Uspokojenie burzy

skopiuj link
https://www.youtube.com/watch?v=yN1OJEDCG_0

Transkrypcja wideo

Otwórzcie swoje Biblie na 4 rozdziale Ewangelii Marka. Dochodzimy do ostatniego akapitu w tym 4 rozdziale. Wersety od 35 do 41. Wersety 35-41. Pamiętajcie, że cel Ewangelii Marka wyrażony jest w 1 wersecie 1 rozdziału: „Początek ewangelii o Jezusie Chrystusie, Synu Bożym”.

Celem i zadaniem Marka, podobnie jak wszystkich innych autorów, Mateusza, Łukasza i Jana, jest klarowne wyjaśnienie, że Jezus jest nikim innym jak Bogiem. Że z pewnością jest człowiekiem, ale jest On też Bogiem. Bogiem i człowiekiem. Fragment, który mamy przed sobą, ukazuje to we wspaniały i niezapomniany sposób. Zobaczymy piękny portret Jego człowieczeństwa i oszałamiającą demonstrację Jego Boskości.

Spójrzmy na tę historię, zaczynając od wersetu 35: „I rzekł do nich owego dnia, gdy nastał wieczór: Przeprawmy się na drugą stronę. Opuścili więc lud i wzięli Go z sobą tak jak był, w łodzi, a inne łodzie towarzyszyły Mu. I zerwała się gwałtowna burza, a fale wdzierały się do łodzi, tak iż łódź już się wypełniała. A On był w tylnej części łodzi i spał na wezgłowiu. Budzą Go więc i mówią do Niego: Nauczycielu! Nic Cię to nie obchodzi, że giniemy? I obudziwszy się, zgromił wicher i rzekł do morza: Umilknij! Ucisz się! I ustał wicher, i nastała wielka cisza. I rzekł do nich: Czemu jesteście tacy bojaźliwi? Jakże to, jeszcze wiary nie macie? I zdjął ich strach wielki, i mówili jeden do drugiego: Kim więc jest Ten, że i wiatr, i morze są Mu posłuszne?”.

Prosta odpowiedź na to pytanie brzmi: On jest Bogiem, ponieważ tylko Bóg ma taką moc nad wiatrem i falami. Nie powinniśmy się temu dziwić, ponieważ znamy świadectwo Ewangelii Jana 1:1: „Na początku było Słowo – czyli Chrystus – a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez nie powstało, a bez niego nic nie powstało, co powstało”. To znaczy, że Chrystus, Słowo, jest Stwórcą wszystkiego, co istnieje. Jeśli ma moc to stworzyć, ma moc to kontrolować.

Hebrajczyków 1 mówi o Synu Bożym, który jest ustanowiony „dziedzicem wszechrzeczy – werset 2 – przez którego także wszechświat stworzył”. A potem, werset 3: „podtrzymuje wszystko słowem swojej mocy”. Czytamy tutaj, że Bóg uczynił świat za pośrednictwem Chrystusa i Chrystus podtrzymuje go swoją mocą.

W Kolosan 1 podobnie przedstawia to Apostoł Paweł, który mówi w wersecie 16: „w Nim – czyli w Chrystusie – zostało stworzone wszystko, co jest na niebie i na ziemi, rzeczy widzialne i niewidzialne(…) wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone. On też jest przed wszystkimi rzeczami i wszystko na Nim jest ugruntowane”. Jest Stworzycielem i podtrzymującym stworzenie. To jest świadectwo Pisma Świętego. To tylko przykłady opisów, które powtarzają się w Nowym Testamencie na temat Chrystusa. Kolejny to 1 Koryntian 8, który podobnie mówi nam, że to On uczynił wszystko, co zostało stworzone. Werset 5: „Wszakże dla nas istnieje tylko jeden Bóg Ojciec, z którego pochodzi wszystko i dla którego istniejemy, i jeden Pan, Jezus Chrystus, przez którego wszystko istnieje i przez którego my także istniejemy”.

On jest Stworzycielem wszechświata. Wszystko istnieje, ponieważ to uczynił i wszystko się utrzymuje, ponieważ On to podtrzymuje. Więc kiedy dochodzimy do takiego wydarzenia jak to, tym, co widzimy w tej historii, co widzimy w tym zdarzeniu, jest twórcza moc. Moc stwarzania widać w każdym cudzie uzdrowienia. Ilekroć Jezus kogoś uzdrowił, był to cud stworzenia. Musiał dać tej osobie nowe kończyny lub nowe narządy. To stworzenie. Ale tutaj, na wielką skalę, pokazuje swoją moc nad światem nieożywionym, nad wiatrem i falami. Pokazał swoją moc nad demonami. Może kontrolować świat duchowy. Pokazał swoją moc nad chorobą. Może kontrolować świat człowieka, nawet jego fizyczność. A tutaj ma moc nad światem przyrody.

Ta manifestacja jest naprawdę wyjątkowa dla Nowego Testamentu. Są tam inne fizyczne cuda, takie jak nakarmienie 5 tysięcy i nakarmienie 4 tysięcy, gdzie stworzył jedzenie praktycznie z niczego. Stworzył je swoim słowem. Wyraźnie wskazuje to na Jego stwórczą moc.

Ale skala tego jest większa i potężniejsza. A Pan nie mógł wybrać lepszego miejsca na zademonstrowanie władzy nad swoim stworzeniem. Jezioro, które tutaj widzimy, to bardzo znane Morze Galilejskie. Nie jest tu wspomniane, ale nie musi być, bo znamy kontekst. Służba Jezusa ma miejsce w Galilei. Jego główna siedziba znajduje się w Kafarnaum, na północnym krańcu Morza Galilejskiego. Podróżował po tym obszarze oraz nauczał w wioskach i miastach Galilei. Spędził wtedy cały dzień w tym obszarze, na brzegu morza. Wróćcie do Marka 4:1: „I znowu począł nauczać nad morzem”. To Morze Galilejskie. I zeszło się do Niego mnóstwo ludu, tak iż musiał wstąpić do łodzi i usiąść w niej na morzu, a cały lud był na lądzie, nad brzegiem morza. I nauczał ich wielu rzeczy”.

Taki scenariusz powtarzał się wiele razy. Tłum był tak ogromny, że naciskał Go aż do krawędzi wody i jedynym sposobem, w jaki mógł uzyskać trochę miejsca między sobą a tłumem i powiedzieć to, co chciał powiedzieć, było wsiąść do łodzi i odpłynąć trochę od brzegu. Woda odbijała Jego głos, a otaczające wzgórza mogły stworzyć coś jakby amfiteatr, dzięki czemu było Go dobrze słychać.

Więc na bardzo znanym terenie Morza Galilejskiego, które tak naprawdę nie jest morzem, to jezioro słodkowodne, a dziś znane jest jako Jezioro Genezaret, ale my nazywamy je Morzem Galilejskim. To najniżej położone jezioro słodkowodne na planecie. Jest 210 metrów poniżej poziomu morza. Nie jest tak nisko jak Morze Martwe, ale Morze Martwe nie jest słodkowodne. Ma wysoko zmineralizowaną zawartość, a soli w Morzu Martwym jest tak dużo, że można łatwo unosić się na jego powierzchni. Ale jest to najniżej położone jezioro słodkowodne na świecie. A w efekcie było często badane pod kątem swoich unikalnych właściwości. Jest tam stratyfikacja wody. Dosłownie trzy warstwy wody, które sięgają 45 metrów. I te warstwy mają wiele wspólnego z powierzchnią jeziora w różnych porach roku. Mają wiele wspólnego z zawartością glonów, co ma wiele wspólnego z obecnością ryb. W 1896 roku jedna łódź rybacka złowiła ponad 4 tony ryb. To wydajne jezioro dla połowów ryb, a posiadanie takiej wody i takich zasobów w Galilei było wielkim błogosławieństwem dla jej mieszkańców.

Jest otoczone górami. Na zachodzie i północnym zachodzie góry wznoszą się do 450 metrów. Na północnym wschodzie i wschodzie wznoszą się do 900 metrów. To Wzgórza Golan, które ciągną się przez prawie 70 km, a jezioro ma zaledwie 21 km. Więc są o wiele dłuższe od jeziora. Jezioro ma 21 km na 13 km. Tak więc leży w niecce, a woda, która wpływa do jeziora, pochodzi częściowo z gorących źródeł, ale przede wszystkim z rzeki Jordan, która wypływa z góry Hermon. Góra Hermon znajduje się na północy, na granicy z Libanem i ma wysokość 2800 m. Więc woda płynie w dół z prawie 3 tysięcy metrów, żeby napełnić nieckę tego jeziora. Jest to tak krystalicznie czysta i słodka woda, która nawet dzisiaj zapewnia ok. 50% wody dla narodu Izraela. Był to dla nich ogromny zasób wody i ryb.

Właśnie dlatego tak wielu uczniów było rybakami. Nawet siedmiu z nich. Znamy Jakuba i Jana, Piotra i Andrzeja. Być może jeszcze trzech było rybakami na tym jeziorze. Ponieważ ma wyjątkową lokalizację, ponieważ jest tylko 50 km od Morza Śródziemnego i jest położone tak nisko, ma bardzo szczególne właściwości, bo jest otoczone tymi górami, co dodaje mu wyjątkowości i w efekcie naukowcy badali to jezioro przez lata, żeby je dokładniej poznać. Różni się od wszystkich innych zbiorników wodnych na świecie. A szczególnie wyjątkowym czyni je to, że jest poddane bardzo, bardzo silnym wiatrom. Zarówno latem, w ciepłej części roku, jak i zimą, w chłodnej części roku, występują tam takie wiatry. Wiatr, który przychodzi latem, to Sirocco ze wschodu. To jak nasz wiatr Santa Ana, z tą różnicą, że wieją codziennie od południa do 18.00. Są dość przewidywalne. Wiatr wieje mocno ze Wzgórz Golan i terenów nieco na południe od nich. Nadchodzi i zamienia jezioro we wrzący kocioł i dzieje się to praktycznie codziennie w lecie. To czyni je bardzo groźnym miejscem, w którym można znaleźć się w łodzi w niewłaściwym czasie.

Zima jest jeszcze gorsza, bo zimowe wiatry są chłodne. Nadchodzą z północy i północnego zachodu. A kiedy chłodne powietrze opada i zderza się z ciepłym powietrzem, które naturalnie znajduje się w niecce, to powoduje wzburzenie. Chłodne powietrze przechodzi przez ciepłe powietrze i powoduje ogromne wzburzenie na jeziorze.

Więc występuje to niezależnie od tego czy to lato, czy zima. Byłem tam wiele razy i widziałem, ten typ wiatru, który pojawia się znikąd. Pamiętam, że pewnego razu weszliśmy do metalowej łodzi. Zamierzaliśmy przepłynąć Morze Galilejskie i byliśmy na dziobie, staliśmy na dziobie, cieszyliśmy się przejażdżką i nagle znikąd jezioro zaczęło się burzyć, fale zaczęły rosnąć i wkrótce musieliśmy pobiec do rufy, żeby uniknąć oblania przez wodę na dziobie, tylko po to, żeby być zalanym wodą, która przeszła nad sterówką i uderzyła nas aż na rufie.

Więc może to być bardzo kłopotliwe miejsce, jeśli znajdziesz się tam w niewłaściwym czasie. Najbardziej groźny i zdradliwy czas jest chyba od listopada do kwietnia. I w bardzo nieoczekiwany sposób te wiatry mogą nadejść, te zimne wiatry, a fale mogą mieć od 1,5 m do 3 m. Coś takiego nie ma zwykle miejsca na jeziorach, ale ma miejsce tam. I może to być bardzo przerażające doświadczenie. Pewien historyk opisał, że któregoś razu byli w Tyberiadzie na zachodnim brzegu jeziora i fale były tak wysokie, że wpływały prawie 200 m w głąb miasta Tyberiady z tego małego jeziora. Wszystko to jest zasadniczym efektem wiatru.

To dzieje się w tym miejscu. Nie mogło być lepszego miejsca, żeby Pan zademonstrował swoją moc nad naturą. I właśnie to tutaj robi. Zacznijmy od spokoju przed burzą. Nazwiemy to spokojem przed burzą, potem spojrzymy na spokój podczas burzy, potem na spokój po burzy, a potem na burzę po spokoju. Przejdziemy przez to wszystko.

Więc, spokój przed burzą, werset 35. „Tego samego dnia, gdy nastał wieczór”. To oznacza bardzo konkretny dzień. Jaki dzień? Ten dzień, który rozpoczął się w wersecie 1. Kiedy Pan chodził przy Morzu Galilejskim i zaczął nauczać, a ogromny tłum, jak zawsze, pojawił się tak, że musiał On wejść na małą łódź. Kiedy uczył o glebach, a potem zabrał uczniów na bok i wyjaśnił im znaczenie przypowieści, nie wyjaśniając go tłumowi. A potem, jak pamiętacie, powiedział przypowieść o lampie i koszu. A potem powiedział przypowieść o zasianiu ziarna, które rośnie w nocy, a rolnik nie wie jak. Potem opowiedział przypowieść o ziarnie gorczycy. To był długi dzień. A to tylko wybrane z tych, które opowiedział. Najprawdopodobniej powiedział o wiele więcej przypowieści niż tylko te i nauczał cały dzień. Możemy również założyć, że ludzie przynosili Mu chorych i potrzebujących. I miało tam też miejsce uzdrowienie. Zakładamy, że był to jak zwykle wyczerpujący dzień dla Pana. Samo nauczanie może być bardzo, bardzo wyczerpujące. A On robił to dzień po dniu, po dniu, po dniu, po dniu, przyjmując na siebie ogromne wymagania.

Możemy więc założyć, że jest gdzieś na północno-zachodnim brzegu Morza Galilejskiego, na małej łodzi, w pobliżu miasta Kafarnaum. Nadchodzi wieczór, zmierzch. Ludzie rozejdą się teraz i pójdą do swoich domów. „Powiedział do nich – do swoich uczniów, o których mowa w wersecie 34, Jego własnych uczniów – powiedział do nich: Przeprawmy się na drugą stronę”.

Moglibyśmy założyć, że przeprawił się na drugą stronę, żeby trochę odpocząć i to byłoby w pewnym stopniu zrozumiałe, żeby uciec. Robił tak w wielu sytuacjach, kiedy próbował uciec od napierającego tłumu. Moglibyśmy założyć, że ponieważ nie było żadnych dużych miast na wschodnim brzegu Morza Galilejskiego – wszystkie duże miasta były na zachodnim brzegu – może udał się tam po prostu po to, żeby uciec, zrobić sobie przerwę i trochę odpocząć.

Ale jeśli rozumiesz, co dzieje się dalej w Ewangelii Marka, wiesz, że nie o to chodziło, bo w rozdziale 5, wersecie 1, kiedy przybyli na drugi brzeg morza, do krainy Gerazeńczyków, kiedy wysiadł z łodzi, natychmiast z grobów wyszedł do niego człowiek opętany przez ducha nieczystego.

Przybył na spotkanie zaplanowane przez Jego Ojca z opętanym z Gerazy, który był pełen demonów i ostatecznie wysłał te demony w stado świń, które skoczyły ze wzgórza i skończyły w samym morzu. Więc choć można byłoby założyć, że jest to sposób na ucieczkę i trochę przerwy, okazuje się, że prowadzi to Jezusa do jednego z najstraszniejszych, najbardziej dramatycznych spotkań w Jego życiu z tym opętanym szaleńcem po drugiej stronie. Jezus zawsze działał zgodnie z Boskim planem Odpoczynek był dla Niego bardziej przy okazji. Ale mimo wszystko, pod koniec bardzo długiego dnia, dobrze byłoby mieć spokojną przeprawę w łodzi na drugą stronę i może kilka godzin przerwy.

Więc, werset 36 mówi: „Opuścili więc lud”. I pamiętajcie, że On już był w łodzi, kiedy nauczał. To mogła być ta sama łódź, bo czytamy, że zabrali Go ze sobą w łodzi. Ta łódź mogła należeć do Piotra, Jana, Andrzeja lub Jakuba, jednego z tych rybaków. I wzięli Go tak, jak był, co wskazuje, że nigdzie nie poszedł, nie poszedł się przebrać, nie poszedł zjeść, po prostu wzięli Go tak, jak był i odpłynęli. „A inne łodzie towarzyszyły Mu”.

Nawiasem mówiąc, słowo “łódź”, ploion, nie mówi nic o wielkości łodzi. To bardzo ogólne słowo. Nie mówi, czy to była duża, czy mała łódź, ale wiemy, że była stosunkowo mała, bo łodzie używane do łowienia na Morzu Galilejskim były stosunkowo małe. Może widzieliście, że w ostatnim miesiącu odkryto jedną z nich, którą zdołano wykopać z dna jeziora. Zachował się szkielet tej łodzi. Patrząc na nią,odniosłem wrażenie, że mieściła pewnie swobodnie od 15 do 20 osób.

To nie pomieściłoby wszystkich Apostołów, Jezusa i wszystkich uczniów, którzy za Nim chodzili. Były tam inne łodzie. Dołączył do nich każdy, kto miał łódź i był naśladowcą Jezusa. Powstała z tego mała flotylla płynąca północną częścią Morza Galilejskiego na drugą stronę. Towarzyszyły Mu inne łodzie.

Łukasz mówi nam, że żeglowali. Łukasz używa bardzo specyficznego czasownika. Ten czasownik to pleó i oznacza “żeglować”, a nie elaunō, które oznacza “wiosłować”. Wiosłujesz, kiedy nie ma wiatru. Żeglujesz, kiedy jest wiatr. Więc mieli idealną sytuację. Woda była spokojna. Żeglowali. Te łodzie miały możliwość wiosłowania. Mieli wiosła, ale mieli też maszt i żagiel. I płynęli wtedy, kiedy powiała bryza. Odpłynęli od brzegu i żeglowali dzięki łagodnej bryzie w spokojnych wodach o zmierzchu, płynęli w kierunku wschodniego brzegu. Ruszyli.

W tym momencie patrzymy do Łukasza, który mówi, że kiedy płynęli, Jezus zasnął. Zasnął. Ewangelia Marka 4:38 mówi: „Spał na wezgłowiu”. Dosłownie na “poduszce”. Słowo na “poduszce” zawiera w sobie słowo kephale, czyli “głowa”. Coś, na czym możesz położyć głowę. Tym było wezgłowie. To poduszka pod Jego głowę. Jakaś poduszka, której używali żeglarze, kiedy potrzebowali się położyć, żeby trochę odpocząć.

Więc położył się w łodzi i natychmiast zasnął. To piękny obraz prawdziwego człowieczeństwa Jezusa, który jest wyczerpany i zmęczony. To On stworzył wodę. To On stworzył niebo. Stworzył drewno, z którego powstała łódź. Stworzył nawet sen, a teraz używa tych rzeczy dla swojego dobra. I kładzie się spać w łodzi. Za tą łodzią podążali wszyscy Jego naśladowcy. Okazuje się, że nie wszyscy są prawdziwymi naśladowcami.

Niektórzy są skalistą glebą, niektórzy są zachwaszczoną glebą. Widzieliśmy to w przypowieści w tym rozdziale i ponieważ Ewangelia Jana 6:66, 6 co ma miejsce później, mówi, że wielu Jego uczniów już z Nim nie chodziło. Więc, nie wszyscy okażą się prawdziwi, ale przynajmniej na razie chodzili za Nim. I to właśnie nazwiemy spokojem przed burzą. Piękny obraz Chrystusa, całkowicie wyczerpanego i śpiącego w wygodnym miejscu.

Spokój przed burzą prowadzi do spokoju podczas burzy, ponieważ zerwała się burza, jak mówi werset 37: „Wtedy zerwał się gwałtowny wicher i fale uderzały w łódź, tak że już się napełniała”. Gwałtowny wicher. Gwałtowny wicher oznacza huragan. Mówimy o potężnym wietrze. Ten wiatr mógł przekraczać 100 km/h. Słowo wiatr to po prostu wiatr. A jaki to był wiatr? Silny, porywisty wiatr. Wiatr, który można sklasyfikować jako huragan. Bardzo opisowy język, bardzo mocny język. Łukasz mówi, że on spadł na jezioro, katabaino, spadł na jezioro. Po prostu nadciągnął po zboczach gór. To bardzo mocny język.

Najlepsze szacunki umiejscawiają to prawdopodobnie zimą 29 r. n. e. To był czas najgorszego wiatru. Zimne powietrze gwałtownie sunęło wąwozami i zboczami, nabierając prędkości w miarę opadania, zderzając się z ciepłym powietrzem w niecce jeziora, tworząc gwałtowne wzburzenie, które powodowało uderzanie i wirowanie wody, zamieniając ją w pianę i bardzo wysokie fale. A ponieważ jezioro jest tak małe, 21km na 13 km, kiedy fale uderzały w brzeg, po prostu odbijały się i zderzały się wiele razy, siejąc spustoszenie.

Wszyscy znali burze na jeziorze. Mieszkali blisko jeziora i byli teraz w środku ponadprzeciętnej burzy. To była burza zesłana przez Boga. Można założyć, że te wiatry były specjalnie wybrane, żeby przeprowadzić ten cud. Żeby postawić naszego Pana w sytuacji, która pokaże, że kontroluje swoje stworzenie. To ma być lekcja. Czego ma uczyć? Spójrzmy na werset 40: „Czemu jesteście tacy bojaźliwi? Jakże to, jeszcze wiary nie macie?”. To lekcja wiary. To lekcja wiary.

Chodzi o to, że nasz Pan chce nauczyć swoich uczniów, że można Mu ufać w najbardziej niebezpiecznych okolicznościach.

W relacji Mateusza – ta historia opisana jest w Mateusza 8, Łukasza 8 i tutaj, w Marka 4 -w Mateusza 8:24 to zdarzenie opisane jest jako seismos megas. Seismos rozumiemy, sejsmiczne zdarzenie na mega skalę. To tak naprawdę słowo na trzęsienie ziemi, seismos. Więc miało to ogromne rozmiary, tak jak gwałtowne jest trzęsienie ziemi, tak gwałtowne było drżenie wody wytwarzane przez wiatry o sile huraganu. To było tak poważne, że werset 37 mówi: „fale wdzierały się do łodzi, tak iż łódź już się wypełniała”. Łukasza 8:23 przedstawia to tak: „fale ich zalewały, i byli w niebezpieczeństwie”. Nie mogli wylewać wody tak szybko, jak się wlewała.

Mateusza 8:16 mówi, że to była noc. Więc byli w ciemności, co dodawało grozy. Mateusz mówi, że łódź była pokryta falami. Po prostu zalewały tę małą łódź. Wlewały się tak szybko, że nie mogli sobie z nimi poradzić. Mateusz mówi, że Jezus spał mimo tej burzy.

Czy daje wam to obraz Jego prawdziwego człowieczeństwa? Spał w środku burzy. Był tak zmęczony. Werset 38: „Jezus był w tylnej części łodzi i spał na wezgłowiu”.

Byliście kiedyś tak zmęczeni? To było wielkie zmęczenie. Przypominam sobie kilka sytuacji z mojego życia. Myślę o podróży do Rosji. Miałem tam mówić 8 godzin dziennie przez 2 tygodnie. I to było wyczerpujące. Pamiętam, jak wsiadałem do samolotu w Moskwie, a potem ktoś musiał mnie obudzić, żeby z niego wyjść, kiedy wylądowaliśmy w Nowym Jorku. Nie pamiętałem niczego z tego lotu. Pamiętam, że wsiadłem do następnego samolotu w Nowym Jorku i nie obudziłem się, aż wylądowaliśmy w LA. Myślę, że niektórzy z nas doświadczyli tego w sposób, który określilibyśmy jako bardzo ludzką reakcję na wyczerpanie i wykończenie. I właśnie tego doświadczył nasz Pan. Ponownie widzimy prawdę o Jego człowieczeństwie. Jest prawdziwym mężczyzną, prawdziwym człowiekiem. On rozumie zmęczenie. I jest tak zmęczony, że śpi, kiedy woda zalewa łódź. Śpi głęboko, śpi spokojnie. Nazywam to spokojem podczas burzy. Zmęczony, całkowicie spokojny, na rufie, z głową na poduszce. On jest tym spokojnym pośród burzy, jak oko huraganu.

Nikt inny nie był spokojny. Werset 38 mówi: „Budzą Go więc – świadomi zagrożenia – i mówią do Niego: Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?”. Jak możesz po prostu spać, kiedy przechodzimy przez coś takiego? „Nie obchodzi Cię, że giniemy?”. To słowo oznacza „być zniszczonym”. Rozumieli, że była to nieunikniona śmierć. Nie przeżyliby tego. Na tej łodzi mogli być z Nim Jego Apostołowie. W tej małej flotylli mogli być mężczyźni i kobiety. Wszyscy byli w tej samej sytuacji. Bardzo jasno rozumieli powagę zagrożenia. Wiedzieli, w jakiej sytuacji się znaleźli. Spanikowali. Panika była normalną ludzką reakcją na takie okoliczności. Wiedzieli, że Jezus ma władzę nad demonami. Wiedzieli, że ma władzę nad chorobą. Wiedzieli, że ma władzę nad światem przyrody, jak i nad światem nadprzyrodzonym. Czy mógł ich uratować w takich okolicznościach? Czy mógł ich uratować od burzy?

Nie sądzę, że przyszło im do głowy, że może zatrzymać burzę. Ale prawdopodobnie przyszło im do głowy, że jeśli mają być ocaleni, to On będzie tym, który będzie musiał umożliwić jakieś cudowne wyjście. Nie mieli już do kogo się zwrócić. To pandemonium. To panika. Krzyczą nad głośnym wiatrem i rozbijającą się wodą: „Nauczycielu, nie obchodzi Cię, że giniemy?”. Łukasz pisze, że powiedzieli: „Mistrzu, Mistrzu”. To słowo epistates, które oznacza dowódcę. Mateusz pisze: „Panie”. Więc, raz jest Mistrzem, raz Panem, a innym razem nauczycielem. Ktoś powie: „Biblia nie jest spójna”. Nieprawda. To nie było jednorazowe stwierdzenie. To panika i pandemonium. Użyli wszystkich słów, które mogli wymyślić. Wołali do Niego z każdej strony. „Nauczycielu, Mistrzu, Panie”. To nie jest zorganizowana mowa. To okrzyki przerażonych ludzi. Ewangelia Mateusza 8:26 mówi, że byli bojaźliwi. Oczywiście. Groziła im śmierć, była nieunikniona, jeśli coś by się nie wydarzyło. To mroczny dzień, kiedy żeglarze wzywają cieślę, żeby uratował ich ze sztormu. Nazaret jest daleko od morza. Jezus nie wychowywał się na morzu.

Oni nie szukali stolarskiego rozwiązania dla dylematu żeglarza, oni szukali Boskiego rozwiązania. Wiedzieli już wtedy, że ma kontakt z Bogiem. Wiedzieli, że potrzebowali Bożej interwencji. To była ich jedyna nadzieja. Wiedzieli o tym. Może temu, który ma Boską władzę nad chorobą, temu, który ma Boską władzę nad demonami, 370 Bóg udzieli czegoś, co ich z tego wyciągnie. Byli w końcu wychowani na Starym Testamencie, bardzo zaznajomieni z Psalmami. Więc znaliby takie teksty jak Psalm 65, wersety od 6 do 8: „Boże zbawienia naszego, nadziejo wszystkich krańców ziemi i mórz dalekich. Utwierdzasz góry mocą swoją, przepasany będąc siłą, uśmierzasz szum morza, Szum fal jego”. Psalmista powiedział, że Bóg ma moc, żeby uśmierzyć szum morza i szum fal. Mogli też pamiętać Psalm 89:10: „Ty panujesz nad wzburzonym morzem, gdy się podnoszą jego fale, Ty je poskramiasz”.

A może pamiętali ten bardzo znany i kochany Psalm 107. Werset 23 mówi: „Ci, którzy na statkach płynęli po morzu, uprawiając handel na wielkich wodach, widzieli dzieła Pana i cuda Jego na głębinach. Rzekł, i zerwała się burza, która spiętrzyła fale. Wznosili się aż do nieba, zapadali się w głębiny. Dusza ich truchlała w niebezpieczeństwie. Zataczali się i chwiali jak pijani, a cała ich mądrość obróciła się wniwecz. Wołali do Pana w swej niedoli, a On wybawił ich z utrapienia. Uciszył burzę, i uspokoiły się fale morskie”.

Może pamiętali Psalm 107. To, że Bóg ma moc uciszyć burzę i uspokoić fale. Nie wiemy, o czym myśleli, ale wiedzieli, że nie ma ludzkiego rozwiązania. Wiedzieli, że Jezus ma dostęp do Boga. Wiedzieli, że ma dostęp do Boskiej mocy. Nigdy nie widzieli czegoś takiego. Nigdy nie widzieli Go w takiej sytuacji. Z wszystkich cudów, które uczynił, żaden nie polegał na ratowaniu ich z niebezpieczeństwa. Nie było jeszcze żadnego cudu, w którym Jezus ratował swoich ludzi z niebezpieczeństwa i śmierci.

Ale do kogo innego mieli się zwrócić? Więc idą do tego, o którym wiedzą, że ma kontakt z Bogiem. Niektórzy z nich wiedzieli nawet, że On jest Bogiem. Więc użyli swojej prostej, pokornej, słabej, małej wiary – tak jest też nazwana – żeby zawołać. To prowadzi do spokoju po burzy. Werset 39: „Wówczas wstał”. Wstał ze swojej ławki na rufie, podniósł się z poduszki, która była pod Jego głową i zgromił wiatr. „Zgromił wiatr i powiedział do morza: Milcz i uspokój się!”.

Wyrwali Jezusa ze snu. To typowe dla ludzi w niebezpieczeństwie, w desperacji. Może myśleli o Psalmie 10:1: „Czemu, o Panie, stoisz z daleka, ukrywasz się w czasach niedoli?”. Lub Psalm 44: „Obudź się! Dlaczego śpisz, Panie?(…) Dlaczego zakrywasz oblicze Twoje”.

I Pan usłyszał ich desperackie wołanie, wstał, zgromił wiatr, a potem powiedział do morza: „Milcz i uspokój się!”. Bez dramatyzowania. Bez wysiłku. Przemówił do wiatru i wiatr natychmiast się zatrzymał. Przemówił do wody i woda natychmiast się zatrzymała. Woda i wiatr rozpoznały głos swojego Stwórcy. Tak jak przemówił do śmierci, żeby uwolniła Łazarza, tak przemówił do wiatru i fal, żeby były posłuszne Jego woli.

Oba ucichły. Marek mówi, że nastała doskonała cisza. „Doskonała” prawdopodobnie nie jest dokładnym tłumaczeniem, choć rozumiem, co mieli na myśli tłumacze. To megalē, mega, coś “mega” to coś wielkiego. Megalē to największa cisza. Całe jezioro było tak spokojne jak staw. Wiatr zatrzymał się natychmiast, a fale się spłaszczyły. To nie stałoby się, gdyby wiatr ucichł, fale wciąż uderzałyby o brzeg, odbijały się i zderzały. Trwałoby to dość długo po zatrzymaniu wiatru. Ale zatrzymał wiatr i w tym samym czasie zatrzymał wodę, po prostu przemawiając. Ci ludzie widzieli, jak pojawiały się wiatry i jak wzburzała się woda. Widzieli, jak wiatr ucichał, a woda wciąż była wzburzona. Ale tutaj wiatr i woda zatrzymały się i nastał idealny, absolutny spokój.

Jezus ma tak ponadnaturalną moc, że słowem wstrzymuje miliony koni mechanicznych energii wiatru. Wstrzymuje miliony litrów wody, która się uspokaja. Co Marek nam przez to mówi? Że patrzymy tutaj na Stwórcę. To jest Syn Boży. Jest Synem Bożym, czego dowodzą Jego narodziny, Jego zwycięstwo nad Szatanem, Jego nauczanie, Jego cudowna moc i Jego potężna kontrola nad stworzeniem.

Tak, On może uczynić nowe stworzenie. Tak, On może przywrócić ziemi cechy podobne do Edenu. Tak, On może sprawić, że pustynia zakwitnie jak róża. Tak, On może utworzyć rzekę w Jerozolimie, która płynie na pustynię i zamienia ją w ogród. Tak, On może zmienić naturę tak, że lew leży z cielęciem, a dziecko może bawić się nad jamą żmij. Tak, On ma władzę nad swoim stworzeniem, żeby zmienić długość życia tak, że w królestwie ktoś, kto umrze jako stuletni, umrze jako dziecko. Tak, On ma tę moc. Ma całkowitą władzę nad naturą i kontroluje ją. On ją stworzył. On ją podtrzymuje. On ją odtworzy w tysiącletnim królestwie w przyszłości, a pewnego dnia zniszczy ją, kiedy stopi się w żarliwym ogniu. Nastąpi atomowa implozja i zostanie zastąpiona nowym niebem i nową ziemią. Chciałbym, żeby ludzie w naszym świecie, którzy myślą, że mogą kontrolować przyszłość planety, rozumieli, co mówi Biblia. Oni nie zarządzają planetą. Żaden z nich nie robi tego z osobna ani kolektywnie i nie sprawią, że planeta będzie trwała ani o ułamek sekundy dłużej, niż postanowił to jej Stwórca. Nie mają tu nic do gadania.

To wszystko bzdury, kompletne bzdury. To, po pierwsze, bzdury z naukowego punktu widzenia. Ale, co więcej, to bzdury z teologicznego punktu widzenia. Stwórca jest tym, który podtrzymuje i doprowadza do końca swoje stworzenie. Myślę, że ta cudowna manifestacja Jego mocy byłaby wystarczająca, żeby przekonać mnie do tego, z kim mam do czynienia i była to dla nich lekcja wiary. Więc powiedział im: „Czemu się tak boicie? Jak to jest, że nie macie wiary?”. Patrzę na waszą panikę i wasz strach, „jak to jest, że nie macie wiary?”. Lub słowami Mateusza: „Czemu się boicie, ludzie małej wiary?”. Więc On zatrzymuje burzę i wskazuje na słabość ich wiary. Nie mieliście wystarczającej wiary, żeby uwierzyć, że mogłem się o was zatroszczyć? Nie musieliście panikować. Nie musieliście drżeć ze strachu.

Więc siedzą tam w błogiej ciszy i spokoju po burzy, a Jezus mówi: „Czemu się tak boicie? Jak to jest, że nie macie wiary?”. Czy nie udowodniłem wam już, że możecie mi zaufać?

Z pewnością tego dnia ich wiara musiała mocno wzrosnąć. Ale ich reakcja wcale o tym nie świadczy. Chcielibyśmy, żeby powiedzieli: „Panie, nigdy więcej nie będziemy się bać, dopóki jesteś w pobliżu. Nie będziemy się o nic martwić. Widzieliśmy już tyle, ile trzeba. Jesteśmy przekonani”. Ale to nie jest ich reakcja.

Ich reakcja jest przewidywalna. Werset 41. To ostatni punkt. To burza po spokoju. „I ogarnął ich wielki strach”. Zauważcie, że w wersecie 40 bali się podczas burzy, a teraz byli bardzo przestraszeni. Dlaczego? Od burzy na zewnątrz twojej łodzi gorsze jest to, że Bóg jest wewnątrz twojej łodzi. To wystarczy, żeby spanikować.

Wiedzieli, z kim mają do czynienia. Mieli w swojej łodzi żywego Boga, tego, który stworzył i panuje nad swoim stworzeniem. Zapanował strach. Ogarnęła ich panika. Pamiętacie, przy innej okazji na morzu, kiedy Piotr nie mógł złapać żadnej ryby? Ewangelia Łukasza 5. Jezus powiedział: „Spróbuj z tej strony łodzi”. Piotr rzucił tam swoją sieć i mieli tyle ryb, że nie mogli ich wyciągnąć. Jaka była reakcja Piotra? „Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem grzesznym człowiekiem”.

Co to za reakcja? To reakcja kogoś, kto wie, że Stwórca kontroluje wszystkie żywe istoty, wszystkie ryby morskie i idą tam, gdzie On im mówi. To jest przerażające. Bo jeśli Ty widzisz Boga, to Bóg widzi ciebie. Ty widzisz Jego chwałę, On widzi twój grzech. To zupełnie normalna reakcja w całym Piśmie.

Abraham, Księga Rodzaju 18:27, miał tę samą reakcję, natychmiastową panikę, kiedy spotkał się z Bogiem i zdał sobie sprawę z tego, jakim był człowiekiem. Manoach, ojciec Samsona, wrócił do domu i powiedział do swojej żony: Umrzemy, spiszmy testament, już po nas. A ona zapytała: Dlaczego? – Widziałem Pana, a jeśli ja zobaczyłem Jego, On zobaczył mnie. A jeśli On mnie widział, to jesteśmy martwi.

Hiob miał to samo doświadczenie. Izajasz w Izajasza 6:5 wygłosił o sobie przekleństwo: „Jestem człowiekiem nieczystych warg”. Przeklął sam siebie. Ezechiel miał takie samo doświadczenie w wizji z 1 rozdziału. Daniel miał takie samo doświadczenie w rozdziale 10. Apostoł Jan w 1 rozdziale Objawienia, kiedy zobaczył pierwszą wizję Chrystusa, mówi, że padł jak umarły. Przerażające jest uświadomić sobie, że jest się w obecności Boga. W obecności Boga.

Nie było innego wyjaśnienia. Oni wiedzieli, że to było ponadnaturalne. „I mówili jeden do drugiego: Kim On jest, że nawet wiatr i morze są Mu posłuszne?”. To retoryczne pytanie, nie trzeba na nie odpowiadać. Marek nie daje nam nawet odpowiedzi. Skąd jest ta osoba? On nie jest stąd. To ktoś obcy. To ktoś obcy, On nie jest stąd. Bo ma taką moc. Oczywiście, wniosek jest taki, że mówili o tym, który przyszedł z nieba.

Mateusza 14 to inna sytuacja z Jezusem na wodzie. Tym razem chodził po wodzie, pamiętacie to? A kiedy wsiadł do łodzi, po chodzeniu po wodzie, powiedział: „O małowierny – znowu – czemu zwątpiłeś?”. Mamy to samo. „Wiatr ustał. A ci, którzy byli w łodzi, złożyli Mu pokłon, mówiąc: Zaprawdę, Ty jesteś Synem Bożym”.

Kiedy po raz drugi widzieli zdarzenie na wodzie, w którym On kontrolował wodę, chodził po wodzie, zatrzymał burzę, odpowiedzieli na swoje retoryczne pytanie. Tutaj mówią: „On nie jest stąd”. Następnym razem powiedzą: „On jest Synem Bożym”.

Myślę, że już tutaj o tym myśleli. Nie ma powodu, żeby Marek odpowiadał na to retoryczne pytanie. Jest tylko jedna możliwość. Tylko Bóg kontroluje żywioły i robi to według własnego uznania. A w tym przypadku dla ochrony własnych uczniów i Apostołów. Potrzebowali wiedzieć, że Pan był nie tylko Bogiem, ale że Pan był ich obrońcą.

Psalm 55:23: „Zrzuć na Pana brzemię swoje, a On cię podtrzyma!”. Czy jak to ujął Piotr w 1 Piotra 5:7: „Wszelką troskę swoją złóżcie na Niego, gdyż On ma o was staranie”. Więc Pan komunikuje nam tutaj dwie rzeczy. Komunikuje nam swoją Boskość, okazując moc i komunikuje swoje współczucie, swoje miłosierdzie i troskę o swoich ludzi, chroniąc ich przed przedwczesną śmiercią. Czy to znaczy, że chrześcijanie nie umierają? – Nie. Ale nie umierają, dopóki nie nadejdzie ich czas. Do tego czasu Pan chroni, troszczy się i strzeże swoich, tak jak robi to tutaj. To historia, która nie ma wyjaśnienia poza Boskością Jezusa Chrystusa. Nie ma na to żadnego ludzkiego wyjaśnienia. Nawet jeśli zasugerujesz, że wiatr zatrzymał się sam, nie ma wyjaśnienia na zatrzymanie fal. A gdyby myśleli, że to było przypadkowe, nigdy nie odpowiedzieliby strachem, bo wiedzieli, że to była Boska moc, ani nie zasugerowaliby, że to była Boska osoba, a nie ktoś z ich okolicy. Powiedzieli też: „wiatr i morze są Mu posłuszne”, co znaczy, że zatrzymanie wiatru i zatrzymanie wody były bezpośrednio związane z Jego słowami.

To była ciekawa podróż na drugą stronę i równie ciekawie było po tym, jak tam dotarli, co zobaczymy następnym razem. Pomódlmy się.

Twoje słowo jest dla nas zawsze tak świeże, Panie. Zachęca nas i zaprasza, a to dlatego, że przedstawia Ciebie w całym Twoim majestacie i chwale, zwłaszcza kiedy patrzymy na zdarzenia z życia Chrystusa, majestat Jego osoby, cud tego, kim jest, zarówno jako człowiek, jak i jako Bóg. Widzimy, że jest to tutaj połączone we wspaniały sposób. Tak zmęczony, że może spać podczas burzy, tak potężny, że może zatrzymać burzę. To jest nasz Chrystus, w pełni Bóg i w pełni człowiek, dzięki czemu może zapewnić nieskończoną ofiarę za grzech i umrzeć w miejsce człowieka.

Jeszcze raz dziękujemy Ci, Panie, za Twoje Słowo. Zawsze jesteśmy nim wzbogaceni, zawsze jesteśmy zachwyceni jego chwalebną prawdą i spójnością. I prosimy, żebyśmy poznali Chrystusa takim, jaki jest naprawdę, głębiej niż ci małowierni lub bez wiary, głębiej niż ci, którzy wciąż zadają pytania o to, kim jest. Daj nam pełne przekonanie, że Jezus jest Bogiem-człowiekiem, Chrystusem, Twoim Synem, Mesjaszem i Zbawicielem. I niech będzie przedmiotem naszej wiary, prawdziwej i zbawczej wiary. Modlimy się dla Twojej chwały i naszego wiecznego błogosławieństwa. Amen.

Udostępnij!
    Dołącz!
    Wpisz swój e-mail, aby co dwa tygodnie otrzymywać najnowsze materiały EWC.