Módl się o przebudzenie – w tym drugim zborze

Co by było, gdybyś latami wiernie i żarliwie modlił się o przebudzenie w twoim mieście, aż tu pewnego dnia, jak piorun z jasnego nieba, Bóg dramatycznie odpowiedziałby na twoje modlitwy?

Po całym mieście, codziennie, ludzie zaczęliby tłoczyć się w kościele, pragnąc słuchać ewangelii z Bożego Słowa. Na ulicach, w pracy, w szkołach i domach, w każdym miejscu, przedtem nieśmiali członkowie kościoła teraz wiernie głoszą ewangelię, a owoc przychodzi szybko. Ludzkie życia są przemieniane, małżeństwa ratowane, a ponad wszystko, jeden po drugim, wrogowie Boga porzucają swój bunt i szukają schronienia u miłosiernego i pełnego chwały Syna Bożego.

Co, jeśli to wszystko wydarzyłoby się w twoim mieście, przed twoimi oczami, w tym drugim zborze, parę ulic dalej od twojego?

Przypuszczam, że wszyscy wiemy, jaka powinna być odpowiedź, ale słowa radości i uwielbienia prawdopodobnie utknęłyby nam w gardłach.

To już się kiedyś wydarzyło. W 1839 Murray M’Cheyne dowiedział się, że wielkie przebudzenie wybuchło w jego kościele dzięki gościnnie głoszącemu kaznodziei, podczas gdy on sam był na miesięcznym wyjeździe misyjnym. Kiedy wygląda na to, że Duch Boży błogosławi służbę innych, a nie naszą, pewne ważne rzeczy dotyczące prawdziwej natury tego co kochamy, stają się wyraźnie widoczne.

„Diotrefes, który pragnie być pierwszym”

Oczywiście, ta bitwa pomiędzy zazdrością i radością nie jest niczym nowym. Apostoł Jan pisze o tym problemie w swoim trzecim liście. W wersetach 5 do 7 przedstawia nam dwóch mężczyzn: Gajusa i Diotrefesa.

Gajus kocha wspierać i przyjmuje wiernych misjonarzy posłanych z innych kościołów, ponieważ on sam kocha Jezusa (3J 5-8).

Diotrefes, no cóż… nie tak bardzo. Diotrefes nie chce przyjąć ludzi z innych kościołów z jednego prostego powodu. Jan wprost mówi o Diotrefesie, że on pragnie być pierwszym (w. 9). Nie ma ochoty oglądać dzieła ewangelii, chyba że to on je wykona. Nie będzie go cieszyć żaden owoc ewangelii, chyba że jest to jego owoc. Nie zniesie żadnej konkurencji. Jego nastawienie i postępowanie jest, jak to Jan otwarcie nazywa, złe (w.11).

Złe – to mocne słowo. A mówiąc szczerze, najbardziej przeraża mnie fakt, że nie ma mowy o braku poprawności doktrynalnej u Diotrefesa, która to usprawiedliwiałaby tego rodzaju określenie. Nie ma tam mowy o herezji czy niewłaściwym postrzeganiu Chrystusa. Z tego, co wiemy, teologia Diotrefesa, na papierze, wyglądała dobrze. Ale duch rywalizacji obnażył jego domniemaną miłość do ewangelii jako zaledwie miłość do swojej własnej grupy ludzi, swej własnej służby – i ostatecznie, miłość do samego siebie. Taką, jaką ma każdy inny poganin.

Ta niezbyt-błaha-sprawa

A zatem mamy tę niezbyt-błahą-sprawę: Nie bądź jak Diotrefes! Przeciwnie, naśladuj to, co jest dobre – mam na myśli, ducha Gajusa, który wywyższa ewangelię i nie rywalizuje z innymi.

Ale dlaczego jest to taki wielki problem? Bo nie tylko twoje własne serce, lecz sama wartość ewangelii w oczach świata jest zagrożona.

Posłuchaj, możesz cały dzień opowiadać, jak wielbisz Boga za błogosławieństwa i sukces ewangelii w twoim kościele – i powinieneś, do pewnego stopnia. A jednak wciąż będzie utrzymywała się w tym woń egoizmu; no bo w końcu to jest twój kościół.

Ale co, jeśli szczerze oddasz Bogu chwałę za sukces dzieła ewangelii w jakimś innym kościele – czy to w innym kraju, czy (przerażenie w oczach) po drugiej stronie miasta? Co, jeśli okażesz tę samą radość widząc, że dzieło Jezusa, będące rezultatem służby kogoś innego, jest wywyższone i ludzie radują się z niego? Jeśli tak zrobisz, to znaczy, że kochasz Jezusa, Jego ewangelię i Jego chwałę – nie tylko swoją grupę, swój klub, swoją służbę i swój kościół.

Dlatego jest to tak ważne, abyśmy kultywowali Gajusowe nastawienie w naszych sercach i sercach członków naszego kościoła. Nasza miłość do Jezusa i Jego chwały może nigdy bardziej nie rozbłysnąć jak wtedy, kiedy będziemy radować się z postępu ewangelii – nawet gdy nie ma najmniejszej szansy, że przypiszą go nam.

Jak kultywować ducha Gajusa

W jaki sposób kultywować tego rodzaju ducha w swoim kościele i własnym sercu? Oto kilka sposobów.

1. Módl się i czytaj

Po pierwsze, módl się i czytaj. Zacznij od rozważania nad takimi fragmentami jak Trzeci List Jana, który ukazuje to, co możemy nazwać „bezinteresowną radością” z powodu sukcesu ewangelii. Módl się, aby Bóg wykształcił w tobie serce, które kocha kiedy ewangelia staje się coraz bardziej znana, niezależnie gdzie i dzięki komu. Dlaczego? Ponieważ kochasz, kiedy Jezusowi oddawana jest chwała.

2. Służ przykładem i nauczaj

Po drugie, służ przykładem i nauczaj. Pokaż swojemu kościołowi, jak wygląda modlitwa za inne wierne kościoły, wymieniając je z nazwy, otwarcie, z kazalnicy, w niedzielny poranek. Otwarcie oddaj Bogu chwałę za powodzenie, jakie On okazuje innym kościołom, które głoszą tę samą ewangelię, nawet w tym samym mieście. Módl się także za chrześcijan i pracowników ewangelii w innych miejscach na ziemi. Nauczaj tym samym ludzi, że ewangelia jest o wiele, wiele większa niż twój lokalny kościół.

3. Wspieraj i świętuj

Po trzecie, wspieraj i świętuj. Tak jak wierny Gajus, zbierz pieniądze, które mógłbyś spożytkować na swój kościół i rozdaj je. Daj je, aby były błogosławieństwem dla innych kościołów i wspieraj wiernych pracowników, którzy zostali posłani ze względu na Jego imię (3Jn 7). Innymi słowy, kiedy twój kościół wysyła pieniądze, aby błogosławić i wspierać pracę dla ewangelii poza twoim kościołem, to tak jakby ogłaszano przez megafon: „Kochamy Jezusa i Jego chwałę, a nie tylko naszą własną grupę i służbę”.

Oczywiście należy zatrzymać część pieniędzy jako odpowiedzialną troskę o własną wspólnotę. To zrozumiałe. Ale czy potrzeba nam wszystkich pieniędzy, jakie daje nam Bóg? Naprawdę? Czyż nie byłoby to cudownym uwolnieniem i przejrzystym wyrazem ewangelii, gdybyście wypisali czek, który wykazywałby, że twój kościół, dzięki Bożej łasce, wolny jest od niewoli poczucia wyłącznie własnego interesu? Prawdziwe kościoły nie rywalizują ze sobą o pieniądze, liczbę członków czy chwałę. Bo ostatecznie, wszystkie pieniądze, wszyscy ludzie i cała chwała należą do Boga.

Oddajmy Bogu chwałę z powodu sukcesów innych kościołów – i róbmy to szczere

Bóg ma wielki plan dla całego świata i Bóg wykona swoje dzieło na tym świecie. On zbawi swoje dzieci, umocni je w wierze i da wzrost w świętości.

Czasami może uczynić to przez nas. Czasami może uczynić to przez kościół kilka ulic dalej. Wzrastajmy w miłości dla chwały Chrystusa, abyśmy w każdym przypadku mogli powiedzieć „Chwała Bogu” – i wypowiedzieć to szczerze.

Wykorzystano za zgodą 9Marks i Wierni Słowu.

Podziel się!
FacebookFacebook MessengerTwitterWykop
    Zobacz również
    Czy powinienem postrzegać moją grupę domową jako kościół?
    FacebookFacebook MessengerTwitterWykop