Uniżcie się upodabniając się do dzieci, przyjmując postać sługi

Artykuł ten jest częścią serii Czego Jezus żąda od świata na podstawie książki Johna Pipera o tym tytule.

Zaprawdę powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios. Kto się więc uniży jak to dziecię, ten jest największy w Królestwie Niebios (Mt 18:3–4).

Wy zaś nie tak, lecz kto jest największy wśród was, niech będzie jako najmniejszy, a ten, który przewodzi, niech będzie jako usługujący (Łk 22:26).

Nie jest uczeń nad mistrza ani sługa nad swego pana; (…) jeśli gospodarza Belzebubem nazwali, tym bardziej jego domowników! Przeto nie bójcie się ich… (Mt 10:24–26).

Kluczem do pokory nie jest brak poczucia zasługiwania na nagrodę (jak to widzieliśmy w poprzednim rozdziale), lecz świadomość otrzymania niezasłużonej łaski. Pokora jest podobna nie tylko do sługi, który mówi: „sługą nieużytecznym jestem”, lecz także do dziecka, które odpoczywa w ramionach swego ojca. Jezus powiedział: „Zaprawdę powiadam wam, jeśli się nie nawrócicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do Królestwa Niebios. Kto się więc uniży jak to dziecię, ten jest największy w Królestwie Niebios” (Mt 18:3–4). Musimy uniżyć się niczym nieużyteczni słudzy, a jednocześnie jak ufne dzieci.

Jaki jest cel tego porównania do dzieci? Uważna lektura pierwotnego kontekstu wypowiedzi Jezusa pokazuje trzy kluczowe słowa: pokora (albo uniżenie), mali oraz wierzyć.

Pokora

W Ewangelii Mateusza Jezus mówi: „Kto się więc uniży jak to dziecię, ten jest największy w Królestwie Niebios” (Mt 18:4). W czasach Jezusa użyte w tym wersecie greckie słowo „uniżyć”, nie miało pozytywnego znaczenia związanego z cnotą. Ogólnie oznacza ono zmiażdżyć, pokonać, pognębić, poniżyć i zdegradować. W wersecie tym zostało użyte to właśnie słowo, ponieważ żądanie Jezusa nie jest wcale romantyczne, a przyjmowanie postawy dziecka nie jest rzeczą słodką ani łatwą. To żądanie Jezusa było druzgocące dla ludzi silnych, ufnych we własne siły, samowystarczalnych, sprytnych, przedsiębiorczych i władczych. Jezus wiedział, że w tamtych czasach dzieci nie były żadnym przykładem do naśladowania. A jednak wybrał dzieci jako wzór ze względu na „ich bezsilność i niską pozycję społeczną”1. Jego żądanie wymaga od nas zerwania romansu z władzą, statusem, samowystarczalnością, swoimi prawami oraz kontrolą nad swoim życiem.

Mali

Potwierdza to użycie wyrazu „mali” w opisie uczniów podobnych do dzieci. Jezus powiedział: „Kto zaś zgorszy jednego z tych małych, którzy wierzą we mnie, lepiej będzie dla niego, aby mu zawieszono u szyi kamień młyński i utopiono go w głębi morza” (Mt 18:6). Opisuje więc wierzących jako małych, a małych jako tych, którzy wierzą. Ważne jest zastosowanie obydwu tych wyrażeń. Mali oznacza, że świat nie uważa uczniów Jezusa za wielkich – uczniowie nie są ani mocni, ani samowystarczalni. Wyróżnia ich wiara w Jezusa. Oznacza to, że nie pokładają ufności w sobie samych, ale w Jezusie.

Ufność

Ufność to prawdopodobnie główny powód, dla którego Jezus porównał swoich uczniów do dzieci. Dzieci mogą popełniać różne błędy, jednak w normalnej, zdrowej rodzinie ufają, że ich ojciec troszczy się o nich. Leżąc w wózkach nie martwią się skąd dostaną jedzenie. Nie złoszczą się, że niebo się chmurzy. „Dziecko z racji swojej pozycji nie narzuca się, (…) żyje w instynktownej ufności”2. Według kryteriów tego świata małe dzieci zajmują niską pozycję i nie imponują światu. Jednocześnie są szczęśliwe, wolne od zmartwień i ufne, że wszystkie ich potrzeby zostaną zaspokojone. Świat nie przyznaje dzieciom tytułów honorowych, nie wydaje książek opisujących ich osiągnięcia. Dzieciom nie powierza się funkcji kierowniczych. One jednak w najmniejszym stopniu nie przejmują się tym. Zadowalają się tym, że ich rodzice troszczą się o nie.

Jezus, co jest oczywiste, nie wzywa nas, abyśmy byli tak samo nieproduktywni i niedojrzali, jak małe dzieci. Nie taki jest sens jego porównania. Chodzi o to, abyśmy nie kochali bycia silniejszymi, inteligentniejszymi czy bogatszymi od innych, aby nasza radość nie wynikała z poczucia wyższości. Chodzi o to, abyśmy nie żałowali braku uznania, jeśli świat nie ceni tego, do czego powołał nas Jezus. Nie wolno nam martwić się tym, że według norm tego świata uważani jesteśmy za gorszych, albo nawet głupich. Powinniśmy raczej „wierzyć” w Jezusa tak, jak dzieci. Musimy znaleźć swoje bezpieczeństwo, swoją wartość oraz radość w Jezusie oraz we wszystkim, czym Ojciec w niebie jest dla nas w Chrystusie (patrz Żądanie 4).

Skromność prowadzi do przyjęcia ducha sługi

Jezus podkreśla, że ubóstwo ducha oraz dziecięca prostota i zaufanie prowadzą do przyjęcia ducha i stylu życia sługi. Uczniowie Jezusa więcej niż raz sprzeczali się między sobą o to, który z nich jest lub będzie największy w Królestwie Niebios. Za każdym razem Jezus odpowiadał im stawiając taki warunek: „Jeśli ktoś chce być pierwszy, niechaj stanie się ze wszystkich ostatnim i sługą wszystkich” (Mk 9:35). Dla ilustracji postawił przed nimi małe dziecko i powiedział: „Kto by przyjął jedno z takich dziatek w imieniu moim, mnie przyjmuje, a ktokolwiek by mnie przyjął, nie mnie przyjmuje, lecz tego, który mnie posłał” (Mk 9:37). Innymi słowy, jeśli chcesz pracować w żłobku i brać na kolana dzieci, będziesz tym „pierwszym”.

Kiedy Jezus podczas Ostatniej Wieczerzy przygotowywał się do najwyższego aktu miłości służebnej – poświęcenia swojego życia, nawet wtedy jego uczniowie sprzeczali się między sobą o to, który z nich jest największy. Pokazuje to jak głęboko jest w nas zakorzenione pragnienie wielkości. Jezus wówczas powiedział: „Królowie narodów panują nad nimi, a władcy ich są nazywani dobroczyńcami. Wy zaś nie tak, lecz kto jest największy wśród was, niech będzie jako najmniejszy, a ten, który przewodzi, niech będzie jako usługujący. Któż bowiem jest większy? Czy ten, który u stołu zasiada, czy ten, który usługuje? Czy nie ten, który u stołu zasiada? Lecz Ja jestem wśród was jako ten, który usługuje” (Łk 22:25–27). Jezus odciął się od pragnienia bycia wielkim wśród ludzi i przyjął alternatywny styl życia – skromną służbę.

Jak służył Jezus? Jak będzie służył Jezus?

Co oznacza służyć? W Ewangelii Mateusza Jezus przedstawia swoją służbę wobec nas jako przykład dla zachęcenia nas, abyśmy służyli innym: „Nie tak ma być między wami; ale ktokolwiek by chciał między wami być wielki, niech będzie sługą waszym. I ktokolwiek by chciał być między wami pierwszy, niech będzie sługą waszym. Podobnie jak Syn Człowieczy nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służył i oddał życie swoje na okup za wielu”   (Mt 20:26–28). Służyć oznacza wykonywać z miłości rzeczy, które nas kosztują, a które przynoszą innym korzyści doczesne i wieczne.

Zdumiewające jest to, że służebna rola Jezusa nie kończy się z chwilą jego odejścia z tego świata. Kiedy Jezus zapowiadał swoje powtórne przyjście, opisał je nie tylko jako ukazanie swojej wielkiej mocy i chwały (Mk 13:26), lecz także jako czas, w którym ponownie przyjmie na siebie skromną (lecz piękną) rolę sługi: „Błogosławieni owi słudzy, których pan, gdy przyjdzie, zastanie czuwających. Zaprawdę powiadam wam, iż się przepasze i posadzi ich przy stole, i przystąpiwszy, będzie im usługiwał” (Łk 12:37). Jezus nigdy nie przestanie nam usługiwać. Czy to, że naśladujesz Tego, który ukochał ciebie, oddał za ciebie swoje życie i nigdy nie przestanie ci usługiwać, nie skłania twego serca, aby służyć innym? Serce zbawionego grzesznika, który stara się naśladować Jezusa, nie pyta: „Jak mogę osiągnąć największy prestiż albo uznanie?”. Serce tego człowieka pyta: „Jak mogę bez względu na cenę czynić największe dobro ludziom, którzy potrzebują mojej pomocy?”.

Kiedy Jezus powtarzał wielokrotnie: „Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony” (Mt 23:12; Łk 14:11; 18:14), to jednocześnie ostrzegł nas przed wielkim zabójcą służby (pychą polegającą na wywyższaniu się) oraz wezwał do przyjęcia postawy skłaniającej do służenia innym (pokory zależnej od Chrystusa).

Odwaga skruszonego serca w głoszeniu prawdy

Jednym z najbardziej potrzebnych dziś kluczowych zadań służby jest odwaga skruszonego serca w głoszeniu prawdy Bożej. Mówię o tym dlatego, że współczesny relatywizm stworzył określoną atmosferę intelektualną, w której głoszenie prawdy z przekonaniem oraz wzywanie innych do uwierzenia nie jest uważane za pokorę. Twierdzenie Jezusa, że jest On jedyną drogą do nieba (J 5:23, 14:6) jest z reguły potępiane jako objaw arogancji.

W 1908 roku angielski pisarz Gilbert K. Chesterton przewidział nadejście takiego myślenia, pisząc:

W dzisiejszych czasach cierpimy z powodu pokory umieszczonej w niewłaściwym miejscu. Wstydliwość wyprowadziła się z domu ambicji i zamieszkała wraz z przekonaniami, czyli w miejscu, które nie jest i nigdy nie było przeznaczone dla niej. Człowiek miał wątpić w siebie, ale nigdy w prawdę. Porządek ten został obecnie wywrócony do góry nogami. Człowiek broni tego, czego nie powinien bronić – czyli ludzkiego autorytetu – oraz wątpi w coś, w co nie powinien wątpić, czyli w Boży Rozum. (…) Nowy sceptyk jest tak pokorny, że wątpi nawet w to, czy może cokolwiek poznać. (…) Istnieje także autentyczna pokora, typowa dla naszej epoki, jednak tak się składa, że pokora ta jest bardziej toksyczna, niż nawet najbardziej szalone akty uniżenia ascetów. (…) Dawna pokora sprawiała, że człowiek wątpił w skuteczność swoich działań, co z kolei mogło go motywować do zwiększenia wysiłków. Jednak nowa pokora sprawia, że człowiek podaje w wątpliwość sensowność swoich celów, w efekcie czego w ogóle przestaje działać. (…) Zmierzamy ku stworzeniu nowej rasy ludzi – ludzi zbyt wstydliwych, aby uwierzyć w prawdziwość tabliczki mnożenia3.

Jeśli pokora nie jest dostosowaniem się do współczesnego relatywizmu, to wobec tego czym ona jest? Mam nadzieję, że treść niniejszego rozdziału rozjaśnia tę kwestię i pomaga zrozumieć w jaki sposób – ze względu na Chrystusa oraz dla pożytku innych – powinniśmy odważnie głosić to, czego nas nauczał Jezus. Poniżej podaję pięć wskazówek wynikających z treści dwóch ostatnich rozdziałów, które pomagają zrozumieć właściwą pokorę.

Pokora: pięć wskazówek, jak odważnie głosić prawdę

  1. Pokora rozpoczyna się od świadomości podporządkowania się Bogu w Jezusie: „Nie jest uczeń nad mistrza ani sługa nad swego pana” (Mt 10:24). Nasze przekonania nie wynikają z wywyższania siebie samych, lecz z podporządkowania się Temu, który objawia się nam w swoim słowie i nakazuje nam je głosić.
  2. Pokora nie uważa, że ma prawo do lepszego traktowania, niż Jezus: „jeśli gospodarza Belzebubem nazwali, tym bardziej jego domowników!” (Mt 10:25). Dlatego pokora nie odpłaca złem za zło. Nie jest ona egzekwowaniem należnych nam – w naszym mniemaniu – praw, lecz jest życiem ofiarności.
  3. Pokora nie broni prawdy po to, aby umacniać ego możliwością kontroli czy wygrywaniem sporów. Głosi prawdę aby służyć Chrystusowi i okazywać miłość nieprzyjaciołom. „Co mówię wam w ciemności, opowiadajcie w świetle dnia (…). I nie bójcie się” (Mt 10:27–28).
  4. Pokora wie, że tylko dzięki łasce może osiągnąć poznanie, może wierzyć i głosić. Jezus powiedział: „beze mnie nic uczynić nie możecie” (J 15:5). Rozwija postawę, która nie jest ani zarozumiałością, ani bojaźliwością.
  5. Pokora wie, że jest omylna, dlatego wsłuchuje się w krytykę, uczy się z niej. Wie także, że Bóg przygotował różne rzeczy, aby przekonać ludzi do prawdy i że nakazał nam przekonywać innych. Jezus powiedział nam, że Kościół powinien czuwać i być gotowym do korygowania krnąbrnych (Mt 18:15–17). Powiedział nam, że chociaż jesteśmy omylni i czasami sami potrzebujemy skarcenia, to jednak powinniśmy odważnie iść i czynić uczniami wszystkie narody, ucząc je przestrzegać wszystkiego, co nakazał Jezus (Mt 28:19–20).

Pokora: dar przyjmowania wszystkiego jako dar

Kiedy zastanawiałem się nad zakończeniem niniejszego rozdziału ustępem opisującym, jak wypełniać nakaz uniżenia się, stwierdziłem, że odpowiedzią na to pytanie nie jest stosowanie jakiejś nowej techniki, ponieważ odpowiedź na nie zawarta jest w poprzednich rozdziałach mówiących o upamiętaniu się (Żądanie 2), przyjściu do Jezusa (Żądanie 3), uwierzeniu w Jezusa (Żądanie 4), kochaniu Jezusa (Żądanie 5), trwaniu w Jezusie (Żądanie 7), oraz noszeniu krzyża z Jezusem (Żądanie 8). Z rozdziałów tych wyłania się odpowiedź: pokora nie wypływa bezpośrednio z wyrzeczenia się swojej woli. Jest tak dlatego, że kiedy tylko wyrzekamy się swojej woli, wówczas mamy świadomość dokonania tego aktu, co automatycznie rodzi pokusę poczucia dumy z powodu tego właśnie aktu samowyrzeczenia. Jak uniknąć tej pułapki?

Prawdziwa pokora ma świadomość, że jest w rzeczywistości darem, który leży poza naszymi możliwościami. Gdyby pokora była owocem edukacji, wówczas instynktownie odczuwalibyśmy dumę z powodu jej posiadania. Pokora jest darem przyjmowania wszystkiego z wdzięcznością jako dar i jest pozbawiona samoświadomości. Zakończę ten rozdział fragmentem z mojego pamiętnika, opisującym moją nierówną walkę z pychą. Poniższy fragment zapisałem w pamiętniku w dniu 6 grudnia 1988. Jest to opis mojego wyznania, że potrzebuję pokory, a także odpowiedź na pytanie – jak się uniżyć?

Czy najskuteczniejszym sposobem na poskromienie mojego upodobania w uznaniu przez innych nie jest skupienie się na wywyższaniu Boga? Bardzo ważne jest zapieranie się samego siebie oraz krzyżowanie ciała, jakże jednak łatwo wpadamy w pychę z powodu zapierania się siebie! Jak inaczej można pokonać to zdradzieckie upodobanie w wywyższaniu się, niż przez skłonienie wszystkich moich władz poznawczych i zdolności do rozkoszowania się wywyższaniem Boga! Ostatecznym rozwiązaniem jest chrześcijański hedonizm4. Hedonizm ten sięga głębiej niż śmierć dla własnego ja, ponieważ wymaga głębszego zejścia do grobu ciała celem znalezienia prawdziwie uwalniającego strumienia cudownej wody, która zachwyci cię smakiem Bożej chwały. Koniec mojego ja mogę znaleźć jedynie w tym pozbawionym słów uwielbieniu, które zaspokaja wszystkie moje potrzeby.

Jest to fragment książki Czego Jezus żąda od świata. Możesz nabyć ją w księgarni FEWA. Kliknij tutaj, aby złożyć zamówienie.

Przypisy

  1. Ulrich Luz, Matthew 8–20: A Commentary, przekład na język angielski: James E. Crouch, redakcja: Helmut Koester, Hermenia (Minneapolis: Augsburg Fortress, 2001), s. 428.
  2. Alexander McClaren, The Gospel According to Matthew: Chapters XVII to XXVII. Londyn, Hodder and Stoughton, b. r.w., s. 3.
  3. Gilbert Keith Chesterton, Orthodoxy. Garden City, Nowy Jork, Doubleday and Co., 1957, s. 31–32.
  4. Czytelnika zainteresowanego dokładniejszym opisem znaczenia tego terminu zachęcam do lektury książki Pragnienie Boga – Medytacje chrześcijańskiego hedonisty (John Piper, Desiring God: Meditations of a Christian Hedonist; wydawca: Sisters, Oregon: Multnomah, 2003). Chrześcijański hedonizm można podsumować następująco: Bóg jest najbardziej uwielbiony w nas wówczas, kiedy jesteśmy najbardziej zaspokojeni w nim. Dlatego chrześcijański hedonista to ten, kto nadrzędnym celem swojego życia czyni rozkoszowanie się Jezusem Chrystusem, ponieważ wierzy, że zabieganie o to jest najlepszym sposobem okazania, że Jezus jest najbardziej chwalebną Rzeczywistością we wszechświecie.
FacebookMessengerTwitterWykop
Zobacz również
Upamiętajcie się