Chrześcijański hedonizm: osiem powodów, aby dążyć do zadowolenia w Bogu.

Następstwa wynikające z chrześcijańskiego hedonizmu są liczne i wszechobecne. Jedną z największych implikacji jest to, że powinniśmy szukać naszej radości w Bogu. Powinniśmy! Nie tylko możemy. Głównym zajęciem naszego serca powinno być zwiększanie naszego zadowolenia w Bogu. Nie chodzi o nasze zadowolenie z darów Boga, nieważne jak dobrych, ale o satysfakcję znajdowaną w Nim Samym.

Oto osiem biblijnych powodów, aby dążyć do największej i najtrwalszej satysfakcji w Bogu. Na niektóre z nich zwróciłem uwagę już wcześniej, ale warto je tutaj powtórzyć.

Przykazano nam, abyśmy to robili

„Służcie PANU z radością” (Ps 100:2, przekład za oryginałem)

„Radujcie się zawsze w Panu” (Flp 4:4)

„Rozkoszuj się PANEM” (Ps 37:4)

Jeśli tego nie robimy, jesteśmy zagrożeni

„Dlatego, że nie służyłeś Panu, twemu Bogu z radością i zadowoleniem serca… dlatego będziesz służył twoim nieprzyjaciołom” (Pwt 28:47–48, przekład za oryginałem)

Natura wiary wskazuje na potrzebę takiego dążenia

„Bez wiary zaś nie można podobać się Bogu, bo ten, kto przychodzi do Boga, musi wierzyć, że on jest i że nagradza tych, którzy go szukają” (Hbr 11:6)

Natura zła wskazuje na potrzebę tego dążenia

„Zdumiejcie się nad tym, niebiosa, ulęknijcie i bardzo się zatrwóżcie, mówi PAN; Bo mój lud popełnił podwójne zło: opuścił mnie, źródło żywych wód, i wykopał sobie cysterny, cysterny popękane, które nie mogą utrzymać wody” (Jr 2:12–13).

Natura nawrócenia wskazuje na potrzebę takiego dążenia

„Ponownie królestwo niebieskie jest podobne do skarbu ukrytego w polu, który człowiek znalazł i ukrył. Uradowany nim poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił to pole.” (Mt 13:44)

Wezwanie do samozaparcia wskazuje na to dążenie

„Ktokolwiek chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie, weźmie swój krzyż i idzie za mną. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swoje życie z mojego powodu i dla ewangelii, ten je zachowa. Cóż pomoże człowiekowi, choćby cały świat pozyskał, a na swojej duszy poniósł szkodę?” (Mk 8:34–36).

Nakaz miłowania innych ludzi wskazuje na potrzebę tego dążenia

„… z powodu przygotowanej mu radości [Jezus] wycierpiał krzyż” (Hbr 12:2).

„Bardziej błogosławioną rzeczą jest dawać niż brać.” (Dz 20:35).

Wymaganie, aby uwielbiać Boga wskazuje na potrzebę tego dążenia

„Zgodnie z moim gorliwym oczekiwaniem i nadzieją, że (…) uwielbiony będzie Chrystus w moim ciele, czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem życie to Chrystus, a śmierć to zysk.” (ostateczne i zupełne zadowolenie w Nim − Flp 1:20–21).

Dlatego zachęcam was, abyście przyłączyli się do George’a Muellera, wielkiego bojownika w modlitwie i opiekuna sierot, który powiedział:

„Zobaczyłem wyraźniej niż kiedykolwiek przedtem, że pierwszą wielką i podstawową sprawą, którą powinienem się zajmować każdego dnia, jest to, aby moja dusza była szczęśliwa w Panu”. W ten sposób będziemy mogli cierpieć utratę wszystkich rzeczy w ofierze miłości i ‘poczytywać to za radość’.

Chrześcijańskie samozaparcie ma na celu własną korzyść

Ktoś może powiedzieć: „Jak możesz mówić tak, jakby słuszne było kierowanie się pragnieniem naszego własnego dobra? Jak możesz mówić: ‘Uczyń przyjemność swoim celem’, skoro Jezus tak wyraźnie nauczał, że powinniśmy się zaprzeć samych siebie i wziąć na siebie swój krzyż?”.

Cóż, jeśli myślisz, że tego właśnie nauczał Jezus, to mam dla ciebie dobrą wiadomość. Przeczytajmy cały fragment Ewangelii Marka 8:34-36:

„Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną. Bo kto by chciał zachować swoje życie, straci je, ale kto by stracił swoje życie z mego powodu i z powodu ewangelii, ten je zachowa. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, gdy zdobędzie cały świat, a utraci duszę swoją?” (przekład za oryginałem).

Cała przesłanka tego argumentu jest hedonistyczna. Nikt nie chce stracić swojego życia. Nie ma w tym żadnego zysku − żadnej przyjemności. Oto więc, jak ocalić swoje życie i mieć nieskończoną radość − stracić je w życiu pełnym miłości. Prosząc nas o jakąkolwiek ofiarę, Jezus prosi o nią dlatego, że obiecuje nam coś znacznie lepszego. Zaparcie się siebie? Jasne, odmów sobie placka z błota w slumsach, abyś mógł spędzić wakacje nad morzem, jak powiedział Lewis.

Jezus poprosił kiedyś bogatego młodzieńca, aby zaparł się samego siebie, sprzedał wszystko, co miał, rozdał ubogim i poszedł za Chrystusem.

Jak myślicie, co powinno było zmotywować tego człowieka do sprzedania wszystkich swoich dóbr? Jakiś rodzaj bezinteresownej życzliwości? Biblia nie zna czegoś takiego.

Jezus opowiedział dwie przypowieści, aby pokazać, co powinno być motywacją bogatego młodzieńca. „Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w polu, który człowiek znalazł i zakrył. Wtedy w swojej radości idzie i sprzedaje wszystko, co ma, i kupuje to pole” (Mt 13:44, przekład za oryginałem). Bogaty młodzieniec powinien był sprzedać wszystko, co miał, ponieważ perspektywa pójścia za Jezusem do Królestwa była tak ekscytująca i tak radosna, że wszystkie jego dotychczasowe majętności były bez porównania mniejsze.

„Królestwo niebieskie podobne jest też do kupca, który szukał pięknych pereł. A znalazłszy jedną bardzo cenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją” (Mt 13:45-46).

W Królestwie Bożym nie ma czegoś takiego jak ostateczne poświęcenie samego siebie. Jezus prosi nas, abyśmy wyrzekli się naszych małych, plastikowych paciorków złożonych z pieniędzy, próżnych ambicji i zmysłowych przyjemności, ponieważ ma dla nas prawdziwą perłę. Nawet wtedy, gdy Jego miłość była najczystsza na Kalwarii, Jezus „wycierpiał krzyż”, jak mówi List do Hebrajczyków 12:2, „z powodu przygotowanej mu radości”. Hedonizm chrześcijański stanowi wyraz tego, że nie jest najlepiej robić rzeczy pod przymusem, ponieważ to właśnie radosnych dawców, radosnych miłośników szuka Pan (2 Kor 9:7).

Napisałem kiedyś list do jednego z moich dawnych studentów, który nie zgadzał się ze mną w tej kwestii. Napisał do mnie list, w którym stwierdził:

„Nie zgadzam się z Pańskim stanowiskiem, że miłość zabiega o własną przyjemność lub się nią kieruje… Czy zna Pan Dorothy Day? Jest to bardzo stara kobieta, która poświęciła swoje życie miłości do innych, szczególnie do ubogich, wysiedlonych i uciśnionych. Jej doświadczanie miłości w oderwaniu od radości, doprowadziło ją do stwierdzenia, że ‘Miłość w działaniu jest czymś surowym i strasznym’”.

Odpowiedziałem mu dwojako. Oto esencja tej odpowiedzi.

Po pierwsze, nie wyciągaj pochopnych wniosków, że w rzeczach, które są ‘surowe i straszne’ nie tkwi żadna radość. Są alpiniści, którzy spędzili bezsenne noce na ścianach klifów, stracili palce u rąk i nóg w ujemnych temperaturach i przeszli przez straszne cierpienia, aby osiągnąć szczyt.

Przyznają, że to doświadczenie jest trudne i straszne. Jeśli jednak zapytasz ich, dlaczego to robią, odpowiedzą, ujmując to w rozmaity sposób, że towarzyszy im radość w duszy, która jest tak dobra, iż jest warta całego bólu.

Jeśli tak jest ze wspinaczką górską, to czyż nie może być tak samo z miłością? Czy nie jest to raczej oskarżenie naszej własnej światowości, że jesteśmy bardziej skłonni odczuwać radość płynącą ze wspinaczki górskiej niż z pokonywania przepaści w postaci braku miłości w naszym własnym życiu i w społeczeństwie? Tak, miłość jest często czymś surowym i strasznym, ale nie rozumiem, jak osoba, która ceni to, co dobre i podziwia Jezusa, może nie odczuwać przyjemnej radości, kiedy dzięki łasce jest w stanie kochać drugiego człowieka.

Rozważmy teraz sytuację Dorothy Day w nieco inny sposób. Załóżmy, że jestem jednym z ubogich, którym ona stara się pomóc, ponosząc przy tym ogromne koszty. Myślę, że rozmowa w tych okolicznościach mogłaby przebiegać w następujący sposób:

Piper: Dlaczego robi to pani dla mnie, panno Day?

Day: Bo cię kocham.

Piper: Co to znaczy, że mnie kochasz? Nie mam nic do zaoferowania. Nie jestem godny miłości.

Day: Być może. Ale ubiegając się o moją miłość nie trzeba wypełniać formularzy zgłoszeniowych. Nauczyłam się jej od Jezusa. Chcę ci pomóc, bo Jezus tak bardzo pomógł mnie.

Piper: Więc próbujesz zaspokoić swoje ‘pragnienia?’.

Day: Przypuszczam, że tak, jeśli chcesz to tak ująć. Jednym z moich najgłębszych pragnień jest uczynienie cię szczęśliwą osobą, która ma cel w życiu.

Piper: Czy nie denerwuje cię to, że jestem szczęśliwszy i że mam większe poczucie sensu życia, odkąd się pojawiłaś?

Day: Na niebiosa, nie! Co mogłoby uczynić mnie szczęśliwszą?

Piper: Więc naprawdę spędzasz tu te wszystkie bezsenne noce dążąc do tego, co cię uszczęśliwia, prawda?

Day: Jeśli powiem ‘tak’, to ktoś mógłby mnie źle zrozumieć. Osoba taka mogłaby pomyśleć, że wcale mi na tobie nie zależy, a jedynie na sobie.

Piper: Ale czy nie powiesz tego przynajmniej mnie?

Day: Tak, powiem to tobie: Pracuję dla tego, co przynosi mi największą radość – a jest to twoja radość.

Piper: Dziękuję. Teraz wiem, że mnie kochasz.

Udostępnij!
Dołącz!
Wpisz swój e-mail, aby co tydzień otrzymywać najnowsze materiały EWC.