Świętość Chrystusa

skopiuj link
https://youtu.be/Ypkx39flTaw?si=_pvS-3XHXO5g5FEs

Transkrypcja wideo

Rozmawiałem niedawno z pewnym panem, który wygłaszał przemówienie na terenie kampusu uniwersyteckiego i w trakcie wystąpienia został wygwizdany przez wrogo nastawionych studentów. Mówił o Chrystusie, a w trakcie przemowy ktoś krzyknął: „Kogo to obchodzi?”. Następnie wyjaśnił mi: „Uff!”. Powiedział, że publiczność była wrogo nastawiona. I wydaje się, że w naszym kraju narasta wrogość wobec wiary chrześcijańskiej oraz rosnąca wojowniczość zarówno ze strony sił pro-chrześcijańskich, jak i anty-chrześcijańskich”.

Właśnie o tym rozmawialiśmy podczas przerwy. I myślę, że w niektórych przypadkach niewierzący w tym kraju głęboko obawiają się że wojowniczy chrześcijanie będą próbowali narzucić niewierzącym wyznawanie religii poprzez prawo i tym podobne środki, i mają uzasadnione obawy. Staram się przypominać moim braciom i siostrom, że Pierwsza Poprawka do Konstytucji Stanów Zjednoczonych chroni niewierzących w takim samym stopniu, jak chroni chrześcijan, i musimy być bardzo, bardzo ostrożni w tej kwestii. Ale często odczuwa się tę niechęć i wrogość skierowaną przeciwko chrześcijanom, duchownym, teologom, telewizyjnym ewangelistom i tak dalej.

Jednak pośród tego wszystkiego niezwykle rzadko spotyka się kogoś, kto publicznie krytykuje uczciwość Jezusa. Myślę na przykład o komentarzu, który kiedyś wygłosił George Bernard Shaw, krytykując Jezusa. Nie był chrześcijaninem, a Shaw, krytykując zachowanie Jezusa, powiedział, „Były chwile, kiedy Jezus nie zachowywał się jak chrześcijanin.” Uznałem to za pewną ironię, że kiedy George Bernard Shaw chciał skrytykować Jezusa, nie mógł wymyślić żadnego wyższego standardu moralnego, według którego mógłby Go krytykować, niż standard samego Chrystusa. I jak już wspomniałem, kiedy napotykam ogniska prawdziwej wrogości skierowanej przeciwko mnie, przeciwko Kościołowi, przeciwko historii chrześcijańskiego wpływu, to jednak w przypadku Jezusa istnieje pewien rodzaj powściągliwości.

Spośród wszystkich ludzi, którzy kiedykolwiek żyli, wątpię, czy kiedykolwiek istniała osoba, która wzbudzałaby bardziej powszechny szacunek dla swojej uczciwości niż Jezus z Nazaretu. W rzeczywistości świat tak bardzo chwali Jezusa, że pozostaje mi pytanie:

Dlaczego, skoro był tak wspaniałą osobą, tak kochającą, życzliwą i współczującą, pomagającą wszelkiego rodzaju chorym i wyrzutkom i tak dalej – Matką Teresą swojego pokolenia, a nawet kimś więcej – dlaczego został zabity? Nie tylko został stracony, ale tłumy domagały się Jego krwi. Co takiego było w Jezusie z Nazaretu, że rozpalano w ludziach taki zapał, za Nim, albo przeciwko Niemu?

Chciałbym przeczytać fragment Ewangelii według św. Marka, który, jak sądzę, zaczyna odpowiadać na to konkretne pytanie. W czwartym rozdziale Ewangelii Marka, począwszy od wersetu 35, czytamy: „Tego samego dnia gdy nastał wieczór, powiedział do nich: Przeprawmy się na drugą stronę”. Zostawiając tłum za sobą, zabrali Go ze sobą tak, jak był, w łodzi. Były też inne łodzie, które płynęły razem z Nim. I zerwała się gwałtowna burza, a fale rozbijały się o łódź, tak że prawie się zalała, a Jezus był na rufie i spał na poduszce.”

Akcja rozgrywa się na Morzu Galilejskim, w Palestynie które ma dość nietypową topografię ze względu na tunel powietrzny między Pustynią Jordańską a Morzem Śródziemnym. W tej sytuacji geograficznej tunel powietrzny kieruje się na Morze Galilejskie przez co na jeziorze tym mogą bez żadnego ostrzeżenia powstawać burze o ogromnej sile. Właściwie to byłem tam kilka lat temu, wybrałem się na rejs wycieczkowy po Morzu Galilejskim na najnowocześniejszym sprzęcie żeglarskim, a współcześni marynarze opowiadali nam, że wciąż żyją w śmiertelnym strachu przed burzami, które nawet teraz tam występują.

W tym wypadku uczniowie byli doświadczonymi rybakami. Byli na tym jeziorze tysiące razy, ale tego razu w środku nocy wybuchła gwałtowna burza, fale osiągnęły gigantyczne rozmiary, wiatr huczał, a łódź z każdą sekundą była w bezpośrednim niebezpieczeństwie wywrócenia się i zabicia rybaków. A przez cały ten czas Jezus śpi w łodzi.

Nienawidzę tego typu ludzi. Widziałem ich w samolotach. Byłem w samolotach, w których stewardessy krzyczały w panice, samolot opadał o tysiąc stóp na raz w gwałtownych turbulencjach, a facet obok mnie spał smacznie. Chciałem nim potrząsnąć i zapytać: jesteś kalwinistą, czy co? Co jest z tobą? Nie zdajesz sobie sprawy, że lada chwila możemy się rozbić, a ci ludzie potrafią zachować spokojny, pogodny sen bez względu na wszystko. To jest Jezus, śpiący głębokim snem na rufie łodzi.

Biblia mówi tu coś niezwykle interesującego. Jest tam napisane, że uczniowie się bali. Nie ma w tym nic szczególnie interesującego, ale chciałbym to zastosować w pewnym kontekście.

Wiele lat temu wykładałem w seminarium w Filadelfii. Prowadziłem kurs poświęcony ateizmowi akademickiemu, w ramach którego studenci mieli za zadanie zapoznać się z tekstami źródłowymi – pismami najbardziej znanych ateistów w historii Zachodu. Zmusiłem studentów do przeczytania argumentów Davida Hume’a i Johna Stuarta Milla. Kazałem studentom przeczytać dzieła Nietzschego i Ludwiga Feuerbacha. Kazałem studentom przeczytać krytykę chrześcijańskiego teizmu sformułowaną przez Marksa, a także teksty Kauffmana i innych, Sartre’a oraz Camusa. Przeczytaliśmy te teksty i odkryliśmy, że ateiści, zwłaszcza z XIX i XX wieku, próbowali odpowiedzieć na jedno pytanie. Mówili – wiemy, iż Boga nie ma. Ale problem, który wciąż nas dręczy, polega na tym, że pomimo faktu, iż jesteśmy przekonani, że Boga nie ma, dlaczego ludzkość wydaje się być nieuleczalnie jednoreligijna? To znaczy, dlaczego wszędzie, gdzie się udajemy, spotykamy ludzi oddających się praktykowaniu religii?

Madeleine Murray odpowiedziała na to pytanie. Powiedziała, że dzieje się tak, ponieważ ludzie są po prostu podatni na przesądy i nie podchodzą do tego krytycznie, a naszą rolą jest po prostu dalsza edukacja społeczeństwa. Jednak tacy ludzie jak Freud, Marks, Feuerbach i Nietzsche pragnęli bardziej rzetelnego wyjaśnienia.

Wszyscy zgodzili się co do tego, że religia wywodzi się historycznie z psychologicznych potrzeb ludzi. Z ludzkiej słabości. Jedyną rzeczą, która nas wszystkich łączy, jest nasza śmiertelność. I tak, jak sugerował Freud, a Marks poparł tę tezę, każdy człowiek ma wrodzony lęk przed siłami natury, które zagrażają naszemu życiu. W przeszłości ludzie zaczęli wymyślać religie, w których pierwszym krokiem w procesie ewolucyjnym było narzucenie idei żywej duszy wewnątrz tych sił, tak aby Bóg był w burzy, w trzęsieniu ziemi czy zarazie. Freud powiedział, że pierwszym krokiem była personalizacja natury.

Dlaczego? Naprawdę bardzo fascynująca teoria. Chodzi o to, panie i panowie, że na świecie istnieją różne rzeczy, które zagrażają mojemu istnieniu: nowotwór, pożar, powódź, wojna, inni ludzie. Ale jako człowiek nauczyłem się, jak przetrwać wrogość innych ludzi– przynajmniej do tej pory. Kiedy podchodzisz do mnie, zgrzytasz zębami, jesteś zły lub sięgasz po broń, wiem, jak sobie z tym poradzić. Jeśli jesteś na mnie zły, mogę błagać o litość albo mogę ci schlebiać i powiedzieć, że wcale nie chcesz mnie zastrzelić. Albo mogę spróbować cię przekupić. Mogę powiedzieć: „Słuchaj, jeśli mnie oszczędzisz, połowa mojego królestwa będzie twoja”. Uczymy się tych małych sztuczek, jak obejść osobiste ataki skierowane przeciwko nam.

Ale pytanie, które zadawał Freud, brzmi: jak negocjować z huraganem lub powodzią? Nie można błagać burzy. Nie można przekupić trzęsienia ziemi. Nie można schlebiać nowotworowi, aby zniknął. Są to bezosobowe, niecielesne siły, które grożą nam zniszczeniem, dlatego Freud stwierdził, że to, co robimy, to przenoszenie na naturę cech osobowych, abyśmy mogli rozmawiać z burzą. I niedługo potem uświęcamy naturę. Jeżeli więc mówimy o bóstwach, które są w tych siłach, bądź ponad nimi, to mówiąc prościej mówimy o monoteizmie, gdzie wystarczy porozmawiać z jednym Bogiem o wszystkich problemach.

A więc jeśli czcisz Boga i oddajesz Mu cześć, płacisz dziesięcinę, wysyłasz czek i robisz to wszystko, to Bóg, który jest wystarczająco potężny, by panować nad burzą, ochroni cię przed tymi wszystkimi problemami.

Widzieliście przypadki w telewizyjnych programach ewangelizacyjnych, gdzie kładzie się naciskna obecny dobrobyt, zdrowie i wszystko inne; Bóg zawsze pragnie tego, a my słyszymy koncepcję: „nazwij to i zażądaj tego” – że wszystko, co musisz zrobić, aby doświadczać dobrobytu i uzdrowienia przez cały czas, to nazwać to, zaufać temu i wierzyć w to, a Bóg ci to zapewni.

Ostatnim razem, gdy byłem w mieście, grałem w golfa z pewnym mężczyzną tutaj, w Teksasie. Czuł się fatalnie. Przez pierwsze dziewięć dołków piłka lądowała gdzie popadnie. Zaprowadziliśmy go na dziesiąte pole, narysował na nim linię i powiedział: „OK, od tej chwili zacznę grać w golfa, koniec z kiepskimi uderzeniami.”. Powiedziałem: „OK”. Z pola startowego wyszło mu uderzenie po ziemi. Podszedł, wyciągnął żelazną piątkę i uderzył nią w kamień. Po sześciu kolejnych nieudanych uderzeniach, które wciąż nie trafiły na zielone pole, odwrócił się do mnie i powiedział: „To tyle, jeśli chodzi o »nazwij to i zażądaj tego«”.

Ale z pewnością mamy zdolność do rzutowania naszych pragnień i życzeń na naturę, jak wskazał Freud. I tak powiedział: „Religia to właśnie to”. Z obawy przed naturą wymyślamy Boga. To takie proste. W ten sposób Bóg staje się podporą lub opium, jak sugerował Marks, dla ludzi, którzy po prostu nie są w stanie znieść życia w wrogim lub obojętnym wszechświecie.

Panie i panowie, powodem, dla którego ten fragment Pisma Świętego jest tak ważny dla naszej refleksji, jest to, że widzimy tu uczniów Jezusa przerażonych z powodu spotkania z niszczycielskimi siłami natury. Ich życie jest zagrożone z powodu burzy, która wzburzyła morze. A Biblia mówi, że są przerażeni. A co robią przerażeni ludzie w obliczu kryzysu? Natychmiast udają się do swojego przywódcy. Więc podeszli do rufy łodzi i obudzili Jezusa słowami „Panie, ratuj, giniemy!”

I co zrobił? Rozejrzał się i ocenił sytuację, a następnie Pan Bóg wcielony, Stwórca nieba i ziemi, wydał słowne polecenie, nie skierowane do ludzi, ale do bezosobowych sił natury. Zwrócił się do morza i wiatru i głośnym głosem rozkazał: „Milcz i uspokój się!”, a natychmiast nastąpiła posłuszna reakcja wszechświata, tak że morze stało się jak szkło, a wiatr był tak spokojny, że w powietrzu nie było nawet powiewu.

Moja uwagę w tej opowieści przykuwa jednak następny wers. Jaka jest reakcja uczniów, gdy Jezus usuwa wyraźne i bezpośrednie zagrożenie ze strony natury? Czy jest tam napisane, że rzucają w powietrze swoje czapki przeciwdeszczowe, radują się i mówią: „Och, wiedzieliśmy, że to zrobisz”? Nie. Tekst mówi nam, że w tym momencie bardzo się przestraszyli. Zamiast się uspokoić i złagodzić obawy, strach się nasilił.

Panie i panowie, Freud nie zrozumiał jednej rzeczy: w ludzkim sercu istnieje coś, czego boimy się bardziej niż jakiejkolwiek bezosobowej siły natury, a jest to moc i obecność osoby świętej.

Teraz uczniowie drżą i zadają pytanie: „Kim jest ten człowiek?” „że nawet wiatry i morze są Mu posłuszne”.

Pamiętacie, jak podczas wcześniejszej sesji mówiłem o ksenofobii? O oddzielności Boga, o tej różnicy w Bogu, która nas przeraża i budzi w nas strach? Uczniowie mówią: „Chwileczkę, właśnie byliśmy świadkami przejawu pewnego rodzaju człowieczeństwa, który jest nam zupełnie obcy”.

Za każdym razem, gdy spotykasz nową osobę, twój mózg przechodzi przez komputerową katalogację reakcji. Jeśli ta osoba się uśmiecha, to mówi ci to jedną rzecz. Jeśli ta osoba marszczy brwi, to mówi ci coś innego. Mamy kategorie i katalogi, z których korzystamy na podstawie naszego doświadczenia jako istoty ludzkie. I uczymy się, jak przebywać z innymi ludźmi poprzez nasze doświadczenia.

Kilka lat temu w tym kraju panowała moda na pewien rodzaj terapii, w ramach której każdy miał się niejako obnażyć – dosłownie – i wyjawić najgłębsze sekrety swojego serca. A otwartość była ceniona, prawda? Wszyscy mówili: „Chcę, żebyś był wrażliwy”. A ten ruch był bardzo krótkotrwały, ponieważ ludzie zostali brutalnie zranieni, gdy zbytnio się otworzyli.

Przypomina mi to historię trzech duchownych, którzy po grze w golfa przyszli do szatni i odbyli spontaniczną sesję spowiedzi. Jeden z duchownych powiedział: „Moje sumienie nie daje mi spokoju”. „Staram się być pastorem i postępować sprawiedliwie, ale mam słabość, z którą walczę przez całe życie, a mianowicie słabość do alkoholu”. I powiedział: „Piję w ukryciu i nie udało mi się odnieść zwycięstwa”. A pozostali dwaj mężczyźni powiedzieli: „O rany, będziemy się za ciebie modlić w tej sprawie”. A drugi powiedział: „Wiecie, muszę przyznać, że ja też zmagam się z pewną słabością”. Cały czas kusi mnie pożądanie i choć udaje mi się kontrolować swoje zachowanie, moje myśli nie zawsze są czyste i po prostu nie wiem, jak odnieść zwycięstwo w tej sytuacji. Czy pomodlicie się za mnie?” A oni powiedzieli: „Tak”. A trzeci nic nie powiedział, a pozostali dwaj zapytali: „Nie masz żadnych pokus? Odpowiedział: „Mam”. A oni zapytali: „No to co to jest?”. Odpowiedział: „Jestem kompulsywnym plotkarzem i nie mogę się doczekać, aż stąd wyjdę”.

To tyle, jeśli chodzi o bycie wrażliwym. Powodem, dla którego jesteśmy tak zamknięci i tak ostrożni, by nie ujawniać wszystkiego o sobie każdej napotkanej osobie, jest to, że każda osoba w tym pomieszczeniu doświadczyła zdrady tajemnicy, kiedy wylałeś komuś swoje serce i duszę, a ta osoba zdeptała twoją duszę. Kiedy coś takiego przydarza się człowiekowi dwa lub trzy razy, uczymy się zakładać pewną zbroję, prawda? Nie chcemy więc być wrażliwi i otwarci. Wykorzystujemy więc ten mechanizm komputera bardzo ostrożnie, aby sklasyfikować każdego człowieka. Czy ta osoba jest pewna czy nie?

Uczniowie spojrzeli na Jezusa, a ich „komputery” oszalały i powiedzieli: „Chwileczkę, nie mamy kategorii dla tego człowieka”. Nigdy nie spotkaliśmy nikogo, kto byłby tak inny, tak odmienny, tak oddzielony, tak odległy od zwykłej ludzkości, że mógłby rozkazywać morzu, a morze by go słuchało. Innymi słowy, panie i panowie, tym, co przeraziło uczniów, było nagłe uświadomienie sobie, że znajdują się w obecności Świętego. A ich strach wzrósł.

To nie jedyny przypadek, kiedy coś takiego ma miejsce w Nowym Testamencie.

Innym razem, ci sami ludzie, to samo morze, czytamy, że uczniowie łowili ryby przez całą noc, a kiedy wrócili, ich sieci były puste. Znacie tę historię — Jezus podchodzi do nich i mówi do Piotra: „No i jak poszło?”. A oni odpowiedzieli: „Och, to była kiepska noc, żadnych ryb”. Jezus powiedział: „Piotrze, dlaczego nie weźmiesz sieci i nie zarzucisz ich po tej stronie łodzi?”.

Pamiętajcie, że według Biblii Piotr jest postacią raczej porywczą. Czy potraficie sobie wyobrazić, co myśli Piotr, gdy Jezus każe mu zarzucić sieć na tę stronę łodzi? Słyszę, jak mówi, przynajmniej w głębi duszy: „Jezusie, jesteś fantastycznym teologiem, wybitnym nauczycielem religii, ale przyznaj mi trochę racji. Jestem zawodowym rybakiem. Całą noc miałem tę sieć rozciągniętą na wszystkich stronach łodzi, a ty chcesz mi teraz mówić, jak mam łowić? Ale dobrze, ty jesteś mistrzem, ja jestem uczniem. No chłopaki zróbcie mu tę przyjemność, zarzućcie sieć za burtę.

Wiecie, co się stało? Wszystkie ryby z Morza Galilejskiego wskoczyły do sieci. Musieli więc podpłynąć drugą łodzią, i obie prawie utonęły, bo były tak pełne ryb. Co teraz robi Piotr? Pamiętajcie, Piotr jest Żydem. Jest biznesmenem. Nie łowi dla zabawy. Łowi ryby dla zysku. Wiem, co bym zrobił, gdybym był Piotrem. Sięgnąłbym do tuniki po umowę i powiedziałbym: „OK, Jezu, oto umowa. Pełnoprawny wspólnik, 50 procent zysków, wszystko, czego chcę, to pięć minut w miesiącu. Wystarczy, że przyjdziesz tu w jedną sobotę rano raz w miesiącu i powiesz mi, gdzie rozłożyć te sieci, to wszystko, o co proszę – 50 procent zysków. Tak właśnie bym postąpił. Piotr postąpił inaczej.

Czy możecie uwierzyć w to, co Piotr powiedział do Jezusa? Piotr spojrzał na Jezusa i powiedział coś zadziwiającego: „Odejdź ode mnie, bo jestem grzesznym człowiekiem”. Piotr powiedział: „Jezusie, proszę, odejdź”. Nie mogę tego znieść. Widzicie, co się dzieje, gdy ktoś święty pojawia się wśród nas – natychmiast czujemy się nieswojo. Jesteśmy świadomi, boleśnie świadomi naszej niegodności i chcemy, by ta osoba znalazła się jak najdalej od nas.

Kilka lat temu w Karolinie Północnej odbył się turniej golfowy, a obrońcą tytułu w tym turnieju z cyklu PGA Tour był ubiegłoroczny zdobywca nagrody Golfisty Roku. A ponieważ miał otrzymać tę nagrodę podczas tegorocznego turnieju w Karolinie Północnej, a był również obrońcą tytułu w tamtym turnieju, częścią tego wyróżnienia było to, że miał rozegrać swoją pierwszą rundę treningową z Billym Grahamem, z prezydentem Stanów Zjednoczonych oraz z Jackiem Nicklausem. Oto Golfista Roku, Nicklaus, Billy Graham i prezydent Stanów Zjednoczonych. To potężna czwórka.

Wyszli więc na pole, rozegrali tę rundę treningową, a kiedy wrócili, był tam mój przyjaciel, który podszedł do tego golfisty i zapytał: „Jak to było grać z Billym Grahamem, Jackiem i prezydentem Stanów Zjednoczonych?”. A ten golfista był wściekły i odpowiedział z gniewem. Powiedział: „Nienawidziłem tej gry. Nie potrzebowałem, żeby Billy Graham wciskał mi religię przez 18 dołków golfa”. I odszedł wściekły, podszedł do pola treningowego, wziął swój kij golfowy i zaczął z furią uderzać jedną piłkę po drugiej, wyładowując cały swój gniew. Więc mój przyjaciel podszedł, usiadł spokojnie i patrzył na niego, aż wiadro piłek zniknęło, podszedł i zapytał: „Rany, Billy naprawdę dał czadu, co?”. A golfista odpowiedział: „Nie, nie, właściwie to Billy nie powiedział ani słowa o religii”. Po prostu miałem zły dzień.

Biblia mówi, że niegodziwi uciekają, gdy nikt ich nie ściga. Luter powiedział, że drżenie na szelest liścia jest doświadczeniem niewierzącego. Był tam człowiek, który spędził czas z Billym Grahamem, jednym z najbardziej uprzejmych ludzi, jakich można spotkać, a Billy Graham nie musiał powiedzieć ani słowa o Chrześcijaństwie, aby ta osoba czuła się nieswojo.

Zauważyłem, że kiedy gram w golfa na polu golfowym, robię wszystko, co w mojej mocy. Kiedy dołączam do obcej grupy, wiem, że nieuchronnie padnie pytanie: „Czym się zajmujesz?” A wszystko, co muszę zrobić, żeby zepsuć zabawę ludziom na polu golfowym, to powiedzieć im, że jestem duchownym. Trochę wtedy udaję. Mówię: „Jestem pisarzem”. „A o czym piszesz?” „O wielu rzeczach”, albo że pracuję w branży ubezpieczeniowej, cokolwiek. Staram się, nie dlatego, że wstydzę się tego, kim jestem, ale nie chcę zepsuć im dnia, bo jak tylko powiem, że jestem duchownym, to zaczynają się wycofywać i przepraszać za swój język i takie tam. Wyobraźcie sobie, że ktoś czuje się nieswojo w mojej obecności – to absurdalne. Ale ludzie czują się nieswojo w naszej obecności nie dlatego, że jesteśmy święci, ale dlatego, że reprezentujemy Tego, który jest święty.

I interesujące jest dla mnie to, że najbardziej zagorzałymi wrogami, jakich Jezus miał za życia, byli faryzeusze, ludzie, którzy byli oddani sprawiedliwości. Sami siebie uważali za sprawiedliwych. A ludźmi, którzy czuli się najlepiej w towarzystwie Jezusa, byli odrzuceni grzesznicy. Ponieważ nie mieli złudzeń co do własnej sprawiedliwości. Ale tych, którzy byli dumni ze swojej moralnej czystości, Jezus, obnażył ukazując ich bezbożny charakter. Ponieważ kiedy przychodzi światło, ciemność nie może wytrzymać w jego obecności.

Kiedy Piotr powiedział do Jezusa: „Proszę, odejdź”, Jezus nie odszedł, ku wiecznej radości Piotra. Ale Jezus nie przyjął tego zaproszenia, zamiast tego powiedział: „Piotrze, chodź tutaj”. Przyjdźcie do mnie, którzy jesteście spracowani i obciążeni, a Ja dam wam odpoczynek. Widzicie, panie i panowie, najgorzej strzeżoną tajemnicą na całym świecie- jest ona dobrze strzeżona, ale to, że została zachowana jest straszne – jest to, że jesteśmy zaproszeni do obecności świętego Boga.

Sartre napisał w swoich dziełach, że ostatnią rzeczą, jakiej kiedykolwiek pragnął, poddanie się nieustannemu spojrzeniu świętego Boga, a jednak Dawid, po tym jak został poddany Bożej ocenie, rzekł do Boga: „O Panie, zbadaj mnie i doświadcz mnie”.

Sekretem, który chrześcijanin nosi w sobie, jest świadomość, że jest to jedyne miejsce, gdzie naprawdę możemy się otworzyć. Jedynym miejscem, w którym możemy czuć się swobodnie, jedynym miejscem, w którym możemy być nadzy bez strachu, jest obecność Chrystusa. Musimy zrozumieć, że nawet jeśli mamy w sobie tę wrodzoną niechęć i strach przed Świętym, i nawet jeśli zdajemy sobie sprawę, że jesteśmy nieświęci, w Chrystusie jesteśmy mile widziani. Pierwsze owoce usprawiedliwienia człowieka, o których mówi nam Apostoł Paweł, to dwie rzeczy: pokój z Bogiem i dostęp do Jego obecności.

Jestem pewien, że są tu teraz ludzie, a także ci, którzy będą oglądać tę serię z nagrania, którzy nie mają pokoju z Bogiem, którzy wciąż mówią wraz z Piotrem: „Proszę, odejdź, Jezu. Sprawiasz, że czuję się nieswojo.” I mówię wam, błagam was, jeśli słuchaliście tej serii o charakterze Boga, abyście rozważyli kilka rzeczy. Po pierwsze, że nie ma żadnej możliwości ucieczki przed świętością Boga. Będziesz musiał się z tym zmierzyć teraz lub w jakimś innym momencie w przyszłości.

Dlatego błagam was, abyście już teraz to załatwili, abyście zrozumieli, że istnieje sprawiedliwość, którą Bóg zapewnił wam w Chrystusie, która nie jest twoją własną sprawiedliwością. To obca sprawiedliwość. To cudza sprawiedliwość. To sprawiedliwość Chrystusa, która jest ci ofiarowana za darmo, jeśli poddasz się panowaniu Chrystusa. Wszystko, co On ma i wszystko, co uczynił, staje się twoje. A najgorsze burze boskiego gniewu, jakie możesz sobie wyobrazić, ucichną na zawsze, a Bóg ogłosi pokój. I doświadczysz tego, czego doświadczył Izajasz, gdy poznał Słowo Boże, które mówiło: Twoja nieprawość jest usunięta.

Być chrześcijaninem to znaczy otrzymać przebaczenie. Istotą wiary chrześcijańskiej jest łaska. Istotą etyki chrześcijańskiej nie jest arogancja, lecz wdzięczność. I wybaczcie nam, jeśli jesteś niewierzący, jeśli przedstawiliśmy się wam jako ludzie przekonani o własnej nieomylności, ponieważ gwarantuję wam, że nie ma w tej sali żadnego chrześcijanina, który byłby sprawiedliwy sam w sobie.

Załatw to. Teraz. I na zawsze.

Módlmy się. Ojcze, przebacz nam, że w strachu uciekaliśmy od Twojej obecności. Ojcze, przebacz nam, że braliśmy udział w wrogości wobec Ciebie. Ojcze, okryj nas sprawiedliwością Chrystusa, abyśmy choć raz w życiu mogli czuć się swobodnie w Twojej obecności. Prosimy o to w imieniu Jezusa. Amen.

Udostępnij!
    Dołącz!
    Wpisz swój e-mail, aby co dwa tygodnie otrzymywać najnowsze materiały EWC.