczucie i czułość Jezusa oraz dotyk Jezusa, ale Jego uczniowie muszą też zrozumieć sąd. A ponieważ Betsaida nie pokutowała, kiedy miała taką styczność z Jezusem, czeka ją znacznie sroższy sąd.
Jaki jest sens tego cudu? Ukazać Boskość, dać przedsmak Królestwa i potwierdzić sąd. W tym miejscu pojawia się czwarty, zwrotny punkt. Jezus opuszcza teraz to miejsce i jest to ostateczne odejście. Nie przebiegło to pomyślnie z punktu widzenia uczniów, nie poszło dobrze. I teraz odchodzi. Czy będzie lepiej? Nie.
Czwartą kwestią, na którą chcę, żebyście zwrócili uwagę, jest zapowiedź śmierci. Wiedzą, że został odrzucony i muszą wiedzieć, co będzie dalej. Więc od tego momentu, w czasie swojej drogi w ostatnich dniach na tym obszarze, Jego nauczanie ma określony temat. Przejdźcie do wersetu 31, rozdziału 8: „I zaczął ich pouczać o tym, że Syn Człowieczy musi wiele cierpieć, musi być odrzucony przez starszych, arcykapłanów oraz uczonych w Piśmie i musi być zabity, a po trzech dniach zmartwychwstać”. Zaczął ich nauczać o swojej śmierci i zmartwychwstaniu. O Jego odrzuceniu, strasznym traktowaniu, egzekucji i zmartwychwstaniu.
Rozdział 9, werset 31. Przechodzą przez Galileę. Ostatnia, krótka, prywatna przechadzka, werset 30: „Nie chciał, aby ktoś o tym wiedział. Pouczał bowiem uczniów swoich – o czym? – i mówił im: Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzkie i zabiją Go, ale zabity po trzech dniach zmartwychwstanie”.
Rozdział 10, werset 32: „A byli w drodze, idąc do Jerozolimy: a Jezus szedł przed nimi. I zdumiewali się, bali się. Wziął z sobą dwunastu, i począł im mówić o tym, co Go miało spotkać: Oto idziemy do Jerozolimy, a Syn Człowieczy będzie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie, i osądzą Go na śmierć, i wydadzą poganom, i będą Go wyśmiewać i pluć na Niego, ubiczują Go i zabiją, lecz po trzech dniach zmartwychwstanie”. To po prostu kolejne lekcje na temat Jego śmierci i zmartwychwstania. Cień krzyża pada teraz na tę małą grupę. Czas ucieka, a Jezus ciągle mówi o swojej śmierci i zmartwychwstaniu.
To ujawnia problem i jest to kolejna kwestia, którą trzeba dostrzec, a mianowicie usunięcie ignorancji. Uczniowie mieli trudności ze zrozumieniem prawie wszystkiego. Wracając do rozdziału 8, pamiętacie wersety 17 i 18, On próbuje powiedzieć im o herezji i niebezpieczeństwie herezji, o zakwasie faryzeuszy, saduceuszy i herodian, a oni potrafią myśleć tylko o obiedzie. I zastanawiają się, gdzie jest chleb.
A w wersecie 17 On mówi: „Jeszcze nie pojmujecie i nie rozumiecie? Czy serce wasze jest nieczułe? Macie oczy, a nie widzicie? Macie uszy, a nie słyszycie? I nie pamiętacie?”. To pokazuje, że potrzebują bardzo dużej pomocy. Potrzebują pozbyć się swojej ignorancji.
Mają ogromne pokłady ignorancji. Tak, Ty jesteś Chrystus, Syn Boga żywego, oto jesteśmy, odwróciliśmy się od ciemności, odwróciliśmy się od judaizmu, podążamy za Tobą. Ale nie rozumieli zbyt wiele ponad to. Ich ignorancja szybko wychodzi na jaw, kiedy Jezus mówi o swojej śmierci.
Spójrzcie na werset 31 rozdziału 8, który przed chwilą czytałem. Mówi tam o tym, że będzie zabity. Werset 32: „I mówił o tym otwarcie”. To jest dobre. Najlepsze, co ludzie mogą mi powiedzieć jako kaznodziei, jest: „To było jasne”. Jasne jest dobre. Proste jest dobre. Łatwo jest być trudnym do zrozumienia. Czasami słuchasz kogoś i mówisz: „To mnie przerasta”.
Łatwo jest być trudnym do zrozumienia. Wymaga to tylko tego, żebyś nie wiedział o czym mówisz. A jeśli ty nie wiesz, nikt inny się nie dowie. Trudno jest być zrozumiałym, bo trzeba to samemu rozumieć. Jezus mówił jasno. Niczego nie pomijał. Nie dał powodu, żeby Go nie rozumieć. To nie była wina nauczyciela.
Żeby pokazać, jak trudno było im to zaakceptować, Piotr wziął Go na stronę i zaczął Go upominać. To dość odważne. „Nie, Panie”. Więc słyszeli, co On powiedział, i nie chcieli tego przyjąć. Rozdział 9, werset 31, czytałem to. „I mówił im”. Pewnie mówił to częściej. Wszystkie te czasowniki są w postaci niedokonanej, co oznacza ciągłość, powtarzanie. „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzkie, zabity, a potem zmartwychwstanie”. Werset 32: „Oni jednak nie rozumieli tego słowa, a bali się Go pytać”.
Dlaczego bali się zapytać? Powiem wam dlaczego. Dlatego że ostatni, który to poruszył, narobił sobie poważnych problemów, bo Jezus odpowiedział mu: „Odejdź ode mnie, Szatanie”. Coś takiego szybko uciszy twoją klasę.
Pamiętam, kiedy byłem w seminarium, pewien chłopak zadał pytanie dr. Charlesowi Feinbergowi. To były pierwsze zajęcia. Feinberg usłyszał pytanie i powiedział: „Nie zabieraj nam czasu, jeśli nie masz mądrzejszych pytań”. Myślę, że przez cały semestr nie padło żadne inne pytanie.
Nikt się już nie odezwie po tym, jak Piotr został właśnie zrównany z ziemią. Więc teraz nie chcą już nawet tego poruszać. W rozdziale 10, który również przeczytałem, to samo, werset 33. On mówi: „Będę wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie, osądzą mnie na śmierć, i wydadzą poganom. Będą wyśmiewać, pluć, ubiczują i zabiją”.
Posłuchajcie tego: „I przystąpili do Niego Jakub i Jan, dwaj synowie Zebedeusza, i rzekli: Nauczycielu, chcemy, żebyś zrobił dla nas to, o co Cię poprosimy”. Zupełnie jakby nic nie powiedział. Przeszli od zrozumienia, przez ignorowanie, aż do odcięcia się od tego. Porozmawiajmy o tym, gdzie będziemy w Królestwie. Zapomnijmy o tamtym. To takie ludzkie. Kiedy nie chcesz czegoś słyszeć, najpierw to słyszysz, i nie chcesz tego usłyszeć. Potem zadajesz głupie pytanie i to cię blokuje. A na końcu nawet już tego nie słyszysz. Oni potrzebują pomocy. Potrzebują usunięcia swojej ignorancji. A więc to, co dzieje się od rozdziału 8, wersetu 27, po wielkim wyznaniu, począwszy od wersetu 31, to nauczanie, nauczanie, nauczanie, ale przychodzi im to z trudnością. Rozumieją część na temat rozwodu. Rozumieją część na temat Królestwa. Rozumieją wiele lekcji Jezusa, ale jedną rzeczą, z którą naprawdę mają problem, jest to, że On umrze. I oni nie rozumieją tego aż do Jego śmierci.
A w drodze do Emaus, Łukasza 24:45-47, idą drogą do Emaus, jęczą i stękają, ponieważ On umarł, a On się zjawia, zabiera ich do Starego Testamentu i pokazuje im, jak musiał cierpieć i umrzeć, a potem zmartwychwstać. I objawia im się. Więc nie pozwalali, żeby światło śmierci Chrystusa i zmartwychwstania Chrystusa zaświeciło w ich zaciemnionych umysłach, nawet kiedy to już nastąpiło, choć jestem całkiem pewien, że był to codzienny temat rozmów Jezusa przez wiele kolejnych miesięcy.
Nawet Marek kończy swoją Ewangelię – w oryginale Ewangelia Marka kończy się na 16:8 – ostatnim obrazem, jakim jest ich zmieszanie Jego śmiercią i zmartwychwstaniem. Werset 8 kończy się tak: „A wyszedłszy, uciekły od grobu, ogarnął je bowiem lęk i zdumienie, i nic nikomu nie mówiły, bo się bały”. Z tą częścią po prostu nie mogli się uporać, z Jego śmiercią i zmartwychwstaniem.
Więc od teraz będzie nauczanie, w tym o Jego śmierci i zmartwychwstaniu, co było dla nich najtrudniejsze, chociaż udzielił im wielu innych lekcji. Więc ten cud wyznacza bardzo, bardzo ważny moment w chronologii życia naszego Pana.
Chcę powiedzieć jeszcze jedno. Myślę, że ten cud służy jako ilustracja duchowego wzroku. Ilustracja duchowego wzroku. Nie da się odrzucić takiego drugorzędnego podejścia do tego tekstu. Nie będę tego interpretować. Po prostu użyję go jako ilustracji. Mieliście już interpretację tego tekstu, ale z tyłu głowy mam jedno pytanie, czemu służy ta dwuetapowość? Czemu ten cud ma dwa etapy? Czemu nie dotknął tego człowieka, nie nałożył na niego śliny, a on nie przejrzał? Dlaczego dwa etapy? Czy to możliwe… nie mogę być dogmatyczny, bo tekst tego nie mówi, ale czy to dlatego, że ten jedyny dwuetapowy cud pojawia się dokładnie w miejscu, które pokazuje, że uczniowie coś już widzieli, ale nie widzieli wszystkiego wyraźnie? Dlaczego to jest tutaj, tylko u Marka i właśnie tutaj? Oni uwierzyli. Odwrócili się od ciemności i weszli do światła. Przeszli z ciemności do światła, ze śmierci do życia, ale ich zdolność widzenia przychodzi etapami. Czy Marek umieścił to tutaj, bo w taki sposób przychodzi nasz duchowy wzrok? Etapami? To niezapomniany cud. Czy ma to być też niezapomniana analogia? Że tak jak wzrok tego człowieka pojawiał się etapami, tak duchowy wzrok uczniów pojawia się stopniowo, etapami? Najpierw jest nieostry, a w końcu, po krzyżu i zmartwychwstaniu, staje się to dla nich całkowicie jasne i widzą to doskonale.
Pewien autor pisze: „Podobnie jak niewidomi, uczniowie, którzy mają oczy, ale nie widzą… uczniowie mają oczy, ale nie widzą i uszy, ale nie słyszą. Ich zdolność widzenia tak fizycznego, jak i duchowego, jest darem Bożym, a nie ludzką zdolnością. Nic nie wskazuje na to, że wraz ze wzrostem jego wiary postępowało też jego uzdrowienie. Jego uzdrowienie od braku wzroku przez częściowe widzenie aż do pełnego widzenia było wyłącznie wynikiem powtórnego dotyku Jezusa”.
Czy nie tak jest z nami? Zaczynamy od odrobiny wzroku, trochę więcej i jeszcze trochę, aż pewnego dnia do pełni wzroku. I to jest dzieło Boga przez naszego Pana w imieniu Jego Ducha Świętego.
Ojcze, dziękujemy Ci za tę ilustrację, ale pomóż nam zrozumieć, gdziekolwiek jesteśmy na drodze od braku zrozumienia przez niezrozumienie do doskonałego zrozumienia, że jest to ścieżka, którą Ty musisz nam wytyczyć.
Twoje Słowo jest światłem. Twoje Słowo jest drogą. Twoje Słowo poszerza naszą wizję. Nasza wizja jest niedoskonała i zamazana. Tak jak u uczniów, byłaby niedoskonała i niewyraźna, gdybyśmy nie rozumieli krzyża i zmartwychwstania. Nikt nie może widzieć wyraźnie, dopóki nie zobaczy doskonale krzyża i zmartwychwstania. Wtedy wszystko jest jasne.
Dziękujemy, że doprowadziłeś nas do pełnego zrozumienia tego, kim jesteś, do pełnego zrozumienia Twojego życia, Twoich cudów, Twojego nauczania, a co ważniejsze, pełnego zrozumienia krzyża i zmartwychwstania, w których wszystko staje się zrozumiałe.
A potem, Panie, przychodzi do nas większe zrozumienie, kiedy coraz bardziej przyjmujemy chwałę Twojego Słowa, które prowadzi nas coraz głębiej i szerzej do królestwa światła. Dziękujemy Ci za Twoją prawdę dzisiejszego poranka, w imieniu Chrystusa. Amen.
© EWC | Amor Veritatis | GTY
