Wielu mówiących dzisiaj o miłości Bożej, to ludzie całkowicie obcy Bogu miłości. Miłość Boża jest powszechnie postrzegana jako rodzaj miłej słabości.
Czy suwerenność Boga osłabia nasz obowiązek głoszenia? Autor pokazuje biblijnie, że ukryta wola Boga nie znosi Jego jasnego nakazu: ewangelia ma być zwiastowana wszystkim, pilnie i bez wyjątku. Krótko i rzeczowo o konieczności, pilności i autentycznym wezwaniu ewangelii.
Jak służyć Bogu, który niczego nie potrzebuje? Przyjmując od Niego, minuta po minucie, wszelką łaskę, uzdalniającą do wykonania tego co On nakazuje.
Jezus przyszedł, by z buntowników uczynić ludzi uwielbiających Boga, przywracając nas do pierwotnego miejsca uwielbienia. Uwielbienie, wbudowane w ludzką naturę, jest moralnym nakazem, lecz zagubionym klejnotem współczesnego Kościoła. To postawa i trwający akt, który może prowadzić od prostego wołania „Abba” do ekstatycznego zachwytu Bożą obecnością.
Przed Nim prezydenci i papieże, królowie i cesarze są czymś mniejszym niż koniki polne. Bóg Pisma Świętego nie jest fikcyjnym władcą o wyimaginowanej suwerenności, lecz Królem królów i Panem panów.
Boża suwerenność oznacza Jego absolutne panowanie nad wszystkim – od codziennych spraw po zbawienie duszy. To Bóg w swojej łasce daje wiarę, przemienia serca i prowadzi człowieka do Chrystusa – bez Jego działania nikt nie mógłby się nawrócić. Modlitwa nie jest próbą przekonania Boga, lecz uznaniem, że to On jest źródłem wszelkiego dobra i zbawczej mocy.
"Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja wam dam ukojenie" (Mt 11:28).
    Dołącz!
    Wpisz swój e-mail, aby co dwa tygodnie otrzymywać najnowsze materiały EWC.