Cieszcie się i skaczcie z radości

Artykuł ten jest częścią serii Czego Jezus żąda od świata na podstawie książki Johna Pipera o tym tytule.

Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was nienawidzieć będą i gdy was wyłączą, i lżyć was będą, i gdy imieniem waszym pomiatać będą jako bezecnym z powodu Syna Człowieczego. Radujcie i weselcie się w tym dniu; oto bowiem zapłata wasza obfita jest w niebie; tak samo bowiem czynili prorokom ojcowie ich (Łk 6:22–23).

Oto dałem wam moc, abyście deptali po wężach i skorpionach i po wszelkiej potędze nieprzyjacielskiej, a nic wam nie zaszkodzi. Wszakże nie z tego się radujcie, iż duchy są wam podległe, radujcie się raczej z tego, iż imiona wasze w niebie są zapisane (Łk 10:19–20).

Podobne jest Królestwo Niebios do ukrytego w roli skarbu, który człowiek znalazł, ukrył i uradowany odchodzi, i sprzedaje wszystko, co ma, i kupuje oną rolę (Mt 13:44).

To wam powiedziałem, aby radość moja była w was i aby radość wasza była zupełna (J 15:11).

Zdziwienie ogromem radości

Żądanie Jezusa: „radujcie się i weselcie” (Łk 6:23, por. Mt 5:12) jest zdumiewające z tak wielu powodów, że omówienie wszystkich zadziwiających aspektów tego żądania wymagałoby napisania całych książek. Blisko pół wieku temu angielski pisarz C.S. Lewis odpowiedział na to zdumiewające żądanie po przeanalizowaniu zawartych w Ewangeliach niezbitych dowodów jego prawdziwości. Napisał:

Jeśli rozważymy zawarte w Ewangeliach śmiałe obietnice nagród, a także zdumiewającą naturę tych nagród, wówczas okaże się, że nasz Pan wcale nie uznaje naszych emocji za zbyt silne, lecz za zbyt słabe. Bóg oferuje nam nieograniczoną radość, my jednak reagujemy na to bez entuzjazmu – zabawiamy się piciem, seksem i realizowaniem ambicji. Postępujemy niczym nie znające świata dziecko, które woli nadal lepić w chlewie placki z błota, ponieważ nie potrafi sobie wyobrazić czym tak naprawdę jest oferta spędzenia wakacji nad morzem. Zbyt łatwo dajemy się zadowolić1.

Innymi słowy, żądanie, abyśmy byli szczęśliwi nie jest rzeczą zbędną ani marginalną. Wręcz przeciwnie – jest ono dzwonkiem alarmowym wzywającym do przebudzenia tych, którzy swoje szczęście upatrują w różnych innych rzeczach. Jezus oferuje nam lekarstwo, które wyleczy nas z romansu z grzechem. Lekarstwem jakie nam oferuje nie jest wyłupienie sobie oczu, które kochają grzech (Mt 5:29), lecz napełnianie się radością w nowej rzeczywistości – czyli w Bogu.

I uradowany odchodzi, i sprzedaje wszystko, co ma

Zasadniczą częścią nauczania Jezusa było głoszenie, że przybliżyło się Królestwo Niebios. Jezus chciał przez to powiedzieć, że władcą tego Królestwa jest On sam i że jego dziełem jest wprowadzenie zbawczych rządów Boga (Łk 11:20, 17:20–21). W pewnej bardzo krótkiej przypowieści opisał jak ludzie wchodzą do Królestwa Bożego: „Podobne jest Królestwo Niebios do ukrytego w roli skarbu, który człowiek znalazł, ukrył i uradowany odchodzi, i sprzedaje wszystko, co ma, i kupuje oną rolę” (Mt 13:44).

Przypowieść ta mówi o tym, że zbawcza obecność Boga oraz jego suwerenne rządy są tak cenne, że kiedy ludzie zobaczą ich prawdziwą wartość – przedstawioną tu jako skarb ukryty w polu – wówczas uważają wszystko inne za bezwartościowe w porównaniu z olbrzymim majątkiem, jakim jest bycie częścią tego królestwa. Jezus nie pozostawia żadnych wątpliwości, że kiedy człowiek znajduje skarb, wówczas w wyniku wielkiej radości następuje jego „nawrócenie”: „uradowany odchodzi i sprzedaje wszystko, co ma, i kupuje oną rolę”.

Nie może być inaczej. Jezus przyszedł na ten świat przynieść dobrą nowinę, a nie złą. Nie powołuje nas do religii opartej na sile woli, w której ludzie mają jedynie świadomość ciążących na nich obowiązków i nie odczuwają żadnych radości. On powołuje nas do siebie i do swojego Ojca, a więc powołuje nas do radości. Radość ta nie wynika z posiadania rzeczy materialnych. Jezus nie głosi ewangelii zdrowia, bogactwa i dobrobytu, która jest jednym z najbardziej pożałowania godnych towarów eksportowych USA. Ewangelia Jezusa to radość w Bogu Ojcu i jego Synu.

Przypowieść o skarbie ukrytym w polu opisuje wejście do królestwa jako sprzedanie wszystkiego, co człowiek posiada. Żądanie radowania się w Bogu nie może być rozumiane przez nas jako zachęta, aby w jakimkolwiek stopniu złagodzić radykalne żądanie Jezusa, przedstawione w Ewangelii Łukasza: „Tak więc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim” (Łk 14:33). Odrzucamy wszystkie rzeczy przynoszące nam radość, ponieważ dano nam oczy, byśmy mogli znaleźć ukryty w polu skarb – chwalebnego Boga, który jest nieskończenie bardziej cenny niż wszystko to, co posiadamy, bądź moglibyśmy posiąść na tym świecie. Dlatego z radością wyrzekamy się wszystkiego innego.

Zapieranie się samego siebie oraz poszukiwanie radości

Taki jest sens zapierania się samego siebie – wyrzec się wszystkiego na tej ziemi, aby mieć Jezusa. Sprzedaj wszystko, aby posiąść Królestwo Niebieskie. C.S. Lewis dobrze uchwycił ducha żądania Jezusa odnośnie zapierania się samego siebie, kiedy napisał:

Nowy Testament ma dużo do powiedzenia na temat zapierania się samego siebie, jednak nie mówi o samozaparciu jako celu samym w sobie. Powiedziane jest, że aby naśladować Chrystusa mamy zapierać się samych siebie i brać swój krzyż, jednak prawie każdy opis tego, co nas czeka, jeśli będziemy tak postępować, zawiera odwołanie się do naszych pragnień2.

Innymi słowy, zapieramy się samych siebie, ponieważ czeka nas za to wielka nagroda. Jonathan Edwards analizował związek pomiędzy żądaniem Jezusa, aby zapierać się samych siebie, a żądaniem, aby radować się, i doszedł do dalej idących wniosków.

Także zapieranie się samego siebie będzie zaliczane w poczet trudności ludzi pobożnych. (…) Jednak każdy, kto zakosztował zapierania się samego siebie może poświadczyć, że największa radość i przyjemność przychodzi zawsze po wielkich aktach wyrzeczenia. Zapieranie się samego siebie niszczy korzeń i fundament smutku, i jest niczym innym, jak operacją wycięcia poważnego i bolesnego wrzodu. Po wyleczeniu wierzący cieszy się dobrym zdrowiem, co rekompensuje ból wycięcia wrzodu3.

Jeśli jest to prawdą, wobec tego żądanie Jezusa, aby zapierać się samego siebie jest jeszcze jednym wezwaniem do radykalnego poszukiwania najgłębszej i najtrwalszej radości. Żądania te nie są ze sobą sprzeczne – są jak wezwania, aby nie mieć raka oraz poddać się operacji usunięcia raka.

Nasza radość nie wynika z dobrobytu, lecz z posłuszeństwa i bólu

Najbardziej zdumiewającą cechą nakazu Jezusa: „radujcie i weselcie się” jest to, że Jezus wypowiedział ten nakaz w kontekście bólu. „Błogosławieni będziecie, gdy ludzie was nienawidzić będą i gdy was wyłączą, i lżyć was będą, i gdy imieniem waszym pomiatać będą jako bezecnym z powodu Syna Człowieczego. Radujcie i weselcie się” (Łk 6:22–23). Kiedy żąda On od nas, abyśmy radowali się, to wcale nie zapomina o tym, że żyjemy w świecie pełnym cierpienia. Jezus przepowiedział, że część tych nieszczęść dotknie także i nas – jego uczniów: „podniosą na was swe ręce i prześladować was będą i wydawać do synagog i więzień, (…) i zabijać niektórych z was, i będziecie znienawidzeni przez wszystkich dla imienia mego” (Łk 21:12, 16–17); „jeśli gospodarza Belzebubem nazwali, tym bardziej jego domowników! (Mt 10:25). „Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą” (J 15:20).

Jezus pamięta o tym i wymaga od nas, abyśmy naśladowali go na tej bolesnej drodze miłości (patrz Żądanie 8). Dlatego radowanie się, którego od nas żąda teraz („w tym dniu” Łk 6:23), nie może być maską, ani dodawaniem sobie animuszu. Boża radość nie jest płytka, ani nie cechuje jej beztroska. Zbyt wielu ludzi w zbyt wielu kościołach ma błędne pojęcie o Bożej radości. Niesłusznie zakładają, że odpowiedzią na żądanie Jezusa, aby się radować jest opowiadanie sobie dowcipów, bądź wplatanie humorystycznych akcentów do życia chrześcijańskiego. W atmosferze tego rodzaju radości nie potrafię odczuć obecności Jezusa podążającego do Jerozolimy. Czegoś tam brakuje.

Brakuje woni cierpienia. Dla Jezusa żądanie radowania się jest sposobem na życie wśród bólów i cierpień oraz znoszenie ich. Dlatego też radość ta jest realną radością. Jest to radość, o którą się walczy poprzez odcięcie sobie ręki (Mt 5:30), sprzedaż całego swojego majątku (Mt 13:44) oraz noszenie krzyża razem z Jezusem aż na Golgotę (Mt 10:38–39). Radość tę cechują blizny i śpiewanie radosnych pieśni pomimo łez. Radość ta pamięta ciężkie chwile i wie, że czekają ją kolejne takie chwile. Droga do nieba jest trudna, jednak nie jest pozbawiona radości.

Podstawa świętości

Żądanie Jezusa, aby radować się jest kluczem do zrozumienia nakazu świętości. Tym, co tłamsi oczyszczającą moc duchowego życia i niszczy niedoszłych uczniów Jezusa są „troski, bogactwa i rozkosze życia” (Łk 8:14). Te duszące pnącza trosk i przyjemności najskuteczniej odcina potężna radość wyższego rzędu. Jezus powiedział, że „uradowany” wierzący sprzedaje wszystko, co ma. Innymi słowy ta właśnie radość odcina dławiący uścisk grzechu.

Wielu chrześcijan uważa stoicyzm za dobre antidotum na zmysłowość. Jednak stoicyzm jest beznadziejnie słaby i nieskuteczny. Religia oparta na sile woli z reguły zawodzi, a jeśli nawet odnosi skutek, to przynosi chwałę woli człowieka, a nie Bogu. Religia taka produkuje legalistów, a nie osoby, które kochają. Jonathan Edwards rozumiał bezsilność takiej postawy i powiedział:

Aby przekonać ludzi nieprawych do prowadzenia pobożnego życia potrzebujemy sił dwa razy większych. (…) Powszechnie spotykanym argumentem jest to, że pobożność jest zyskiem. Niestety, grzesznik nie szuka moralnych zysków, on szuka przyjemności. Dlatego też trzeba walczyć z nimi ich własną bronią4.

Innymi słowy, szukanie przyjemności w Bogu nie jest kompromisem ze światem zmysłowości, lecz jedyną siłą, która może pokonać moc pożądliwości i kształtować ludzi kochających Boga.

Istotą radości w cierpieniach jest wielka nagroda – Jezus

Jezus wyraźnie opiera naszą obecną radość na nadziei otrzymania wielkiej nagrody: „Radujcie i weselcie się w tym dniu; oto bowiem zapłata wasza obfita jest w niebie” (Łk 6:23). Nie definiuje tej nagrody, jednak w kontekście jego życia i poselstwa zasadniczą nagrodą jest społeczność z samym Jezusem, a przez niego z Bogiem Ojcem (J 17:3,24).

Kilka zapowiedzi Jezusa wskazuje na taką interpretację. Na krótko przed śmiercią Jezus powiedział swoim uczniom: „I wy teraz się smucicie, lecz znowu ujrzę was, i będzie się radowało serce wasze, a nikt nie odbierze wam radości waszej” (J 16:22). Niezwyciężona radość, jaką obiecuje Jezus, wynika z jego obecności: „znowu ujrzę was”.

Podobny sens ma inna wypowiedź Jezusa: „To wam powiedziałem, aby radość moja była w was i aby radość wasza była zupełna” (J 15:11). O tej pełni radości mówił już Jan Chrzciciel, opierając tę radość na obecności Jezusa, którego nazwał Oblubieńcem, a siebie przyjacielem Oblubieńca: „Kto ma oblubienicę, ten jest oblubieńcem; a przyjaciel oblubieńca, który stoi i słucha go, raduje się niezmiernie, słysząc głos oblubieńca. Tej właśnie radości doznaję w całej pełni” (J 3:29). Pełnia radości Jana wynikała z obecności Jezusa.

Dochodzę więc do wniosku, że istotą nagrody, jakiej się spodziewamy, by radość nasza była pełna, jest przeżywanie w przyszłym wieku pełni obecności Jezusa. To, że możemy radować się już teraz, wynika nie tylko z tego, że teraz dana nam jest możliwość zakosztowania cudowności tej społeczności, lecz także z tego, że przez Ducha Świętego Jezus jest z nami już teraz. Jezus przed powrotem do Ojca dał nam następujące obietnice: „Nie zostawię was sierotami, przyjdę do was” (J 14:18), oraz: „A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28:20). Powiedział, że Duch prawdy przyjdzie, aby pomimo fizycznej nieobecności Jezusa, objawić go nam jako uwielbionego i realnego: „Lecz gdy przyjdzie On, Duch Prawdy, (…) On mnie uwielbi, gdyż z mego weźmie i wam oznajmi” (J 16:13–14). Dlatego chociaż nie możemy teraz zobaczyć Jezusa, mamy w nim nadzieję oraz wielką radość, którą On sam podtrzymuje swoją ustawiczną obecnością w nas.

Jezus nabywa dla nas radość i daje ją nam

Jak więc mamy postępować, by wypełnić żądanie Jezusa: „radujcie się i weselcie” (dosł. „skaczcie z radości”)? Naszą odwagę czerpiemy z tego, że Jezus z własnej woli umarł, aby wyjednać nam przebaczenie naszych grzechów – przebaczenie naszych upadków, abyśmy mogli radować się w nim tak, jak powinniśmy. Podczas ostatniej wieczerzy wziął kielich wina i powiedział: „albowiem to jest krew moja nowego przymierza, która się za wielu wylewa na odpuszczenie grzechów” (Mt 26:28). Pan Jezus przyszedł na świat przede wszystkim w tym celu: „Syn Człowieczy (…) przyszedł, (…) aby (…) oddać swe życie na okup za wielu” (Mk 10:45). Nasza radość ma więc solidny fundament: Jezus przelał swoją krew, aby przebaczono nam nasze zaniedbania w radowaniu się nim.

Pewności siebie dodaje nam także i to, że obiecał pracować dla nas w taki sposób, abyśmy w swoich sercach mogli doświadczać także i tej miłości, jaką Bóg Ojciec żywi wobec swojego Syna. Jezus modlił się tymi słowami: „i objawiłem im imię twoje, i objawię, aby miłość, którą mnie umiłowałeś, w nich była, i Ja w nich” (J 17:26). Zastanówcie się dobrze nad tym, że miłość Boga Ojca do Syna nie jest miłością pełną miłosierdzia i przebaczenia. Syn nie popełnił żadnego grzechu i nie ma żadnej skazy, dlatego nie potrzebuje miłosierdzia. Miłość Boga Ojca do Syna jest nieskończenie radosnym uwielbieniem oraz wspólnotą. Jezus mówił, że taka właśnie miłość będzie także w nas. Dlatego werset ten przyjmuję jako obietnicę działania w nas w tym celu, aby nasza radość była tożsama z radością, jaką ma Bóg Ojciec w swoim Synu. Nie jesteśmy pozostawieni sami sobie w tym, aby radować się w Jezusie tak, jak się tego od nas oczekuje. Jezus zobowiązał się, aby do takiego stanu nas doprowadzić.

Jezus uwielbiony przez posłuszeństwo żądaniu radowania się w Nim

Na podstawie zobowiązania Jezusa do zrealizowania dzieła uwielbienia Boga Ojca i Syna (J 17:1) dochodzę do wniosku, że podtrzymywanie naszej radości w nim jest częścią dzieła uwielbiania Boga Ojca i Syna. Inaczej rzecz ujmując chodzi o to, że radowanie się w Bogu Ojcu i w Jezusie jest zasadniczą częścią uwielbiania Boga. A skoro jest to prawdą, to mamy solidne potwierdzenie obowiązku zabiegania o radość – powinniśmy radować się w Bogu, ponieważ radość ta objawia chwałę Boga.

Prawda ta powinna wywołać w nas drżenie z obawy przed zaniechaniem radowania się w Bogu. Powinniśmy drżeć z obawy przed przerażającą letniością naszych serc. Powinniśmy uświadomić sobie następującą prawdę: niezabieganie o osiągnięcie najgłębszego zadowolenia w Bogu jest podstępnym grzechem. Większe upodobanie w stworzeniu niż w Stwórcy jest w ostatecznym rozrachunku oceniane jednym słowem – zdrada. Świadomość ta powinna być dla nas wielką zachętą do uczynienia zadość żądaniu Jezusa: „radujcie i weselcie się”.

Głębia radości w Jezusie nie ma końca

Prawdą jest, że pasja do zabiegania o szczęście może zostać nakierowana na niewłaściwie rzeczy, jednak pasja ta nie może być ograniczana. Jonathan Edwards dowiódł tego w swoim kazaniu na temat następującego wersetu: „Jedzcie, moi przyjaciele, pijcie i upijcie się miłością!” (PnP 5:1). Z wersetu tego Edwards wyciągnął następującą naukę: „wierzący nie muszą, ani też nie powinni ustanawiać żadnych granic dla swoich duchowych pragnień i upodobań wynikających z działania łaski”. Napisał, że wierzący powinni: „zabiegać przy pomocy wszelkich dostępnych środków o rozpalenie swoich pragnień oraz zyskanie większej miary duchowych radości. (…) Nasze pragnienie i łaknienie Boga i Jezusa Chrystusa, oraz świętości nie może być zbyt wielkie ze względu na wartość tych rzeczy, ponieważ mają one wartość nieskończenie wielką. (…) [dlatego] dokładajcie starań, by rozwijać swoje pragnienia duchowe poprzez uleganie powabom tych rzeczy (…)5. Nie ma czegoś takiego, jak nieumiarkowanie w spożywaniu duchowego pokarmu. Wstrzemięźliwość podczas duchowego ucztowania nie jest żadną cnotą”6.

Niech więc będzie dla nas zachętą to, że Bóg stworzył nas po to, abyśmy radowali się nim. Nie zadowalajmy się żadną inną, pomniejszą radością. Narażajmy się na pokusy duchowe wzmacniające w nas pragnienie duchowej radości. Skierujmy swój wzrok na wszechzaspokajający skarb – Jezusa Chrystusa, który ukochał nas i dał swoje życie, jak okup za naszą wieczną radość.

Jest to fragment książki Czego Jezus żąda od świata. Możesz nabyć ją w księgarni FEWA. Kliknij tutaj, aby złożyć zamówienie.

Przypisy

  1. Clive Staple Lewis, The Weight of Glory and Other Addresses, Grand Rapids, Michigan, USA, Eerdmans, 1965, s. 2.
  2. Dz. cyt., s. 1.
  3. Jonathan Edwards, „The Pleasantness of Religion” ze zbioru kazań The Sermons of Jonathan Edwards: A Reader, red.: Wilson H. Kimnach, Kenneth P. Minkema, Douglas A. Sweeney. New Haven, Yale University Press, 1999, s. 23–24.
  4. Dz. cyt., s.29
  5. Cytat z niepublikowanego wcześniej kazania „Sacrament Sermon on Canticles 5:1”, wygłoszonego przez Edwardsa około roku 1729. Wersja zredagowana przez K. Minkema, zawarta w krytycznej edycji dzieł wszystkich Edwardsa przez Uniwersytet Yale.
  6. J. Edwards, „The Spiritual Blessings of the Gospel Represented by a Feast”, w: The Works of Jonathan Edwards, tom 14, Yale University Press, 1997, s. 286.
FacebookMessengerTwitterWykop
Zobacz również
Weź swój krzyż i idź za mną
FacebookMessengerTwitterWykop