Niekomfortowe nabożeństwo

Trzy zasady zaangażowania w kościele

„Przepraszam, że ci przerwałam!”. Właśnie zaczęłam rozmawiać z przyjaciółką z kościoła. Bardzo chciałam nadrobić zaległości, ale kiedy ona mówiła, zauważyłam kobietę siedzącą samotnie, która przeglądała biuletyn z programem nabożeństwa.

Szczerze mówiąc, żałowałam wtedy, że ją zauważyłam. „Przerwanie mojej przyjaciółce byłoby niegrzeczne. To przecież dobrze, że inwestuję w przyjaciół! Ktoś inny prawdopodobnie zauważy tę kobietę”. To były tylko niektóre z wymówek, które przeszły mi przez głowę. Ale ta kobieta była najwyraźniej nowa, i z tego co wiedziałam, nie była wierząca. Więc, niechętnie, przerwałam mojej przyjaciółce.

Gdy tylko usiadłam z nieznajomą kobietą, która przyszła na nabożeństwo, podziękowałam Bogu, że to zrobiłam. Wychowana jako katoliczka, nie chodziła do kościoła od ponad dziesięciu lat. Jej narzeczony właśnie zerwał z nią tuż przed ślubem, a ona potrzebowała w życiu czegoś innego. Zaryzykowałam i zapytałam, czy nie zechciałaby przyjść na spotkanie naszej małej grupy wspólnotowej. Zgodziła się. Od tamtej pory przychodzi do kościoła i na studium biblijne.

To była jedna z wielu okazji, jakie mój mąż Bryan i ja mieliśmy, by nawiązać kontakt z jeszcze nie-chrześcijanami w budynku naszego kościoła. W dodatku, ja i mój mąż, nie mamy ze sobą wiele wspólnego. Jestem ekstrawertyczką, on jest introwertykiem. Ja pochodzę z Anglii, on z Oklahomy. Ja zajmuję się literaturą, on jest inżynierem. Ale Bóg połączył nas wokół wspólnego poczucia misji, a Bryan ostatnio wyraził tę misję w trzech zasadach zaangażowania w kościele. Te zasady sprawiają, że nasze niedziele są mniej komfortowe, ale bardziej satysfakcjonujące. Jeśli jesteś zmęczony wygodnym życiem, może spróbujesz zastosować te pomysły u siebie!

1. Samotna osoba na naszych nabożeństwach to sytuacja wyjątkowa

W czasie kryzysu robimy dziwne rzeczy. Przerywamy rozmowy, odkładamy na bok społeczne konwenanse. Gdyby ktoś zasłabł w budynku twojego kościoła, wszyscy by się zmobilizowali. Ale każdego tygodnia ludzie przychodzą po raz pierwszy na nasze kościelne spotkania i są skutecznie ignorowani. Mogą nie znać Jezusa, albo spędzili lata na oddalaniu się od Niego. Ich duchowe zdrowie jest zagrożone, a zwykła rozmowa może być kroplówką, której Bóg użyje, aby przygotować ich do operacji ratującej życie. Stawką jest wieczne życie.

A co jeśli jest to zwykły członek kościoła, który jest samotny? Odosobniony wierzący to też sytuacja kryzysowa. „Po tym wszyscy poznają, że jesteście moimi uczniami” – powiedział Jezus – „jeśli będziecie się wzajemnie miłować” (Ewangelia wg św. Jana 13:35). Oczywiście, każdy z nas lubi czasem samotność, ale samotność w kościele jest takim samym oskarżeniem wobec naszych zgromadzeń, jak brak modlitwy czy brak hojności. Jak możemy twierdzić, że jesteśmy „jednym ciałem” (1 List do Koryntian 12:12), jeśli nie potrafimy nawet usiąść razem i nawiązać ze sobą relacji w kościele?

Przychodzę do kościoła z pięcioosobową rodziną. Ale podstawową rodziną jaką widzimy w Nowym Testamencie nie jest rodzina biologiczna, ale kościół. W rzeczywistości Jezus obiecał, że każdy, kto opuści swój dom i rodzinę, aby pójść za Nim, otrzyma o wiele więcej domów, braci, sióstr i rodzin wśród Jego ludu (Ewangelia wg św. Marka 10:29-30). Istnieją namacalne sposoby, poprzez które możemy to wyrazić w kościele. Ci z nas, którzy przychodzą do kościoła ze swoimi rodzinami, mogą zaprosić innych, aby usiedli razem z nami, albo nawet, aby spędzili czas z innymi członkami kościoła.

W ostatnią niedzielę, na przykład, postanowiła usiąść pomiędzy dwiema siostrami w Chrystusie – jedną z Nigerii, drugą z Ghany. Mogłam cieszyć się uwielbianiem Jezusa razem z nimi. Bycie jednym ciałem z naszym duchowym rodzeństwem oznacza więcej niż siedzenie razem z innymi w kościele, ale z pewnością nie oznacza mniej niż to.

To wezwanie nie jest przeznaczone tylko dla osób w małżeństwie. Jeśli przychodzisz do kościoła sam, nie lekceważ tego, co Bóg może zrobić przez ciebie, by błogosławić innych.

Jakiś czas temu, moja przyjaciółka, która żyje sama, podzieliła się swoim smutkiem z powodu siedzenia samotnie w kościele. Jest wspaniałą, towarzyską ekstrawertyczką, a ja powiedziałam jej, że nie ma prawa siedzieć sama, kiedy może błogosławić innych swoim towarzystwem! Myślę, że każdy z nas, w tym czy innym czasie, przyszedł na nabożeństwo zastanawiają się: „Kto mnie pokocha?”. A co gdybyśmy zamiast tego zadali sobie pytanie: „Kogo ja mogę kochać?”.

2. Przyjaciele mogą poczekać

Czy ominęła mnie jakaś bliska chwila z przyjaciółką, której wtedy przerwałam, aby przywitać się z siedzącą samotnie kobietą? Tak i nie. Biblia nazywa nas współbojownikami (List do Filipian 2:25; List do Filemona 2), a niewiele więzi jest silniejszych niż te, które powstają w walce. Żołnierze rzadko zwróceni są do siebie twarzą. Raczej odwróceni są na zewnątrz, stojąc ramię w ramię, a w ekstremalnych sytuacjach – plecami do siebie. Walka zwiększa ich bliskość.

„Czy poznajesz tę kobietę?” zapytałam inną przyjaciółkę kilka niedziel temu, gdy zaczęłyśmy rozmawiać. „Nie. Powinnam pójść i porozmawiać z nią, prawda?” – odpowiedziała. Gdy zobaczyłam, jak moja przyjaciółka odchodzi, by przywitać się z nowo przybyłą osobą, poczułam bliskość, której nie poznałabym bez naszego wspólnego przedsięwzięcia.

Przyjaciele mogą wyczekiwać naszej uwagi w niedzielę. Co więcej, mogą również zmobilizować się do wspólnej misji. Wzajemne zachęcanie się do witania nieznajomych w imieniu Chrystusa nie osłabi naszych przyjaźni, ale tylko je pogłębi.

3. Przedstawiaj nowe osoby innym

Kilka lat temu spotkałam kobietę stojąc w kolejce do kasy w supermarkecie. Niedawno przyjechała z Chin i była stypendystką na Harvardzie. Zaczęłyśmy rozmawiać i postanowiłam zaryzykować zapraszając ją do kościoła. Zgodziła się. Jej angielski był o wiele lepszy niż moja nikła znajomość mandaryńskiego, ale mimo to nie udało nam się pokonać bariery językowej, więc po nabożeństwie przedstawiłam ją mojej znajomej, która potrafi mówić po chińsku. Kilka minut później, moja siostra w Chrystusie wymieniła się numerami z nowo poznaną osobą. Nie byłam w stanie wyjaśnić tej sytuacji, ale moja koleżanka natychmiast dostrzegła możliwość ewangelizacji, która się przed nią otworzyła.

Nawet bez bariery językowej, nowe osoby mogą skorzystać z wielu naszych znajomości. Kiedy jest to możliwe, szukam kogoś, kto się z nimi pokrywa: ten sam stan rodzinny, szkoła, zawód lub etap życia. Ale nasze starania w nawiązywaniu relacji powinny przekraczać wszelkie różnice społeczne. Musimy również zaangażować się w spotkania z tymi, którzy nie są do nas podobni.

W rzeczywistości, jeśli niektóre z naszych niedzielnych rozmów nie są trudne – nie wykraczają poza zwykłe tematy rozmów, by dotrzeć do różnic – to prawdopodobnie nie prowadzimy społeczności we właściwy sposób. Wskazując na kulturowe, społeczne i rasowe podziały swoich czasów, Paweł przypomniał Kolosanom, że w Chrystusie „nie ma Greka ani Żyda, obrzezanego ani nieobrzezanego, cudzoziemca ani Scyty, niewolnika ani wolnego, ale wszystkim i we wszystkich Chrystus” (List do Kolosan 3:11).

Podejmij ryzyko

Dlatego w nadchodzącą niedzielę, zaryzykujmy. Wyjdźmy ponad nasze małe podziały z innymi, naśladując Tego, który pokonał dla nas wielką przepaść. I zachęćmy naszych przyjaciół, aby zrobili to samo, ponieważ żniwo naszych zgromadzeń może być obfite.

Możemy nigdy się nie dowiedzieć, jaką różnicę zrobił niewielki akt powitania. Ale czasami Bóg pozwala nam zobaczyć, jak wplata On nasze małe czyny w Swój o wiele większy plan. W zeszłym miesiącu poprosiłam przyjaciół z grupy biblijnej, aby podzielili się czasem w ich życiu, kiedy Bóg przyniósł im błogosławieństwo poprzez trudności. Najbardziej poruszająca była dla mnie odpowiedź kobiety, dla której zostawiłam przyjaciółkę tamtej niedzieli: „Jestem tak bardzo wdzięczna, że mój narzeczony ze mną zerwał. Gdyby to się nie stało, nie odnalazłabym Boga”.

Tłum. Paulina Piłat; Red. EWC. Wykorzystano za zgodą DesiringGod

FacebookMessengerTwitterWykop
Dołącz!
Wpisz swój e-mail, aby co tydzień otrzymywać najnowsze materiały EWC.