Czy moja pokuta jest autentyczna, jeżeli wciąż popełniam ten sam grzech?

SubskrybujApple Spotify Google YouTube

Transkrypcja audio

Nasi słuchacze często zadają pytania dotyczące pokuty. Na przykład: “Jeśli moja pokuta jest szczera, dlaczego wciąż popełniam ten sam grzech?” albo: “Jak mogę powiedzieć, że prawdziwie pokutowałem, jeśli w kółko popełniam te same grzechy?”. Posłuchajmy odpowiedzi pastora Johna.

Pytanie naszego słuchacza jest jednym z tych, które szczery i prawdziwy chrześcijanin powinien sobie zadać, zwłaszcza w świetle nowotestamentowych wymagań dotyczących świętości, a także znajdujących się tam ostrzeżeń:

  • Wiara bez przemienionego życia jest martwa. (Jakuba 2,17)
  • Istnieje uświęcenie, bez którego nie można ujrzeć Pana. (Hebrajczyków 12,14)
  • Jezus powiedział: „Jeśli mnie miłujecie przykazań moich przestrzegać będziecie”. (Jana 14,15)
  • W owym dniu wielu powie do Jezusa: „Panie, Panie”. A On im odpowie: „Nigdy was nie znałem, bo nie robicie tego co powiedziałem”. (Mateusza 7,22-23)
  • Jak możecie żyć w grzechu, jeśli umarliście z Chrystusem? (Rzymian 6,2)

Jest to ważne i nie bez powodu częste pytanie zadawane przez prawdziwych, szczerych chrześcijan.

Codzienna walka z grzechem

Pozwólcie, że zacznę od wyjaśnienia, jak moim zdaniem to pytanie powinno brzmieć, aby było zgodne z językiem, jakiego używa Nowy Testament. Nasz słuchacz użył słowa pokuta. Napisał: „Czy prawdziwa pokuta oznacza, że nigdy nie będziemy dwukrotnie prosić Boga o przebaczenie tego samego grzechu? Jak mogę powiedzieć, że odpokutowałem, jeżeli w kółko popełniam te same grzechy?”. Sugerowałbym, aby nie używać słowa pokuta w odniesieniu do tego, co jako chrześcijanie robimy w odpowiedzi na nasze codziennie popełniane grzechy. Być może dla wielu osób będzie to zaskoczeniem, ale pozwólcie, że spróbuję to wyjaśnić.

Tak, zakładam, że chrześcijanie grzeszą każdego dnia, ponieważ Jezus powiedział te dwa zdania jedno po drugim: „Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj”, „Odpuść nam nasze winy” (Mateusza 6,11-12). Nie powiedziałby tak, jeśli nie byłoby potrzeby codziennego przebaczenia naszych grzechów, naszych win względem Boga. Oto bardzo radykalna, nowotestamentowa definicja grzechu. Brzmi następująco: każda myśl, każda postawa, każde słowo, każdy wyraz twarzy, każdy gest, każdy czyn, który nie wypływa z miłowania Jezusa jest grzechem.

Grzechem są nie tylko wielkie, złe czyny takie jak morderstwo, kradzież, czy cudzołóstwo, czy nawet bardziej powszechne grzechy jak nieuczciwość, wulgarny język, niecierpliwość. Grzech jest stanem serca, odwróconym od Boga w kierunku innych upodobań; i grzech jest właśnie wyrazem tego, co upodobał sobie nasz umysł, nasza postawa i nasze zachowanie. Grzech będzie obecny — tak, niestety taka jest prawda, choć jest ona dla nas bolesna. Grzech będzie obecny dopóki ten wewnętrzny stan nie ulegnie całkowitemu zniszczeniu w obecności Chrystusa, gdy powróci. 

Nowy Testament nie zachęca nas do używania słowa pokuta w odniesieniu do codziennego wyznawania grzechów, przynoszenia ich do Boga, wyrażania naszego żalu, nienawidzenia ich i odwracania się od nich, aby chodzić w świetle. Raczej słowo pokuta w Nowym Testamencie odnosi się do bardziej podstawowej, fundamentalnej przemiany umysłu, takiej, której doświadczamy na początku naszego chrześcijańskiego życia, albo takiej, której będziemy musieli doświadczyć, jeśli nasze życie znajdzie się na drodze ku zatraceniu, z której będzie trzeba nas zawrócić  — tak jak kościoły w pierwszych rozdziałach Objawienia Jana, które zostały wezwane do pokuty, gdyż inaczej będą zniszczone; ich świeczniki zostaną usunięte, jeśli nie będą pokutować i nie odwrócą się od stylu życia, który prowadzą.

Nowy Testament nie używa jednak słowa pokuta na określenie codziennej walki z mieszkającym w nas, powtarzającym się grzechem. Sugerowałbym raczej użycie słów wyznawanie grzechów, idąc za słowami 1 Jana 1,8-9: „Jeśli wyznajemy grzechy swoje, wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości”.

Dwa rodzaje wyznawania grzechu

A więc co z grzechami, które popełniamy więcej niż jeden raz — właściwie to na tyle często, że zagrażają naszej pewności bycia chrześcijaninem? Ująłbym to następująco: istnieją dwa sposoby wyznawania, jak i dwa rodzaje grzechu, więc zbadaj swoje serce i sprawdź, które ty stosujesz.

Po pierwsze, istnieje wyznawanie grzechów, które na pewnym poziomie wyraża poczucie winy i smutek z powodu popełnionego grzechu, lecz gdzieś w głębi duszy po cichu zakładamy, że i tak go ponownie popełnimy, prawdopodobnie zanim skończy się tydzień.

  • Zamierzam ponownie przyglądać się nagim scenom w filmie lub na jakiejś stronie internetowej.
  • Znowu przesadzę z alkoholem, prawdopodobnie w ten weekend.
  • Jutro znów będę śmiać się z tych poniżających dowcipów w pracy.
  • Mam zamiar ponownie uniknąć rozmowy z moim kolegą na temat jego nieuczciwości.
  • Kiedy moja żona znowu tak na mnie spojrzy, jak zwykle odpowiem jej w poniżający sposób, pewnie za dwa dni.

Innymi słowy, ten rodzaj wyznawania grzechów jest bardzo powierzchowny. To  przykrywka dla fatalizmu – dla nękających cię grzechów, które i tak wiesz, że popełnisz. Źle się z nimi czujesz, lecz poddałeś się ich nieuchronności. To jeden z rodzajów wyznawania grzechów.

Drugi rodzaj wyznawania grzechów polega na tym, że wyrażasz swoje poczucie winy oraz żal za popełnione grzechy, tak jak w pierwszym przypadku, ale twoja nienawiść do grzechu jest tak silna, że tego samego wieczoru, w ten sam weekend postanawiasz z nim walczyć. Dzięki mocy Ducha Świętego dążysz do tego, aby pokonać ten grzech. Będziesz szukać wszelkich sposobów, które pomogą ci go uśmiercić. Nie pozwolisz mu nad sobą panować. To twój plan działania — żadnej hipokryzji. A więc to są te dwa rodzaje wyznawania grzechu.

Dwa rodzaje grzechu

Pierwszy z dwóch rodzajów grzechu, o którym chciałbym powiedzieć, to grzech, który pojawia się znienacka. Nie jest zamierzony, czy zaplanowany, a w momencie, kiedy go popełniamy, nie toczy się w nas żadna walka. Zanim zdasz sobie sprawę z tego, co robisz, jest już za późno. Z własnego doświadczenia mogę podać przykład pewnego rodzaju grzesznego gniewu, który mnie ogarnia i niemalże natychmiast zdaję sobie sprawę z tego, że jest on przesadny — nie jest święty; ani sprawiedliwy. Albo spontaniczne nieuprzejme słowa, które wyrwały się z moich ust i wstydzę się ich, zaraz po tym, jak je wypowiedziałem. Albo może to być jakaś odruchowo pojawiająca się fantazja seksualna spowodowana jakimś dawnym doświadczeniem, czy reklamą, którą ostatnio zobaczyłeś podczas oglądania wiadomości. 

Nie usprawiedliwiam tych czynów; są one grzechem. Są grzechem. Pokazują coś na temat stanu mojego serca. Nazywam je grzechem, mimo że są mniej lub bardziej spontaniczne i nie są popełniane z premedytacją.

A oto drugi rodzaj grzechu, o którym chcę powiedzieć; a mianowicie, grzech popełniany rozmyślnie. Siedzisz tam, czy stoisz, zastanawiając się czy to zrobić, czy nie – czy patrzeć na pornografię, czy nie; zostać i słuchać nieprzyzwoitych żartów, czy nie; dopuścić się jakiejś niesprawiedliwość w pracy, czy nie; być uczciwym w swoich zeznaniach podatkowych, czy też nie. Walczysz ze sobą przez jakieś dziesięć sekund, dziesięć minut lub dziesięć godzin, a potem popełniasz ten grzech. 

Droga prowadząca do zguby

Myślę, że chrześcijanin mógłby popełniać oba rodzaje grzechów i przez pewien określony czas mógł wyznawać grzechy na oba sposoby.  Ale powiedziałbym, że bardziej niebezpieczne dla naszej duszy jest wyznawanie grzechów, które jest przykrywką dla fatalizmu, beznadziei, akceptacji i zgody na grzech, oraz grzech, który jest rozmyślnie popełniany. Obra rodzaje grzechu są niebezpieczne. Nie zrozum mnie źle; oba są niebezpieczne. Niemniej jednak wyznawanie, które graniczy z hipokryzją oraz grzech, który graniczy z zaplanowaną nieprawością, są bardziej niebezpieczne.

Jak rozumiem Paweł przyznaje to w Rzymian 7,16-19 : „Albowiem nie czynię dobrego, które chcę, tylko złe, którego nie chcę, to czynię”. A zaraz potem woła: „Nędzny ja człowiek!” (Rzymian 7,24). Następnie ucieka się do Chrystusa, by Ten oczyścił go z grzechu. Mimo że bardzo bym tego chciał, ale nie jest  możliwym stworzenie listy grzechów lub podanie częstotliwości z jaką można je popełniać, bez ponoszenia żadnych konsekwencji. Nie sądzę, że da się to zrobić tak, by dało się odpowiedzieć na pytanie: „Ile popełnianych grzechów wskazuje na to, że nie jestem chrześcijaninem?”.

Ująłbym to raczej tak: W stopniu, w jakim twoje wyznanie grzechu pogodziło się fatalistycznie z nieuchronnością grzechu i w stopniu, w jakim twój grzech należy do kategorii niesprawiedliwości popełnianej z premedytacją, w takim też stopniu powinieneś być przerażony, że jesteś na drodze, która może prowadzić do zguby. Myślę, że tak można to ująć.

Wierny, by przebaczyć

Co ciekawe i zarazem paradoksalne, jedna z ksiąg Nowego Testamentu jest równocześnie najbardziej ostra wobec grzeszących chrześcijan, a zarazem jest największym ostrzeżeniem przed niebezpieczeństwem perfekcjonizmu. Pozwólcie, że zakończę, czytając ten paradoksalny fragment z 1 Jana 1,8-10. Oto jak Biblia opisuje ten paradoks.

Jeśli mówimy, że grzechu nie mamy, sami siebie zwodzimy, i prawdy w nas nie ma.

To jest ostrzeżenie przed perfekcjonizmem. Następnie Jan kontynuuje:

Jeśli wyznajemy grzechy swoje…

I chodzi tutaj o to prawdziwe wyznawanie.

… wierny jest Bóg i sprawiedliwy i odpuści nam grzechy, i oczyści nas od wszelkiej nieprawości.

Następnie wraca do ostrzeżenia.

Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, kłamcę z Niego robimy i nie ma w nas Słowa Jego.

Wykorzystano za zgodą DesiringGod

FacebookMessengerTwitterWykop
Zobacz również
Zmiana jest naprawdę możliwa | 29 grudnia