Pozwól, że przedstawię cię bogu (zwróć uwagę na małą literę „b”).
Może odrobinę ściszysz głos, zanim wejdziemy. Kto wie, czy właśnie nie śpi… Jest stary – nie bardzo rozumie nowoczesny świat i nie przepada za nim. Jego najlepsze dni, o których mówi, kiedy naprawdę się rozkręci, minęły dawno temu – zanim większość z nas przyszła na świat. Było to wtedy, gdy ludzie brali pod uwagę jego zdanie na różne tematy i uważali, że jest dość ważny w ich życiu.
Rzecz jasna, wszystko się teraz zmieniło, a biednemu bogu nie udało się przystosować do zmian. Życie poszło naprzód, a on nie nadążył. Teraz spędza większość czasu w ogrodzie za domem, gdzie czasem go odwiedzam. Spacerujemy tam, cichutko i łagodnie rozmawiamy wśród róż, a niekiedy zdarza nam się zasiedzieć…
Mimo to wydaje się, że wciąż jest lubiany przez wiele osób, a przynajmniej całkiem dobrze wypada w sondażach. Byłbyś zdziwiony, ile osób wpada na krótką wizytę
i prosi go raz na jakiś czas o różne sprawy. Jemu oczywiście to nie przeszkadza. Jego zadaniem jest pomagać.
Na całe szczęście wszystkie te szaleństwa, o których można przeczytać gdzieś w jego starych księgach – ziemia pożerająca ludzi, ogień z nieba spadający na miasta i inne straszne rzeczy – przeszły do mrocznej historii. Teraz bóg jest po prostu dobrodusznym i niewymagającym przyjacielem, z którym łatwo się rozmawia, zwłaszcza że prawie nigdy nie odpowiada. Kiedy już odpowie, mówi za pomocą jakiegoś dziwnego „znaku”, że i tak nie ma nic przeciwko temu, co chcę zrobić. To faktycznie najlepszy możliwy przyjaciel, prawda?
Wiesz, co najbardziej mi się w nim podoba? Nie osądza mnie. Nigdy, za nic. Oczywiście wiem, że w głębi serca chciałby, żebym był lepszy – bardziej kochający, mniej samolubny i tak dalej – ale jest realistą. Wie, że jestem człowiekiem, a nikt nie jest doskonały. I jestem absolutnie pewny, że mu to nie przeszkadza. Poza tym specjalizuje się w przebaczaniu ludziom. Tym się właśnie zajmuje. Przecież jest miłością, czyż nie? A ja lubię myśleć o miłości, która nigdy nie osądza, a tylko przebacza. Takiego boga znam. I nie chcę, żeby był inny.
Jeszcze chwilę… W porządku, możemy wejść. I nie martw się, nie musimy długo zostawać. Naprawdę. Ucieszy go każda chwila, którą mu poświęcimy.
Założenia dotyczące Boga
No dobrze, dobrze. Ta spontaniczna opowiastka jest nieco przesadzona. Zastanawiam się jednak, czy rzeczywiście aż tak daleko jej od tego, co wielu ludzi, w tym nazywających się chrześcijanami, myśli o Bogu. Zasadniczo jest uprzejmym, układnym, trochę skołowanym i potrzebującym uwagi, ale kochającym dziadkiem, który ma pewne życzenia, ale niczego nie żąda. Bez problemu można go zignorować, kiedy nie mamy dla niego czasu. Doskonale rozumie też, że istoty ludzkie popełniają błędy – w istocie ma o wiele więcej zrozumienia dla tego faktu niż my wszyscy.
Dawniej nawet ludzie, którzy nie uważali się za chrześcijan, mieli podstawowe zrozumienie biblijnego nauczania na temat Boga i Jego charakteru. Stanowiło ono część atmosfery, w której funkcjonowali i – podobnie jak postępowali apostołowie ze swoimi rodakami – można było poczynić pewne założenia dotyczące tego, co wiedzieli, gdy zwiastowano im ewangelię.
Obecnie sytuacja jest inna, przynajmniej w większości miejsc na świecie. Wychowałem się w miasteczku położonym na wschodzie Teksasu. Zazwyczaj, gdy głosiło się ludziom ewangelię, przekazywało się im przesłanie, które słyszeli już wielokrotnie. Jednak kiedy podjąłem studia w New Haven w stanie Connecticut, wkroczyłem w całkiem inny świat. Znalazłem się wśród ludzi, którym nie mówiono w młodości o Bogu i którzy od samego początku stanowili dla mnie wyzwanie. Pamiętam, kiedy pierwszy raz ktoś skwitował moje słowa o Bogu w następujący sposób: „Ty chyba żartujesz. Naprawdę w to wierzysz?” Po czym zaczął się śmiać.
Podobne sceny powtórzyły się wielokrotnie w ciągu następnych kilku lat i w końcu nauczyłem się mówić: „Tak, wierzę”. Dosyć szybko pojąłem również, że nie mogę zakładać, co ludzie wiedzą o Bogu. Jeśli chcę dziś ogłaszać ewangelię Jezusa Chrystusa, muszę zacząć od początku, czyli od samego Boga.
Oczywiście możemy, a nawet powinniśmy przez całe życie uczyć się, co Bóg objawił nam o samym sobie. Nie musimy przy tym mówić wszystkiego, co wiemy o Bogu, żeby wiernie przekazać ewangelię. Jest jednak kilka podstawowych prawd na temat Boga, które człowiek musi zrozumieć, jeśli ma pojąć, o co chodzi w Dobrej Nowinie chrześcijaństwa. Myśl o niej jako o Dobrej Nowinie, którą poprzedza zła nowina, którą z kolei poprzedza Dobra Nowina!
Istnieją dwie fundamentalne prawdy, które musimy dać jasno do zrozumienia od samego początku – Bóg jest Stwórcą oraz jest On święty i sprawiedliwy.
Bóg Stwórca
Początek przesłania chrześcijańskiego, podobnie jak początek Biblii, jest następujący: Bóg stworzył niebo i ziemię. Wszystko tu się zaczyna i – tak jak w przypadku strzały wypuszczonej ze źle skierowanego łuku – jeśli tu popełnimy błąd, wszystko, co powiemy dalej, też będzie błędne.
I Księga Mojżeszowa rozpoczyna się opisem stworzenia przez Boga świata z jego górami i dolinami, zwierzętami i rybami, ptakami i płazami, wszystkim, co istnieje. Bóg uczynił także resztę wszechświata – gwiazdy i księżyc, planety i galaktyki. Wszystko to zaistniało na Jego słowo i zostało uczynione z niczego. Bóg nie posłużył się wcześniej istniejącą substancją, nie uformował jej niczym gliny we wszystko, co widzimy w świecie. Nie, I Księga Mojżeszowa wskazuje, że Bóg przemówił – i tym samym powołał wszystko do istnienia. Rzekł Bóg: Niech stanie się światłość.
I stała się światłość (1Moj 1:3).
Wiele fragmentów Biblii mówi nam, jak stworzenie świadczy o chwale i mocy Boga. W Psalmie 19:2 czytamy: Niebiosa opowiadają chwałę Boga, a firmament głosi dzieło rąk jego. Apostoł Paweł stwierdza w Liście do Rzymian 1:20: Bo niewidzialna jego istota, to jest wiekuista jego moc i bóstwo, mogą być od stworzenia świata oglądane w dziełach i poznane umysłem. Jeśli miałeś okazję stać na skraju kanionu i przyglądać się ptakom pikującym poniżej oraz chmurom rozpościerającym się nad twoją głową lub znaleźć się na otwartej przestrzeni i poczuć instynktowny lęk na widok burzy z piorunami, która przetaczała się przy akompaniamencie potężnych grzmotów – wiesz, o czym mówię. W otaczającym nas stworzeniu jest coś wielkiego i dostojnego, co krzyczy do serca człowieka: „Nie tylko ty istniejesz!”
Stworzenie opisane w I Księdze Mojżeszowej z każdym przytaczanym dniem zyskuje na zakresie i istotności. Najpierw powstało światło, następnie morze, potem ląd, później księżyc i słońce, po nich ptaki, ryby i inne zwierzęta, aż wreszcie – jako zwieńczenie dzieła Bożego stworzenia – mężczyzna i kobieta.
Potem rzekł Bóg: Uczyńmy człowieka na obraz nasz, podobnego do nas i niech panuje nad rybami morskimi i nad ptactwem niebios, i nad bydłem, i nad całą ziemią, i nad wszelkim płazem pełzającym po ziemi. I stworzył Bóg człowieka na obraz swój. Na obraz Boga stworzył go. Jako mężczyznę i niewiastę stworzył ich (1Moj 1:26–27).
Bez względu na to, co jeszcze myślisz o opisie stworzenia, konsekwencje tego aktu – że Bóg uczynił świat, a w szczególności ciebie – są ogromne. Już samo stwierdzenie, że świat nie stanowi ostatecznej rzeczywistości, lecz dzieło umysłu, słowa i dłoni Kogoś Innego, jest rewolucyjne, zwłaszcza w naszych czasach. W przeciwieństwie do nihilizmu, który tak bardzo zdominował myślenie ludzi, oznacza to, że wszystko we wszechświecie, łącznie z istotami ludzkimi, ma swój cel. Nie jesteśmy dziełem rachunku prawdopodobieństwa, mutacji czy kombinacji genetycznych ani chromosomalnych wypadków. Zostaliśmy stworzeni! Każdy z nas jest skutkiem zamysłu, planu i działania samego Boga. Nadaje to życiu człowieka znaczenie i wskazuje na odpowiedzialność (1Moj 1:26–28).
Nikt z nas nie jest autonomicznym bytem, a zrozumienie tego faktu stanowi klucz do zrozumienia ewangelii. Pomimo naszych nieustannych debat o prawach i wolności w istocie nie jesteśmy tak wolni, jak chcielibyśmy myśleć. Jesteśmy stworzeni. Jesteśmy uczynieni. I dlatego ktoś ma do nas prawo.
Ponieważ Bóg nas stworzył, ma prawo mówić nam, jak mamy żyć. Tak więc w ogrodzie Eden powiedział Adamowi i Ewie, z których drzew mogą jeść, a z którego nie (1Moj 2:16–17). Nie chodzi o to, że Bóg postępuje jak silniejsze dziecko, które chce zdominować młodszego brata i ustanawia stronnicze zasady, by zobaczyć, co z tego wyniknie. Nie. Biblia mówi nam, że Bóg jest dobry. Wiedział, co jest najlepsze dla Jego ludu, i dał mu prawa, które miały zabezpieczyć i pomnożyć jego szczęście i dobrostan.
Zrozumienie tego, choćby w pewnym zakresie, jest absolutnie konieczne do zrozumienia Dobrej Nowiny chrześcijaństwa. Ewangelia to Boża reakcja na złą nowinę o grzechu, a grzech stanowi odrzucenie przez człowieka praw Boga Stwórcy. Toteż zasadniczą prawdą o istnieniu człowieka – studnią, z której płynie wszystko inne – jest fakt, że Bóg nas stworzył i dlatego ma do nas prawo.
Święty i sprawiedliwy Bóg
Gdyby ktoś poprosił cię o opisanie charakteru Boga za pomocą zaledwie kilku słów, jak brzmiałaby twoja odpowiedź? Że jest kochający i dobry? Że jest współczujący
i przebaczający? To prawda. Kiedy Mojżesz prosi Boga, by ukazał mu swoją chwałę i ogłosił swoje imię, oto co mówi Bóg:
Pan, Pan, Bóg miłosierny i litościwy, nieskory do gniewu, a bogaty w miłosierdzie i prawdę; zachowujący miłosierdzie nad tysiącami, przebaczający nieprawość, przestępstwo i grzech (2Moj 34:6–7, UBG).
Jak cudownie to brzmi! Co Bóg mówi, chcąc oznajmić nam swoje imię i ukazać swoją chwałę – czyli objawić swoje serce? Że jest kochający i cierpliwy, nierychły do gniewu i obfitujący w łaskę.
Jest jednak w tym fragmencie coś jeszcze, co często zostaje pominięte i nie jest aż tak pocieszające. Czy wiesz, co Bóg mówi do Mojżesza zaraz po stwierdzeniu, że jest miłosierny i łaskawy?
Nie pozostawiający w żadnym razie [winnego] bez kary (w. 7).
Przyjrzyjmy się jeszcze raz tym słowom, gdyż kwestionują 90 procent tego, co ludzie dzisiaj myślą, że wiedzą o Bogu. Oto miłosierny i litościwy Bóg nie pozostawia winnego bez kary.
Powszechny obraz Boga przedstawia Go jako nieuczciwego dozorcę. Zamiast naprawdę zająć się brudem świata – jego grzechem, złem i niegodziwością – zwyczajnie zamiata go pod dywan w nadziei, że nikt tego nie zauważy. Właściwie wielu ludzi nie dopuszcza myśli, że Bóg mógłby postępować inaczej. „Bóg osądzający grzech? – mówią. – Karzący mnie za niegodziwość? Oczywiście, że nie zrobiłby tego. To nie byłoby miłosierne”.
Ujrzymy później, jak z pozoru nierozwiązywalna sprzeczność z II Księgi Mojżeszowej 34:6–7 (Bóg przebacza nieprawość, przestępstwo i grzech, a jednak nie pozostawia winnego bez kary) znajduje rozwiązanie w śmierci Jezusa na krzyżu. Ale zanim do tego dojdziemy, musimy zrozumieć, że wbrew niektórym zapewnieniom Boża miłość nie unieważnia Jego prawości i sprawiedliwości.
Pismo oznajmia wciąż na nowo, że nasz Bóg jest Bogiem doskonałej prawości i niepodważalnej sprawiedliwości. W Psalmie 11:7 czytamy: Sprawiedliwy jest Pan, kocha sprawiedliwość.
Psalm 33:5 ogłasza: On miłuje sprawiedliwość i prawo. Dwa inne psalmy idą jeszcze dalej, stwierdzając:
Sprawiedliwość i prawo są podstawą tronu twego (Ps 89:15, zob. 97:2)!
Czy dostrzegasz, co mówią te wersety? Boże panowanie nad wszechświatem, Jego suwerenne władanie nad stworzeniem opiera się na Jego wiecznej sprawiedliwości i prawości.
Dlatego właśnie koncepcja Boga jako nieuczciwego stróża okazuje się ostatecznie tak niezadowalająca. Przedstawia ona Boga jako niesprawiedliwego i pozbawionego prawości. Czyni z Niego boga, który – mówiąc wprost – ukrywa grzech czy nawet ukrywa się przed grzechem, zamiast stawić mu czoła i go zniszczyć. Czyni Go moralnym tchórzem.
Kto chciałby takiego Boga? Ciekawym doświadczeniem jest przyjrzeć się reakcji ludzi, którzy obstają przy tym, że Bóg nigdy by ich nie osądził, gdy spotykają się twarzą
w twarz z niezaprzeczalnym złem. Wówczas, przerażeni, chcą Boga sprawiedliwości i to natychmiastowej. Chcą, żeby Bóg pominął ich grzechy, ale nie grzechy terrorysty. „Przebacz mi – mówią – ale nie waż się przebaczyć jemu!” Nikt nie chce Boga, który odmawia rozprawienia się ze złem. Ci ludzie chcą Boga, który nie rozprawi się z ich złem.
Jednak Pismo mówi, że ponieważ Bóg w swojej naturze jest doskonale prawy i sprawiedliwy, stanowczo rozprawi się z całym złem. W Księdze Habakuka 1:13 czytamy:
Twoje oczy są zbyt czyste, aby mogły patrzeć na zło, nie możesz spoglądać na bezprawie.
Gdyby Bóg to uczynił, wyrzekłby się podstaw swojego tronu. Co więcej, zaprzeczyłby swojemu własnemu charakterowi, a tego Bóg nie zrobi.
Większości ludzi nie sprawia problemu myślenie o Bogu jako o miłosiernym i współczującym. My, chrześcijanie, wykonaliśmy kawał dobrej roboty, przekonując ludzi wokół, że Bóg ich kocha. Ale jeśli mamy zrozumieć, jak chwalebna i życiodajna jest ewangelia Jezusa Chrystusa, musimy pojąć, że ten kochający i litościwy Bóg jest również święty i sprawiedliwy, toteż przenigdy nie pominie, nie zignoruje i nie będzie tolerował grzechu.
Również naszego grzechu. To prowadzi nas wprost do złej nowiny.

