Do kościoła jak do koryta?

Fragment książki Uczniostwo Marka Devera.

Jeśli nigdy nie widziałeś, jak świnie idą na karmienie do koryta, to prawdopodobnie możesz to sobie wyobrazić. Popychanie się. Przepychanie. Parskanie. Połykanie, ile się da, bez myślenia o innych.

Teraz zabawne pytanie, nad którym warto się chwilę zastanowić: czy w ten sposób szedłeś do kościoła w ostatnią niedzielę?

Nie, nie nazywam cię świnią. Poczekaj chwilę i zastanów się: gdzie zaparkowałeś? O której godzinie dotarłeś do kościoła? Gdzie siedziałeś? Z kim rozmawiałeś? Każda z tych decyzji dała ci możliwość przysłużenia się innym i przyłączenia się do dzieła Chrystusa. Oczywiście dała ci też możliwość dbania o swoje interesy i zrobienia tego, co będzie najlepsze dla ciebie. Więc jak to jest? Czy świadomie planowałeś, jak pobłogosławić innych przez każdą z tych decyzji?

Bycie uczniem Jezusa oznacza skupianie się na innych, tak jak to czynił Jezus. To oznacza działanie dla dobra innych. Ta miłość do innych jest podstawą uczniostwa. Postawiliśmy sobie za cel służenie innym dla Chrystusa, tak jak Chrystus, który nie przyszedł, aby mu służono, lecz aby służyć i oddać swe życie na okup za wielu (Mk 10,45).

Życie uczniowskie jest życiem skupionym na innych. To działanie z mocą Bożą w celu głoszenia Chrystusa i prowadzenia innych ku dojrzałości w Chrystusie. Taki wzorzec znajdujemy w Biblii.

Biblijny wzorzec

Bóg pokazał nam to w samym stworzeniu poprzez rodzinę, zanim Chrystus został jeszcze wymieniony w Piśmie. Zastanów się, w jaki sposób Bóg czyni nas rodzicami. Wkłada w naszą naturę pragnienie dania ogromnej ilości kochającej uwagi dla wychowania jednej osoby, pielęgnowania jej i prowadzeniu jej ku dojrzałości.

Następnie, w starożytnym Izraelu, używa siły tych rodzicielskich relacji jak kanałów, przez które przepływa woda Jego Słowa. Dlatego też Mojżesz daje Dziesięć Przykazań. On mówi ludziom, aby kochali Boga. Potem poucza lud Izraela tymi słowy: Niechaj słowa te, które Ja ci dziś nakazuję, będą w twoim sercu. Będziesz je wpajał w twoich synów i będziesz o nich mówił, przebywając w swoim domu, idąc drogą, kładąc się i wstając (5Moj 6,6-7). Bóg daje nam przez to ważną lekcję w prowadzeniu w uczniostwie innej istoty ludzkiej. Prowadzenie to polega na przekazywaniu wiedzy o Bogu i Jego Słowie w każdym momencie naszego życia.

Poza kontekstem rodziny, w Biblii mamy pełno relacji uczniowskich, w których jedna osoba uczy drugą. Pomyślcie o tym, jak Mojżesz uczył Jozuego, aby ten pewnego dnia mógł go zastąpić. Podobnie jak Heli z Samuelem czy Eliasz z Elizeuszem.

Oczywiście najbardziej znaną osobą czyniącą innych uczniami jest Jezus Chrystus. Chrześcijaństwo nie zaczęło się od wprowadzenia produktu dla masowego odbiorcy. O jego podróżach nie było codziennych i całodniowych doniesień medialnych. Zaczęło się od serii osobistych zobowiązań wśród niewielkiej grupy mężczyzn przez trzy lata.

To prawda, że tłumy często przychodziły do Jezusa, a słowa o Jego cudach rozprzestrzeniały się czasem jak pożar. Jednak wśród tego wielkiego tłumu była mniejsza grupa uczniów, którą Jezus powołał. W nich szczególnie zainwestował swoje siły. Ewangelia Marka mówi nam, że Jezus wstąpił na górę, i wezwał tych, których sam chciał, a oni przyszli do niego. I powołał ich dwunastu, żeby z nim byli i żeby ich wysłać na zwiastowanie ewangelii (Mk 3,13–14).

Tych dwunastu wyznało, że Jezus jest Mesjaszem. Większość z nich chciała być z Nim, a on chciał, aby oni z Nim byli (Uwielbiam to określenie!). Jeżeli chodzi o tych dwunastu, to szczególnie poświęcił swoje siły trzem z nich: Piotrowi, Jakubowi i Janowi.

 Jednak możesz powiedzieć: „To jest Jezus! Oczywiście, że to robi. On jest Bogiem!”.

Niech będzie. Rozważmy więc przykład apostoła Pawła. Jedna z podróży misyjnych Pawła została opisana w 16 rozdziale Dziejów Apostolskich. Rozdział ten rozpoczyna się od przedstawienia ucznia o imieniu Tymoteusz. Następnie jest napisane, że Paweł chciał, aby ten udał się z nim w drogę (w. 3). Paweł chciał (podobnie jak w przypadku Jezusa i uczniów), aby Tymoteusz był z nim, aby wraz z nim podróżował, aby przyłączył się do niego w dziele służby Królestwu. Nietrudno jest domyślić się, że Paweł prowadził w uczniostwie Tymoteusza tak, jak starotestamentowy ojciec uczył swego syna, czyli sumiennie nauczając go Słowa Bożego, gdy szli drogą, kiedy się kładli i gdy wstawali.

Po dziesięcioleciach Paweł powie Tymoteuszowi, aby robił to samo względem innych osób: a co słyszałeś ode mnie wobec wielu świadków, to przekaż ludziom godnym zaufania, którzy będą zdolni i innych nauczać (2Tm 2,2). Ambicje Pawła były wielopokoleniowe. Pragnął duchowych prawnuków. Tymoteusz (dziecko) miał znaleźć mężczyzn godnych zaufania (wnuków), którzy byliby zdolni nauczać innych (prawnuków).

Praca i walka

Co oznacza zastosowanie się do tego biblijnego wzorca inwestowania w duchowe dzieci? Cała ta książka próbuje odpowiedzieć na to pytanie. Jednak List do Kolosan 1,28–29 stanowi użyteczny punkt wyjścia do naszych rozważań.

Kiedy byłem młodym chrześcijaninem, wybrałem właśnie te dwa wersety jako „wersety mojego życia”. Paweł pisze w nich do kościoła w Kolosach, czyli mieście w dzisiejszej zachodniej Turcji. Przypomina tym chrześcijanom o tym, co dla nich zrobił: Jego to zwiastujemy, napominając i nauczając każdego człowieka we wszelkiej mądrości, aby stawić go doskonałym w Chrystusie Jezusie; nad tym też pracuję, walcząc w mocy jego, która skutecznie we mnie działa (Kol 1,28–29).

Paweł pracował. Paweł walczył. Jeżeli możemy czynić dobro dla innych, to musimy to robić. Czy zastanawiałeś się kiedyś, jak korzystać z duchowej mocy? Może ludzie powiedzą ci: „Jedz to”, „Wypowiedz te słowa”, „Módl się tą modlitwą”, „Przeczytaj książkę tego autora”, „Musisz tego doświadczyć”, „Pojedź na tę konferencję” czy „Wejrzyj w siebie”.

Jednak to nieprawda! Duchowa moc jest doświadczana w wytężonej, pełnej oddania służbie dla innych. Słowo zapisane w Liście do Kolosan 1,29 jako „walczyć”, można również przetłumaczyć jako „agonia”. Znaczy to, że drogą do duchowej mocy jest raczej agonia niż uniesienie. Czy chcesz poznać moc Boga i wiarę w praktycznym życiu? Jeżeli tak, to oddaj się walce, pracując dla dobra innych, tak jak sam Chrystus pracował i walczył o nasze dobro.

Prawdziwa wiara chrześcijańska nie jest leniwą wiarą. To wiara widoczna w działaniu. Taką wiarę miał Paweł.

Skuteczne Boże działanie

Jednak czy Paweł chwalił się, mówiąc o swojej pracy i walce w ich imieniu? Ani trochę. Spójrz na ostatnie słowa w tym fragmencie: Bóg działał w nim skutecznie. Cokolwiek Kolosanie otrzymali od Pawła, to nie było to zasługą Pawła, lecz Boga.

Jeśli Ty lub ja mamy nadzieję przyczynić się dla dobra innych, jeśli chcemy wywierać wpływ na innych ze względu na Chrystusa tak, jak to opisałem w ostatnim rozdziale, to stanie się tak tylko wtedy, gdy Duch Boży będzie działał w nas i przez nas.

Wiedza o tym, że to Bóg w nas pracuje, przeciwdziała naszej pysze. Przypomina nam to, że wszystko, co mamy i kim jesteśmy, co możemy zrobić i osiągnąć, pochodzi tak naprawdę od Boga. Jeśli ty lub ja zaobserwowaliśmy jakikolwiek owoc naszej pracy, to nie mamy powodów do pychy. To Bóg działał. To było jego skuteczne działanie. Wszystkie duchowe owoce wracają do Niego w postaci uwielbienia, ponieważ przynoszą Mu chwałę.

W taki sam sposób wiedza o tym, że Bóg w nas pracuje, przeciwdziała naszemu strachowi. Jeśli jesteśmy pewni Bożego dobrego działania w nas, jeśli jesteśmy oddani Jego celom, to możemy porzucić strach, że nasza praca jest daremna lub niewłaściwie skierowana. Możemy porzucić strach przed utratą zdrowia lub pieniędzy. Takie rzeczy mogą przeminąć, ale Jego praca przez nas będzie trwała wiecznie.

Niniejszy tekst jest fragmentem książki Uczniostwo. Jak pomagać innym w naśladowaniu Jezusa, Toruń 2018. Książka dostępna jest w księgarni Fundacja Ewangeliczna.

    Zobacz również
    Przewodnik po teologii (J.I. Packer)