Pociecha w świecie pełnym lęku

Wiele spraw napawa mnie dzisiaj lękiem. Nasz kraj i cały świat wychodzi właśnie z długiego okresu izolacji, zamętu i zagrożenia. Prawie co tydzień łapię się na tym, że wstrzymuję oddech za każdym razem, gdy dzwoni telefon i wiem, że to ktoś ze szkoły moich dzieci. Proszę, niech to nie będzie kolejny przypadek zachorowania na COVID – modlę się po cichu.

Przez kilka ostatnich lat żyliśmy w dużej niepewności, ale ta niepewność to nic nowego. Teraz po prostu jesteśmy jej bardziej świadomi. Jeśli pandemia coś nam pokazała, to na pewno to, co od zawsze było prawdą: życie jest pełne strachu i nieprzewidywalności. Zanim świat się pozamykał, niektórzy z nas zdawali sobie z tego sprawę bardziej, niż inni. Żyliśmy z głęboką świadomością, że nasze życie w jednej chwili może się zmienić. Lecz teraz wszyscy już wiemy – nic nie jest nam zagwarantowane, wszystko jest niestabilne.

Do naszego katalogu lęków dodajmy niepokoje polityczne, brak jedności w kościele i światowe kryzysy. Dokąd pójdziemy ze wszystkimi naszymi obawami? W ostatnich miesiącach zadawałam sobie to pytanie częściej, niż kiedykolwiek. Ale nie jestem pierwszym naśladowcą Jezusa, który się boi – i prawdopodobnie nie ostatnim.

W Ewangelii Jana, rozdziale 14, Jezus siedzi w otoczeniu zalęknionych uczniów. Właśnie im powiedział, że odchodzi, a oni nie mogą pojąć, co w tym dobrego. Przygotowując się na okrutną, bolesną śmierć, w chwilach braku zrozumienia ze strony uczniów, Jezus okazuje troskę swoim zlęknionym przyjaciołom. A troszcząc się o nich, troszczy się także o wszystkich nas, którzy stoimy w obliczu lęków.

Są dwie rzeczy, które potrafią potęgować lęk w moim umyśle: poczucie wyobcowania, i poczucie samotności. W Ewangelii Jana 14 Jezus odnosi się do tych obaw.

On przygotowuje dla nas miejsce

W Ewangelii Jana 13 Jezus mówi uczniom, że odchodzi. Mówi o nadchodzących kłopotach i o pokusie zaparcia się Go, z którą będą musieli się zmierzyć. Lecz już w następnym rozdziale dodaje im otuchy: „Niech się nie trwoży wasze serce. Wierzcie w Boga; wierzcie też we Mnie. W domu Mego Ojca jest wiele mieszkań. Gdyby tak nie było, czy bym wam powiedział, że idę przygotować wam miejsce?” (J 14:1-2; ESV).

Zasadniczo Jezus mówi: „Nie bójcie się. Opuszczam was, bo idę przygotować wam dom”. Za chwilę uczniowie staną przed rozgniewanym tłumem, który przypnie im etykietę odszczepieńców. Uczniowie zapoczątkują ruch skupiony wokół zmartwychwstałego Chrystusa, który doprowadzi wielu ludzi do wiary, ale też sprowadzi na nich gniew społeczeństwa. Poznają, że ten świat nie jest ich domem. Lecz Jezus mówi: „To nie ważne, przygotuję wam lepszy”.

W obecnych spolaryzowanych czasach, chrześcijanie stają się coraz bardziej „pozbawieni domu”. Nie pasujemy do świeckiej kultury, a niektórzy z nas czują, że coraz mniej pasują do swoich kościołów i denominacji. Niezależnie od naszej pasji dla ewangelii, niewielu cieszy się w prześladowaniach i w byciu marginalizowanym. Mamy zakorzenione pragnienie bycia lubianym i akceptowanym. Uczucie bezdomności jest przerażające – zarówno w kościele, jak i na poza nim.

Tymczasem Jezus daje nam słowa pociechy. Tutaj możemy nie mieć swojego miejsca, ale ten świat przemija.

Mamy miejsce w świecie, który nie ma końca. On poszedł przed nami, by je przygotować. A w domu Jego Ojca jest miejsce dla wszystkich, którzy są w Chrystusie.

Jezus nigdy nas nie opuści

Przed opuszczeniem swoich uczniów i powrotem do Ojca, Jezus obiecał: „Nie zostawię was sierotami: przyjdę do was” (Jana 14:18; BW). Te słowa nie raz pocieszały mnie w moim zmaganiu się z lękiem. Sierota to ktoś, kto nie ma ojca. Sierota nie ma zapewnionej ochrony ani bezpieczeństwa. Jezus mówi: „To nie wy. Wy macie Ojca. Macie rodzinę. Macie dom”.

Lecz gdy Jezus odchodzi, kto przychodzi w Jego miejsce? Duch Święty (Jana 14:26). Jezus opuszcza ten świat, by przygotować nam miejsce, ale przychodzi Duch Święty, by w nas uczynić sobie mieszkanie (Jana 14:23). Bez względu na to, jak bardzo czujemy się osamotnieni w naszych lękach, obietnica Chrystusa w Ewangelii Jana 14 zapewnia nas, że nigdy nie jesteśmy sami, nawet na chwilę. W czasie największej potrzeby możemy nie mieć wokół przyjaciół i rodziny, ale mamy Boga wszechświata. Z Nim nigdy nie jesteśmy sami.

Co teraz?

Dominującym tematem Ewangelii Jana jest wiara. Na końcu swojej księgi Jan mówi nawet, że napisał to wszystko po to, byśmy uwierzyli (Jana 20:31). Nie chce jednak, byśmy wierzyli w jakąś mglistą ideę lub twierdzenia na temat jakiejś prawdy. On chce, byśmy uwierzyli w Osobę. Chce, byśmy uwierzyli, że Jezus jest Tym, za kogo się podaje – Chrystusem, Synem Boga żywego. Dlaczego Janowi tak bardzo zależy, żebyśmy wierzyli?

Ponieważ dzięki wierze mamy życie w imieniu Jezusa (Jana 20:31).

Jest wiele rzeczy na tym świecie, których możemy się bać. Myśl o utracie swojego statusu, reputacji, pieniędzy, zdrowia, przyjaciół, kościoła lub rodziny sprawia, że bicie naszego serca gwałtownie przyspiesza. Ale w Jezusie Chrystusie mamy życie wieczne. A tego nikt i nic nam nie odbierze.

Ta nadzieja podtrzymuje nas, kiedy dostrzegamy jedynie przerażające rzeczy. Jezus przygotowuje nam dom w niebie. A kiedy my oczekujemy tego dnia, On zamieszkuje w nas przez swojego Ducha. Jego obecność w naszym życiu jest nieprzerwalna. Czy wierzysz w to?

Wykorzystano za zgodą TGC

FacebookMessengerTwitterWykop
Dołącz!
Wpisz swój e-mail, aby co tydzień otrzymywać najnowsze materiały EWC.