Czy modlitwa o lepsze zarobki jest grzechem?

SubskrybujApple Spotify Google YouTube

Transkrypcja audio

W dzisiejszym odcinku pytanie na temat bogactwa. Słuchacz z Filipin zadał następujące pytanie:

Drogi Pastorze, nie wierzę w to, co głoszą niektórzy teleewangeliści, że Bóg chce, aby każdy chrześcijanin był bogaty. Jednak zastanawiam się, czy grzechem jest modlić się o to, by Bóg dał mi dużo pieniędzy, abym mógł czerpać przyjemność z wygodnego życia. Czy może wręcz odwrotnie, i jako chrześcijanie, powinniśmy dążyć do cierpienia i ponoszenia szkody? Czy w chrześcijańskim życiu jest miejsce na modlitwę o większe błogosławieństwa materialne? Czy jest to wyłącznie niebezpieczne? Czy istnieje jakiś bezpieczny sposób na to, by modlić się oby z czasem nasze bogactwo się podwoiło? W Biblii czytam, że pomimo iż Hiob początkowo utracił wszystko, Bóg ostatecznie podwoił jego bogactwo. Czy jest to wyjątkowa sytuacja, w której znalazł się wyłącznie Hiob, czy może Bóg pozwala, by każdy chrześcijanin modlił się o coś podobnego?

Zasadniczo słyszę trzy pytania: (1) Czy słusznie jest modlić się, abym miał wystarczająco dużo pieniędzy, aby cieszyć się wygodnym życiem? (2) Czy chrześcijanin ma przyjmować wyłącznie cierpienie i stratę? (3) Czy Bóg chce, aby podwojenie zasobów Hioba było wzorem dla naszych modlitw? Pozwólcie, że spróbuję rzucić biblijne światło na każde z tych pytań w odwrotnej kolejności. 

Podwoić twoje pieniądze?

Pierwsze pytanie: Czy Bóg chce, aby podwojenie zasobów Hioba było dla nas wzorem do modlitwy? Jeżeli Bóg dokonał tego dla Hioba, to czy chce także dokonać tego dla nas? 

To jest pytanie, na które nie można każdemu odpowiedzieć w ten sam sposób. Na przykład, jestem absolutnie pewien, że grzechem byłoby teraz, abym modlił się o podwojenie moich zasobów, ponieważ jako Amerykanin prowadzący wygodny styl życia klasy średniej, jestem według światowych standardów o wiele bardziej zamożny niż miliardy biednych ludzi na całym świecie. 

Nowy Testament nieustannie, konsekwentnie popycha nas w kierunku prostoty i oszczędności w imię rozwoju królestwa.

Modlitewny ciężar, jaki na mnie spoczywa, nie powinien dotyczyć tego, bym gromadził i odkładał coraz więcej skarbów na ziemi, ale tego, bym rozdając i rozdając coraz więcej, i inwestując coraz więcej w innych ludzi, gromadził skarby w niebie (Mateusza 6:19-20), i bym wykorzystywał to, co mam, dla jak największego dobra innych, i bym strzegł się… bym strzegł się, bo bogatym trudno jest dostać się do nieba – tak powiedział Jezus (Łukasza 18:24).  

Jeśli jednak ktoś zarabia 1 dolara dziennie, pracując tak ciężko, jak tylko może, by zapewnić byt swojej rodzinie, podwojenie 1 dolara dałoby 2 dolary, a ta osoba nadal byłaby biedna – tylko mniej biedna. Kto mógłby ją winić za to, że pragnie ona i modli się o to, aby móc lepiej zapewnić byt swojej rodzinie, podwajając swoje zasoby z 1 dolara dziennie do 2 dolarów dziennie? Widzicie więc, że na to pytanie nie można każdemu odpowiedzieć w taki sam sposób. 

“Przyjdź i zobacz”

Ale oto kluczowa zasada, o której należy pamiętać, gdy używamy tekstów Starego Testamentu, aby usprawiedliwić dążenie do bogactwa. Hiob już był bogaty. Bóg podwoił bogactwo bogatego człowieka. Dlaczego więc nie zastosować tego do siebie, Piper? 

Oto powód: Bóg chciał, aby religia Starego Testamentu była w dużej mierze religią w stylu „przyjdź zobacz” – kładącą nacisk na dobrobyt, jako świadectwo dla świata Bożej wierności wobec Izraela. Królowa Saby przybyła z krańców ziemi, i bogactwo oraz mądrość Salomona zaparły jej dech w piersiach (1 Królewska 10:1-13). To jest religia „przyjdź zobacz”. 

“Idź i powiedz”

Ale Bóg chce, aby religia Nowego Testamentu była religią typu „idź i powiedz” – nie „przyjdź i zobacz”, ale „idź i powiedz” – podkreślającą prostotę, poświęcenie i hojność w wypełnianiu misji dotarcia do wszystkich narodów świata i pokazania, że nasz skarb nie jest na tym świecie, ale w Chrystusie w niebie. On jest naszym „niezgłębionym bogactwem” (Efezjan 3:8). Kiedy czytamy Nowy Testament, to widzimy, że nieustannie, konsekwentnie popycha nas w kierunku prostoty i oszczędności w imię rozwoju królestwa, z dala od luksusu, dostatku i przepychu. 

Mam przed sobą w tej chwili 24 fragmenty Pisma Świętego, które popychają nas w tym kierunku. Nie jestem w stanie przeczytać ich wszystkich. Pozwólcie, że wymienię tylko kilka z nich. 

  • Łukasza 6:20: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, bo wasze jest królestwo Boże.”
  • Łukasza 6:24: „Lecz biada wam, bogaczom, bo już otrzymaliście waszą pociechę.”
  • Łukasza 8:14: Ludzie „odchodzą i przez troski, bogactwa i rozkosze życia zostają zagłuszeni.”
  • Mateusza 6:19: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi.”
  • Łukasza 12:33: „Sprzedawajcie, co posiadacie, i dawajcie jałmużnę. Przygotujcie sobie sakiewki (…) w niebie.”
  • Łukasza 14:33: „Tak i każdy z was, kto nie wyrzeknie się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.”
  • Łukasza 18:24: „Jakże trudno tym, którzy mają pieniądze, wejść do królestwa Bożego!”
  • 2 Koryntian 6:10: My, apostołowie, jesteśmy „jakby ubodzy, jednak wielu ubogacający, jakby nic nie mający, jednak wszystko posiadający.”

Celem chrześcijanina nie jest cierpieć, ale kochać i akceptować wszelkie cierpienia, których On wymaga.

I tak dalej, i tak dalej. Fragmenty takie jak te stale naciskają na amerykańskich, światowych chrześcijan, aby podążali w kierunku potrzeby, a nie wygody. Żyj w prosty sposób. Żyj jak w czasie wojny.

Więc moją odpowiedzią jest: nie. Nie, Hiob nie powinien być wykorzystywany jako uzasadnienie dla nas wszystkich, aby prosić o podwojenie naszych zasobów. Może być całkowicie dobre w przypadku biednego człowieka, aby chciał, by jego zasoby zostały podwojone, i aby się o to modlił. Wcale tego nie krytykuję, ale nie byłoby to oparte na przykładzie Hioba. Nie ma mowy. To będzie się opierać na innych fragmentach. 

Przeznaczeni na stratę?

Drugie pytanie: Czy chrześcijanin ma przyjmować wyłącznie stratę i cierpienie? Nie. 

  • Mamy się modlić o uzdrowienie, jeśli jesteśmy chorzy (Jakuba 5:16).
  • Mamy się modlić o radość, jeśli jesteśmy zniechęceni (Rzymian 15:13).
  • Mamy się modlić o owocność i wydajność, jeśli nasze życie jest pozbawione owocu (Filipian 1:11; Kolosan 1:10).
  • Powinniśmy modlić się o pokój w naszych relacjach, jeśli w naszym życiu są konflikty i ból (Filipian 4:6–7).
  • Mamy się modlić o zwycięstwo nad niszczącymi życie grzechami, takimi jak pijaństwo, narkotyki czy cudzołóstwo (Rzymian 6:12–14).

Wszystko to są modlitwy, wszystko to są pragnienia, abyśmy przezwyciężyli pewnego rodzaju straty i cierpienia. Innymi słowy, strata i cierpienie same w sobie nie są czymś, co Bóg uważa za godne pożądania. W rzeczywistości mogą one być tym, do czego Bóg nas wzywa, jako środek do czegoś innego, na przykład do postępu ewangelii. Ale samych w sobie nie należy ich pożądać ani szukać. 

W 1 Liście do Tymoteusza, Paweł ostrzega przed tymi, którzy uczyli chrześcijan, że przyjemność jedzenia i małżeństwa są złe. Oto jego odpowiedź: Oni „zabraniają wstępować w związki małżeńskie, nakazując powstrzymywać się od pokarmów, które Bóg stworzył, aby je przyjmowali z dziękczynieniem wierzący i ci, którzy poznali prawdę” (‭‭1 Tymoteusza‬ ‭4:3‬). 

Cierpienie i strata są Bożymi narzędziami do naszego uświęcenia. My sami nie bierzemy do ręki skalpela lekarskiego i nie zaczynamy się ciąć. Po prostu słuchamy lekarza i robimy to, co on mówi. A jeśli gdzieś po drodze potrzebna jest operacja, czy nawet amputacja, ufamy naszemu Lekarzowi i wywyższamy Jego mądrość i miłosierdzie w naszym cierpieniu. Celem chrześcijanina nie jest cierpieć, ale kochać i akceptować wszelkie cierpienia, których On wymaga. 

Co mówi twoje serce?

I w końcu trzecie pytanie: Czy słusznie jest modlić się, aby uzyskać wystarczająco dużo pieniędzy, aby cieszyć się wygodnym życiem? 

I ponownie – jest to pytanie, na które nie można każdemu odpowiedzieć w taki sam sposób. Niektórzy dobrze sytuowani ludzie – znam ich – chcą mieć coraz więcej i więcej, i więcej, i więcej rzeczy, ponieważ uważają, że nie mogą doświadczyć wygody, jeśli nie mają dwóch samochodów, dwóch domów lub dziesięciu koszul… podczas gdy na świecie są miliony ludzi, dla których wygoda oznaczałaby: „Czy mógłbym dostać chociaż jedną koszulę, wystarczająco jedzenia, aby nakarmić moją rodzinę, dach nad głową, jakieś wykształcenie dla moich dzieci, odrobinę podstawowej opieki zdrowotnej?”.

Apostoł Paweł powiedział: „Niczego bowiem nie przynieśliśmy na ten świat, z pewnością też niczego wynieść nie możemy. Mając natomiast jedzenie i ubranie, poprzestawajmy na tym” (1 Tymoteusza‬ ‭6:7-8‬). Myślę, że w ten sposób Paweł chciał powiedzieć, że nie jest złe, aby pragnąć podstawowych rzeczy niezbędnych do życia, aby móc wykonywać sensowną pracę i przynosić owoce w swoim życiu. Nie jest złem pragnąć tego; nie jest złem modlić się o to. 

Wydaje mi się, że wszystko to jest w dużej mierze kwestią serca. Czy twoje serce mówi razem z apostołem Pawłem: „Chrystus jest dla mnie tak cenny, że poznałem sekret stawiania czoła sytości i głodowi, obfitowania i niedostatku” (zobacz ‭‭Filipian‬ ‭4:11-12‬)? Tylko Bóg zna prawdziwy stan twojego serca. To tam toczy się prawdziwa walka. 

Niech więc Bóg pokaże nam wszystkim, ile jeszcze z naszych zasobów możemy przeznaczyć na Jego cele związane z szerzeniem Ewangelii, a ile we właściwy sposób możemy wykorzystać dla siebie. 

Wykorzystano za zgodą DesiringGod.

FacebookMessengerTwitterWykop
Zobacz również
6 stycznia | Łaska na co dzień