Czy będę bardziej cierpieć, jeśli pójdę za Jezusem?

Transkrypcja audio

Dlaczego Bóg miałby pozwolić nam chrześcijanom cierpieć, jeśli to cierpienie zaszkodziłoby naszej wierze? To pytanie pochodzi od naszej słuchaczki z Kenii. „Witam, pastorze Johnie! Mam 21 lat i mieszkam w Kenii, we wschodniej Afryce. Moje pytanie wynika ze zwątpienia w dobrą naturę Boga. Wątpliwości te wkradły się, gdy rozmawiałam z moją przyjaciółką o tym, jak wygląda w jej życiu ufanie Bogu i czy stawia Jezusa zawsze na pierwszym miejscu. Powiedziała, że tego nie robi, ponieważ jak mówi, podążanie za Bogiem oznacza dodatkowe cierpienie i wiele trudności, które sprawia Bóg (albo na które pozwala), i że one nas spotykają, zanim doznamy Jego dobroci. Zastanawiam się, czy ma rację. Jej punkt widzenia sprawił, że zaczęłam wątpić w Bożą dobroć. Dlaczego Bóg miałby sprawiać ból komuś, kto całkowicie Mu zaufał? Dlaczego miałby pozwolić nam na cierpienie do tego stopnia, że nadwyrężyłoby to naszą wiarę w Niego? Dlaczego mamy wierzyć, jeśli to naraża nas na większe cierpienie?”.

Koleżanka naszej słuchaczki zrozumiała coś prawie poprawnie. Czasami prawie oznacza naprawdę dobrze, a czasami prawie oznacza całkowitą porażkę. Jeśli grasz w koszykówkę i chcesz rzucić za trzy punkty, ale delikatnie nadepniesz na linię i trafisz za dwa, to prawie zdobyłeś trzy punkty. Będziesz musiał zadowolić się dwoma, ale i tak wszyscy będą szczęśliwi. W koszykówce dwa punkty to sporo dlatego kiedy prawie trafimy za trzy punkty, to też jest bardzo dobry wynik. Ale jeśli twój przeciwnik chce rzucić za trzy, a ty delikatnie go sfaulujesz tak, że prawie go nie dotknąłeś, to przeciwna drużyna będzie rzucać trzy rzuty wolne, bez względu na to, czy dotknąłeś go delikatnie, czy trochę mocniej, i bez względu na to, czy myślisz, że prawie go nie dotknąłeś. 

Przyjaciółka naszej słuchaczki dostrzega, że gdy Jezus powołuje nas do siebie, mówi: „Jeśli ktoś chce pójść za Mną, niech się wyrzeknie samego siebie, weźmie swój krzyż i naśladuje Mnie” (Marka 8:34, SNPD). Innymi słowy, naśladowanie Jezusa zawiera w sobie niesienie krzyża, który jest narzędziem cierpienia i śmierci. Wie więc, że pójście za Jezusem będzie kosztowne i to ją powstrzymuje. I to jest tragiczne. Chciałbym zobaczyć, czy uda mi się zmienić jej myślenie, a po drodze ustrzec naszą słuchaczkę od schodzenia w tę ślepą uliczkę.

Nieskończenie mniej cierpienia

Musimy tutaj odnieść się do dwóch rzeczy. Oto pierwsza z nich. Ta dziewczyna powiedziała: „podążanie za Bogiem oznacza dodatkowe cierpienie i wiele trudności, które sprawia Bóg (albo na które pozwala), i że one nas spotykają, zanim doznamy Jego dobroci […] Dlaczego mamy wierzyć, jeśli to naraża nas na większe cierpienie?”.

W tej wypowiedzi popełniono dwa błędy. Pierwszy jest ilościowy, a drugi dotyczy kolejności. Najpierw przedstawię błąd ilościowy. Powiedziała: „podążanie za Bogiem oznacza dodatkowe cierpienie […] Dlaczego mamy wierzyć, jeśli to naraża nas na większe cierpienie?”. Zatem ta dziewczyna dwa razy powiedziała, że podążanie za Chrystusem będzie skutkowało dodatkowym lub większym cierpieniem.

Egzystencja, ludzkie życie trwa wiecznie albo z Bogiem, w jego cudownej obecności, albo bez Boga pod Jego gniewem.

W sensie ilościowym jest to absolutnie nieprawdziwe. Jedynym powodem, dla którego brzmi to jak prawda, jest to, że traktujemy powiew pary, który nazywamy „tym życiem” tak, jakby był wszystkim, podczas gdy w rzeczywistości nasze życie między narodzinami a śmiercią jest nieskończenie małym ułamkiem życia, które w rzeczywistości trwa wiecznie. Kiedy powstajemy do życia poprzez poczęcie w łonie matki, zaczynamy nowe życie, które nigdy się nie kończy; trwa wiecznie — najpierw w tym maleńkim, maleńkim ułamku życia na tym świecie, a potem na zawsze, albo z radością w królestwie Bożym, albo z niedolą w piekle. 

W Mateusza 25:46 Jezus powiedział, że niesprawiedliwi „odejdą, by ponieść wieczną karę, sprawiedliwi zaś wkroczą w życie wieczne”. Egzystencja, ludzkie życie trwa wiecznie albo z Bogiem, w jego cudownej obecności, albo bez Boga pod Jego gniewem. 

Jezus powiedział w Jana 3:36: „Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne, kto natomiast odmawia Synowi posłuszeństwa, nie zazna życia, lecz ciąży na nim Boży gniew”.

A więc wracając do zdania, które jest błędne pod kątem ilościowym — po prostu błędem jest twierdzenie, że wiara w Jezusa przynosi więcej cierpienia. Nie przynosi. Przynosi nieskończenie mniej cierpienia, ponieważ ratuje przed wiecznym cierpieniem. Pozwólcie, że powiem to raz jeszcze: Wiara w Jezusa przynosi nieskończenie mniej cierpienia, ponieważ ratuje przed wiecznym cierpieniem. Zdanie, które mówi: „podążanie za Bogiem oznacza dodatkowe cierpienie” jest błędne pod kątem ilościowym. Jest nieskończenie błędne. 

Piękno dokładnie w tej chwili

Teraz przedstawię błąd dotyczący kolejności. Tym błędem jest mówienie, że gdy staniesz się chrześcijaninem, to najpierw przyniesie to więcej cierpienia, a dopiero potem będziesz mógł cieszyć się Bożą dobrocią. Już w chwili, gdy rodzimy się na nowo, gdy stajemy się chrześcijanami – dokładnie w tym momencie – nasze oczy zaczynają widzieć piękno Chrystusa, ponieważ zostaje od nas zabrana ślepota, pochodząca od Szatana.

  • Dokładnie w tym momencie ciężar winy zostaje zdjęty z naszego sumienia poprzez przebaczenie każdego grzechu.
  • W tej samej chwili Boży gniew zostaje zabrany i usunięty. 
  • Do naszego życia przychodzi Duch Święty, wypełniając nasze serca Bożą miłością (Rzymian 5:5).
  • Stajemy się przyjaciółmi Króla całego świata. 
  • Rozpoczynamy bliską społeczność z Chrystusem.
  • Otwiera się przed nami możliwość śmiałego przychodzenia do Boga w modlitwie. 
  • Zaznajemy tego, co oznaczają wypowiedziane przez apostoła Piotra słowa: „Przepełnia was radość niewysłowiona, pełna chwały” (1 Piotra 1:8).
  • Zerwane zostają wszelkie więzy grzechu.
  • Budzi się w nas niezwyciężona nadzieja. 
  • Wszechmoc Boga zamienia się z bycia przeciwko nam na współdziałanie we wszystkim ku naszemu wiecznemu dobru (Rzymian 8:28).

Wiara w Jezusa przynosi nieskończenie mniej cierpienia, ponieważ ratuje przed wiecznym cierpieniem.

To wszystko rozpoczyna się w momencie, gdy rodzimy się na nowo. Nie jest prawdą twierdzenie, że bycie chrześcijaninem pociąga za sobą więcej prób, zanim będziemy mogli cieszyć się Bożą dobrocią. To właśnie ta natychmiastowa dobroć, której doświadczamy, pozwala nam znosić próby.

Wspomniałem wcześniej, że muszę odnieść się do dwóch rzeczy. To była pierwsza: błąd ilościowy oraz błąd dotyczący kolejności, który polega na twierdzeniu, że stanie się chrześcijaninem oznacza więcej cierpienia, i że dopiero po tym, jak przejdziemy przez trudności, pojawi się Boża dobroć. 

Służenie naszemu zbawieniu

Drugą rzeczą, do której chcę się odnieść to pytanie, które postawiła nasza słuchaczka: „Dlaczego Bóg miałby sprawiać ból komuś, kto całkowicie Mu zaufał? Dlaczego miałby pozwolić nam na cierpienie do tego stopnia, że nadwyrężyłoby to naszą wiarę w Niego?”.

W Biblii znajdujemy co najmniej sześć obszernych, rzetelnych i wyczerpujących odpowiedzi na to pytanie. Napisałem kiedyś artykuł, który nazwałem „Pięć celów naszego cierpienia”, ale kilka tygodni temu postanowiłem dodać szósty cel. Tak więc teraz myślę w kategoriach sześciu ogólnych powodów chrześcijańskiego cierpienia. Nie będę ich teraz wymieniał. Chciałbym jedynie zasugerować naszej słuchaczce, żeby zmieniła sposób, w jaki postrzega cierpienie wierzących. 

Co by było, gdybyśmy zamiast spoglądać na cierpienie chrześcijan jako coś, co jest nam dane dlatego, że staliśmy się chrześcijanami, zaczęli patrzeć na cierpienie, jako coś, co do tej pory było dla nas pewne i na co zasługiwaliśmy, ale teraz, dzięki łasce Bożej, stało się cierpieniem, które służy naszemu zbawieniu? Takie spojrzenie jest radykalną zmianą sposobu, w jaki postrzegamy cierpienie. Innymi słowy, zamiast patrzeć na cierpienie jako coś, co Bóg przypadkowo zsyła do naszego życia, zaczynamy widzieć je jako coś, na co zasługiwaliśmy, co było pewne i w końcu miało nas zniszczyć, ale teraz Bóg, który jest najmądrzejszym, wszechmocnym i współczującym lekarzem, w cudowny sposób sprawia, że wszelkie cierpienia służą naszemu zbawieniu, a nie temu, żeby nas zniszczyć.

Na przykład w 2 Liście do Koryntian, w rozdziale 12 Paweł mówi, że wbity został w jego ciało cierń, dany mu od Boga. Bez Jezusa Chrystusa ten cierń służyłby jego zgubie. Ale ze względu na Chrystusa, nawet jeśli ten cierń jest, jak to mówi Biblia „posłańcem Szatana” (2 Koryntian 12:7), to Bóg uczynił go narzędziem uświęcenia i radości w życiu Pawła. Gdy Paweł prosi, żeby ten cierń został zabrany, Chrystus odpowiada: „Dosyć masz, gdy masz łaskę moją, gdyż pełnia mej mocy objawia się w słabości”. A Paweł odpowiada na to w następujący sposób: „Dlatego chwalę sobie słabości, zniewagi, potrzeby, prześladowania i uciski dla Chrystusa. Bo kiedy jestem słaby, wtedy jestem mocny” (2 Koryntian 12:9). Innymi słowy, to samo cierpienie, które Szatan zamyślił dla naszego nieszczęścia, i które skutkowałoby wiecznym utrapieniem bez Chrystusa, zostało przekształcone przez Boga w narzędzie służące naszemu zbawieniu.  

Wieczna radość

Dlatego, droga słuchaczko, błagam ciebie i twoją przyjaciółkę: 

  1. Kiedy będziecie rozmyślać o cierpieniach w tym życiu, pamiętajcie, że życie trwa wiecznie, a nie tylko osiemdziesiąt lat, a Bóg dał swojego Syna, aby ograniczyć wasze cierpienie do niewielkiego ułamka tego życia, a następnie dać wam wieczną radość.
  2. Zmieńcie sposób, w jaki postrzegacie swoje cierpienia, tak abyście mogły zobaczyć, jak Bóg zamienia nieuniknione cierpienia, na które zasługujecie, w rodzaj Bożej terapii, która prowadzi do wiecznego zdrowia i radości.
Udostępnij!
Dołącz!
Wpisz swój e-mail, aby co tydzień otrzymywać najnowsze materiały EWC.