Postacie w dramacie krzyża cz. 2

skopiuj link
https://youtu.be/4-5AwRhEj8M

Transkrypcja wideo

Wróćmy do 14 rozdziału Ewangelii Marka. Ewangelia Marka, rozdział 14. Z początkiem tego rozdziału wkraczamy w wydarzenia, które prowadzą do i obejmują ukrzyżowanie oraz zmartwychwstanie. Jak powiedziałem dziś rano, jest to część Ewangelii Marka, którą nazwalibyśmy Miejscem Najświętszym. To tutaj wchodzimy niejako za zasłonę, do miejsca, gdzie krew jest przelewana i kropiona. Tym razem nie symbolicznie, ale prawdziwie, żeby zadośćuczynić Bogu i zapewnić odkupienie wszystkim, którzy kiedykolwiek uwierzą. Ta część życia naszego Pana, te ostatnie godziny Jego życia, naprawdę są Miejscem Najświętszym Pisma Świętego. Cała Biblia prowadziła do tego momentu, a cała historia odkupienia, począwszy od wiecznej przeszłości, z Bożym planem złożenia swojego Syna w ofierze jako Baranka, osiąga tutaj swój punkt kulminacyjny, swoje spełnienie.

Więc od rozdziału 14, przez rozdział 15, aż do rozdziału 16 nasza uwaga skupiona będzie na śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa, długo oczekiwanym, chwalebnym przebłaganiu, ofierze, okupie i odkupieniu zapewnionym dla grzeszników.

Gdy ta scena rozwija się aż do zmartwychwstania, reżyserem tego dramatu jest sam Bóg. I to On tak naprawdę stoi za kulisami tego rozwijającego się wydarzenia. Patrząc na tę scenę, nie widzisz Boga. Chrystus jest oczywiście główną postacią tego dramatu. Są tu różni drugoplanowi uczestnicy. Można powiedzieć, że są to statyści. Mają do odegrania krótką rolę w tym dramacie. Należą do nich wrogowie Jezusa, przyjaciele Jezusa, zdrajca Jezusa oraz naśladowcy Jezusa. Wszyscy oni odgrywają drugoplanowe role kierowane przez opatrznościową, potężną i celową rękę Boga. Bóg jest niewidzialną siłą we wszystkim, co się dzieje. On dosłownie kontroluje zachowanie wrogów, przyjaciół, zdrajcy i naśladowców Jezusa, żeby osiągnąć dokładnie to, co zaplanował i postanowił dokonać przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

W naszym porannym przesłaniu przyjrzeliśmy się, jak Bóg działa za kulisami, żeby osiągnąć swój cel. Jego celem jest, żeby Jezus zginął jako Baranek ofiarny w piątek, o trzeciej po południu, w czasie Paschy, dokładnie w czasie, kiedy w to piątkowe popołudnie baranki paschalne będą składane w ofierze. On umrze, kiedy baranki zaczną być zabijane o trzeciej godzinie w piątek, a On będzie prawdziwym Barankiem Paschalnym.

W rzeczywistości, zgodnie z zamysłem i planem Boga, Chrystus umrze jako baranek ofiarny dokładnie w czasie, kiedy Jego wrogowie nie chcieli, żeby umarł. Nie chcieli, żeby stał się sprawą publiczną. W wersetach 1 i 2 rozdziału 14, jak pamiętacie, zgromadzili się na dziedzińcu Kajfasza. Wiedzieli, że muszą Go zabić. Kajfasz powiedział: „Musicie Go zabić, żeby ocalić naród”. I tak zaczęli spiskować, żeby potajemnie Go aresztować i zamordować. Ale jedną rzeczą, której nie chcieli, było zrobienie tego, jak mówi werset 2, podczas Paschy i Święta Przaśników, bo mogłoby to wywołać bunt ludu, który, w ich ocenie, był silnie przywiązany do Jezusa. „Bali się ludu”, jak opisuje to Łukasz. Pomimo ich obaw, Bóg postanowił, że Jezus nie tylko umrze w ciągu tych ośmiu dni, które zaczynały się Paschą, po której następowało siedem dni Święta Przaśników, kiedy Jerozolima była zapełniona setkami tysięcy dodatkowych ludzi. Nie tylko miał umrzeć podczas tego święta, ale w najmniej prawdopodobnym, a z ich punktu widzenia, niewłaściwym i groźnym momencie, którym było piątkowe popołudnie, kiedy paschalne baranki były zabijane, a tłumy ludzi znajdowały się w świątyni i w jej okolicy, niedaleko wzgórza ukrzyżowania.

Ale Boży harmonogram był jedynym planem, który się liczył, i Boży zamysł musiał się wypełnić. Nigdy nie zaplanowaliby, żeby Jezus został pojmany, osądzony, ukrzyżowany i umarł właśnie w ten piątek. Ale dokładnie tak się stało, ponieważ taki był Boży plan.

Więc przywódcy, choć prowadzą swoje małe, przyziemne gry, są tylko pionkami w realizacji Bożego planu. Oni są winni. Ponoszą odpowiedzialność za swoją nienawiść i odrzucenie. Ponoszą też odpowiedzialność za zabójstwo Syna Bożego. Są odpowiedzialni przed Bogiem na wieczność za swoją niewiarę, ale to nie oni decydują o tym, co się stanie ani kiedy to się stanie. Nasz Pan umrze zgodnie z powziętym z góry Bożym postanowieniem. On sam kieruje wszystkim przez swoją opatrzność, nawet jeśli jest to niewidoczne dla wszystkich oprócz samego Pana.

Widzimy więc, że za wszystkim stoi niewidzialna ręka. Widzieliśmy to dziś rano, przyglądając się pierwszej grupie drugoplanowych postaci tego dramatu, Jego wrogom, Sanhedrynowi, o których mowa w wersetach 1 i 2, arcykapłanom i uczonym w Piśmie.

Teraz chcemy przejść od Jego wrogów do Jego przyjaciół, a konkretnie do jednej osoby. Do jednej osoby. To czcicielka. Wersety od 3 do 9: „A gdy On był w Betanii, w domu Szymona trędowatego i siedział przy stole, przyszła niewiasta, mająca alabastrowy słoik czystego olejku nardowego, bardzo kosztownego. Stłukła alabastrowy słoik i wylała olejek na głowę Jego. A niektórzy mówili z oburzeniem między sobą: Na cóż ta strata olejku? Przecież można było ten olejek sprzedać drożej niż za trzysta denarów i rozdać ubogim. I szemrali przeciwko niej.

Ale Jezus rzekł: Zostawcie ją. Czemu jej przykrość wyrządzacie? Wszak dobry uczynek spełniła względem mnie. Albowiem ubogich zawsze macie pośród siebie i gdy zechcecie, możecie im dobrze czynić, mnie zaś nie zawsze mieć będziecie. Ona, co mogła, to uczyniła. Uprzedziła namaszczenie ciała mego na pogrzeb. Zaprawdę powiadam wam: Gdziekolwiek na całym świecie będzie zwiastowana ewangelia, będą opowiadać na jej pamiątkę i o tym, co ona uczyniła”.

Mateusz opisuje to w 26 rozdziale, a Jan podaje nam więcej szczegółów w 12 rozdziale. Oto kobieta, która jest prawdziwą czcicielką Chrystusa. Ona przygotowuje Chrystusa na śmierć przez akt pełnej miłości czci, zamierzając namaścić Go na pogrzeb, na tyle, na ile w tej chwili może, jeszcze przed Jego śmiercią.

A tak na marginesie, w Ewangelii Łukasza 7:36-50 jest historia o innej kobiecie w innym miejscu i przy innej okazji, która namaściła stopy Jezusa. Co ciekawe, tamto wydarzenie miało miejsce w domu faryzeusza, który również nazywał się Szymon. Była to grzeszna kobieta, a tamten Szymon był faryzeuszem. To zupełnie inna historia i inna sytuacja. Swoją drogą, w Nowym Testamencie pojawia się dziesięciu Szymonów. Józef Flawiusz wymienia dwudziestu kolejnych. To było bardzo, bardzo powszechne imię, więc to, że ktoś nazywał się Szymon, nie musiało oznaczać, że chodzi o to samo wydarzenie. Zresztą polewanie ludzi wonnościami było czymś dosyć zwyczajnym. Było to odpowiednikiem współczesnego stosowania dezodorantu. Był to powszechny wyraz uprzejmości.

Wynikało to również z konieczności, w świecie upałów i pocenia się, bez takiego dostępu do kąpieli i perfum, jaki mamy dzisiaj, był to gest życzliwości, nie tylko wobec tej osoby, ale wobec wszystkich w jej pobliżu. To była powszechna praktyka. Perfumy trzymano właśnie do takich celów.

W tym przypadku nie chodzi o grzeszną kobietę. Wiemy, kim ta kobieta jest, choć ani Marek, ani Mateusz tego nie mówią. Robi to Jan. Jan mówi nam w rozdziale 12 swojej Ewangelii, w wersecie 3, że jest to nikt inny jak Maria, siostra Marty i Łazarza. Nie jest to więc gest grzesznej kobiety, to znaczy prostytutki, ale pobożnej kobiety, Marii, siostry Marty i Łazarza.

Zauważcie, że w wersecie 3 pojawia się pewna niejasność w tym, jak ta historia jest opowiedziana. „A gdy On był w Betanii, a gdy On był w Betanii”. To nie mówi nam nic konkretnego, bo od kiedy On był w Betanii? Pamiętacie? Od soboty. Przyszedł świętować Paschę i dotarł tam w ostatnią sobotę. Więc od soboty spędzał swój czas w Betanii.

Spędził tam sobotę. Spędził tam niedzielę. Nawet kiedy przychodził do Jerozolimy w poniedziałek, wtorek i środę, na noc wracał do Betanii. Jan podaje nam dokładny dzień. W Ewangelii Jana 12:1 czytamy: „Sześć dni przed Paschą”. Pascha jest w piątek, co cofa nas do soboty. Więc to, co opisane jest w wersetach od 3 do 9, to retrospekcja z soboty. To powrót do soboty, do sobotniej nocy. Nie jest to zgodne z chronologią, ale jest to wydarzenie, które mówi o przygotowaniu do śmierci Chrystusa. Jak widzieliśmy, Bóg jest główną siłą w tym przygotowaniu. Wrogowie Jezusa mają swoje przygotowania, szukając sposobu, żeby Go aresztować i zabić. A tutaj mamy czcicielkę Jezusa, która na swój sposób przygotowuje Go na śmierć i pogrzeb.

Więc to właśnie ten gest przygotowania sprawia, że Marek umieszcza to wydarzenie w tym miejscu, choć miało to miejsce 6 dni wcześniej, w sobotę. Ta chronologia jest idealna, bo to był dzień, w którym przybył do Betanii. Jak czytamy w wersecie 3, to wydarzenie miało miejsce w domu Szymona trędowatego. Musiał to być były trędowaty, bo inaczej nie urządzałby przyjęcia. Rozumiecie to. Trędowaci byli wykluczani ze społeczeństwa. Byli wyrzutkami. W ogóle nie wchodzili w interakcje z ludźmi. Byli odrzucani przez społeczeństwo, usuwani z niego na wszelkie sposoby, a ludzie trzymali się od nich jak najdalej, obawiając się zarażenia tą chorobą.

Prawdopodobnie więc jest to człowiek, który został uzdrowiony przez Jezusa. A to było coś, co Jezus robił w całej ziemi Izraela podczas swojej służby. Nie jest naciągane założenie, że ten człowiek o imieniu Szymon, który został uzdrowiony przez Jezusa, zaplanował ten posiłek, wiedząc, że Jezus przyjdzie do Betanii, żeby spotkać się ze swoimi przyjaciółmi i spędzić tam Paschę, by wyrazić wdzięczność. Był tam on sam, żona Szymona, jeśli taka istniała, oraz wszyscy mali „Szymonowie”. Byłoby tam Dwunastu, a także Maria, Marta i Łazarz, więc co najmniej 15 osób, nie licząc Jego rodziny. A z rodziną i innymi przyjaciółmi ta liczba jeszcze by wzrosła.

Jest to typowy posiłek, w tym sensie, że spożywa się go wieczorem, w pozycji półleżącej. Odpoczywało się, przyjmując pozycję półleżącą. To znaczy, że spędzało się tam trochę czasu. Tak właśnie spożywano posiłki w tamtych czasach. To były tak naprawdę długie rozmowy. Długie rozmowy. To była normalna postawa przy takim długim, konwersacyjnym posiłku. To byłoby przeciwieństwo jedzenia typu drive-through fast food.

Czytamy, że podczas tego posiłku przyszła pewna kobieta. I jak już wspomniałem, Jan mówi nam, że była to Maria. Maria z rodziny Marty i Łazarza. Dlaczego Jan podaje jej imię, a Mateusz i Marek tego nie robią? Nie wiem, czy jest ku temu jakiś konkretny powód. Uwaga niekoniecznie skupia się na niej, ale przychodzi mi do głowy pewna myśl. Ewangelie Mateusza i Marka zostały napisane bardzo wcześnie w życiu Kościoła. Ewangelia Marka mogła powstać bardzo wcześnie. Ewangelia Mateusza mogła być pierwszą. Zostały napisane dosyć wcześnie, w latach 50. i 60. Ewangelia Jana powstała dopiero w latach 90. Być może Mateusz i Marek nie podawali imion z ostrożności, żeby chronić tę rodzinę. Jan nie miał już potrzeby chronić tej rodziny. Najprawdopodobniej nie było to już problemem, być może nie żyli już 30-40 lat później. Ale Jan podaje nam imię i jest to dla nas bardzo, bardzo pomocne.

Przy okazji posiłku powszechnym zwyczajem było mycie stóp. Jeśli ktoś był w pozycji półleżącej, miało to szczególne znaczenie, bo kiedy się tak kładłeś, twoje stopy były widoczne. Stąd namaszczanie stóp czy mycie stóp, które widzimy w Ewangelii Jana 13, gdzie Jezus umył stopy uczniów.

Było to więc coś normalnego. Nawet perfumowanie stóp było pewną tradycją czy zwyczajem. Był to wyraz uprzejmości. W tym przypadku ten gest Marii wykracza daleko poza zwykłą uprzejmość, znacznie wykracza poza normalny zwyczaj, ponieważ to, co ona robi, jest niezwykle hojne. Ma alabastrową fiolkę z bardzo drogim perfumem z czystego nardu. Mateusz mówi o bardzo kosztownym olejku. Taka buteleczka miała zwykle długą szyjkę i mogła mieć niewielki korek, przez który można było wylewać małe krople tych perfum, można było nimi kropić. Taka buteleczka pomieściłaby perfumy, które mogłyby wystarczyć na bardzo długo. Mamy informację, że ich wartość wynosiła 300 denarów. To tyle, co roczne wynagrodzenie. Wyobrażacie sobie, że wydajecie roczną pensję na butelkę perfum? Pierwsza myśl to: „Kto by tak zrobił?”. Robili to ludzie, którzy mieli taką potrzebę, bo mimo wysokiej ceny można było tego używać przez bardzo długi czas. Wystarczyła niewielka kropla, żeby zaspokoić społeczne potrzeby.

Ona ma alabastrową fiolkę z bardzo drogim olejkiem z czystego nardu. Nard to roślina pochodząca z Indii. Czysty nard oznacza, że jest nierozcieńczony. Wy, panie, wiecie, jaka jest różnica między perfumami, wodą kolońską, wodą toaletową, czy jak to się nazywa, nie znam się na tym. Ale perfumy to nierozcieńczona, czysta forma. Przy okazji, nard z Indii wciąż używany jest do produkcji perfum. Ona robi coś, czego nikt by nie zrobił. Nie spuszcza jednej kropli. Ona łamie szyjkę tego naczynia i wylewa to na Jego głowę. A Jan dodaje, że dalej: „namaściła nogi Jezusa i otarła swoimi włosami”. Wylała na Jego głowę i stopy perfumy o wartości rocznego wynagrodzenia. Jan dodaje coś dosyć oczywistego: „dom napełnił się wonią maści”. To zrozumiałe. Kiedy spryskujesz się odrobiną perfum, czujesz to w całym domu. Wylanie na Jezusa perfum o wartości rocznego wynagrodzenia musiało całkowicie zdominować otoczenie. To jest rozrzutna miłość. To głębokie, ofiarne uczucie.

Reakcja jest interesująca. „A niektórzy mówili z oburzeniem między sobą: Na cóż ta strata olejku?”. Marek jest tu trochę ogólnikowy. Mówi, że oburzali się niektórzy. Prawda jest taka, że chodziło o Judasza. Jan mówi nam, że był to Judasz Iskariota. W swojej relacji z tego wydarzenia, w Ewangelii Jana 12:4, mówi, że to Judasz Iskariota, który zamierzał Go zdradzić. Swoją drogą, już w sobotę zamierzał Go zdradzić. Nie wpadł na to dopiero w środku tygodnia. Był gotów zdradzić Go w sobotę, kiedy tam przybyli. Był na to gotowy znacznie wcześniej. To Judasz, według Ewangelii Jana, powiedział: „Na co ta strata olejku?”. A potem wtórowali mu inni. To pokazuje, co kierowało Judaszem. Pieniądze. Bo ten olejek można było sprzedać za ponad trzysta denarów, a pieniądze rozdać ubogim. Roczna pensja. Niesamowite, co za rozrzutna miłość, najwyższy akt uwielbienia, hojnej czułości. Ona symbolizuje wszystkich, którzy kochają Zbawiciela całym sercem i niczego nie zatrzymują dla siebie. Piękny gest. Nie może po prostu pokropić Jezusa kilkoma kroplami. Jej serce jej nie powstrzyma. Jej serce kocha rozrzutnie. „I szemrali przeciwko niej”. Ten czasownik oznacza oburzenie, wyrażenie gniewu. Byli rozgniewani, a ten gniew po prostu podchwycili od Judasza. I powtarzali myśl, której autorem był tak naprawdę Judasz, że można było to rozdać ubogim.

Nagle tak bardzo troszczą się ubogich. Judasz wcale nie przejmował się ubogimi. Ewangelia Jana 12:6 mówi: „A to rzekł nie dlatego, iż się troszczył o ubogich, lecz ponieważ był złodziejem, i mając sakiewkę, sprzeniewierzał to, co wkładano”. Jak długo to robił? Przez cały czas. Cały czas sprzeniewierzał pieniądze z tej niewielkiej kwoty, którą miała ta grupa. Pieniądze przekazane im między innymi przez wiele kobiet z grupy. Był złodziejem. Jezus powiedział, że był diabłem. Chciał, żeby pieniądze były w sakiewce, bo je wykradał. A teraz, u kresu całej tej historii, chce zdobyć ich jak najwięcej. I zostaje zdemaskowany. „Mogliśmy to sprzedać, włożyć do sakiewki, a ja mógłbym to ukraść”.

Nasz Pan jest łaskawy. Nie demaskuje Judasza w tym momencie. Werset 6: „Ale Jezus rzekł: Zostawcie ją. Czemu jej przykrość wyrządzacie? Wszak dobry uczynek spełniła względem mnie”. Uczyniła coś doskonałego. Uczyniła coś pięknego. To nie jest marnotrawstwo. „Okazywanie mi rozrzutnej miłości nie jest stratą”.

A potem mówi: „Albowiem ubogich zawsze macie pośród siebie i gdy zechcecie, możecie im dobrze czynić, mnie zaś nie zawsze mieć będziecie”. Zawsze macie wśród siebie ubogich. To nawiązanie do Księgi Powtórzonego Prawa 15:11, która mówi: „nie braknie ubogich na tej ziemi”.

Co tu się dzieje? Ujmę to prostą zasadą. Głębokie uwielbienie Chrystusa jest najwyższym priorytetem. Rozumiecie to? Pomoc ubogim ma znaczenie. Księga Powtórzonego Prawa 15:11 mówi: „Dawaj ubogim”. Nie braknie ubogich w kraju, więc troszcz się o ubogich, wspieraj ubogich. To jest priorytet. Ale najwyższym priorytetem jest oddawanie czci Chrystusowi. Najwyższym priorytetem jest oddawanie czci Chrystusowi. Troska o ubogich jest ważna, ale uwielbienie Pana jest ważniejsze. A Jezusa wkrótce miało już z nimi nie być.

Powinniśmy dawać na potrzeby. Powinniśmy służyć ubogim. Ale przede wszystkim powinniśmy ofiarnie oddawać cześć naszemu Panu. Gdy dajesz ubogim, nie ma to tak naprawdę trwałej wartości. Ale kiedy wielbisz Pana, ma to wieczne znaczenie.

Ona miała właściwe priorytety. „Ubogich zawsze macie pośród siebie – powiedział Jezus – ale mnie nie zawsze mieć będziecie”. Dobroczynność jest dobra. Dobroczynność jest konieczna. Uwielbienie jest zawsze ważniejsze. A prawdziwe uwielbienie prowadzi do dobroczynności. To była bardzo oddana kobieta. Pamiętacie historię z 10 rozdziału Ewangelii Łukasza, kiedy Jezus przyszedł do domu Marii i Marty? Co robiła Marta? Marta służyła, podawała, krzątała się, była zajęta. A co robiła Maria? Siedziała u stóp Jezusa, uczyła się, chłonęła każde Jego słowo. Siedziała u Jego stóp.

Jego wrogowie wiedzieli, że On powiedział, iż umrze i zmartwychwstanie. Wiedzieli o tym. Jego wrogowie wiedzieli, że mówił o swojej śmierci i zmartwychwstaniu. Że umrze, będzie pogrzebany i powstanie z martwych. Jego wrogowie o tym wiedzieli. Zakładam więc, że Maria też to wiedziała, rozumiała i wierzyła w to. I miała dobry powód, żeby w to wierzyć, ponieważ On wskrzesił jej brata. Niedawno miała okazję namaścić brata na jego śmierć i pogrzeb. Został on wskrzeszony z martwych przez Jezusa. Myślę, że Maria naprawdę rozumiała, co się dzieje. I właśnie to Jezus mówi w wersecie 8: „Ona, co mogła, to uczyniła – nie mogła powstrzymać mojej śmierci, – ale uprzedziła namaszczenie ciała mego na pogrzeb”. Niesamowite.

Myślę, że uczniowie sprzeciwiali się idei śmierci Jezusa. Ale Maria osobiście doświadczała zmartwychwstania, bo codziennie mieszkała z nim w swoim domu. Nie mogła powstrzymać Jego śmierci, ale mogła okazać swoją miłość przez hojne, obfite namaszczenie na pogrzeb, o którym wiedziała, że nadejdzie, bo było to właściwe, stosowne, godne i honorowe, jak również było wyrazem jej miłości.

Musiała myśleć: „Co mogę zrobić? Co mogę zrobić dla mojego Pana, od którego nauczyłam się tak wiele?”. Nawiasem mówiąc, On często bywał w ich domu i jestem pewien, że ona zawsze siedziała i się uczyła. Powiedziała: „Mogłabym Go namaścić” i właśnie to zrobiła. Wiedziała, że On umrze, ale wierzyła też, że zmartwychwstanie. Zrobiła to, co mogła. Co mogła zrobić? Jezus powiedział: „Uczyniła to, co mogła”. „Zaprawdę – mówi werset 9 – gdziekolwiek na całym świecie będzie zwiastowana ewangelia, będą opowiadać na jej pamiątkę i o tym, co ona uczyniła”.

Robimy to dziś wieczorem. Minęło dwa tysiące lat. Świadectwo o jej pełnej uwielbienia, ofiarnej, bezinteresownej czci, ten gest jest pomnikiem. Jej czyn wdzięcznej miłości, spoglądanie na krzyż oraz na pogrzeb i zmartwychwstanie Chrystusa, jest lekcją miłości oddającej cześć, hojnej, rozrzutnej, bezinteresownej i wdzięcznej. Więc na tle brzydoty wrogów Jezusa i brzydoty zdrajcy Jezusa jest piękno miłości Marii.

Myślę, że ona widziała w oczach Jezusa i słyszała w Jego słowach krzyż, cień krzyża. A jej czyn jest hołdem dla miłości.

Kolejną osobą, której musimy się przyjrzeć, po rozważeniu wrogów Jezusa i czcicielki Jezusa, jest zdrajca, wersety 10 i 11. „A Judasz Iskariot, jeden z dwunastu, poszedł do arcykapłanów, aby im Go wydać. A oni, gdy to usłyszeli, uradowali się i obiecali dać mu pieniądze. I szukał sposobności, jak by Go wydać”.

Judasz jest jednym z Dwunastu. Wychodzi tutaj zza zasłony, Judasz Iskariota. “Judasz” to grecka forma imienia “Juda”, a rdzeniem tego jest albo „Jehowa prowadzi”, albo „ten, który ma być chwalony”. Miał bardzo szlachetne imię. Iskariota oznacza, że pochodził z wioski Keriot, 23 mile na południe od Jerozolimy. Jest jedynym Apostołem, który nie pochodził z Galilei. Dołączył do tej grupy z egoistycznych, próżnych i materialistycznych powodów, dla zysków i chwały. A kiedy to marzenie o Królestwie, to marzenie dobrobytu i chwały zaczęło się rozpadać, nieuleczony, złośliwy rak w jego nędznej duszy dał przerzuty, aż całkowicie skaził jego mózg. Chciał się wycofać, ale nie bez rekompensaty za 3 zmarnowane lata. Chciał królestwa, a nie krzyża.

Więc poszedł do arcykapłanów, żeby im Go wydać. Prawdopodobnie po tej sobotniej kolacji w Betanii, tej samej nocy udał się do Sanhedrynu i wszystko ustalił. Więc wiedział o tym przez cały tydzień. Zaczęło się w sobotę. Miał to w sercu przez cały tydzień. Wiedział, że plan jest w toku, bo szczegóły zostały już ustalone.

Jezus powiedział: „Nie o was wszystkich mówię. Ja wiem, których wybrałem. Lecz niech się wypełni Pismo: Ten, kto spożywa chleb mój, podniósł na mnie piętę swoją”. Jezus cytuje Psalm 41:10, proroctwo dotyczące Judasza. „Już teraz powiadam wam, zanim się to stanie, abyście, gdy się to stanie, uwierzyli, że Ja jestem”. Jezus zapowiada, że zostanie zdradzony. Ten, kto spożywa z Nim chleb, podnosi przeciw Niemu swoją piętę.

Przy okazji, Ewangelia Łukasza 22:6 mówi, że Judasz od tej chwili szukał sposobu, żeby zdradzić Pana, cytat: „z dala od ludu… z dala od ludu”. On też, podobnie jak przywódcy, obawiał się, że nie jest dobrym pomysłem robienie tego na oczach tłumu.

Więc kiedy Jezus przechodzi przez ten tydzień, Judasz szuka najlepszego sposobu, żeby wydać Go Sanhedrynowi za pieniądze. Umowa została już zawarta. Ewangelia Mateusza 26:15 mówi, że zgodził się to zrobić za 30 srebrników. Za 30 srebrników. Zgodnie z Księgą Wyjścia 21:32 jest to cena niewolnika. Prorok Zachariasz, w Księdze Zachariasza 11, odegrał scenę, która przedstawia tę transakcję i wspomina nawet o trzydziestu srebrnikach. Więc za wszystkim stoi Boży plan. Kiedy wszystko szło w kierunku, którego Judasz nie chciał, postanowił zdobyć tyle pieniędzy, ile tylko mógł i uciec. Wiedział, że kiedy Jezus zostanie aresztowany, uczniowie pogrążą się w zamieszaniu i chaosie, a on będzie miał pieniądze i zniknie, podczas gdy reszta rozproszy się w strachu.

Więc przez cały tydzień szukał swojej chwili. Cieszyło to Sanhedryn, werset 11: „gdy to usłyszeli, uradowali się i obiecali dać mu pieniądze. I szukał sposobności, jak by Go wydać”. Nawiasem mówiąc, Judasz nie działał sam. W Ewangelii Łukasza 22:3 czytamy: „W Judasza wstąpił Szatan”. Nie był opętany tylko przez demona, był opętany przez Szatana. Szatan nim kierował. Ewangelia Jana 13:27: „wszedł w niego Szatan”. Szatan działał przez Judasza, nieodrodzonego, niewierzącego i chciwego człowieka. Szatan w pełni zawładnął Judaszem.

Co Szatan próbuje osiągnąć? Co chce tutaj zrobić? Do czego dąży? Niektórzy mówią: „Szatan chce zabić Jezusa”. Naprawdę? To dokładne przeciwieństwo tego, co chciał zrobić. On nie chciał zabić Jezusa. Szatan nie chciał doprowadzić do ukrzyżowania Jezusa, bo Szatan wiedział, co oznacza krzyż. Nie dążył do ukrzyżowania Chrystusa.

Pamiętacie, jak w 16 rozdziale Ewangelii Mateusza Jezus powiedział, że umrze?

A Piotr odpowiedział: „O nie, Panie, nie umrzesz”.

A Jezus powiedział do Piotra: „Odejdź ode mnie, Szatanie”.

Szatan chciał powstrzymać Chrystusa przed krzyżem. Uchronić Chrystusa od krzyża. Zatrzymać plan Boga. Czy wiedział, że miał być Barankiem zabitym od założenia świata? Oczywiście. Czy rozumiał wszystkie proroctwa Starego Testamentu? Doskonale je rozumiał. Czy rozumiał, że wszystkie ofiary lewickie wskazują na śmierć tej jednej ofiary, Syna Bożego? Czy wiedział, że przyszedł, zbawić swój lud z jego grzechów? Czy wiedział, że cień krzyża spoczywał nad całym Jego życiem? Oczywiście. Czy wiedział, że było to satysfakcjonujące przebłaganie, które zaplanował Bóg? Tak. Czy wiedział, że jeśli Jezus umrze na tym krzyżu, jego królestwo i panowanie będą na zawsze zniszczone ? Tak.

To Bóg chciał śmierci Jezusa. To Szatan chciał temu zapobiec. Pytanie więc, dlaczego nakłonił Judasza, by zdradził Jezusa? Odpowiedź jest dość prosta. Jeśli nakłoni Judasza do zdrady Jezusa, a Sanhedryn do szybkiego działania i aresztowania Jezusa, tłum powstanie i zatrzyma ukrzyżowanie. Tego obawiał się Judasz. Tego obawiali się przywódcy. Właśnie tego chciał Szatan. On nie chciał widzieć Jezusa na krzyżu.

Nie wiem, co myśli Szatan. Nie jestem tym zbytnio zainteresowany poza spekulacją na podstawie jego strategii. Wydaje mi się, że Szatan nakłonił Judasza do zdrady Jezusa po to, żeby wywołać zamieszki. A ludzie zapobiegliby zabiciu Jezusa. On był przeciwko krzyżowi. Chce stworzyć scenariusz, który zatrzyma drogę Chrystusa na krzyż. Dlatego wchodzi w Judasza.

Przy okazji, najsmutniejsze na temat Judasza jest to, werset 10: „jeden z dwunastu”. Czy to nie jest przygnębiające? Przez 3 lata przebywał z Jezusem 24 godziny na dobę, a skończył w taki sposób. Najbardziej haniebna zbrodnia popełniona przez człowieka, który miał największy przywilej i możliwości, jakie ktokolwiek mógł kiedykolwiek mieć, chodząc i rozmawiając z żywym Bogiem każdego dnia, żyjąc w Jego chwalebnej, świętej, czystej obecności, doświadczając Jego prawdy, piękna, mocy, mądrości i wspólnoty. A on zbezcześcił to w tak okrutny sposób. Judasz sprawia, że Faust wygląda jak bajka na dobranoc. Grzech Judasza nie ma sobie równych. Ale najbliższym odpowiednikiem grzechu Judasza jest grzech Adama, ponieważ Adam chodził i rozmawiał z Bogiem. Te dwa przypadki to bez wątpienia najokrutniejsze zbrodnie, jakie kiedykolwiek popełniono. Więc kiedy tylko Szatan wszedł w Judasza, ten przystąpił do realizacji planu.

Są też inne elementy tego wydarzenia. Kiedy studiujesz Ewangelie, pojawiają się kolejne szczegóły. Ale tak trudno wyobrazić sobie zdrajcę wśród Dwunastu. Mimo to Bóg miał nad wszystkim pełną kontrolę. Zdrajca wypełniał słowa Pisma Świętego. Jezus mówi nawet w Ewangelii Jana: „żaden z nich nie zginął, prócz syna zatracenia – tego zdrajcy – by się wypełniło Pismo”.

To największy przykład zmarnowanej szansy. Judasz odgrywa swoją rolę. Do zdrady doszło w momencie, kiedy Judasz nie chciał, żeby do niej doszło, w momencie, kiedy przywódcy nie chcieli, żeby do niej doszło, ale myślę, że w momencie, kiedy Szatan chciał, żeby do niej doszło, podsycając zamieszki. I oni wszyscy nie docenili chwiejności tłumu.

W końcu, na scenę wchodzi jeszcze jedna grupa. Przyjrzymy się jej przez kilka najbliższych minut, wersety od 12 do 16, to naśladowcy. Widzieliśmy wrogów, widzieliśmy przyjaciół, zdrajcę i naśladowców, uczniów.

„W pierwszy dzień Przaśników, gdy zabijano baranka paschalnego, Jego uczniowie – chodzi tu o pierwszy dzień, czyli Paschę, która była utożsamiana z następującym po niej świętem – zapytali Go: Gdzie chcesz, abyśmy poszli i przygotowali Ci Paschę do spożycia?”. Gdzie chcesz, żebyśmy ją urządzili? Nikt z nich nie miał domu. Gdzie mamy to zrobić?

Pan ma plan. W czwartek wieczorem musi odbyć się Pascha, Pan o tym wie. Jerozolima jest zatłoczona. Potrzebują prywatnego pokoju, gdzie zmieści się dwanaście osób wraz z Jezusem. Myślę, że Judasz niecierpliwie na to czekał, bo byłoby to idealne miejsce na aresztowanie Jezusa. Dlaczego? Jest noc, prywatny pokój, tylko dwunastu i Jezus. Późną nocą nie ma nikogo na ulicach. Konkretne, ustalone miejsce. Lokalizacja, którą łatwo wskazać przywódcom, łatwo ich tam wpuścić, ułatwiająca Judaszowi zdobycie pieniędzy.

Nasz Pan zna myśli Judasza. W wersecie 12 zapytali: „Gdzie mamy to przygotować?”. Judasz na pewno się przysłuchiwał. Gdy tylko dowie się, gdzie to będzie, będzie po wszystkim. To zbyt dobra okazja, żeby ją przepuścić. On nie wie, jaka będzie przyszłość, a chce pieniędzy i chce ich teraz, bo chce się szybko wycofać. Chociaż bał się tłumu, to był sposób, by pokonać ten strach, zrobić to nocą, w prywatnym pomieszczeniu.

Nasz Pan o tym wie, dlatego „posłał dwóch swoich uczniów – przy okazji, byli nimi Piotr i Jan – dwóch uczniów, i rzekł im: Idźcie do miasta i spotka się z wami człowiek niosący dzban wody. Za nim idźcie”. Bardzo sprytne. Po pierwsze, noszenie dzbana z wodą było zajęciem kobiet. Więc znalezienie mężczyzny niosącego dzban z wodą byłoby raczej niezwykłe. I właśnie tego potrzebowali. Potrzebowali znaku, sygnału, który będzie nietypowy. Idźcie i znajdziecie mężczyznę niosącego dzban wody. Wysyła swoich dwóch najbardziej zaufanych uczniów, Piotra i Jana. To jest bardzo, bardzo ważne. On musi spożyć Paschę ze swoimi uczniami. Dlaczego? Ponieważ musi przekształcić Paschę w Stół Pański. Co więcej, ma im do przekazania wiele głębokich, osobistych nauk. Wszystko to jest zapisane w Ewangelii Jana, w rozdziałach od 13 do 17. On musi umrzeć w piątek, około godziny trzeciej, kiedy zabijane są baranki paschalne, ale musi też obchodzić Paschę ze swoimi uczniami, żeby dać im ostatnie pouczenia, swoją ostatnią wolę i testament oraz ustanowić swoją Wieczerzę, nawiązując do Paschy.

Sugeruje się też, że skoro musi wypełnić wszelką sprawiedliwość, to musi obchodzić Paschę nakazaną przez Boga, ponieważ nie została ona zniesiona i nie zostanie zniesiona, dopóki ta Pascha się nie dopełni. Aby tak się stało, nie może zostać aresztowany tej nocy. Aresztowanie nie może nastąpić wcześniej. Dlatego tak to zorganizował.

„Posłał dwóch uczniów i rzekł im: Idźcie do miasta i spotka się z wami człowiek niosący dzban wody. Za nim idźcie”. Po prostu idźcie tam, gdzie on pójdzie. I właśnie to zrobili. „A gdziekolwiek by wszedł, powiedzcie gospodarzowi: Nauczyciel mówi: Gdzie jest moja izba, w której mógłbym spożyć wieczerzę paschalną z uczniami moimi?”. Co wam to mówi? To, że ten człowiek znał Jezusa jako Nauczyciela. Nie używają nawet słowa „Jezus”, w razie gdyby ktoś podsłuchiwał. Nie chcą, żeby ktokolwiek wiedział, gdzie to będzie. Po prostu, idźcie za człowiekiem z dzbanem na głowie. To nam pokazuje, że nasz Pan wcześniej to ustalił, czy to w sposób naturalny, czy ponadnaturalny. Idźcie za tym człowiekiem, a kiedy dotrzecie do domu, powiedzcie właścicielowi: „Nauczyciel mówi: Gdzie jest moja izba, w której mógłbym spożyć wieczerzę paschalną z uczniami moimi?”. To jest ktoś wierzący. Nauczyciel, ho didaskalos, ten Nauczyciel. To musiał być ktoś, kto Go znał, kochał i wierzył w Niego. Więc znajdźcie tego człowieka i idźcie za nim. Werset 15: „A on pokaże wam przestronną jadalnię, przygotowaną i przystrojoną. Tam nam przygotujcie”. Po co ta tajemnica? Dlaczego tak zagadkowo? Po co ta intryga? Dlaczego nie powiedzieć po prostu: „Chłopaki, spotkamy się na takiej ulicy, o takiej godzinie. Łatwo tam trafić, znacie adres, wszyscy tam będziemy”. Nie można było tak zrobić. Dlaczego? Bo Judasz się dowie, a Judasz jest chciwy na pieniądze, mimo że próbuje uniknąć tłumów, nie będzie tego odkładał dłużej, niż musi. On chce pieniędzy i chce ich szybko. To idealne miejsce, z dala od tłumu, gdzie przywódcy mogą schwytać Jezusa, który będzie sam ze swoimi bezbronnymi uczniami. Jezus nie może na to pozwolić. Nie może do tego dopuścić. I dlatego cała ta intryga.

A swoją drogą, „uczniowie odeszli i przyszli do miasta”. Drobna uwaga: najwyraźniej Piotr i Jan już nie wrócili. W ten czwartek, to jest czwartek, poszli, szli za mężczyzną, dotarli do domu, pokazano im pokój i przygotowali wszystko, tak że reszta uczniów wyruszyła z miejsca, gdzie byli, przybyli do miasta, prawdopodobnie z Betanii, gdzie spędzali każdą noc, „i znaleźli, jak im powiedział, i przygotowali wieczerzę paschalną”.

Nie wiedzieli, dokąd idą, dopóki tam nie dotarli. A kiedy już tam byli, Judasz nie mógł odejść. Nie mógł pójść i donieść, gdzie się znajdują, bo sam by się zdemaskował. Pan dopina każdy najmniejszy szczegół, z uwagi na pilność i znaczenie czasu ze swoimi uczniami.

Jest tu bardzo interesująca uwaga na marginesie. Nie będę jej szeroko rozwijał, bo to wymagałoby nieco pracy naukowej. Paschę obchodzono w dwa różne wieczory. Podsumuję to tak, mieszkańcy północy, Galilejczycy, obchodzili ją w czwartek wieczorem, podczas gdy Judejczycy, saduceusze i mieszkańcy południa, obchodzili ją w piątek wieczorem. To pasuje doskonale. Jezus mógł obchodzić Paschę ze swoimi przyjaciółmi w Galilei, kiedy oni ją obchodzili, w czwartek. A jednocześnie umrzeć jako Baranek Paschalny w piątek, kiedy Judejczycy z południa składali w ofierze swoje baranki paschalne.

Więc były właściwie dwa terminy. W czwartek, dla mieszkańców północy i w piątek, dla tych z południa. To ważne rozróżnienie, bo szczególnie w Ewangelii Jana są fragmenty, które wymagają takiego zrozumienia. To naprawdę zdumiewająca mozaika osób, które poruszają się w tej scenie. Wszyscy ci ludzie robią to, co robią, a nasz Pan nieuchronnie zmierza ku krzyżowi, podczas gdy Bóg kieruje wszystkim.

Moglibyśmy to podsumować tak, że On pożyczył ludzkie życie na 33 lata. Urodził się w pożyczonym żłobie. W czasie swojej służby mieszkał w pożyczonych domach. Wjechał do Jerozolimy na pożyczonym zwierzęciu. Korzystał z gościny przyjaciół w Betanii. Pożyczył pokój na Paschę, pożyczył rzymski krzyż na kilka godzin i pożyczył grób, choć tak naprawdę wszystko należało do Niego. To jest Jego uniżenie.

Ojcze, dziękujemy Ci za Słowo. To odświeżające i wzbogacające, kiedy ludzie spotykają się, pozornie przypadkowo, żeby robić to, co chcą robić, a Ty potężnie kierujesz tym wszystkim dla własnych celów. My wszyscy na scenie życia odgrywamy to, co uważamy za nasze małe dramaty, funkcjonujemy w ramach wielkiego, suwerennego i nadprzyrodzonego planu, żeby realizować Twoje cele i Twoją wolę.

W tych wydarzeniach widzimy wszechmocną rękę Bożej opatrzności, nawet w przygotowaniach do śmierci Zbawiciela, tak aby wszystko dokonało się zgodnie z Twoim doskonałym planem. To jest dla nas niesamowite. To świadczy o Boskim autorstwie Pisma, a także o Boskiej ręce w każdym wydarzeniu w historii, zwłaszcza w tym. Jakże jest to budujące, Panie, znów widzimy prawdziwość Twojego Słowa. Jakże wielkim darem jest prawda. Dziękujemy Ci za Twoje cenne Słowo, także za ten fragment, który dziś przed nami otworzyłeś. Z wdzięcznością i gorliwością oczekujemy tego, co przed nami. W imieniu Chrystusa. Amen.

Udostępnij!
    Dołącz!
    Wpisz swój e-mail, aby co dwa tygodnie otrzymywać najnowsze materiały EWC.