Tytuł: Proroctwo Upadku
Seria: Ewangelia Marka (19/27)
Transkrypcja wideo
Przechodzimy do 14 rozdziału Ewangelii Marka, a dzisiejszego wieczoru do wersetów od 27 do 31. Dziś rano zatrzymaliśmy się na wersecie 26, w którym dobiegła końca czwartkowa wieczerza paschalna. Zaczęła się ona około zachodu słońca i zakończyła się dopiero po północy. Nasz Pan spędził około sześciu godzin na spożywaniu ostatniej Paschy i ustanowieniu pierwszej Pamiątki. W tym czasie i wokół tego miało miejsce wiele ważnych wydarzeń, a nasz Pan obszernie nauczał swoich apostołów, przekazując im obietnice zapisane dla nas we wspaniałych rozdziałach Ewangelii Jana, począwszy od rozdziału 13 aż do rozdziału 16. Wieczór zakończył się wspaniałą modlitwą arcykapłańską zapisaną w rozdziale 17. Kiedy wieczór dobiegł końca, zaśpiewali hymn, Psalm 136, i odeszli. Wracamy do tej historii właśnie w tym momencie, w wersecie 27:
„I rzekł im Jezus: Wy wszyscy się zgorszycie, bo napisano: Uderzę pasterza, a owce będą rozproszone. Lecz po moim zmartwychwstaniu, wyprzedzę was do Galilei.
A Piotr rzekł do Niego: Choćby się wszyscy zgorszyli, ja jednak nie.
I rzekł mu Jezus: Zaprawdę powiadam ci, że ty dzisiaj, tej nocy, pierwej niż kur dwakroć zapieje, trzykroć się mnie zaprzesz.
Ale on tym bardziej zapewniał: Choćbym nawet miał umrzeć z Tobą, nie zaprę się Ciebie. Tak samo mówili wszyscy”.
To daje nam wgląd w słabość naśladowców Jezusa. Pamiętacie, że nasz Pan powiedział, jak mówi Ewangelia Marka 8:38, że kto się Go wstydzi, tego i On będzie się wstydzić. Z pewnością Judasz należy do tych, którzy wstydzili się Go trwale i nieodwracalnie. Ale co z pozostałymi jedenastoma? Jak bardzo różnili się od Judasza? Nie zdradzili Pana. Nie sprzedaliby Pana. Nie wydaliby Pana. Ale z pewnością wydają się wstydzić utożsamiania z Nim. I oczywiście, zanim skończy się ta historia, w nikim nie widzimy większego wstydu z powodu utożsamienia z Chrystusem niż w Piotrze.
Wstyd Judasza był wstydem niewiary. Wstyd jedenastu był wstydem słabości. Wstyd Judasza był nieodwracalny, bez możliwości naprawy. Wstyd uczniów był tymczasowy i można go było przekształcić w wiarę. To, jak postrzegamy ich historię, znajduje swoje zwieńczenie w Dziejach Apostolskich 5:41, gdzie o apostołach powiedziano: „odchodzili sprzed oblicza Rady Najwyższej – tego samego żydowskiego Sanhedrynu – radując się, że zostali uznani za godnych znosić zniewagę dla imienia Jego”. Judasz powiesił się i trafił do swojego miejsca, do jeziora ognistego, ponieważ jego wstyd był trwały. Uczniowie natomiast ostatecznie oddali życie jako męczennicy, ponieważ podnieśli się z tymczasowego wstydu. Różnica polegała na tym, że oni należeli do Pana, a zasoby Pana były do ich dyspozycji.
Więc to, czego się tutaj uczymy, nie dotyczy wstydu Judasza, nie chodzi o trwały, potępiający wstyd, ale o tymczasowy wstyd, z którego naśladowcy Jezusa mogą i rzeczywiście się podnoszą. To doświadczenie, które mieliśmy wszyscy, ponieważ bywały chwile, kiedy każdy z nas wstydził się utożsamić z Chrystusem, bo myśleliśmy, że zostaniemy odrzuceni, że spotkamy się z wrogością albo że może to przynieść negatywne konsekwencje.
To Martyn Lloyd-Jones powiedział: „Jeśli nigdy nie wstydziłeś się otwarcie głosić ewangelii, to nie dlatego, że jesteś tak odważny. To dlatego, że prawdopodobnie nie rozumiesz ewangelii”. Bo jeśli naprawdę głosisz pełną ewangelię, musisz skonfrontować grzesznika w taki sposób, że odrzuci zarówno twoje słowa, jak i ciebie samego. A to może skłonić nas do milczenia.
Będzie więc dla nas pomocne zrozumienie, jak ci mężczyźni przeszli przez to doświadczenie wstydu i ostatecznie wyszli z niego jako odważni. I dokładnie tak się stało. Jednak ten tekst nie mówi tak naprawdę nic konkretnego o naszym Panu. Mówi raczej o nich, o tym, że zostaną rozproszeni i zostaną przywróceni. A potem pojawiają się zapewnienia Piotra. Ale to, co przebija się przez ten fragment, to majestat, wspaniałość i chwała Syna Bożego.
Jeśli więc patrzysz na wersety od 27 do 31 i pytasz: „Gdzie to jest?”, właśnie od tego tu jestem. Chcę pomóc wam zobaczyć to, czego w innym wypadku moglibyście nie dostrzec. Mamy tu wyraźny przykład ludzkiej słabości wierzących w Chrystusa. Mamy tu, w pewnym sensie, upadek Jego apostołów. Ale na tym tle naprawdę uwidacznia się jaśniejący majestat Jezusa Chrystusa. Aby jeszcze raz nakreślić sytuację, w czterech Ewangeliach: Mateusza, Marka, Łukasza i Jana, jeśli zsumować wszystkie rozdziały i wszystkie wersety, które mówią o życiu naszego Pana od narodzin aż po Jego ciche lata, dałoby to 4 rozdziały na 89 rozdziałów. Cztery rozdziały opisują Jego życie aż do 30 roku życia, kiedy rozpoczął swoją służbę.
W Ewangeliach jest 29 rozdziałów poświęconych ostatniemu tygodniowi i 13 rozdziałów poświęconych piątkowi, ostatniemu dniu. Więc nagle mamy do czynienia z ogromną ilością informacji, ponieważ jest to najważniejszy okres.
Pamiętajcie, że wieczerza paschalna w czwartek, po zachodzie słońca zakończyła się końcową częścią Hallelu. Potem był czwarty kielich, a następnie Psalm 136, gdzie każdy werset kończy się słowami „Albowiem Jego łaska trwa na wieki”. I wtedy wyszli. Był to wieczór pełen obietnicy i nadziei.
Ewangelia Jana 18:1 mówi, że wyszedł wraz ze swoimi uczniami i udał się na Górę Oliwną. Oczywiście od wersetu 27 mamy moment, w którym dochodzi do opisanego wydarzenia po tym, jak opuścili salę na górze i byli w drodze na Górę Oliwną.
Na zboczu Góry Oliwnej znajdował się ogród zwany Ogrodem Getsemane, gdzie znajdowała się tłocznia oliwy, bo Góra Oliwna nazywała się tak, dlatego że była gajem oliwnym. Tym, co miało się wydarzyć na tej górze w środku nocy, było spotkanie z Judaszem i aresztowanie Jezusa. Miał być osądzony rano, ukrzyżowany później tego samego poranka i umrzeć po południu jako ofiara, jako Baranek. Zawsze będzie znany jako Baranek. W Objawieniu Jana jest określany Barankiem częściej niż jakimkolwiek innym tytułem. Myślę, że około 20 razy w Objawieniu Jana, które opisuje przyszły i niebiański obraz Chrystusa, jest On nazywany Barankiem.
A więc Baranek, który za kilka godzin będzie zabity, prowadzi swoją małą grupę na Górę Oliwną. Wychodzą z sali na górze około północy, kierują się przez bramę świątynną w stronę wschodniego zbocza wzgórza świątynnego. A ponieważ wzgórze było położone wyżej, schodzili więc w dół zbocza, wychodząc po wschodniej stronie, przez dolinę Cedronu, gdzie o tej porze roku, wiosną, w czasie deszczów, płynął potok Cedron. Była to pora deszczowa, a woda w potoku mieszałyby się z krwią wszystkich baranków, które były tam zabijane, a krew spływałaby w dół zbocza do tego małego strumyka. Jezus przechodził z nimi przez ten krwawy potok, który wypływał ze świątyni.
Gdy zmierzali w tym kierunku, domy w mieście były oświetlone świecami, bo nikt wtedy nie spał z powodu wszystkich ekscytujących wydarzeń tego weekendu; ci z Galilei świętowali tej nocy wieczerzę paschalną, inni przygotowywali wieczerzę paschalną na następny dzień. Bramy świątynne miały być otwarte o północy, żeby wpuścić kolejnych pielgrzymów na piątkową Paschę.
Tak więc przeszli przez potok i wspinali się zachodnim zboczem Góry Oliwnej, być może w pobliżu miejsca, gdzie siedział z nimi w środę wieczorem i przekazał im wielkie przesłanie o swoim powtórnym przyjściu. Pan mógł sobie przypomnieć podczas tego krótkiego marszu, że w zasadzie podążał tą samą drogą, którą szedł Dawid, kiedy uciekał przed ścigającym go Absalomem, co opisuje 2 Księga Samuela 15. Pamiętacie, że Dawid wchodził na Górę Oliwną boso i płacząc.
Gdy więc dwunastu opuszcza tętniące życiem miasto, by znaleźć spokój w dobrze znanym miejscu, czekała ich konfrontacja z Panem, podczas której wyrażą swoje zaufanie, siłę i odwagę, a On powie im prawdę o tym, co zrobią. W tej konfrontacji i obnażeniu ich słabości widzimy majestat Chrystusa. Nie ma sensu skupiać się na ich słabości. Widzimy to i możemy się z tym utożsamiać. Ale to, co Duch Święty umieścił w tym tekście, a co niekoniecznie jest widoczne na pierwszy rzut oka, to właśnie zamierzam wam pokazać, kiedy będziemy przyglądać się naszemu Panu.
Po pierwsze, zobaczymy Jego wiedzę. Jego wiedzę. Dochodzimy do wniosku, że oni są nieświadomi. Nie znają przyszłości. Nie wiedzą, co nadchodzi. Nie są nawet pewni tego, o czym im powiedział. Nie są pewni, czy potrafią to przyjąć. W swojej niewiedzy są pełni strachu i wątpliwości, które przerodzą się w panikę i przerażenie, sprawią, że uciekną, a nawet wielokrotnie zaprą się Chrystusa, jak w przypadku Piotra. Tłem tego wszystkiego jest ich niewiedza, strach wyrastający z ich niewiedzy.
W kontraście do tego jest wiedza Chrystusa. Wspaniała, cudowna, nadprzyrodzona wiedza. Spójrzmy na werset 27: „I rzekł im Jezus: Wy wszyscy się zgorszycie”. Wszyscy się zgorszycie. Grecki czasownik to skandalizó. Będziecie zgorszeni, będziecie urażeni. Odpadniecie. To, drodzy przyjaciele, świadczy o Jego nadprzyrodzonej wiedzy. On wiedział, że to zrobią. Nie wiedział o tym, dlatego że Mu tak powiedzieli. Oni mówili coś przeciwnego. Ale On wiedział, ponieważ wiedział wszystko. To, co jeszcze się nie wydarzyło, było dla Niego równie dobrze znane, jak to, co już się wydarzyło. Znał nadchodzące chwile. Znał nadchodzące godziny. Wiedział, co wydarzy się tej nocy. Ewangelia Mateusza 26 mówi: „Wy wszyscy zgorszycie się z mojego powodu tej nocy”. Wiedział, co nadchodzi w ciągu najbliższych godzin. Widział czarne chmury. Czuł, że spisek Żydów zbliża się do swojego finału. Spodziewał się przybycia oddziału rzymskich żołnierzy, Sanhedrynu i Judasza do ogrodu w środku nocy.
On o tym wszystkim wiedział, ponieważ, zwróćcie uwagę, tak było napisane. Tak było napisane. Wiedział o tym. I zostało to zapisane w Piśmie. On nawet cytuje Pismo w wersecie 27. To fragment z Księgi Zachariasza 13:7: „Uderz pasterza i będą rozproszone owce”. „Jest napisane” to powszechna starotestamentowa formuła. Jezus powiedział: „Wiem, co się wydarzy, bo wiem wszystko, nawet to, co jeszcze się nie wydarzyło. I wiem, co mówi Pismo Święte”. Więc On wiedział. Znał wydarzenia przyszłości i znał znaczenie przeszłości. Wiedział, co nadchodzi, bo wiedział wszystko. I wiedział, jak rozumieć Zachariasza 13:7: „Uderz pasterza i będą rozproszone owce”. On wiedział. Znał też swoją przyszłość. Wiedział, że będzie uderzony i, że to napełni ich strachem oraz przerażeniem tak, że się rozproszą.
Jeśli wrócicie na chwilę do 13 rozdziału Księgi Zachariasza, zobaczycie nieco szerzej kontekst, w którym zostało wypowiedziane to proroctwo. Werset 7: „Ocknij się, mieczu, przeciwko mojemu pasterzowi i przeciwko mężowi – mojemu towarzyszowi! – mówi Pan Zastępów. – Uderz pasterza i będą rozproszone owce, Ja zaś zwrócę swoją rękę przeciwko maluczkim”. To niesamowite, zdumiewające. Zachariasz mówił wcześniej o fałszywych prorokach. Mówił o fałszywych prorokach, którzy zostaną zranieni w swoich domach bałwochwalstwa, w miejscach, gdzie czcili bożki. Ale teraz zwraca się do prawdziwego pasterza i mówi: „Boży pasterz, mój pasterz, mój towarzysz – mówi Pan Zastępów – ten pasterz, ten prawdziwy pasterz, też będzie zraniony”. Tym, który tutaj mówi, jest Jahwe, a Mesjasz jest tym, o którym On mówi. To mesjańskie proroctwo. Jezus ponownie został dotknięty przez Boga. „Ocknij się, mieczu, przeciwko mojemu pasterzowi”. Bóg wzywa własny miecz przeciwko swojemu Pasterzowi. To Bóg uderza Mesjasza. „O mieczu, uderz Pasterza”. I jeszcze raz powiem, że to nie Judasz doprowadził Go na krzyż, choć odegrał pewną rolę. To nie Sanhedryn ani Rzymianie, ani Piłat, ani Kajfasz, ani Herod. To Bóg. „Mój Pasterz”. Osobisty przedstawiciel Boga. Mój towarzysz, niektóre przekłady mówią „mój współpracownik”. Dosłownie język hebrajski mówi: „Mąż mojego zjednoczenia. Mąż, który jest ze mną zjednoczony, który jest mi równy”. A słowo „mąż” nie jest tu zwykłym, hebrajskim słowem określającym mężczyznę. To słowo określające silnego lub potężnego mężczyznę. Wszystko to są wyrażenia mesjańskie. Nie tylko do Mesjasza, ale do Mesjasza, który jest Synem Bożym.
Więc prorok powiedział, że sam Bóg, własnym mieczem zabije tego, który jest Jego osobistym przedstawicielem, który jest Mu równy. To stwierdzenie mówi o naturze Chrystusa, który ma tę samą istotę, co sam Bóg. Skutkiem uderzenia Pasterza przez Boga będzie rozproszenie owiec. Rozproszenie owiec.
Niektórzy widzą w tym odniesienie nie tylko do apostołów. Niektórzy rozszerzają to też na rozproszenie całego narodu. Na światową diasporę Izraela po odrzuceniu przez nich Jezusa Chrystusa. Jednak z pewnością odnosi się to przede wszystkim do apostołów, ponieważ tak właśnie Jezus to interpretuje. Skoro to On jest egzegetą Księgi Zachariasza 13:7 i odnosi to do apostołów, to z pewnością musi to odnosić się przede wszystkim do nich. I można to rozszerzyć na fakt, że Izrael też został rozproszony po swoim odrzuceniu Mesjasza.
Ale główny nacisk kładziony jest tutaj na apostołów, ponieważ tak właśnie interpretuje to nasz Pan. Dwunastu, a właściwie jedenastu, staje się w pewnym sensie pierwszymi ofiarami Jego śmierci. Będzie więcej ofiar. Widzicie, jak kończy się Zachariasza 13:7? Zachariasza 13:7 ma dość ciekawe zakończenie. Zwrócę na nie jeszcze raz uwagę, ponieważ, moim zdaniem wykracza to poza samych apostołów. „Zwrócę swoją rękę przeciwko maluczkim”. Co to jest? „Zwrócę swoją rękę przeciwko maluczkim”. To prawdopodobnie odnosi się do tego, że Bóg pozwoli, by Jego lud był prześladowany. Żeby był prześladowany. Ze względu na czystość wczesnego Kościoła i czystość ewangelii nadejdą prześladowania. Najpierw dotknęły apostołów, potem wczesny Kościół, i trwają przez całą historię.
Chodzi po prostu o to, że Jezus znał przyszłość. Wiedział, co nadchodzi. Wiedział, co stanie się z uczniami. Wiedział, co stanie się z narodem. Wiedział, że nastąpią prześladowania wobec nich i wobec wierzących, którzy przyjdą po nich. Wszystko to zostało wcześniej zapisane w Piśmie Starego Testamentu. On wiedział o wszystkim, co działo się z Judaszem, o wszystkim, co działo się z Żydami. O tym, jak wszystko to za kilka godzin osiągnie kulminację i co się stanie. To nie jest zwykły człowiek. To Mesjasz, Syn Boży.
Najlepszymi, najbardziej pobożnymi i najprawdziwszymi z prawdziwych w Izraelu było właśnie tych jedenastu apostołów. Byli prawdziwymi wierzącymi w Chrystusa. Wyznali Go jako Pana, Boga i Mesjasza. Otrzymali zbawienie. Byli pobożni. Byli najlepsi. Ale prawda o nich była naprawdę smutna. Dlaczego Pan miałby zakładać, że przytrafi im się coś takiego? Ponieważ to wiedział i ponieważ tak było napisane. Myślę, że była to dla nich bardzo ważna lekcja, że nikt poza Bogiem nie może znać przyszłości. I nikt poza Bogiem nie może przewidzieć tego, co nadchodzi, a On to przewidział.
David Thomas napisał: „Chrystus dobrze wiedział o wszystkim, co miało Go spotkać tej nocy. Nie tylko widział wszystkie chmury, które zaciemnią Jego niebo, ale znał każdy grzmot, każdy błysk pioruna, każdą kroplę deszczu, które miały tej nocy spaść na Jego Ducha. Wszystko to było z góry przewidziane i zaplanowane. Sama perspektywa wszystkich prób naszego życia zmiażdżyłaby nas na długo przed ich nadejściem, ale Chrystus miał tę wzniosłą wielkoduszność, która pozwalała Mu patrzeć na nie z oddali w całym ich ogromie, zbliżać się do nich bez zawahania, wejść w nie z duchem niezłomnej lojalności wobec nieba i przejść przez nie z moralną energią Boga”. Koniec cytatu.
Gdybyśmy wiedzieli wszystko, co ma nam się wydarzyć w przyszłości, bylibyśmy sparaliżowani przez traumę. Nasz Pan znał każdy szczegół, każdy ruch tego, co miało spaść na Niego i na Jego naśladowców. Uczniowie myśleli, że znają samych siebie, ale tak nie było. Nie znali.
Widzimy więc, po pierwsze, Jego wiedzę objawiającą się w tym wydarzeniu. Po drugie, widzimy Jego odwagę. Jego odwagę. Wróćmy do tekstu, On mówi: „Wy wszyscy się zgorszycie…”. Wszyscy się zgorszycie. To proroctwo. Wszyscy wpadniecie w pułapkę. To znaczy to słowo.
Księga Przysłów 29:25 mówi: „Lęk przed ludźmi nastawia na człowieka sidła”. Wszyscy będziecie uwięzieni przez swój strach. Skończycie jako nielojalni. Zostaniecie wciągnięci w grzech niewierności z powodu strachu przed prześladowaniem. Opuścicie mnie. Tak jak powiedział Zachariasz: “Rozproszycie się”. I właśnie tak się stało. Kiedy presja wzrosła, a Chrystus został pojmany, żeby go zabić, nierozerwalna jedenastka rozdzieliła się. To rozbiło tę małą grupę, która była razem przez trzy lata.
Utrzymywali jeszcze pewne kontakty. Widzimy razem Piotra i Jana. Ale grupa w zasadzie się rozpadła. To wyjaśnia na przykład nieobecność Tomasza w niedzielny wieczór po zmartwychwstaniu. To wyjaśnia, dlaczego dwóch uczniów po prostu odchodzi drogą do Emaus. Ci ludzie, którzy przez trzy lata byli nierozłączni, teraz są rozproszeni. To wyjaśnia, dlaczego w Galilei, kiedy Pan im się ukazał, było ich razem tylko siedmiu, kiedy Pan spotkał ich nad jeziorem. Dopiero jakiś czas później, w Mateusza 28:16, cała jedenastka, oczywiście bez Judasza, ponownie się zebrała.
Zostali ponownie zebrani na Jego wniebowstąpienie. Zostali ponownie zebrani na zesłanie Ducha Świętego. Ale w dniu śmierci Pana ich mała grupa rozpadła się ze strachu. „Wy wszyscy zgorszycie się z mojego powodu, z mojego powodu”. Nasz Pan miał na myśli to, że utożsamianie się z Nim będzie zagrożeniem dla ich życia. Bycie utożsamianym z Chrystusem miało stać się niebezpieczne. Tak to postrzegali. Zamierzano zabić Chrystusa i rzeczywiście to uczyniono. Uczniowie mogli jedynie wyciągnąć wniosek, że ich bliski związek z Chrystusem mógł oznaczać, iż oni będą następni. I nie byli gotowi zapłacić ceny za bycie utożsamianym z Jezusem. Nie byli gotowi oddać swojego życia.
Ewangelia Mateusza 26:56 mówi: „To wszystko się stało, aby się wypełniły Pisma prorockie. Wtedy wszyscy uczniowie Go opuścili i uciekli”. Ratowali własne życie. Nie mogli stawić czoła niebezpieczeństwu. Tak płytką miłością odwzajemnili Jego doskonałą miłość. To było tak tchórzliwe. Tak bardzo tchórzliwe.
Trzeba przyznać, że utożsamianie się z Jezusem Chrystusem może być niebezpieczne. Może być niebezpieczne dzisiaj i było niebezpiecznie przez całą historię Kościoła. Hebrajczyków 11 mówi o tym, jak Mojżesz był gotowy znosić hańbę Chrystusową już w swoich czasach; zamiast zażywać przemijającej rozkoszy grzechu, był gotów postawić swoje życie na szali.
Ale tamtej nocy cena była po prostu zbyt wysoka. Chwila była zbyt przerażająca, dlatego uciekli do bezpiecznego miejsca i rozproszyli się. To nagłe wydarzenie dosłownie ich rozbiło. Piotr skrada się w ciemnościach gdzieś na uboczu, z daleka, próbując poradzić sobie z napięciem, które odczuwa między miłością do Chrystusa a obawą o własne życie. Są słabi i tchórzliwi.
A co widzimy w kontraście do tego? Niesamowitą odwagę Chrystusa. I dlatego powtarzam, że ten fragment wyróżnia Go, nawet o tym nie mówiąc. Ma odwagę przewyższającą każdego śmiertelnika, by znosić nienawiść, znosić ból, znosić upokorzenie, znosić zdradę, przyjąć pocałunek zdrajcy, stawić czoła śmierci, śmierci na krzyżu, dobrowolnie ponieść grzech ludzi, którzy opuścili Go w Jego najciemniejszej godzinie. Ludzi, którzy nie tylko rozproszyli się pod krzyżem, ale też spali w godzinie Jego agonii w ogrodzie. Jego wiedza jest doskonała i kontrastuje z ich niewiedzą. Jego odwaga jest wspaniała i kontrastuje z ich tchórzostwem. Wyróżnia się wśród tych nieświadomych tchórzy, którzy byli najlepszymi z ludzi, ale nie mogli równać się z Jego charakterem. W tym kontraście widać Jego majestat, a Jego niedoskonali uczniowie nie mogą umniejszyć majestatu i godności, które widzimy w Jego osobie. Naprawdę trudno pojąć rozczarowanie, jakie musiał odczuwać nasz Pan. Wstydzili się Go. Wstydzili się być z Nim utożsamiani, a jednak List do Hebrajczyków mówi nam, że On nie wstydzi się nazywać ich i nas braćmi.
Paweł wznosi się ponad to. W Rzymian 1:16 mówi: „Nie wstydzę się ewangelii Chrystusowej. Jest ona mocą Bożą ku zbawieniu”. Do Tymoteusza mówi: „Nie wstydzę się cierpieć dla Chrystusa”.
Dlaczego mielibyśmy się wstydzić? Najwyraźniej później zmagał się z tym Tymoteusz. A Paweł pisze do niego w tym samym rozdziale, 2 List do Tymoteusza 1: „Nie wstydź się Pana”. Piotr przekazuje to samo w 1 Liście Piotra 4: „Nie wstydźcie się Chrystusa”. Wszystko to pokazuje, że nie jesteśmy całkowicie wolni od tego samego rodzaju chwilowego, przejściowego wstydu, który przychodzi z powodu strachu.
Widzimy więc nieświadomość, bo nie wiedzą, co nadchodzi i tchórzostwo, bo boją się o swoje życie. A wszystko to na pięknym tle wspaniałej wiedzy Chrystusa, nadprzyrodzonej wszechwiedzy i Jego cudownej odwagi, gdy wkracza w środek huraganu Bożego gniewu, który za chwilę spadnie na Jego głowę i zabierze Jego cenne życie. A w tym wszystkim będzie całkowicie opuszczony przez tych, którzy powinni byli trwać przy Nim.
Widzimy tu również Jego moc, werset 28: „Lecz po moim zmartwychwstaniu, wyprzedzę was do Galilei”. Nasz Pan patrzy poza krzyż. Na co?… Na zmartwychwstanie. Po moim zmartwychwstaniu. To kolejny dowód Jego wszechwiedzy. On wie, że umrze. Wie, że się rozproszą, ale wie też, że powstanie z martwych. Powtarzał to wielokrotnie. Umrze i zmartwychwstanie. Ewangelia Marka odnotowuje, że powiedział to już wcześniej wyraźnie trzy razy. Wierzył w to, w co wierzył Abraham. Hebrajczyków 11:17-19 mówi, że gdyby Bóg odebrał życie Izaaka, to wskrzesiłby go z martwych. Jezus nie tylko wierzył w swoje zmartwychwstanie. On wiedział, że to się stanie, ponieważ wiedział wszystko. Wiedział, że ma władzę nad śmiercią. Okazał tę moc, wskrzeszając innych z martwych. Niedługo wcześniej wskrzesił Łazarza. Uczniowie bali się śmierci, dlatego uciekli. Bali się śmierci, dlatego się rozproszyli. Bali się śmierci, dlatego zniknęli w ciemności i w tłumie wypełniającym Jerozolimę. Wszystko to dlatego, że bali się śmierci.
Nasz Pan nie bał się śmierci. Spojrzał śmierci prosto w twarz. To nie śmierci się bał. Groza, która przyszła na Niego w ogrodzie nie dotyczyła samej śmierci, chociaż oczywiście nigdy wcześniej nie umarł. Ale miała to być tylko fizyczna śmierć. Lękał się raczej, w naturalny sposób, Bożego gniewu oraz bycia tym, który poniesie grzech, bo nigdy wcześniej nie został dotknięty nieprawością. Właśnie dlatego zawołał: „Niech mnie ominie ten kielich”. Nie bał się samej śmierci, bo wiedział, że jak mówi 1 rozdział Objawienia Jana, ma klucze śmierci i piekła.
Pismo Święte bardzo mocno podkreśla moc Jego zmartwychwstania. Na początku swojej służby, w Jana 2:19-21, powiedział: „Zburzcie tę świątynię, a Ja w trzy dni ją odbuduję”. W Jana 5 powiedział, że Bóg przekazał Mu władzę, dał Mu wszelki autorytet i moc do wzbudzania z martwych i będzie wzbudzał ludzi, jednych do życia, a innych na potępienie. W Jana 6 powiedział: „Wszystko, co mi daje Ojciec, przyjdzie do mnie, a Ja nie stracę nikogo z nich, ale ich wskrzeszę”. Powiedział: „Ponieważ Ja żyję i wy żyć będziecie”. Powiedział: „Ja jestem zmartwychwstanie i życie. Kto we mnie wierzy, ten nigdy nie umrze”.
Wielokrotnie mówił o swojej mocy zmartwychwstania. Autor Listu do Hebrajczyków mówi, że On złamał moc Szatana, który miał tymczasową władzę nad śmiercią. Więc Jezus mówi tutaj: „Po moim zmartwychwstaniu”. Bez wątpienia wiedział, że będzie wzbudzony z martwych. Jak wspomniałem, mówił o tym wielokrotnie. A potem powiedział: „Wyprzedzę was do Galilei”. Dosłownie: „pójdę przed wami”. To właśnie to oznacza. To nie znaczy: „Ja tam pójdę, a wy kiedyś się pojawicie”. „Osobiście was tam poprowadzę. Jak pasterz poprowadzę was do Galilei”.
Składa więc obietnicę, że wróci po swojej śmierci i osobiście zgromadzi rozproszone owce. Osobiście zgromadzi je razem. I właśnie to uczynił. Zebrał ich razem. Nie trwało to długo. W Ewangelii Mateusza 28 Jezus spotkał się z nimi, pozdrowił ich, zgromadził ich wszystkich, jak mówi dalej 28 rozdział Ewangelii Mateusza: „Nie bójcie się! Idźcie i oznajmijcie braciom moim, aby poszli do Galilei, a tam mnie ujrzą”. Tam ich zgromadził.
Werset 16: „A jedenastu uczniów poszło do Galilei, na górę, gdzie im Jezus przykazał. I gdy Go ujrzeli, oddali Mu pokłon, lecz niektórzy powątpiewali. A Jezus przystąpiwszy, rzekł do nich te słowa: Dana mi jest wszelka moc na niebie i na ziemi. Idźcie tedy i czyńcie uczniami wszystkie narody, chrzcząc je w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata”. Na końcu zebrał ich wszystkich razem. Wszyscy byli razem, kiedy On wstąpił do nieba w okolicach Jerozolimy. Oni wszyscy byli razem. Wszyscy byli razem w sali na górze, gdy przyszedł Duch Święty.
Odzyskał ich wszystkich. Przywrócił ich wszystkich. To nie była nieodwracalna zdrada jak w przypadku Judasza. To nie było odstępstwo od wiary. To chwilowy upadek, słaba wiara, słaba miłość, tchórzostwo. Ale nasz Pan odzyskał ich wszystkich. Obiecał, że to zrobi. I tak zrobił. Widzimy więc tutaj Jego wiedzę w kontraście do ich niewiedzy, Jego odwagę wobec ich tchórzostwa, Jego moc wobec ich słabości.
Jest jeszcze jeden kontrast, o którym warto powiedzieć. Nazwijmy to po prostu Jego pokorą. I, w pewnym sensie, kontrastuje to z ich pychą. Werset 29: „A Piotr rzekł do Niego – oto pyszna pewność siebie Piotra, który mówi, a oni wszyscy się zgadzają, jak czytamy na końcu wersetu 31 – Choćby się wszyscy zgorszyli, ja jednak nie”. To jest pyszna pewność siebie Piotra. To naprawdę bardzo, bardzo nieustępliwa pycha. Dlaczego? Ponieważ, jeśli wrócimy do sali na górze… cofnijmy się trochę, może o kilka godzin tego wieczoru, Jezus siedzi przy stole w sali na górze i spożywa Paschę, a Szymon Piotr, w Ewangelii Jana 13:36 rzekł do Niego: „Panie, dokąd idziesz?
Odpowiedział Jezus: Dokąd idę, ty teraz ze mną iść nie możesz, ale potem pójdziesz”. I mówi tu o powrocie do nieba, co dla was jest przyszłością.
„Rzekł Mu Piotr – to jest w sali na górze, kilka godzin wcześniej – Panie! Czemu nie mogę teraz iść za Tobą? Duszę swoją za Ciebie położę.
Odpowiedział mu Jezus: Duszę swoją za mnie położysz? Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Zanim kur zapieje, trzykroć się mnie zaprzesz”. Powiedział to Piotrowi kilka godzin wcześniej, kiedy siedzieli przy stole w sali na górze.
A teraz jesteśmy na Górze Oliwnej i Piotr wciąż powtarza to samo stanowcze twierdzenie: „Choćby się wszyscy zgorszyli, ja jednak nie”. Innymi słowy: „Panie, mylisz się”. Czy sądzicie, że on nie myślał o tych słowach naszego Pana? Gdybym siedział w wieczerniku, a Jezus spojrzał mi w oczy i powiedział: „Mówię ci, trzy razy się mnie wyrzekniesz, zanim zapieje kogut”, to wywarłoby niezatarte wrażenie na moim umyśle. Piotr powinien był odpowiedzieć: „Panie, jak mogę tego uniknąć?”. Ale on tak bardzo upiera się przy swojej wyobrażonej sile, że sprawia wrażenie pysznego. „Nigdy tego nie zrobię. Wszyscy inni może tak, ale ja nie”.
„I rzekł mu Jezus: Zaprawdę powiadam ci, że ty dzisiaj, tej nocy, pierwej niż kur dwakroć zapieje, trzykroć się mnie zaprzesz”. Jezus drugi raz ostrzega go przed tym samym.
Piotr jednak tego nie przyjął. Werset 31: „Ale on tym bardziej zapewniał”. Można to przetłumaczyć jako „stanowczo”. Uparcie odrzuca wiedzę naszego Pana o jego słabości. Piotr naprawdę ujawnia tu swoją pychę. Ta rozmowa jest trochę bardziej rozbudowana. Spójrzmy na Ewangelię Łukasza 22. Pamiętacie to. Nie chodzi tylko o to, co mamy w Ewangelii Marka. Musimy dodać to, co wydarzyło się w Ewangelii Łukasza 22. To bardzo dobrze znany fragment.
Werset 31: „Szymonie, Szymonie”. Zwrócił się do niego jego starym imieniem, bo zachowywał się jak kiedyś. „Szymonie, Szymonie, oto Szatan wyprosił sobie, aby was przesiać jak pszenicę”. „Ja zaś prosiłem za tobą, aby nie ustała wiara twoja, a ty, gdy się kiedyś nawrócisz, utwierdzaj braci swoich.
On zaś rzekł do niego: Panie, z Tobą gotów jestem iść i do więzienia, i na śmierć.
A On rzekł: Powiadam ci, Piotrze – już po raz trzeci – nie zapieje dzisiaj kur, a ty się trzykroć zaprzesz. Wyprzesz się mnie przy trzech oddzielnych, niezależnych okazjach. Zaprzeczysz nawet temu, że mnie znasz”. To już trzeci raz, kiedy powiedział mu, że trzykrotnie się Go zaprze. A tak swoją drogą, przy tych trzech sytuacjach było więcej pojedynczych zaparć.
On mówi mu: „To ciężka próba, Piotrze, to szatańska próba, Szatan chce cię przesiać”. To właśnie robi Szatan. Bezskutecznie próbował podważyć autentyczność wiary Hioba. Próbował bezskutecznie podważyć autentyczność zbawczej wiary udzielonej Piotrowi, mimo że na chwilę upadł. Próbował podważyć zbawczą wiarę Apostoła Pawła, uderzając go szatańskim posłańcem, który został wbity w jego ciało, jak Paweł opisuje to w 2 Liście do Koryntian. Szatan próbuje rozbijać zbawczą wiarę, ale nie potrafi tego zrobić. Potrzebuje pozwolenia, a Pan daje mu pozwolenie, żeby kiedy Piotr zostanie przywrócony, mógł umacniać innych braci, ponieważ przeszedł przez jedne z najstraszniejszych pokus pochodzących od samego Szatana. Ale kiedy w Łukasza 22 mówi: „Szatan wyprosił sobie, aby was przesiać jak pszenicę”, używa liczby mnogiej „was”, co oznacza, że nie chodzi tylko o Piotra. Używa liczby mnogiej, hymos, czyli „was wszystkich”. Piotr myślał, że jest silny. Myślał nawet, że dorównuje swoim wrogom i wzniesie się ponad ich groźby. Piotr uważał nawet, że może mierzyć się z Szatanem, a wręcz że go przewyższa. To bardzo zdradliwy grunt. Był bliski Judaszowi w tym, że groziło mu poważne niebezpieczeństwo. Był pyszny, pragnął pierwszeństwa. Gotów stanąć sam, postawił się w miejscu skrajnie niebezpiecznym, i bardzo podatnym na upadek.
A tak przy okazji, Szatan już wcześniej miał na niego wpływ. Pamiętacie, jak w Ewangelii Mateusza 16 powiedział: „Nie, nie, Jezu, Ty nie umrzesz, nie umrzesz”.
A Jezus powiedział: „Odejdź ode mnie, Szatanie”.
Pamiętacie też, że Szatan wszedł w Judasza, w Ewangelii Jana 13:27, właśnie tam, w sali na górze. I Judasz wyszedł, żeby dopuścić się zdrady. Teraz Szatan ma na celowniku Piotra i pozostałych. Jak mogli być tak zuchwali i pyszni, skoro byli słabymi grzesznikami i mieli przejść Szatański atak? Piotr i reszta, która do tego dołączyła, a wszyscy dołączyli. Jak mówi werset 31, wszyscy mówili to samo. Wszyscy żyli w złudzeniu co do swojej duchowej siły.
Trzy naprawdę poważne grzechy pychy. Sprzeciwili się Panu, który powiedział, że to zrobią. Oni temu zaprzeczyli. Po drugie, Piotr zgrzeszył, twierdząc, że jest silniejszy od pozostałych. A po trzecie, ufał własnej sile. „Prędzej umrę, niż się Ciebie zaprę”. On nie jest tylko pyszny, on jest skrajnie, stanowczo pyszny.
A Jezus jest równie stanowczy w wersecie 30: „Zaprawdę powiadam ci, że ty dzisiaj, tej nocy, pierwej niż kur dwakroć zapieje, trzykroć się mnie zaprzesz”. Jeszcze tej nocy. Piotr wyprze się Chrystusa. W ciągu kilku godzin, pod przysięgą i z zaklinaniem, wyprze się Chrystusa. I zrobi to z tą samą gwałtownością i tym samym stanowczym nastawieniem, które tutaj okazuje.
Księga Przysłów 29:23 mówi: „Pycha przywodzi człowieka do upadku”. Kiedy przychodzi pycha, Księga Przysłów 11:2 mówi, że przychodzi też hańba.
O co chodzi z tym pianiem koguta? Żydzi dzielili noc na cztery części. Pamiętacie? Od 18:00 wieczorem do 6:00 rano trwała noc. Pierwsza część nazywała się wieczorem, od 18:00 do 21:00. Od 21:00 do północy nazywano to północą. Od północy do 3:00 nazywano to pianiem koguta. A od 3:00 do 6:00 był poranek. „Piotrze, zanim wybije trzecia nad ranem, trzy razy się mnie zaprzesz. Zanim kogut dwa razy zapieje, trzy razy się mnie zaprzesz”. I tak się stało. Znamy dalszy ciąg tej historii i jeszcze do tego dojdziemy.
A co zrobił, kiedy usłyszał pianie koguta? Ewangeliści Mateusz i Łukasz mówią nam, że wyszedł i gorzko zapłakał. Wszyscy mieli to samo złudzenie. Piotr mówi: „Choćbym nawet miał umrzeć z Tobą, nie zaprę się Ciebie. Tak samo mówili wszyscy”. Są obrzydliwie pyszni. Tak pyszni, że sprzeciwiają się Panu. Tak pyszni, że przeceniają swoją duchową siłę. Tak pyszni, że nie byli przygotowani na to, co miało nadejść. I na tle tej brzydkiej pychy widzimy niesamowitą pokorę Chrystusa, który z pokorą idzie na krzyż. Opuszczony przez nich, znienawidzony przez własny naród, odrzucony, jest wspaniały w swojej pokorze, w przeciwieństwie do niechlubnej, chełpliwej pychy apostołów.
Więc w tym doświadczeniu, choć widzimy jego ciemną stronę, dostrzegamy niewiedzę i pychę apostołów. Widzimy też majestat Chrystusa w cudownym i pięknym kontraście.
Muszę wam powiedzieć, że to, co powiedziałem na początku, jest bardzo ważne. To nie była trwała dezercja. To nie była apostazja. Oni zostali przywróceni. Zostali przywróceni po zmartwychwstaniu, tej samej nocy. Zgromadzili się razem pod nieobecność Tomasza. Następnie, w kolejną niedzielę, pierwszego dnia tygodnia, byli już tam wszyscy, razem z Tomaszem. W końcu zostali zgromadzeni w Galilei. Wszyscy byli tam, kiedy Jezus wstąpił do nieba i wszyscy byli tam w Dzień Pięćdziesiątnicy. Zostali przywróceni.
A potem, jak już wam mówiłem, w Dziejach Apostolskich 5:41, byli gotowi cierpieć dla Chrystusa i dać się zabić, jeśli będzie trzeba. Nie wstydzili się. Dzieje Apostolskie 5:41. Co sprawiło tę zmianę? Powiem wam, co ją spowodowało. Tym, co spowodowało różnicę, było przyjście Ducha Świętego. Dzieje Apostolskie 1:8: „Weźmiecie moc Ducha Świętego, kiedy zstąpi na was”.
Pamiętacie, że Jezus obiecał im w sali na górze, w Ewangelii Jana: „Duch Święty przebywał wśród was” – to starotestamentowa koncepcja, ale „będzie w was”. Nie chodzi o to, czy Duch Święty był z ludźmi w Starym Testamencie. Tak, był z ludźmi w Starym Testamencie. Ale w Nowym Testamencie pojawia się wymiar, który nie był wcześniej znany, ponieważ nasz Pan mówi: „przebywał wśród was i w was będzie”. A moc zostanie wzmocniona. I już nigdy się nie wstydzili po tym, jak zstąpił na nich Duch Święty w 2 rozdziale Dziejów Apostolskich, w Dzień Pięćdziesiątnicy. Nigdy więcej się nie wstydzili. Wyszli i odważnie głosili Chrystusa. Według tradycji Piotr został ukrzyżowany głową w dół. Wszyscy inni ponieśli śmierć męczeńską aż do Jana, ostatniego z nich, który został zesłany na Patmos i tam umarł na wygnaniu z powodu Chrystusa.
I przez całą historię właśnie to czynili wierzący. Byli wierni do samego końca. Historia męczeństwa zaczyna się od tych ludzi, apostołów, i ciągnie się przez dzieje ludzkości. Część z nas zna historię tych, którzy oddali życie za ewangelię. Wszyscy znamy „Księgę męczenników” Foxe’a oraz to, co działo się w Anglii i w innych miejscach. Znamy tę historię, która sięga nawet do naszych czasów.
Kiedy chrześcijanie stają wobec Chrystusa przedstawianego jako ktoś tak odrażający i tak znienawidzony, że jeśli się Go nie wyprą, stracą życie. Historia pokazuje, że wierzący wolą stracić życie niż zaprzeć się Chrystusa. Będą wierni prawdzie.
Czytałem w tym tygodniu o islamie. Są pewne bardzo interesujące rzeczy w ich teologii. Jedną z nich jest to, że jeśli twoje życie jest zagrożone, możesz kłamać na temat bycia muzułmaninem. Możesz kłamać na każdy temat. Możesz kłamać z dwóch powodów. Po pierwsze, żeby chronić swoje życie. A po drugie, żeby wspierać sprawę islamu. To znajduje się w ich pismach. W związku z tym nie można tak naprawdę wierzyć w nic, co mówią, ponieważ mogą kłamać, żeby chronić siebie i osiągnąć swój cel. Allah wybaczy te kłamstwa na tej podstawie, że chronią muzułmanina i wspierają islam. To bardzo różni się od chrześcijańskiego świadectwa. Wierzący mówią prawdę, nawet jeśli oznacza to śmierć.
Skąd czerpiemy taką siłę? Skąd czerpiemy taką determinację, taką odwagę? To dzięki mocy Ducha Świętego.
Powiesz: „Nie wiem, czy potrafiłbym to zrobić? Nie wiem, czy potrafiłbym się przeciwstawić”.
Myślę, że wszyscy powinniśmy mieć taki rodzaj nieufności do samego siebie, zdrową nieufność, żeby nie przeceniać tego, jak wielkie byłoby nasze oddanie w takiej sytuacji. Ale jednocześnie, czy pamiętacie słowa naszego Pana? I to jest dobre miejsce, żeby dziś zakończyć.
Spójrzmy na 15 rozdział Ewangelii Jana. „Jeśli świat was nienawidzi – werset 18 – wiemy, że mnie wpierw niż was znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat miłowałby to, co jest jego. Że jednak ze świata nie jesteście, ale Ja was wybrałem ze świata, dlatego was świat nienawidzi. Wspomnijcie na słowo, które wam powiedziałem. Nie jest sługa większy nad pana swego. Jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą. Jeśli słowo moje zachowali i wasze zachowywać będą. A to wszystko uczynią wam dla imienia mego, bo nie znają tego, który mnie posłał. Gdybym nie przyszedł i do nich nie mówił, nie mieliby grzechu, lecz teraz nie mają wymówki z powodu grzechu swego. Kto mnie nienawidzi, i Ojca mego nienawidzi. Gdybym wśród nich nie pełnił uczynków, których nikt inny nie czynił, nie mieliby grzechu, lecz teraz i widzieli, i znienawidzili zarówno mnie, jak i Ojca mego. Jednakże słowo, które jest w zakonie ich napisane, wypełniło się: Bez przyczyny mnie znienawidzili”. To pochodzi z Księgi Psalmów.
„Gdy przyjdzie Pocieszyciel – Duch Święty – którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca wychodzi, złoży świadectwo o mnie. Ale i wy składacie świadectwo, bo ze mną od początku jesteście.
To wam powiedziałem, abyście się nie zgorszyli. Wyłączać was będą z synagog, więcej, nadchodzi godzina, gdy każdy, kto was zabije, będzie mniemał, że spełnia służbę Bożą. A to będą czynić dlatego, że nie poznali Ojca ani mnie. Lecz to wam powiedziałem, abyście, gdy przyjdzie ich godzina, wspomnieli na to, że Ja wam powiedziałem, a tego wam na początku nie mówiłem, bo byłem z wami.
A teraz odchodzę do tego, który mnie posłał”. Innymi słowy, Jezus mówi, że teraz jest właściwy moment, żeby powiedzieć im, że to nadejdzie. Następnie rozwija ten temat, a wszystko to podsumowuje werset 32. Bardzo mi się to podoba: „Oto nadchodzi godzina, owszem już nadeszła, że się rozproszycie, każdy do swoich, i mnie samego zostawicie. Lecz nie jestem sam, bo Ojciec jest ze mną. To powiedziałem wam, abyście we mnie pokój mieli. Na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat”.
To nadejdzie. Bądźcie gotowi. Macie Ducha Świętego i macie obietnicę zwycięstwa. A potem uczynił coś, co nas zapieczętowało. Wypowiedział modlitwę zapisaną w Ewangelii Jana 17. Werset 15: „Nie proszę, abyś ich wziął ze świata, lecz abyś ich zachował od złego”.
Werset 20: „A nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy przez ich słowo uwierzą we mnie – za wszystkimi, którzy pójdą śladem wiary apostołów – aby wszyscy byli jedno, jak Ty, Ojcze, we mnie, a Ja w Tobie, aby i oni w nas jedno byli, aby świat uwierzył, że Ty mnie posłałeś”.
Werset 24: „Ojcze! Chcę, aby ci, których mi dałeś, byli ze mną, gdzie Ja jestem, aby oglądali chwałę moją, którą mi dałeś, gdyż umiłowałeś mnie przed założeniem świata”.
Jesteśmy chronieni przed ostatecznym odstępstwem przez wolę naszego Zbawiciela, który wstawia się w modlitwie zgodnie z wolą Ojca, żeby nic, absolutnie nic nas od Niego nie odłączyło. Nic.
Jeśli kiedykolwiek przyjdzie ci zmierzyć się z tym, z czym mierzyli się ci ludzie, z takimi prześladowaniami i męczeństwem, jakich wierzący doświadczali przez lata, a niektórzy doświadczają i dziś, mogę was zapewnić, ufając modlitwie naszego Zbawiciela, że w tej godzinie otrzymacie łaskę, której potrzebujecie a może nawet słowa, które macie wypowiedzieć. A będąc prawdziwymi wierzącymi, wasza wiara nie zawiedzie. W międzyczasie, nie pozwólmy, żebyśmy kiedykolwiek wstydzili się Chrystusa. Pomódlmy się.
Nasz Panie, nigdy nie chcemy Cię rozczarować. Wiemy, że kochasz nas doskonale, kochasz nas bezgranicznie, całkowicie. Nigdy, przenigdy nie chcemy się Ciebie wstydzić. Ale czasem, dla ochrony i zachowania samego siebie, nie dla ratowania życia, ale dla uniknięcia konfliktu, dla bycia akceptowanym, wstydzimy się mówić prawdę.
Spraw, byśmy, tak jak Apostoł Paweł, mogli mówić: „Nie wstydzę się ewangelii Chrystusowej, bo wiem, że jest ona mocą Bożą ku zbawieniu”. Żebyśmy nigdy się Ciebie nie wstydzili. Żebyśmy wznieśli się ponad nasze słabości dzięki Twojej sile. Żebyśmy pokonali naszą skłonność do upadku i ochrony samego siebie dzięki mocy mieszkającego w nas Ducha Świętego, który uzdalnia nas i daje nam moc do bycia wszystkim, czym możemy być. Żebyśmy stali w długim szeregu tych, którzy żyli, a nawet stawiali czoła śmierci, pozostając Ci wiernymi. Jesteś godny tej wierności i takiej uczciwości, a my chcemy Ci to dać.
Uzdolnij nas, Panie, Chcemy powiedzieć, zupełnie inaczej niż Piotr i reszta, nie jesteśmy sami z siebie zdolni, ale w Twojej mocy możemy nie wstydzić się nawet w obliczu śmierci i we wszystkich mniej wymagających okolicznościach. Daj nam więc taką śmiałość, jaką powinniśmy mieć, żeby głosić Twoją chwalebną ewangelię.
Dziękujemy Ci też za obraz majestatu naszego Zbawiciela w Jego wiedzy, w Jego pokorze, w Jego mocy, które jaśnieją nawet wśród tego wielkiego zawodu w kluczowej chwili Jego życia. Pomóż nam zawsze oddawać Mu cześć i nigdy Go nie zawodzić. To jest nasza modlitwa i to jest nasze pragnienie, bo taka jest Jego wola względem nas. Dziękujemy Ci, Panie, za obietnicę uzdolnienia i mocy, które są dla nas dostępne, jeśli chętnie okazujemy posłuszeństwo. Dziękujemy Ci, Panie, w imieniu Twojego Syna. Amen.
© EWC | Amor Veritatis | GTY
