Kochajcie swoich nieprzyjaciół – prowadźcie ich do prawdy

Artykuł ten jest częścią serii Czego Jezus żąda od świata na podstawie książki Johna Pipera o tym tytule.

A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują (Mt 5:44).

Miłujcie nieprzyjaciół waszych, dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą, błogosławcie tym, którzy was przeklinają, módlcie się za tych, którzy was krzywdzą (Łk 6:27–28).

A jeśli miłujecie tych, którzy was miłują, na jakąż wdzięczność zasługujecie? Wszak i grzesznicy miłują tych, którzy ich miłują. Jeśli bowiem dobrze czynicie tym, którzy wam dobrze czynią, na jaką wdzięczność zasługujecie? Wszak i grzesznicy to samo czynią. A jeśli pożyczacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, na jaką wdzięczność zasługujecie? I grzesznicy pożyczają grzesznikom, aby to samo odebrać z powrotem (Łk 6:32–34).

Poświęć ich w prawdzie twojej; słowo twoje jest prawdą (J 17:17).

Z żądania Jezusa, aby kochać nieprzyjaciół, okazywać wyrozumiałość, czynić pokój oraz wybaczać wynika, że są ludzie, których trudno jest nam kochać. Żądanie to jest wyrażone na różne sposoby, ponieważ w niektórych wypadkach trudno jest kochać ludzi. Jezus nazywa niektórych ludzi naszymi nieprzyjaciółmi, co oznacza, że są oni przeciwko nam i chcą widzieć nasze upadki. Jezus mówi, aby ich kochać (Mt 5:44; Łk 6:27,35). Inni mogą nie być w tym sensie naszymi nieprzyjaciółmi, lecz poprzez swój charakter, osobowość lub postępowanie mogą nam się wydawać mało atrakcyjni albo nawet odrażający. Jezus powiedział, aby okazywać im wyrozumiałość (Mt 5:7; 18:33, Łk 10:37). Powinniśmy w stosunku do nich kierować się miłosierdziem, a nie tym, na co zasługują bądź jakie reakcje w nas wzbudzają. Inni z kolei mogą – słusznie lub niesłusznie – czuć się urażeni tym, co zrobiliśmy i ograniczają bądź nawet zrywają z nami kontakty. Jezus powiedział, aby starać się pojednać z nimi (Mt 5:23–26). Inni z kolei mogą nawet nie mieć niczego przeciwko nam, za to my możemy mieć coś przeciwko nim. Jezus powiedział, aby w takich wypadkach przebaczać (Mt 6:14–15). Nie można pozwalać, aby lenistwo, pycha, gniew powstrzymywały nas przed ukorzeniem się i przebaczeniem, wprowadzaniem pokoju i pojednaniem.

To, że mamy wrogów może dowodzić, iż idziemy za Jezusem

Treść żądania Jezusa wskazuje także na to, że będziemy mieć wrogów i że bez względu na nasze zabiegi nie będziemy mogli się ze wszystkimi pojednać. Pan pokazał nam, że sam fakt istnienia naszych wrogów nie musi być rzeczą złą, gdyż może wskazywać, iż kroczymy za Jezusem. Jezus obiecał błogosławieństwo tym, którzy będą prześladowani ze względu na niego: „Błogosławieni jesteście, gdy wam złorzeczyć i prześladować was będą i kłamliwie mówić na was wszelkie zło ze względu na mnie!” (Mt 5:11). Innymi słowy, powinniśmy spodziewać się tego, że niektórzy ludzie będą naszymi wrogami: „jeśli gospodarza Belzebubem nazwali, tym bardziej jego domowników! (…) Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą; jeśli słowo moje zachowali i wasze zachowywać będą” (Mt 10:25; J 15:20).

Jezus ostrzegł, że brak prześladowań może być cechą charakterystyczną fałszywego proroka, a nie dziecka Bożego: „Biada wam, gdy wszyscy ludzie dobrze o was mówić będą; tak samo bowiem czynili fałszywym prorokom ojcowie ich” (Łk 6:26). Wrogość pomiędzy światem a uczniami Pana wynika z faktu odrzucenia Jezusa przez ten świat (J 18:37), a także wielkiej przemiany, jaka powstaje w sercu po nawróceniu się do Jezusa: „Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego; że jednak ze świata nie jesteście, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi” (J 15:19, por.: J 17:14). Dlatego nie powinniśmy zakładać, że skoro mamy wrogów, to znaczy, iż coś zrobiliśmy źle. Być może jest tak rzeczywiście, dlatego powinniśmy badać swoje serca, czy czasem niepotrzebnie nie obraziliśmy kogoś i pokutować. Jednak Jezus bardzo wyraźnie zapowiedział, że jego wierni uczniowie będą mieli wrogów. Spodziewajmy się tego.

Kochaj tych, którzy zabijają i tych, którzy lekceważą

Godnym uwagi jest fakt, że Jezus mówi o różnych przejawach wrogości, którym musimy stawić czoła – nie tylko surowym prześladowaniom, ale i zwykłemu lekceważeniu. Można by pomyśleć, że Jezus powie tylko o najgorszym przejawie wrogości, pomijając pozostałe jej przejawy. Najwyraźniej jednak Jezus uznał, że nakaz kochania nieprzyjaciół należy nam przedstawić nie tylko w kontekście zagrożenia naszego życia, ale także znieważania naszego ego.

Zastanówmy się o jakich przejawach wrogości mówił Jezus. Mamy kochać tych, którzy nas prześladują (Mt 5:44), nienawidzą (Łk 6:27), przeklinają i znieważają (Łk 6:28), uderzają w policzek i zabierają nam płaszcz (Łk 6:29). Takie objawy wrogości mogą spowodować głębokie rany emocjonalne oraz fizyczne, a nawet przyprawić o śmierć (Mt 10:21; Łk 11:49). Jesteśmy zobowiązani reagować na to miłością. Oprócz tak bardzo bolesnych dla nas przejawów wrogości istnieją także pomniejsze akty nieprzyjaźni, które mogą nam sprawiać kłopoty. Jezus powiedział: „A jeślibyście pozdrawiali tylko braci waszych, cóż osobliwego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? (…) Jeśli bowiem dobrze czynicie tym, którzy wam dobrze czynią, na jaką wdzięczność zasługujecie?” (Mt 5:47; Łk 6:33). W wersetach tych Jezus mówi o prostych czynnościach, takich jak pozdrawianie i okazywanie uprzejmości. Pyta nas: Jak chętnie pozdrawiacie albo okazujecie uprzejmość osobie obcej, albo komuś, kto nie wyrządził wam żadnego zła? Osoby te nie wyrządziły nam krzywdy ani nie okazują nam swojej wrogości. Po prostu zajmują się swoimi sprawami i nie zwracają na nas swojej uwagi. Możemy czuć się przez nie lekceważeni albo reagować inaczej. Jezus nakazuje nam kochać tych ludzi. Nie nakazuje nam kochać tylko tych, którzy doceniają nas i wyrządzają nam dobro. Mamy kochać prześladowców oraz kochać osobę, która zachowuje się tak, jakbyśmy w ogóle nie istnieli.

Takie postawienie tej kwestii rodzi dwa pytania. Po pierwsze – czym jest ta miłość? Jak ma wyglądać ona w praktyce? Na ile mamy być w nią zaangażowani? Po drugie – skąd ta miłość pochodzi? Na ile wyrasta ona w naszych sercach, jak ją zachować i jak ją tracimy kiedy cała nasza natura zdaje się mówić: „Nie ma, ani nawet nie może być tu mowy o żadnej miłości”? Rozważmy najpierw pierwsze pytanie – czym jest ta miłość?

Miłość zachowuje prawdę Biblii

Podstawowa odpowiedź na pytanie „czym jest ta miłość” jest tak oczywista, że może umknąć naszej uwadze. Kiedy Jezus dał nam przykazanie miłości, skorygował jednocześnie błędną interpretację tego starotestamentowego przykazania: „Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował bliźniego swego, a będziesz miał w nienawiści nieprzyjaciela swego. A Ja wam powiadam: Miłujcie nieprzyjaciół waszych i módlcie się za tych, którzy was prześladują” (Mt 5:43–44). W samym akcie nadania nam przykazania miłości okazuje nam swoją miłość poprzez skorygowanie fałszywej i szkodliwej interpretacji Pisma Świętego.

Stosowane w czasach Jezusa żydowskie Pismo Święte nie zawierało nakazu: „Będziesz miał w nienawiści swojego wroga”. Starotestamentowy nakaz miłości brzmiał następująco: „Nie będziesz się mścił i nie będziesz chował urazy do synów twego ludu, lecz będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego” (3 M 19:18). Niektórzy uznali, że nakaz ten dotyczy „synów twego ludu” oraz „bliźnich”, a więc jedynie współplemieńców. Pierwszy akt miłości, jaką nakazuje w tym przykazaniu Jezus, pokazuje nam swoim postępowaniem: pokazuje, że miłość odrzuca fałszywą interpretację Słowa Bożego i wyjaśnia prawdę.

Korzeniem prawdy jest miłość

Jako przykład podałem najpierw postępowanie Jezusa nie tylko dlatego, że jest ono pierwszym i bezpośrednim aktem miłości zawartym w jego słowach, ale także dlatego, że obecnie obronę prawdy często uznaje się za przeciwieństwo miłości. Jednak nie taki przykład nam daje Jezus w powyższych wersetach, ani w pozostałych miejscach Biblii. Gdyby ktoś powiedział Jezusowi, że miłość jednoczy, a doktryna powoduje podziały, to myślę, że Jezus spojrzałby temu człowiekowi głęboko w oczy i powiedział: „Korzeniem miłości jest prawdziwa doktryna. Kto się jej sprzeciwia, ten niszczy korzeń miłości”.

Jezus nigdy nie przeciwstawiał miłości prawdzie. Postępował przeciwnie. Powiedział, że On sam jest ucieleśnieniem i sumą prawdy: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem” (J 14:6 BT). Mówiąc o sobie, stwierdził: „kto szuka chwały tego, który go posłał, ten jest szczery i nie ma w nim nieprawości” (J 7:18). Pod koniec jego życia Piłat zadał mu cyniczne pytanie: „Co to jest prawda?” (J 18:38), które było jedynie reakcją na wyczerpujące oświadczenie Jezusa o celu swojego przyjścia na ten świat: „Ja się narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie; każdy, kto z prawdy jest, słucha głosu mego” (J 18:37). Nawet przeciwnicy Jezusa widzieli, jak bardzo był oddany prawdzie i jak obojętną rzeczą były dla niego opinie ludzi. „Nauczycielu, wiemy, że jesteś szczery i nie zależy ci na niczyjej opinii” (Mk 12:14 WA). Jezus po swoim wniebowstąpieniu zesłał nam Ducha Świętego, którego nazwał Duchem prawdy: „Gdy przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca wychodzi, złoży świadectwo o mnie” (J 15:26).

Jezus postępował zupełnie inaczej niż ci, którzy dla zdobycia zwolenników poświęcają prawdę. Niewiara jego słuchaczy była tylko potwierdzeniem, że to jego słuchacze musieli się zmienić, a nie prawda: „każdy, kto z prawdy jest, słucha głosu mego” (J 18:37). „Kto z Boga jest, słów Bożych słucha; wy dlatego nie słuchacie, bo z Boga nie jesteście” (J 8:47). „Ponieważ Ja mówię prawdę, nie wierzycie mi” (J 8:45). Innymi słowy kiedy prawda nie wyzwala pożądanych reakcji – nie działa na innych – nie porzucaj jej. Jezus nie postępuje jak pragmatyk w kwestiach związanych z okazywaniem miłości ludziom oraz głoszeniem prawdy. Głosimy ludziom prawdę i jeśli oni nie reagują na nią, nie rozważamy modyfikowania prawdy. Modlimy się, aby ci, którzy nas słuchają, zostali duchowo przebudzeni i przemienieni przez prawdę. „I poznacie prawdę, a prawda was wyswobodzi” (J 8:32). Jezus modlił się: „Poświęć ich w prawdzie twojej; słowo twoje jest prawdą” (J 17:17).

Modlitwa Jezusa, aby ludzie zostali „uświęceni w prawdzie”, pokazuje korzeń miłości. W jego rozumieniu uświęcenie, czyli świętość, obejmuje także bycie osobą, która kocha. Jezus modlił się, abyśmy stali się ludźmi, którzy kochają, litują się, przebaczają i czynią pokój. Wszystko to zawarte jest w jego modlitwie „Poświęć ich”. Wszystko to dokonuje się w prawdzie i poprzez prawdę, a nie niezależnie od prawdy. Przeciwstawianie miłości prawdzie jest przeciwstawianiem owoców korzeniowi, albo ognia podpałce czy sypialni położonej na pierwszym piętrze fundamentom domu. Jeśli rozpadną się fundamenty, zawali się cały dom, a wraz z nim łoże małżeńskie. Miłość żyje dzięki prawdzie, płonie dzięki prawdzie i opiera się na prawdzie. Dlatego właśnie pierwszy akt miłości okazany przez Jezusa przy przykazaniu miłości polegał na skorygowaniu fałszywej interpretacji Pisma Świętego.

Stosowanie prawdy bez miłości

Jest rzeczą oczywistą, że można stosować prawdę bez miłości. Kiedy mieszkańcy pewnej wioski w Samarii nie chcieli przyjąć Jezusa „dlatego, że droga jego prowadziła do Jerozolimy” (Łk 9:53), Jakub i Jan wiedzieli, że mieszkańcy ci w ten sposób znieważyli prawdę, dlatego w obronie prawdy zapytali: „Panie, czy chcesz, abyśmy słowem ściągnęli ogień z nieba, który by ich pochłonął, jak to i Eliasz uczynił?” (Łk 9:54). Odpowiedź Jezusa była szybka i bezpośrednia: „A On, obróciwszy się, zgromił ich” (Łk 9:55).

Jednak Jezus nie zatrzymał się w tej wiosce i nie zmienił prawdy, aby jej mieszkańcy zmienili swoją postawę. Nie powiedział Samarytanom: „Doktryna dzieli, a miłość jednoczy, dlatego odłóżmy na bok nasze różnice doktrynalne i cieszmy się wzajemną jednością”. On rozwiązał ten problem następująco: „I poszli do innej wioski” (Łk 9:56). Wielu ludziom musimy okazywać miłość głoszeniem prawdy. Będziemy wciąż z miłością zwiastować im zbawczą prawdę ilekroć będzie ku temu sposobność i nie będziemy reagować przemocą wobec tych, którzy nas odrzucają. Ale prawda Boża pozostanie niezmienna. Jest ona korzeniem życia miłości, zarzewiem jej ognia miłości oraz fundamentem jej mocy. Kiedy Jezus żąda od nas, aby – w przeciwieństwie do tradycyjnej interpretacji „Będziesz miłował bliźniego swego, a będziesz miał w nienawiści nieprzyjaciela swego” – kochać naszych wrogów, z miłością pokazał nam, że korygowanie fałszywych interpretacji Biblii to jeden z zasadniczych sposobów okazywania miłości nieprzyjaciołom.

Podważanie niepodważalnych przekonań

Następną rzeczą, jaka wynika z wypowiedzi Jezusa o znaczeniu miłości, jest to, że nazwanie kogoś przeciwnikiem nie jest oznaką braku miłości. Żyjemy w epoce niestabilności emocjonalnej. Łatwo jest kogoś obrazić – krytykowanie odbierane jest jako ranienie. Żyjemy w czasach, kiedy emocjonalne zranienia albo urazy stają się często kryterium rozstrzygającym o tym, czy została okazana miłość. Jeśli ktoś stwierdza, że poczuł się urażony tym, co powiedziałeś, wówczas wielu zakłada, że nie kierowałeś się miłością w swoim postępowaniu. Innymi słowy o miłości decyduje nie jakość i motywy czynu, ale subiektywna reakcja innych. W takim układzie absolutny autorytet ma osoba zraniona. Jeśli twierdzi, że poczuła się urażona, to znaczy, że nie działałeś z miłością i jesteś winien. Jednak Jezus nie pozwala, aby w taki sposób oceniano miłość.

Reakcja innych nie może decydować o tym, czy dany akt wypływa z miłości. Człowiek może czuć się autentycznie kochany, a jednocześnie czuć się dotknięty lub zraniony jakimś aktem miłości, pałać z tego powodu gniewem, pragnieniem odwetu lub odczuwać przerażenie, a mimo to jego reakcje w żaden sposób nie umniejszają piękna i wartości tego aktu. Widać to bardzo wyraźnie na przykładzie śmierci Jezusa, największym akcie miłości, jaki widział świat. Akt ten wyzwolił w ludziach szeroki wachlarz reakcji – od przywiązania (J 19:27) po wściekłość (Mt 27:41–42). To, że ludzie reagowali na śmierć Jezusa okazaniem skruchy, bólu, gniewu, wściekłości i cynizmu w niczym nie zmienia faktu, że jego śmierć jest największym aktem miłości.

Prawdę tę wyraźnie ilustruje życie Jezusa. On okazywał miłość w taki sposób, który często był postrzegany jako przejaw braku miłości. Nie znam osobiście ani z kart historii nikogo, kto postępował z ludźmi tak otwarcie i bezceremonialnie jak Jezus. Najwyraźniej jego miłość była tak autentyczna, że potrzebowała niewielu zabezpieczeń. Dzięki temu, że od pięćdziesięciu lat żyję z Jezusem z kart Ewangelii, potrafię dostrzec jak bardzo jesteśmy dzisiaj emocjonalnie niestabilni. Gdyby Jezus przemawiał do nas tak, jak to zazwyczaj czynił w swoich czasach, wówczas stale czulibyśmy się dotknięci i zgorszeni jego słowami. I to zarówno tymi, które wypowiadał do swoich uczniów, jak i do swoich przeciwników. Ludzie w jego czasach także czuli się dotknięci. Jego uczniowie zapytali go kiedyś: „Wiesz, że faryzeusze, usłyszawszy to słowo, zgorszyli się?” (Mt 15:12). Jezus na to odpowiedział krótko i dobitnie: „Wszelka roślina, której nie zasadził Ojciec niebieski, wykorzeniona zostanie. Zostawcie ich! Ślepi są przewodnikami ślepych” (Mt 15:13–14). Innymi słowy, powiedział im coś takiego: „To są rośliny, które nie wydają owoców wiary, ponieważ nie zasadził ich mój Ojciec. Nie dostrzegają, że moje postępowanie jest miłością, ponieważ są ślepi, a nie dlatego, iż brak mi miłości”. Tak właśnie rozmawiał Jezus zarówno ze swoimi przyjaciółmi, jak i przeciwnikami. Jego słowa tak bardzo dotknęłyby nas, że rozżaleni wycofalibyśmy się.

Powyższe rozważania mają na celu pokazać, że o autentyczności aktu miłości nie mogą decydować subiektywne uczucia osób, którym okazujemy miłość. Jezus używa słowa „nieprzyjaciele”, które może wywołać u niektórych zgorszenie –zwłaszcza w kontekście innej jego wypowiedzi, w której mówi: „A jeślibyście pozdrawiali tylko braci waszych, cóż osobliwego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?” (Mt 5:47). On nie trapił się tym, że inni mogą go krytykować za brak należytego starania, aby czasem nie urazić braci i odróżniać ich od prawdziwych nieprzyjaciół. Jezus oczekuje od nas, że będziemy mogli używać twardych słów takich jak „nieprzyjaciel” razem ze słowami opisującymi bliskie więzi rodzinne – takie jak „brat”.

Miłość nie jest ślepa ani obojętna na reakcje

Nie chodzi mi o to, że miłość nie zwraca uwagi na słowa, ani na reakcje, jakie może wywołać w innych. Miłość troszczy się o szczęście osoby kochanej – pragnie ją wywieść z bólu i cierpienia do głębszego doświadczania radości w Bogu – teraz i na zawsze. Chcę jednak zwrócić uwagę na inny aspekt problemu, który zdaje się zbyt często pojawiać w naszym aż nadto spsychologizowanym świecie: odczucie nieokazania miłości nie jest tożsame z nieokazaniem miłości. Jezus pokazał nam swoim życiem obiektywność miłości. Miłość kieruje się rzeczywistymi motywami i ujawnia się w konkretnych czynach. Kiedy miłość okazywana jest czynem, wówczas reakcje osób, którym miłość jest w taki sposób okazywana, nie mogą zmienić rzeczywistej natury aktu.

Jest to dobra wiadomość dla tych, którzy kochają – ponieważ oznacza ona, że Bóg jest Bogiem, a osoba, którą kochamy, nie jest nim. Opinia osoby, która poczuła się zraniona okazaną jej miłością nie jest niepodważalna – może być słuszna lub nie, ale nie jest niepodważalna. Niepodważalna jest opinia Boga, gdyż to On jest absolutem. To przed nim zdamy sprawę z naszych czynów i tylko On zna nasze serca. Kiedy staniemy przed Bogiem, wówczas decydujące znaczenie będzie miało nie to, co o naszej miłości myślą inni, ale to, czy była ona autentyczna. Nie ma znaczenia to, że niektórym może się nie podobać sposób, w jaki okazujemy miłość. Większość ludzi ostatecznie nie uznała miłości Jezusa – i nadal jej nie uznają. Nie liczy się to, czy nasze postępowanie znajdzie uznanie w oczach ludzi, ale to, że Bóg zna nasze serca i wie, że jest w nich autentyczna (chociaż niedoskonała) miłość. I tylko On może wydać ostateczną decyzję (Łk 16:15).

Jest to fragment książki Czego Jezus żąda od świata. Możesz nabyć ją w księgarni FEWA. Kliknij tutaj, aby złożyć zamówienie.

FacebookMessengerTwitterWykop
Zobacz również
Usiłujcie wejść przez wąską bramę, ponieważ całe życie jest walką