Weź swój krzyż i idź za mną

Artykuł ten jest częścią serii Czego Jezus żąda od świata na podstawie książki Johna Pipera o tym tytule.

Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną. Bo kto by chciał życie swoje zachować, utraci je, a kto by utracił życie swoje dla mnie, odnajdzie je (Mt 16:24–25).

Pójdźcie za mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludzi (Mk 1:17).

Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota (J 8:12).

Pójdź za mną, a umarli niechaj grzebią umarłych swoich (Mt 8:22).

Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, potem przyjdź i naśladuj mnie (Mt 19:21).

Jezus był w pełni człowiekiem i w pełni Bogiem (J 1:1,14). Nie był Bogiem w ludzkiej powłoce, nałożonej na niego niczym kostium. Był prawdziwym człowiekiem z krwi i kości, synem cieśli (Mk 6:3). Kiedy wzywał rybaków i celników: „pójdź za mną”, ich posłuszeństwo było konkretnym, fizycznym aktem polegającym na stawianiu kroków i kroczeniu za Jezusem oraz byciu częścią grupy, która mu towarzyszyła w jego działalności.

Chodzenie za Jezusem kiedy Go tutaj nie ma

Jezus wiedział, że czas jego fizycznego pobytu na ziemi, w którym jego uczniowie będą podążać za nim, jest krótki. „A teraz odchodzę do tego, który mnie posłał. (…) Lecz Ja wam mówię prawdę: Lepiej dla was, żebym Ja odszedł. Bo jeśli nie odejdę, Pocieszyciel do was nie przyjdzie, jeśli zaś odejdę, poślę go do was” (J 16:5,7). Jezus dokładnie wiedział, że ruch, który On sam zapoczątkował, po jego odejściu do Ojca w niebie będzie się nadal rozwijał. Taki też był jego plan (patrz Żądanie 45).

Dlatego też żądanie, aby iść za nim obowiązywało nie tylko w czasie jego fizycznego pobytu na ziemi, lecz obowiązuje cały czas. Jezus stwierdził to wyraźnie pod koniec swojej ziemskiej służby. Po zmartwychwstaniu, na krótko przed wstąpieniem do Ojca w niebie, powiedział Piotrowi, że pewnego dnia – już po odejściu Jezusa – poniesie śmierć męczeńską. Piotr zdziwił się i ciekaw był, czy taki los będzie tylko jego udziałem. Dlatego też spytał Jezusa co się stanie z innym apostołem – z Janem. Jezus mu na to odpowiedział: „A gdybym zechciał, aby ten pozostał, aż przyjdę, co ci do tego? Ty chodź za mną!” (J 21:22).

Scena ta pokazuje nam, że chodzenie za Jezusem ma miejsce także po jego odejściu. On oczekuje, że jego uczniowie tu na ziemi będą „chodzić za nim” aż do jego powtórnego przyjścia. Chodzenie za Jezusem nie jest ograniczone do fizycznego kroczenia za nim po Izraelu. Jezus żąda od każdego człowieka w każdym kraju i o każdym czasie, aby szedł za nim.

Chodzenie za Jezusem oznacza przyłączenie się do Niego, by wykonywać to dzieło, do którego został On posłany

Kiedy Jezus powiedział do Piotra i Andrzeja, którzy byli z zawodu rybakami: „Pójdźcie za mną, a sprawię, że staniecie się rybakami ludzi” (Mk 1:17), użył przenośni, która przemawiała do nich i która mówi o czymś ważnym dla każdego naśladowcy Jezusa. Żądanie pójścia za Jezusem oznacza, że każdy powinien przyłączyć się do niego w realizowaniu tego, co On przyszedł wykonać. On sam wielokrotnie powtarzał po co przyszedł: „Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i oddać swe życie na okup za wielu” (Mk 10:45). „Przyszedł bowiem Syn Człowieczy, aby szukać i zbawić to, co zginęło” (Łk 19:10). „Nie przyszedłem wzywać do upamiętania sprawiedliwych, lecz grzesznych” (Łk 5:32). „Złodziej przychodzi tylko po to, by kraść, zarzynać i wytracać. Ja przyszedłem, aby miały życie i obfitowały” (J 10:10). „Teraz dusza moja jest zatrwożona, i cóż powiem? Ojcze, wybaw mnie teraz od tej godziny? Przecież dlatego przyszedłem na tę godzinę. Ojcze, uwielbij imię swoje!” (J 12:27–28).

Można więc powiedzieć, że Jezus przyszedł, aby „umrzeć za naród [Izraela]. A nie tylko za naród, lecz też aby zebrać w jedno rozproszone dzieci Boże” (J 11:51–52). Przyszedł, aby zebrać lud – lud posłuszny jemu na chwałę Boga Ojca, aby umrzeć za nich i wybawić ich od grzechów i dać im życie wieczne oraz nowe przykazanie miłości (J 13:34–35). Kiedy Jezus żąda, aby iść za nim, żąda aby przyłączyć się do niego i wykonywać dzieło gromadzenia: „kto nie gromadzi ze mną, rozprasza” (Łk 11:23). Nie ma miejsca dla neutralnych naśladowców – albo rozpraszamy, albo zgromadzamy wraz z Jezusem. Naśladowanie Jezusa oznacza kontynuowanie dzieła, które przyszedł wykonać – zgromadzić lud posłuszny jemu na chwałę Boga Ojca.

Naśladowanie Jezusa w cierpieniu

Kontynuowanie dzieła Jezusa oznacza także znoszenie cierpień, jakie przyszedł znosić tu na ziemi. Naśladowanie Jezusa oznacza, że mamy także udział w jego cierpieniach. Kiedy Jezus wzywa nas, aby iść za nim, kładzie nacisk na ten właśnie aspekt. Wiedział, że pójdzie aż na krzyż i od nas żąda, abyśmy postępowali tak samo. Zaplanował całe swoje życie oraz całą swoją służbę w jednym celu – aby pójść do Jerozolimy i ponieść tam śmierć: „Tymczasem muszę dziś i jutro, i pojutrze odbyć drogę, bo jest nie do pomyślenia, by prorok ginął poza Jerozolimą” (Łk 13:33).

Dlatego właśnie „postanowił pójść do Jerozolimy” (Łk 9:51) wiedząc dokładnie co go tam spotka. Wszystko to było zaplanowane przez jego Ojca, kiedy go wysłał na ten świat. „Oto idziemy do Jerozolimy, a Syn Człowieczy będzie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie, i osądzą go na śmierć, i wydadzą poganom, i będą go wyśmiewać i pluć na niego, ubiczują go i zabiją, lecz po trzech dniach zmartwychwstanie” (Mk 10:33–34). To był Boży plan, który uwzględniał nawet takie szczegóły, jak opluwanie Jezusa.

Taki był plan dla jego życia. Jezus wiedział, że ból, jaki odczuwał, spadnie także na jego naśladowców: „jeśli mnie prześladowali i was prześladować będą” (J 15:20). Niewzruszalnym sednem jego żądania jest to, aby naśladować go także w cierpieniach: „Jeśli kto chce pójść za mną, niech się zaprze samego siebie i weźmie krzyż swój, i niech idzie za mną” (Mt 16:24). W wezwaniu tym Jezus położył nacisk na samozaparcie oraz niesienie krzyża.

Cierpienie dla Jezusa z radością pokazuje, że jest On dla nas najcenniejszy

On nie umarł po to, abyśmy mogli prowadzić tu na ziemi życie łatwe czy pełne pomyślności. Umarł po to, aby usunąć wszelkie przeszkody ku temu, abyśmy mogli doświadczać wiecznego szczęścia poprzez uwielbianie Boga. Wzywa On nas, abyśmy naśladowali go w jego cierpieniach, ponieważ życie polegające na radosnym znoszeniu cierpień ze względu na Jezusa (Mt 5:12) pokazuje, że jest On dla nas cenniejszy od wszelkich ziemskich nagród i zaszczytów, dla jakich żyją ludzie tego świata (patrz Mt 13:44; 6:19–20). Jeśli naśladujesz Jezusa tylko dlatego, iż dzięki niemu możesz prowadzić wygodne życie, świat uzna, że kochasz dokładnie to, co kocha świat, a Jezus jest dla ciebie tylko dostawcą wygód. Jeśli jednak cierpisz wraz z Jezusem na drodze miłości, ponieważ to On jest twoim największym skarbem, wówczas świat wyraźnie zobaczy, że twoje serce pożąda innego skarbu, niż ich serca. Z tego właśnie powodu Jezus żąda, abyśmy zapierali się samych siebie, brali swój krzyż i szli za nim.

Cierpienia dla Jezusa przemijają, lecz radość w Jezusie trwa wiecznie

Ból oczywiście przemija. Jezus nie powołuje nas do znoszenia cierpień trwających wiecznie, ponieważ przyszedł nas wybawić od wiecznych mąk: „Kto miłuje życie swoje, utraci je, a kto nienawidzi życia swego na tym świecie, zachowa je ku żywotowi wiecznemu” (J 12:25); „kto by utracił duszę swoją dla mnie i dla ewangelii, zachowa ją” (Mk 8:35). Cierpienie dla Jezusa przemija, a radość w Jezusie trwa wiecznie. Kiedy Piotr, prawdopodobnie z pewną nutką użalania się nad sobą, powiedział: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za tobą”, Jezus odpowiedział bez zwracania uwagi na użalanie się Piotra: „I każdy, kto by opuścił domy albo braci, albo siostry, albo ojca, albo matkę, albo dzieci, albo rolę dla imienia mego, stokroć tyle otrzyma i odziedziczy żywot wieczny” (Mt 19:27,29). Innymi słowy, naśladowanie Jezusa wymaga ofiar, z których żadna nie może być uznana za największą: „odpłatę bowiem będziesz miał przy zmartwychwstaniu sprawiedliwych” (Łk 14:14); „zapłata wasza obfita jest w niebie” (Mt 5:12).

Nawet na tym świecie droga prowadząca przez śmierć do zmartwychwstania obfituje w radość. Nic nie może dorównać radości chodzenia z Jezusem w światłości, tak bardzo kontrastującej z chodzeniem bez Chrystusa w ciemności. Jezus powiedział: „Ja jestem światłością świata; kto idzie za mną, nie będzie chodził w ciemności, ale będzie miał światłość żywota” (J 8:12). Iść za Jezusem oznacza w rzeczywistości kroczyć drogą prowadzącą przez cierpienia i śmierć. Jednak drogę tę oświetla życie i prawda. Jezus obiecał: „Ja jestem z wami po wszystkie dni aż do skończenia świata” (Mt 28:20). Tam gdzie jest Jezus, tam jest radość – radość w smutku na tym świecie, niemniej jednak radość. „To wam powiedziałem, aby radość moja była w was i aby radość wasza była zupełna” (J 15:11).

Radykalne zmiany w relacjach z innymi ludźmi

Z tego też powodu rozłamy wywołane naszym naśladowaniem Jezusa nie przytłaczają nas. Rozłamy te występują na różnych płaszczyznach: relacji osobistych, relacji majątkowych oraz zawodowych. Jezus użył radykalnych stwierdzeń, kiedy mówił o koszcie pójścia za nim na płaszczyźnie relacji międzyludzkich: „Pójdź za mną, a umarli niechaj grzebią umarłych swoich” (Mt 8:22). „Jeśli kto przychodzi do mnie, a nie ma w nienawiści ojca swego i matki, i żony, i dzieci, i braci, i sióstr, a nawet i życia swego, nie może być uczniem moim” (Łk 14:26). Chodzenie za Jezusem jest więc rzeczą najwyższej wagi, dlatego wymaga takiego postępowania, które czasami może wydawać się ludziom tego świata brakiem miłości. Osobiście widziałem przykłady takiego postępowania w życiu misjonarzy, którzy musieli podejmować bardzo trudne decyzje, jak na przykład zabrać swoje małe dzieci na niebezpieczne tereny misyjne i pozostawić w kraju starzejących się rodziców, których pomimo zapewnionej im dobrej opieki nigdy więcej nie mieli już zobaczyć na tej ziemi. Niektórzy nazywają takie postępowanie brakiem miłości. Jednak Jezus troszczy się o całe narody i wie, czego w takich wypadkach wymaga prawdziwa miłość.

Radykalne zmiany w relacjach majątkowych

Naśladowanie Jezusa pociąga za sobą również zmiany w relacjach majątkowych. Był kiedyś pewien bogaty młodzieniec, który zbytnio kochał swój majątek. Jezus dotknął sedna jego bałwochwalczego przywiązania, kierując doń następujące żądanie: „Jeśli chcesz być doskonały, idź, sprzedaj, co posiadasz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, potem przyjdź i naśladuj mnie” (Mt 19:21, patrz też Żądanie 21). Jeśli jakaś rzecz stoi na przeszkodzie na naszej drodze za Jezusem, wówczas musimy się jej pozbyć.

Zasada ta nie dotyczy tylko tego bogatego młodzieńca – dotyczy ona nas wszystkich: „Tak więc każdy z was, który się nie wyrzeknie wszystkiego, co ma, nie może być uczniem moim” (Łk 14:33). Wyrzeczenie się całego majątku nie zawsze oznacza pozbycie się go poprzez sprzedaż. Jezus pochwalił Zacheusza za to, że połowę swojego majątku rozdał ubogim (Łk 19:8–9). Wyrzeczenie się wszystkiego oznacza jednak, że wszystko to, co mamy, oddajemy w całości Jezusowi do jego dyspozycji, aby realizować cele, które się jemu podobają, a nasze mienie nigdy nie może być przeszkodą w naszym radykalnym posłuszeństwie jego przykazaniu miłości.

Radykalne zmiany w życiu zawodowym

Naśladowanie Jezusa pociąga za sobą również radykalne zmiany w naszym życiu zawodowym. Kiedy Jezus powołał dwunastu, aby szli za nim, żaden z nich nie był profesjonalnym naśladowcą Jezusa. Byli oni rybakami, celnikami oraz ludźmi wykonującymi tego rodzaju zawody. Mieli swoje miejsca pracy. Trudno dzisiaj w to uwierzyć, jednak ich powołanie odbywało się w taki sposób: „A gdy przechodził, ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego przy cle, i rzekł mu: Pójdź za mną. I wstał, i poszedł za nim” (Mk 2:14). Na tyle, na ile wiemy, odbywało się to dokładnie w taki sposób. Dla większości z nas nie odbyło się to tak prosto. Niemniej jednak takie rzeczy rzeczywiście mają miejsce.

Wezwanie do radykalnej zmiany może zostać skierowane także do ciebie. Nie każdy musi porzucić swój zawód, aby naśladować Jezusa. Kiedy pewien człowiek chciał opuścić swoje rodzinne strony i pójść za Jezusem, Pan odpowiedział mu: „Idź do domu swego, do swoich, i oznajmij im, jak wielkie rzeczy Pan ci uczynił i jak się nad tobą zmiłował” (Mk 5:19). Większość z nas powinna pozostać na swoich miejscach i naśladować Jezusa we wszystkich radykalnych aspektach przykazania miłości, jakich wymagają nasze relacje i nasza obecna sytuacja życiowa. Większość, ale nie każdy z nas. Dla niektórych – być może nawet i dla Ciebie, Czytelniku – chodzenie za Jezusem może wymagać wprowadzenia ryzykownych zmian w naszym życiu zawodowym. Nie lękajmy się chodzenia z Jezusem, kiedy prowadzi nas ono do sytuacji dotąd nam nieznanych.

Chodzenie za Jezusem kosztuje, jednak jest warte ponoszonych kosztów

Jezus wcale nie zamierzał wrabiać nas w naśladowanie go za pomocą nieuczciwej reklamy. Jezus całkowicie szczerze mówi o kosztach, a nawet zachęca nas do policzenia kosztów: „Któż bowiem z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie najpierw i nie obliczy kosztów, czy ma na wykończenie? (…) Albo, który król, wyruszając na wojnę z drugim królem, nie siądzie najpierw i nie naradzi się, czy będzie w stanie w dziesięć tysięcy zmierzyć się z tym, który z dwudziestoma tysiącami wyrusza przeciwko niemu?” (Łk 14:28,31). Wezwanie do naśladowania Jezusa jest jasne i zrozumiałe: „Na świecie ucisk mieć będziecie, ale ufajcie, Ja zwyciężyłem świat” (J 16:33). Naśladowanie Jezusa jest kosztowne, jednak jest warte ponoszonych kosztów.

Jest to fragment książki Czego Jezus żąda od świata. Możesz nabyć ją w księgarni FEWA. Kliknij tutaj, aby złożyć zamówienie.

FacebookMessengerTwitterWykop
Zobacz również
Czyńcie wolę Ojca mojego, który jest w niebie – szukajcie usprawiedliwienia przez wiarę w Jezusa