Konieczność odrodzenia
Czy można być „w porządku”, a jednak nie być chrześcijaninem? Czy da się prowadzić moralne, uporządkowane życie, a mimo to nigdy nie narodzić się na nowo?
Wielu rodziców zna ten niepokój. Ich dzieci są dobrze wychowane, uprzejme, odpowiedzialne. Nie buntują się jawnie przeciwko Bogu. A jednak coś budzi wątpliwość. Można o nich powiedzieć, że są „całkiem w porządku” – ale czy są „całkiem nowe”? Czy stały się nowymi stworzeniami w Chrystusie?
To pytanie prowadzi nas wprost do sedna biblijnej nauki o nawróceniu. Kościół nie może jedynie deklarować w wyznaniu wiary, że Bóg czyni ludzi nowymi. Musi tę prawdę praktykować. Musi rozumieć, że chrześcijaństwo nie polega na poprawie starego życia, lecz na otrzymaniu nowego.
W dwóch kluczowych fragmentach Pisma – w rozmowie Jezusa z Nikodemem oraz w obietnicy danej przez proroka Ezechiela – Bóg jasno pokazuje, że nie chodzi o bycie lepszym, lecz o narodzenie się na nowo.
„Musicie się na nowo narodzić”
W trzecim rozdziale Ewangelii Jana Jezus mówi do Nikodema:
„Jeśli się kto nie narodzi na nowo, nie może ujrzeć Królestwa Bożego” (J 3:3).
Nikodem był religijnym człowiekiem. Moralnym. Uznanym nauczycielem. Współczesnym językiem – kimś „w porządku”. A jednak Jezus nie mówi mu: „Postaraj się bardziej”. Nie mówi: „Popraw kilka rzeczy”. Mówi: musisz narodzić się na nowo.
To całkowicie zmienia punkt ciężkości. Problem człowieka nie polega na tym, że jest trochę za mało religijny. Problem polega na tym, że potrzebuje nowego życia.
Urok bycia w porządku
Dlaczego jednak tak łatwo przyjmujemy model „bycia w porządku”?
Ponieważ jest pociągający. Pozwala nam dobrze myśleć o sobie. Daje możliwość samousprawiedliwienia. Nikodem wierzył, że wejście do Królestwa Bożego zależy od bycia dobrym Żydem – przestrzegania prawa, składania ofiar, zachowywania czystości religijnej.
Dziś ten sam schemat przybiera inne formy:
- tolerancyjne „bądź w porządku i pozwól innym być w porządku”,
- społeczno-polityczny aktywizm jako forma moralnej legitymizacji,
- religijne staranie się być „wystarczająco dobrym”,
- duchowość bez religii,
- psychologiczny program samorozwoju.
Wspólny mianownik pozostaje ten sam: człowiek może się polecić sam. Może przedstawić swoje życie jako wystarczająco dobre – wobec ludzi, a może nawet wobec Boga.
Trzy założenia moralnej religii
Program „bycia w porządku” opiera się zawsze na trzech przekonaniach:
- Optymistyczne spojrzenie na człowieka – w gruncie rzeczy jesteśmy zdolni do dobra.
- „Oswojony” obraz Boga – Bóg będzie zadowolony z naszych najlepszych wysiłków.
- Religia jako narzędzie samoulepszenia – pomaga stać się lepszą wersją siebie.
W praktyce brzmi to tak:
Bóg chce, żebym był dobry. Potrafię być dobry. Religia mi w tym pomoże.
Żaden kościół nie naucza tego wprost. A jednak wielu ludzi w kościołach właśnie tak myśli. „Nie jestem doskonały – ale wystarczająco dobry”.
Ten schemat potrafi funkcjonować nawet w sercu osoby wychowanej w kościele. Człowiek może modlić się: „Boże, będę czytał Biblię, przestanę robić to czy tamto – tylko mnie przyjmij”. To nie jest pogaństwo. To religijna forma samousprawiedliwienia.
Praktykowanie bycia miłym
W kościołach ewangelikalnych moralizm rzadko jest głoszony wprost. Jest raczej jak zapach, który wnosimy z zewnątrz i do którego przywykliśmy.
Objawia się między innymi w tym, że:
- potępiamy grzech świata bardziej niż własny,
- tworzymy hierarchię grzechów i tolerujemy te „mniejsze” (szczególnie własne),
- śpiewamy pieśni uwielbienia, ale rzadko pieśni pokutne,
- nasze grzechy nazywamy „pomyłkami”,
- uczymy dzieci, by były jak Dawid, zamiast wskazywać im na większego Dawida – Chrystusa.
Nawet sposób, w jaki przedstawiamy Jezusa, może sprzyjać temu modelowi. Mówimy: przyjdź do Jezusa, a On poprawi twoje małżeństwo, relacje, pracę, samopoczucie. To prawda, że Chrystus przemienia życie. Ale powiedział też:
„Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój” (Mt 16:24).
Nie obiecuje lepszego „ja”. Wzywa do śmierci starego „ja”.
Konieczność radykalnej zmiany
Jezus trzykrotnie podkreśla konieczność nowego narodzenia:
- jeśli się kto nie narodzi na nowo,
- jeśli się kto nie narodzi z wody i z Ducha,
- musicie się na nowo narodzić.
Biblia używa różnych pojęć, by opisać tę rzeczywistość:
- odrodzenie – nowe narodzenie z Boga,
- odnowienie – uczestnictwo w nowym stworzeniu,
- przemiana – otrzymanie nowej natury.
Czego Biblia nigdy nie używa? Słowa „reforma”. Można zreformować instytucję. Nie można zreformować martwego serca.
Dlaczego bycie w porządku nie działa?
Ponieważ problem sięga natury człowieka.
Bóg stworzył nas do uwielbiania Go i znajdowania w Nim radości. Jednak przez grzech pierworodny nasza natura została skażona. Zamiast miłości do Boga mamy miłość własną. Paweł opisuje nas jako martwych w grzechach.
Martwy człowiek nie potrzebuje motywacji. Potrzebuje życia.
Pięć biblijnych fundamentów odrodzenia
1. Nasza niemożność
„Co się narodziło z ciała, ciałem jest” (J 3:6).
Ciało nie jest w stanie wytworzyć życia duchowego. Nawet nasze dobre uczynki są skażone motywem samousprawiedliwienia. Biblia nazywa nas martwymi, nie chorymi.
2. Świętość Boga
Bóg jest całkowicie inny. Doskonale święty. Nie robi na Nim wrażenia nasze „w porządku”. Jego standardem jest własna chwała, nie nasze dobre intencje.
3. Boża łaska
Dobra nowina brzmi: Bóg sam wyszedł ku nam. Posłał swojego Syna, który żył doskonałym życiem i złożył siebie jako ofiarę zastępczą. Chrystus nie był „w porządku”. Był bezgrzeszny. A Jego zmartwychwstanie potwierdziło przyjęcie ofiary.
4. Działanie Ducha
Duch Święty jednoczy nas z Chrystusem. Przekazuje nam Jego życie, sprawiedliwość i łaskę. To Duch czyni nas nowymi stworzeniami. Nowe narodzenie nie jest naszym projektem. Jest Bożym dziełem.
5. Stworzenie ludu
Prorok Ezechiel zapowiedział:
„Dam wam serce nowe… Mojego ducha dam do waszego wnętrza… i będziecie moim ludem” (Ez 36:26–28).
Odrodzenie nie tworzy samotnych mistyków. Tworzy lud Boży.
Co oznacza nowe narodzenie dla jednostki?
Odrodzony człowiek ma nową naturę. Nie oznacza to bezgrzeszności. Oznacza nowe pragnienia. Jonathan Edwards porównywał to do kogoś, kto skosztował miodu – zna jego słodycz.
Nowe życie może być jak ziarno, ale ziarno rośnie.
Dlatego chrześcijanin to nie ktoś, kto wypowiedział modlitwę i stara się być dobry. To ktoś, kogo serce zostało przemienione. Kogo charakteryzuje upamiętanie i wiara. Kto pragnie Boga.
Kościół nie powinien zbyt szybko dawać zapewnienia zbawienia tylko na podstawie deklaracji. Powinien pomagać badać siebie, szukać owocu Ducha, wzrastać w miłości.
Co oznacza nowe narodzenie dla kościoła?
Odrodzenie ma wymiar wspólnotowy.
W Ezechiela 36 Bóg mówi w liczbie mnogiej: dam wam, będziecie moim ludem. Duch nie czyni mnie tylko nowym człowiekiem. Czyni mnie częścią nowego ludu.
Dlatego Jan mówi, że kto twierdzi, iż kocha Boga, a nie kocha brata, jest kłamcą. Dlatego Paweł mówi, że Żyd i poganin zostali uczynieni jednym nowym człowiekiem.
Kościół lokalny ma być społecznością nowych stworzeń.
Jak praktycznie dbać o to, by kościół był wspólnotą nowych ludzi?
1. Poważnie traktować członkostwo
Nie chodzi o to, by tylko wierzący przychodzili na nabożeństwa. Chodzi o to, by członkowie – reprezentanci kościoła – byli ludźmi odrodzonymi.
2. Rozmawiać z kandydatami
Starszyzna powinna słuchać świadectw nowego narodzenia, a nie tylko oceniać moralność.
3. Chwalić upamiętanie, nie moralność
Publiczne świadectwa wyznania grzechu i przyjęcia przebaczenia uczą więcej niż opowieści o sukcesach moralnych.
4. Praktykować dyscyplinę
Dyscyplina nie usuwa ludzi za grzeszenie. Wkracza wtedy, gdy ktoś uporczywie odmawia upamiętania. Nowa natura nie jest obojętna wobec grzechu.
5. Łączyć chrzest, członkostwo i Wieczerzę
To trzy aspekty jednej rzeczywistości: odrodzenia. Kryterium jest jedno – upamiętanie i wiara, nie bycie „w porządku”.
Ostateczne wezwanie
Urok bycia w porządku jest silny. Schlebia dumie. Uspokaja sumienie. Daje złudzenie kontroli nad własnym losem.
Ale Jezus nie przyszedł, by uczynić nas trochę lepszymi. Przyszedł, by uczynić nas nowymi.
Musimy zostać uczynieni nowymi.
Przez Ducha.
Dzięki ewangelii.

